Rozmowy Wspólnoty W samorządach

Wójtowie muszą nauczyć się szukać sojuszników

Sławomir Bukowski

29.09.2017

Rozmowa z Piotrem Draganem, wójtem gminy Wisznice (woj. lubelskie).

Sukces finansowy w Polsce jest w stanie osiągnąć gmina wiejska leżąca we wianuszku gmin okalających miasto albo posiadająca kopalnię gwarantującą przychody z podatków lokalnych. Wisznice zaprzeczają tej zasadzie.

To prawda, powiem nieskromnie, że osiągnęliśmy wielowymiarowy sukces. Promocyjny, bo jesteśmy kojarzeni na ogólnopolskim forum samorządowym, finansowy, bo zrealizowaliśmy wiele inwestycji, których skali inne samorządy mogą nam pozazdrościć, a także rozwojowy – Wisznice dokonały w ciągu dziesięciu lat niesamowitego skoku, jeśli chodzi o jakość infrastruktury czy estetykę przestrzeni publicznej. Ma pan rację, że wiele gmin korzysta z renty położenia, w naszym regionie świetnie rozwijają się samorządy w rejonie przejść granicznych…

 

…ale ich profity wynikają z położenia geograficznego.

Dlatego my musieliśmy poszukać innych źródeł finansowania rozwoju. Po wyborach w 2006 roku wykorzystaliśmy sprzyjające warunki i postawiliśmy wszystko na jedną kartę.

 

Co się wtedy stało?

Wygrałem wybory na wójta. Do zmiany władzy doszło jeszcze w trzech pobliskich gminach. Z natury rzeczy nowicjusze nawiązują ze sobą kontakt, mają świeże umysły, są otwarci na nowe rozwiązania. My postanowiliśmy zawiązać partnerstwo gmin Doliny Zielawy i wspólnie startować w konkursach na dotacje unijne. Wgryzłem się w regionalny program operacyjny i dowiedziałem się, że partnerstwa będą z tego tytułu dostawały dodatkowe punkty. Potwierdzili to urzędnicy z urzędu marszałkowskiego, z którym odbyłem dziesiątki spotkań.

 

Interesy kilku gmin można pogodzić?

Oczywiście na samym początku było trochę nieufności. Jeden z kolegów, wójtów, zapytał mnie wprost: słuchaj Piotr, ale jaki ty masz w tym interes? Odpowiedziałem: mamy obaj, ty i ja mamy drogi do zbudowania, wodociągi i kanalizację. Przełamaliśmy lody i w 2007 roku formalnie podpisaliśmy umowę partnerstwa pięciu gmin: Rossosza, Wisznic, Sosnówki, Podedwórza i Jabłonia.

 

Określiliście w niej szczegóły współpracy?

Nie, to była ramowa umowa wyliczająca najważniejsze obszary, w jakich będziemy współdziałać. Ustaliliśmy, że do każdego konkretnego działania skonstruujemy odrębną umowę precyzującą cel i podział zadań. I tak zostało do dziś. W 2008 roku podpisaliśmy pierwszą umowę w ramach partnerstwa na realizację inwestycji drogowych, dofinansowanych ze środków unijnych.

 

O pieniądze unijne gminy mogą aplikować indywidualnie i wiele z nich wybiera tę drogę.

My doszliśmy do wniosku, że jesteśmy zbyt biedni, aby w poszczególnych urzędach budować dublujące się zespoły do pozyskiwania zewnętrznych źródeł finansowania. Brakowało nam też doświadczenia w tym zakresie. Współpraca międzygminna pozwalała skonsolidować siły. I jak wspomniałem, liczyliśmy, że z tytułu partnerstwa nasze projekty będą premiowane. Tak zresztą się stało.

 

Co konkretnie udało się wspólnie zrobić?

Zbudowaliśmy i wyremontowaliśmy 26 km dróg za 28 mln zł. Pozyskaliśmy na to 20 mln zł dotacji unijnych. Wspólnie kupowaliśmy samochody dla ochotniczych straży pożarnych, każda z gmin tworzących partnerstwo wzbogaciła się o dwa, trzy pojazdy. Dodatkowo w ramach tego projektu kupiliśmy zestawy komputerowe, podłączyliśmy internet oraz przygotowaliśmy strony internetowe dla pięciu jednostek OSP. Wydaliśmy 2,8 mln zł, ale z dotacji wpłynęło do nas prawie 2,4 mln zł. Inwestowaliśmy w odnawialne źródła energii. Dzięki dotacjom unijnym w samej gminie Wisznice działa 550 instalacji kolektorów słonecznych w gospodarstwach prywatnych, na terenie pięciu gmin jest ich półtora tysiąca. Powołaliśmy spółkę do budowy farmy fotowoltaicznej, której udziałowcami są wszystkie gminy tworzące porozumienie. Farma już działa. Kosztowała 7,8 mln zł i została sfinansowana z kredytu przyznanego przez Bank Spółdzielczy w Wisznicach, ale 3,1 mln zł wyniosła unijna dotacja z Regionalnego Programu Operacyjnego dla Woj. łubelskiego. Kredyt zaciągnęła spółka, więc nie obciąża on gminnych budżetów.

 

Farma produkuje energię na potrzeby samorządów?

Odsprzedajemy ją do sieci. My tę inwestycję traktujemy jako źródło przyszłego przychodu oraz katalizator rozwoju lokalnego. Po spłaceniu kredytu przez spółkę za osiem, może dziesięć lat, dochody ze sprzedaży energii zaczną zasilać budżety samorządowe. Ale nie to jest najważniejsze. Zaczęli zgłaszać się do nas prywatni inwestorzy, zachęceni przychylnym klimatem dla takich inwestycji. W gminie Rossosz powstały już dwie kolejne farmy fotowoltaiczne, w gminach Sosnówka i Wisznice są po dwa ważne pozwolenia na budowę, w gminie Podedwórze trwa procedura wydawania pozwolenia na budowę biogazowni. A to nie tylko miejsca pracy, ale i dodatkowe wpływy z podatków lokalnych. Z dwóch farm na naszym terenie spodziewam się 30–40 tys. zł rocznie. Dla Wisznic, małej gminy wiejskiej, to spore pieniądze.

 

Gdybyście drogi budowali sami, nie w partnerstwie, jak dużo udałoby się przez te 10 lat zrobić?

W przypadku Wisznic może 60 procent tego, co zrealizowaliśmy. Inne gminy są mniejsze, tam ten współczynnik z pewnością byłby niższy. Na niektóre drogi nie dostalibyśmy unijnej dotacji, a tak wyremontowaliśmy je korzystając z tego, że zgłoszone zostały w dużym pakiecie.

 

Na wkład własny do inwestycji musieliście jednak zgromadzić pieniądze.

Posiłkowaliśmy się kredytami. Gminy tworzące partnerstwo mają zbliżoną strukturę budżetową, co roku są w stanie wypracować maksymalnie 10 procent nadwyżki. W Wisznicach przy 16-milionowym budżecie jest to około półtora miliona złotych. Za mało na samodzielne sfinansowanie większych inwestycji albo nawet wkładu własnego. Zadłużenie utrzymujemy w ryzach, dziś suma zobowiązań wynosi około 6 mln zł. Bez problemu je spłacamy.

 

Czy partnerstwo jest też szansą na rozwój turystyki?

Oczywiście że tak, choć tutaj nie mamy wygórowanych oczekiwań, nigdy nie wygramy z takimi ośrodkami, jak na przykład Kazimierz nad Wisłą. Chcemy być ciekawą alternatywą dla osób zmęczonych zgiełkiem miast i szukających wytchnienia w gospodarstwach agroturystycznych. Zamierzamy w najbliższych latach zająć się promocją produktów lokalnych. Najpierw musimy jednak zintegrować przedsiębiorców, przekonać ich do współpracy ze sobą i z nami. W Wisznicach działa świetna masarnia produkująca wysokiej jakości produkty, sprzedawane lokalnie w naszych sklepach. Działa grupa producencka SADPOL wytwarzająca soki naturalne. Jest trochę restauracji, które mogłyby serwować regionalne potrawy promując je herbem Doliny Zielawy. Są hoteliki. Zbudowanie wspólnej oferty turystycznej pozwoliłoby przedsiębiorcom zwiększyć zyski, ale beneficjentem byłyby też gminy czerpiące korzyści z wpływów z podatków płaconych przez przedsiębiorców.

 

Dlaczego konstruowanie oferty turystycznej zostawiliście sobie na koniec?

Partnerstwo powstało w czasach, gdy wszyscy mieszkańcy jednym głosem mówili: budujcie drogi! Oczekiwali od nas twardych inwestycji w infrastrukturę i tym się zajęliśmy. Teraz przyszedł czas na bardziej kompleksowe i długofalowe działania. Zresztą dopiero teraz estetyka naszych gmin jest na tyle dobra, że jesteśmy gotowi zapraszać gości z całego kraju.

 

Celem partnerstwa była wspólna walka o środki unijne. Ale one powoli się kończą, nie wiadomo, jak dużo Polska dostanie w nowej perspektywie, po 2020 roku.

Wtedy jeszcze bardziej będziemy musieli zacieśnić więzi, żeby zapewnić rozwój naszych małych ojczyzn. Konieczne stanie się zbudowanie wspólnej oferty dla inwestorów, aby pogłębiać rynek pracy i powstrzymywać exodus młodych, wykształconych ludzi do miast. Nie wiem, czy nie trzeba będzie zreformować sieci szkół na naszym terenie. Dziś pokutuje przekonanie, że w każdej gminie powinna funkcjonować przynajmniej jedna podstawówka. Ale w przypadku spadku liczby dzieci może warto, by gminy wspólnymi siłami prowadziły większe, ale dobrze zorganizowane i wyposażone placówki. Gdyby zorganizować sprawny dowóz, odbyłoby się to z korzyścią i dla dzieci, i dla nauczycieli, i naszych budżetów, bo subwencja oświatowa nie pokrywa corocznych wydatków. Partnerstwo ma, moim zdaniem, kolosalną przyszłość.

 

Czy to wskazówka dla innych gmin wiejskich?

Zawiązywanie partnerstw polecam wszystkim samorządom. Zawsze znajdziemy przedsięwzięcia, których wspólna realizacja będzie szybsza i mniej kosztowna. Ale uwaga: idealne są porozumienia pięciu, sześciu gmin. W większej grupie pojawia się zbyt wiele zdań, sprzecznych interesów, a to utrudnia współpracę. U nas też ujawniają się odmienne oczekiwania. Założyliśmy na przykład, że pozyskane środki na remonty dróg będziemy dzielić według klucza liczby mieszkańców gmin. Ale nigdy nie uda się wpisać do projektu odcinków dróg takiej długości, by precyzyjnie wpasować się w ustalenia. Dlatego działamy honorowo. Jeśli w jednym rozdaniu konkursowym liczba zgłoszonych przeze mnie dróg jest większa niż wychodzi z parytetu, w kolejnym zgłaszam ich mniej. Gdyby nasze partnerstwo tworzyło dziesięć gmin nie wiem, czy udałoby się wszystkich pogodzić. Poza tym teraz sprawnie dzielimy się odpowiedzialnością administracyjną. W każdym kolejnym konkursie inna gmina jest liderem projektu i przygotowuje dokumentację. To pozwala na lepszy i bardziej efektywny podział obowiązków, ale i ograniczenie kosztów. Nie ma też niebezpieczeństwa, że jakiś samorząd będzie maruderem albo inny będzie nieustannie pracować za pozostałe.

 

Czy jakieś gminy chciały się dołączyć do waszego partnerstwa?

Oczywiście, ale przyjęliśmy jedną: Milanów, w 2013 roku. Wspólnie wystąpiliśmy o środki na termomodernizację obiektów użyteczności publicznej. W naszej okolicy w 2014 roku zawiązało  się kolejne partnerstwo: Przygraniczny Obszar Funkcjonalny „Aktywne Pogranicze”. Tworzy je siedem gmin, też wspólnie walczą o fundusze unijne. Partnerstwo naprawdę zdaje egzamin w wielu wymiarach. W Dolinie Zielawy dzięki niemu stworzyliśmy sieć punktów przedszkolnych. W gminie Wisznice dla stu procent dzieci są miejsca w przedszkolach, a mieszkańcy nie wyobrażają już sobie, żeby w którejkolwiek wsi taka placówka została zlikwidowany. Gminy tworzące partnerstwo zbudowały grupę zakupową, organizujemy wspólne przetargi na zakup energii elektrycznej, co pozwala uzyskać spore oszczędności. Kolejne gminy widzą nasze sukcesy i chcą się do grupy zakupowej dołączyć.

 

Nie obawia się pan, że gdyby w którejś z gmin doszło w lokalnych wyborach do zmiany władzy, to czyjeś ambicje zniweczą plany partnerstwa?

Bilans strat i korzyści wynikających ze współpracy działa na naszą korzyść. W jednej z gmin mieliśmy już zresztą sytuację, że zmienił się wójt. Nowy dość szybko zrozumiał, że w jedności siła. Moim zdaniem najbliższe lata pokażą, że najmniejsze, najsłabsze gminy w Polsce z coraz większym trudem radzą sobie z samodzielną realizacją zadań publicznych. Jesteśmy skazani na zawieranie kompromisów i powściąganie prywatnych ambicji. Szukanie sojuszników jest wpisane w ideę samorządności. My, w Dolinie Zielawy, nauczyliśmy się współpracować. Można do nas przyjechać i na własne oczy zobaczyć, jak pięknie prezentuje się kilka wiejskich, do niedawna biednych gmin, które nauczyły się wspólnie planować rozwój i walczyć o pieniądze.

TAGI: dobre praktyki, drogi, finanse samorządowe, gospodarka, ochrona środowiska, rada gminy, sołectwo, wójt,