Rozmowy Wspólnoty

Wprowadźmy centralny rejestr psów

Rozmawia: Janusz Król

07.03.2020

Ogólnokrajowy rejestr doskonale sprawdził się wprowadzony w wielu państwach europejskich. Przywiązuje on zwierzę do właściciela i jednoznacznie określa osobę zobowiązaną do wypełniania powinności związanych z jego posiadaniem. Co więcej, cywilizuje obrót zwierzętami i kończy kupowanie szczeniaków, gdy dziecko ma taki kaprys – mówi Leszek Świętalski, sekretarz generalny Związku Gmin Wiejskich RP.

Dlaczego CBA powinno się zająć sprawą bezdomności zwierząt?

Z mojego wieloletniego doświadczenia oraz głosów, które słyszę w terenie – a dysponujemy też oficjalnym dokumentem Najwyższej Izby Kontroli z 2016 roku, która w sprawie ochrony zwierząt przeprowadziła w ciągu 10 lat kilka kontroli – wynika, że jedna trzecia środków na ochronę zwierząt jest wydawana niewłaściwie albo niegospodarnie.

Co to znaczy? NIK stwierdziła w kilku bardzo dużych schroniskach tak zwane braki remanentowe – nie zgadzała się liczba zwierząt przyjętych z przebywającymi w schronisku i pojawiło się uprawdopodobnione przypuszczenie, że nawet do 40 proc. z nich zostało uśmierconych. Na podstawie obowiązującego prawa zwierzęta wolno uśmiercać tylko wtedy, gdy występują okoliczności ściśle określone w przepisach. Stwierdzono także, że większość pieniędzy teoretycznie przeznaczanych na opiekę w rzeczywistości trafiała do firm odławiających bezdomne zwierzęta. Na tej dość specyficznie rozumianej „opiece” zarabiają więc głównie hycle.

Gminy mają związane ręce, więc kombinują, jak zadośćuczynić temu prawu. Zostały zobligowane do uchwalania corocznego planu ochrony zwierząt, a naszym zdaniem taki plan powinien być uchwalany raz na jakiś czas i powinien być aktem prawa miejscowego. Po drugie, w Polsce jest ograniczona liczba schronisk i miejsc, natomiast zwierząt wymagających opieki schroniskowej jest dwa razy więcej. Dlatego mamy do czynienia z procederem odławiania ich „donikąd”. Zatem w tym systemie nie ma możliwości wykonania zadań określonych ustawą.

W rezultacie, zwłaszcza mniejsze gminy uchwalają roczne plany ochrony, ale nie mogą podpisać porozumienia z podmiotem zajmującym się wyłapywaniem i osadzaniem zwierząt oraz spełniającym warunki określone w przepisach. Otwieranie nowych schronisk już dziś jest trudne, a jedna z niedawno proponowanych nowelizacji przewidywała, że zwierzęta w schroniskach miałyby mieć warunki przewyższające te, które muszą być spełnione dla dzieci w przedszkolach czy żłobkach.

Małej gminy nie stać na stworzenie schroniska spełniającego pełne wymagania. Powiaty też nie kwapią się, w wielu przypadkach, do spełniania roli organu pomocniczego dla gmin we wspólnej organizacji tego kosztownego i trudnego przedsięwzięcia, zarówno w procesie jego powstawania, jak i późniejszego utrzymywania. Dlatego schroniska nie powstają.

 

A to oznacza, że konieczne jest usypianie zwierząt.

Radykalną konsekwencją tego stanu jest uśmiercanie zwierząt. Mała gmina, o czym wspomniałem wcześniej, nie pozwoli sobie na stworzenie schroniska. A wciąż pojawiają się pomysły, że ukrócenie procederu wymaga powierzenia zadania prowadzenia schronisk wyłącznie podmiotom publicznym, czyli będącym własnością samorządów. To rozwiązanie nieracjonalne, dlatego konieczne jest ucywilizowanie prawa.

 

Na czym polegają i jaka jest skala nadużyć finansowych dokonywanych przez podmioty zajmujące się realizacją zleceń gmin?

Zacznijmy od podatku od posiadania psów. Świadomy i racjonalny właściciel zgłosi psa do podatku i zapłaci tę daninę. Ale dla wielu właścicieli pies jako obciążenie podatkowe nie istnieje, dlatego większość gmin dla zachęty stosuje bardzo obniżone stawki podatku. Najczęściej nie przynosi to oczekiwanego skutku, a tu i ówdzie podejmowane próby egzekucji tego podatku też nie są skuteczne. To powoduje, że obowiązki i koszty związane z posiadaniem zwierzęcia, a więc szczepienie, kastracja itd. są przerzucane na ogół społeczeństwa, bo płaci się za to z budżetu.

Idźmy dalej. Gminy są zobowiązane do stworzenia całodobowych dyżurów weterynarzy. Ci z powodu wałęsających się psów mają rocznie najczęściej kilka interwencji, ale za gotowość trzeba im płacić stałą stawkę za cały rok. Ponadto gminy muszą godzić się na zbyt wysokie stawki za odławianie wałęsających się zwierząt, aby dochować przepisów i – w skrajnych przypadkach – nie dopuścić do pokąsania kogoś. Bo osoby odpowiedzialne za zaniedbanie tego mogą odpowiadać karnie. A firmy zajmujące się wyłapywaniem i osadzaniem zwierząt w schronisku bardzo często żądają więcej niż 5 tysięcy złotych od odłowionej sztuki. Potem zaś okazuje się, że ten sam pies pojawia się w innym miejscu, na terenie innej gminy, a czasem nawet ci sami ludzie, którzy już raz go odłowili alarmują, że gdzieś się wałęsa. Owszem, gminy dostają raporty, że zwierzę zostało odłowione i umieszczone w schronisku, ale nie mają sposobu, aby to zweryfikować. I biznes się kręci.

 

Jakie działania podejmuje w tej sprawie ZGW RP?

Związek wielokrotnie powtarzał, że ochrona zwierząt, w szczególności współpraca ze schroniskami, powinna być zadaniem powiatowym. Wynika to wprost ze skali zjawiska, bo jak wspomniałem, gminy są za małe, aby prowadzić takie placówki. Po drugie, już kilkukrotnie zgłaszaliśmy postulat, aby rząd podjął inicjatywę legislacyjną nie z powodu emocjonalnego litowania się nad losem zwierząt, ale w oparciu o sprawdzone i stosowane w Europie rozwiązania. Tam są one skuteczne i znakomicie wypełniają postulat ochrony i opieki.

Mówimy o tym my, samorządowcy, mówią też weterynarze. Wnioski i rekomendacje Krajowej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej pokrywają się z naszymi, a dodatkowo wskazują, że braki prawne dotyczą także ustawy o ochronie zdrowia zwierząt i zwalczania chorób zakaźnych. Trzeba wprowadzić czipowanie, czyli znakowanie  transponderem elektronicznym zwierząt oraz stworzyć ich centralny rejestr. Co więcej, taki rejestr już działał na terenie Polski – przed wojną na terenach zajmowanych wówczas przez Niemcy, a więc na Dolnym i Górnym Śląsku, Pomorzu i na ziemi lubuskiej. Nawet w tamtych warunkach było to możliwe.

Ale dla tworzących prawo istotniejsze są, zdaje się, inne problemy. W jednej z nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt określono minimalną długość łańcucha, na którym może być uwiązany pies gospodarski oraz maksymalny czaso przebywania na tej uwięzi. Nie określono tylko powinności organów oraz sposobu kontroli i egzekucji stosowania lub nie tych regulacji. Takie prawo jest abstrakcyjne wobec poważnego problemu, jakim jest bezdomność zwierząt, powodowana często przez człowieka.

 

Dlaczego centralne czipowanie miałoby rozwiązać problemy bezdomności zwierząt i bezpieczeństwa ludzi, szczególnie dzieci chodzących do szkoły, skoro dziś gminy mogą to robić lokalnie?

Obok oczywistego wpływu rejestru na problem bezdomności będzie on miał – jako baza danych – wpływ na wymiar i pobór podatków od posiadania psów, a także na rejestrację transferów zwierząt, szczepienia profilaktyczne, adopcje, eutanazje itp. Obecne przepisy, które pozwalają gminom tworzyć rejestry, są złe. Bo jeśli psa na terenie danej gminy oczipujemy i umieścimy w gminnym rejestrze, to na pewno nie znajdziemy go jako zwierzę bezdomne i wałęsające się na terenie tej gminy.

Natomiast na naszym terenie znajdziemy psy z sąsiednich jednostek, a nasze będą odławiane gdzie indziej. Dla zwierząt granice gmin nie istnieją. Jeśli więc jedna gmina oczipuje psy, a inna nie, to wysiłek tej pierwszej pójdzie na marne i jeszcze poniesie konsekwencje, gdy jej zwierzę zostanie odłowione. To niepraktyczne rozwiązanie. Centralny rejestr wprowadzony w wielu krajach europejskich doskonale się sprawdził. Przywiązuje on zwierzę do właściciela i jednoznacznie określa osobę zobowiązaną do wypełniania powinności związanych z jego posiadaniem.

Co więcej, cywilizuje obrót zwierzętami i kończy kupowanie szczeniaków, gdy dziecko ma taki kaprys. Wracając jeszcze do działań Związku Gmin Wiejskich RP – musimy być w tej sprawie czujni, bo projekty podejmowane przez posłów idą w najróżniejszych kierunkach. Pojawił się nawet pomysł, aby kwestię ochrony zwierząt połączyć w jednej ustawie z zakazem hodowli zwierząt futerkowych. Wystąpiliśmy ostatnio do ministerstwa o policzenie kosztów opieki nad zwierzętami w skali całego kraju, aby wreszcie wiedzieć, ile gminy na ten cel wydają i czy za te pieniądze możliwa jest opieka nad zwierzętami i w jakim reżimie organizacyjnym.

 

O ile wzrosną koszty opieki nad zwierzętami, jeśli wprowadzi się obowiązek czipowania zwierząt?

Być może niektóre samorządy się na nas obrażą, ale przyjęliśmy stanowisko, że tworzenie rejestru i pierwsze zaczipowanie psów mogą sfinansować gminy z urzędu. To będzie wydatek początkowy, porządkujący system. Ale nie możemy się zgodzić na przerzucanie na gminy zadań i obowiązków, które powinny spoczywać na właścicielach czworonogów. Bo jeśli pozwala się na to, aby gmina na własny koszt przeprowadzała kastrację, szczepienia, odławianie i umieszczanie w schronisku, to zachęca się nieodpowiedzialnych właścicieli zwierząt do lekceważenia ich obowiązków. I na to naszej zgody nie może być. Po wprowadzeniu czipowania oraz centralnego rejestru może się okazać, że pieniędzy na ochronę zwierząt i likwidowanie ich bezdomności wcale nie jest za mało i że miejsc w schroniskach jest wystarczająco. Musimy sobie i zwierzętom dać szansę.