Rozmowy Wspólnoty

Fermy zwierząt futerkowych dają zatrudnienie mieszkańcom

Procedowany w parlamencie projekt ustawy nazywanej „piątką dla zwierząt” jest bardzo restrykcyjny. Doceniam intencje ustawodawcy i mnie również zależy, żeby każda hodowla odbywała się w jak najbardziej humanitarnych warunkach. Chodzi jednak o to, aby projekt osiągał cel w sposób jak najmniej dotkliwy dla ludzi, którzy się taką działalnością parają – mówi Maciej Bratborski, burmistrz miasta i gminy Koźmin Wielkopolski.

Wielkopolska jest polskim zagłębiem hodowli zwierząt futerkowych, a na terenie miasta i gminy Koźmin Wlkp. zlokalizowane są fermy króla polskich hodowców, podobno największe na świecie. Jakie znaczenie dla gminy ma obecnie ta dziedzina gospodarki?

Hodowla zwierząt futerkowych ma istotne znaczenie dla lokalnego rynku pracy. Fermy zatrudniają kilkaset osób, wiele spośród nich to mieszkańcy miasta i gminy. Ma ona też duże znaczenie dla wielu lokalnych podmiotów gospodarczych, które kooperują z hodowcami. Fermy zatrudniają nasze firmy korzystając z usług różnych branż – budowlanej, konstrukcyjne, instalacyjne, infrastruktury technicznej itp. W jakimś sensie hodowla zwierząt to mimo wszystko, w mniejszym czy większym stopniu, motor napędowy naszej gospodarki.

 

Czy fermy hodowlane są także istotnymi podatnikami?

Jeśli chodzi o podatki, to nie odczuwamy bezpośredniego wpływu ferm na budżet gminy. Mniejsze rozliczają się z podatków na podstawie przepisów o działach specjalnych produkcji rolnej, a większe, czyli przekraczające 2 mln euro rocznych obrotów, to najczęściej jednoosobowe działalności gospodarcze, a ich właściciele rozliczają się z fiskusem na podstawie PIT. Największa ferma na terenie naszej gminy rozlicza się właśnie na podstawie przepisów o podatku dochodowym dla osób fizycznych i jako gmina mamy w tym 38-proc. udział. Ale nie wiem, jaka to konkretnie kwota, bo nie mam wglądu do deklaracji podatkowych. Proszę jednak pamiętać, że przedsiębiorcy nie tylko hodowcy norek, w taki sposób starają się operować przychodami i kosztami, aby wykazać jak najmniejszy dochód. Optymalizacja podatkowa to normalne zachowanie w każdym biznesie. Chcę natomiast podkreślić, że współpraca z właścicielami ferm koźmińskich układa się nam bardzo dobrze. Oceniam ją pozytywnie z punktu widzenia samorządu, bo nigdy nie zdarzyło się, aby uchylali się oni od partycypowania w kosztach budowy infrastruktury. Oczywiście, ktoś mógłby powiedzieć, że partycypowali w kosztach inwestycji takich jak budowa drogi czy wodociągu dla celów własnej działalności gospodarczej. To prawda, ale z tych inwestycji korzystają także inni mieszkańcy.

 

W ilu lokalizacjach na terenie gminy są fermy hodowli norek? Czy prowadzone są u was hodowle również innych zwierząt?

Fermy norek występują w czterech lokalizacjach – są to Góreczki, Dębówiec, Biały Dwór i Czarny Sad. Na terenie gminy mamy też kilka dużych ferm drobiu.

 

Podobno współpraca hodowców drobiu i norek jest korzystna dla obu stron, bo norki karmione są odpadami z produkcji mięsa drobiowego?

Nie chodzi tu o bezpośrednią współpracę ferm, ale o współpracę z ubojnią drobiu, która znajduje się na terenie sąsiedniej gminy. Rzeczywiście, hodowcy norek zagospodarowują odpady poubojowe w bardzo dużej ilości. Gdyby ich zabrakło, trzeba by znaleźć inny sposób utylizacji odpadów, co pewnie zwiększyłoby koszty działalności ferm drobiarskich i ubojni.

 

Obecnie w parlamencie procedowana jest ustawa zwana „piątką dla zwierząt”, która przewiduje likwidację branży futrzarskiej w Polsce. Jaka opinia na ten temat panuje na terenie gminy?

Nie prowadziłem jakichś specjalnych rozmów na ten temat z mieszkańcami i nie chcę się w ich imieniu wypowiadać, mogę natomiast wyrazić swoją opinię. Uważam, że każde prawo wprowadzające jakiekolwiek ograniczenia powinno być bardzo dobrze przemyślane. Powinno przewidywać vacatio legis na wystarczająco długi okres, aby umożliwić zainteresowanym przebranżowienie działalności gospodarczej albo znalezienie sobie nowego miejsca w życiu gospodarczym. Projekt obecnie procedowany w parlamencie jest bardzo restrykcyjny. Sądzę, że w żadnym kraju nie tworzono prawa w ten sposób, choć proces legislacyjny nie jest jeszcze zakończony i mówi się, że niedługo ma być złożony nowy projekt, który ma złagodzić planowane ograniczenia. Proszę mnie dobrze zrozumieć: doceniam intencje ustawodawcy i mnie również zależy, żeby każda hodowla zwierząt odbywała się w jak najbardziej humanitarnych warunkach, chodzi jednak o to, aby projekt osiągał określony cel w sposób jak najmniej dotkliwy dla ludzi, którzy się taką działalnością parają.

 

W jakim stopniu fermy hodowlane są uciążliwym sąsiadem dla ludzi? W kilku miejscowościach mieszkańcy protestowali przeciwko lokalizacji ferm w ich okolicy. Jak to wygląda w gminie Koźmin Wlkp.?

Bez wątpienia fermy są uciążliwe dla ludzi. Może nie permanentnie, ale są okresy, kiedy ta uciążliwość jest znaczna. Dotyczy to czasu wymiany stada i czyszczenia bezodpływowych zbiorników z odchodami – wtedy odór się nasila. Ale co można z tym zrobić? Każda działalność rolnicza związana z hodowlą zwierząt wywołuje jakieś uciążliwości.

 

Spojrzałem na zdjęcie satelitarne fermy w Góreczkach, jest ona położona w otulinie lasu, choć w pobliżu znajduje się kilka zabudowań, prawda?

Tak. Byłem kilkakrotnie na terenie tych ferm i mogę potwierdzić, że problem odorowy występuje tam w czasie, kiedy usuwany jest obornik. Ale w normalnym okresie hodowlanym panują tam niemal sterylne warunki i praktycznie żadnych zapachów się nie odczuwa. Trzeba się jednak pogodzić z tym, że wieś to nie jest miejsce, gdzie tylko fajnie się mieszka. Każdy, kto na wsi szuka czystego powietrza, ciszy i spokoju musi brać pod uwagę, że jest tam prowadzona produkcja i mają prawo pojawić się mankamenty wynikające z hodowli zwierząt.

 

Kilka organizacji, tzw. aktywistów prozwierzęcych oraz portal Onet.pl, zaatakowało polskich hodowców zarzucając im niehumanitarne traktowanie zwierząt. Jako przykład podawano fermę w Góreczkach, do której nawet wprowadzono szpiega. Jaka jest prawda o traktowaniu zwierząt w hodowli?

Z rozmowy z powiatowym lekarzem weterynarii znam wyniki kontroli, które regularnie były prowadzone na fermie w Góreczkach. Po sławetnej aferze rozpętanej przez Onet wojewódzki i powiatowy lekarz weterynarii przeprowadzili kontrolę i jej wyniki były pozytywne. Oczywiście, w każdej hodowli mogą się zdarzyć jakieś nieprawidłowości, ale budowanie całej historii na pojedynczym incydencie jest grubą przesadą. Osobiście nigdy nie dostałem żadnego sygnału, że na fermie dzieje się coś złego.

 

Właściciel fermy wypowiadając się w mediach powiedział, że gdyby nie dbał o dobrostan zwierząt, traciłby pieniądze, bo od dobrego traktowania zależy jakość futra, którym handluje.

Najprawdopodobniej ma rację, bo skórki pogryzione, uszkodzone albo od chorych zwierząt nie dałyby mu dochodu.

 

W jaki sposób nagonka na fermę hodowlaną w Góreczkach wpłynęła na opinię o gminie?

Dla wielu osób reportaż Onetu był szokujący. Mieszkańcy sarkali, że to źle, że Koźmin zaistniał w mediach w tak niekorzystnym kontekście, niektórzy nie przywiązywali do tego wagi. Z pewnością chluby to nam nie przyniosło, ale podkreślam, że samorząd nie ma z tym nic wspólnego.

 

No właśnie. Przecież miasto i gmina Koźmin Wielkopolski to nie tylko hodowla norek.

To piękny i spokojny zakątek Wielkopolski, którego sercem jest bardzo stare miasto. Początki Koźmina Wielkopolskiego są datowane na pierwszą połowę XIII wieku, a badania archeologiczne mówią o stałym osadnictwie w tym miejscu już w X wieku. Mamy mnóstwo zieleni, ciekawych zabytków i obiektów, które warto zwiedzić. Nasze miasto oraz okoliczne miejscowości to znakomite miejsce na weekendowy wypad bez obaw o jakiekolwiek przykre doznania, w tym zapachowe, bo fermy występują w znacznym oddaleniu i – jak wcześniej mówiłem – uciążliwe są tylko incydentalnie. Mamy bardzo ciekawą historię, którą można poznawać, oddając się lekturze lokalnych publikacji. A mamy się czym pochwalić w tym zakresie. Wydaliśmy wiele wydawnictw poświęconych ciekawym wydarzeniom i ludziom, którzy tworzyli naszą przeszłość, takich jak chociażby „Monografia Koźmina Wielkopolskiego i okolic”, „Koźmińskie drogi ku niepodległości”, „Nasza mała ojczyzna – Koźmin Wielkopolski” i inne.  Ponadto, od ponad 30 lat ukazuje się półrocznik „Szkice Koźmińskie”, który przybliża historię miejsca i ludzi związanych z Koźminem Wielkopolskim. W działalności wydawniczej współpracujemy zarówno z indywidualnymi autorami, miejscowymi historykami, a za ich pośrednictwem także z instytucjami badawczymi, archiwami i bibliotekami.

 

Ile kosztuje gminę działalność wydawnicza? Może warto zachęcić inne samorządy, aby szerzej zajęły się własną tradycją i lepiej dbały o lokalną historię?

Nie podam konkretnej kwoty, ale rocznie jest to kilkadziesiąt tysięcy złotych na nasze wydawnictwa albo na wsparcie publikacji innych wydawców poświęconych naszej gminie. Przykładamy ogromną wagę do popularyzowania lokalnej historii, gdyż mamy świadomość, że dorobek, który dzisiaj użytkujemy, w znacznej mierze wypracowały poprzednie pokolenia.