Głos Gmin Wiejskich Rozmowy Wspólnoty

Tarcza antykryzysowa słabo chroni mikroprzedsiębiorców na terenach wiejskich

Rozmawia: Janusz Król

19.05.2020

Pomoc państwa jest niewystarczająca, to kropla w morzu potrzeb. Mówię to w całkowitym oderwaniu od sympatii politycznych. Rozwiązania tarczy kierowane są do dużych podmiotów gospodarczych, a nasi mikroprzedsiębiorcy, którzy najczęściej funkcjonują jako rolnicy, nie mogą z tych rozwiązań skorzystać – mówi Krzysztof Kazana, wójt gminy Stanin.

Ostatnio we „Wspólnocie” sporo pisaliśmy o obecnej sytuacji w miastach, proszę powiedzieć, jak to wygląda w gminie wiejskiej w warunkach pandemii?

Pod względem formalnoprawnym gminy nie różnią się między sobą, Stanin musi funkcjonować podobnie jak Poznań czy Lublin, ale specyfika życia w naszych gminach jest zupełnie różna. W normalnej sytuacji gminy wiejskie są daleko w tyle za wielkimi miastami pod względem dostępu do kultury, infrastruktury transportowej, usług społecznych, ale gdy dzieją się jakiekolwiek zawirowania, to czynniki, które uznaje się za wady życia na prowincji, stają się jej atutami. Oczywiście, epidemia spowodowała zauważalną różnicę naszego funkcjonowania pod względem społecznym czy gospodarczym, jednak nie jest to zmiana aż tak znacząca, jak w wielkiej metropolii. Dzieje się tak głównie dzięki mniejszej liczbie mieszkańców i znacznie mniejszemu zagęszczeniu osadnictwa.

 

Jednak wprowadzane obostrzenia obowiązują tak samo w mieście jak i na wsi.

Wprowadzane procedury ostrożnościowe zadziałały u nas z pewnym opóźnieniem, ale też ludzie szybciej otrząsnęli się z szoku i zaadaptowali do nowej sytuacji. Poza tym trzeba powiedzieć, że nie mamy w naszej gminie areny, stadionu, nie posiadamy galerii handlowych, nie odbywają się tu na co dzień koncerty, więc to, co miasta najbardziej odczuły jako obostrzenia, nas nie dotknęło.

 

W jakim stopniu pandemia odbija się na lokalnej gospodarce?

Jeśli chodzi o sytuację gospodarczą to, paradoksalnie, drobny handel wręcz skorzystał na niej. W normalnej sytuacji małe sklepy na terenach wiejskich nie wytrzymują konkurencji z supermarketami. Nasi mieszkańcy mają samochody i po zakupy jeżdżą najczęściej do Łukowa albo innych miast. Ale teraz ludzie przemieszczają się mniej chętnie i – co mogę stwierdzić z własnej obserwacji – częściej korzystają ze sklepów w sąsiedztwie. Potwierdzają to ich właściciele, którzy zauważyli wzrost obrotów. Sklepy wiejskie zwykle oferują artykuły pierwszej potrzeby, a że ludzie muszą jeść i pić, muszą utrzymywać higienę osobistą, czy porządek w obejściach, to takie artykuły w tych sklepach się znajdują i w warunkach epidemii mieszkańcy do takich produktów ograniczają swoje zakupy. W naszej gminie poza rolnictwem, które ma już charakter gospodarki towarowej, głównymi sektorami gospodarki są budownictwo i transport. Najbardziej ucierpiało budownictwo, szczególnie drobne firmy wykończeniowe. Dekarze, wykonawcy elewacji, hydraulicy, glazurnicy potracili zlecenia nie z braku pieniędzy na rynku, stracili, bo po prostu ludzie bali się przyjmować do domu obcych. Natomiast firmy transportowe są w innej sytuacji. Ich właściciele mówią, że podobnie jak rozkręcenie przedsiębiorstw tego typu wymaga czasu, tak i hamowanie ich działalności trwa jakiś okres. W tej chwili firmy spedycyjne, mówiąc potocznie, jeszcze jadą na oparach, jeśli jednak ta sytuacja potrwa dłużej, konieczne będzie postawienie samochodów na kołkach. Póki co zlecenia płyną, ale nie ukrywam, że obawiam się o przyszłość tego biznesu także w kontekście dochodów budżetu gminy. Chodzi o ryzyko zmniejszenia wpływów z udziałów w CIT i PIT oraz napływu wniosków o umorzenia podatku od środków transportowych.

 

No właśnie. Czy przeprowadzał pan symulacje, jakie straty może ponieść budżet gminy w wyniku pandemii?

Jako samorząd jeszcze nie odczuliśmy znacząco negatywnych skutków spowolnienia gospodarczego, choć zdajemy sobie sprawę, że kryzys dotrze i do nas. Pytanie brzmi, nie czy, tylko jak bardzo nas dotknie. Na razie jeszcze tego nie wiemy. Najbardziej obawiam się spadku wpływów z podatku od dochodów osobistych. Chodzi o brak dochodów od ludzi tracących pracę, a jeszcze bardziej od lokalnych przedsiębiorców transportowych, którzy prowadzą biznes w formie jednoosobowej działalności gospodarczej. A w strukturze dochodów własnych udziały w PIT stanowią największą pozycję. Budżet gminy Stanin to około 42 mln zł. Trzeba jednak pamiętać, że są w nim wypłaty świadczeń 500+, co go sztucznie zawyża o około 10,5 mln zł. To znaczy, że gmina ma do dyspozycji niewiele ponad 30 milionów, z tego na inwestycje przeznaczamy około 9 milionów.

 

Jeśli wskutek zmniejszonych dochodów budżetowych – oby tak się nie stało – będzie pan zmuszony dokonywać cięć, to będą to głównie wydatki bieżące czy inwestycje?

Nie trzeba kryzysu, aby ciąć wydatki bieżące. Każdy dobry gospodarz pilnuje tych obciążeń na co dzień i oczywiście tnie, ale racjonalnie i na pewno nie w nieskończoność. Można nie kupić nowej koszuli, ale mydło i chleb kupić trzeba. Dlatego myślę, że trzeba będzie rezygnować z inwestycji, a mamy bardzo rozbudowany program inwestycyjny, podpisane umowy i obiecane dofinansowanie. Udział środków zewnętrznych w naszych inwestycjach jest bardzo duży, to dotacje z Funduszu Dróg Samorządowych, PROW i regionalnego programu operacyjnego. Dlatego mówiąc o rezygnacji nie myślę o całkowitym wycięciu pewnych zadań, ale o ich restrukturyzacji. Liczę, że instytucje wspierające podejdą do gmin w sposób elastyczny i wyrażą zgodę na wydłużenie terminów realizacji zadań i prolongowanie podpisanych umów. To niezwykle ważne, bo w inwestycje mamy zaangażowane prawie 20 mln zł. To bardzo duża kwota.

 

Czy rozwiązania przyjęte przez rząd w tarczach antykryzysowych są adekwatne i wystarczające w stosunku branż, o których pan wspominał, a także w stosunku do rolników?

Moim zdaniem ta pomoc jest niewystarczająca, mówiąc obrazowo, to kropla w morzu potrzeb. Mówię to w całkowitym oderwaniu od sympatii politycznych. Bo rozwiązania tarczy kierowane są do dużych podmiotów gospodarczych, a nasi mikroprzedsiębiorcy, którzy najczęściej funkcjonują na rynku jako rolnicy, nie będą mogli z tych rozwiązań skorzystać. Natomiast jeśli chodzi o sektor rolny, w gminie Stanin dominuje mleczarstwo i od lat następuje w nim koncentracja produkcji – gospodarstw jest coraz mniej, ale są większe i jednocześnie bardziej specjalistyczne. Trzeba przyznać, że dotychczas radziły sobie bardzo dobrze. Szczególnie tam, gdzie byli młodzi rolnicy, którzy mechanizowali produkcję, widać dynamiczny rozwój. Teraz pojawiły się nowe czynniki ryzyka. Dominującym odbiorcą mleka z terenu naszej gminy jest mleczarnia w Rykach. Ona specjalizuje się w produkcji sera, a kiedy wskutek spowolnienia w wyniku koronawirusa zmniejszył się popyt na produkcję, zaczęła systematycznie, co miesiąc, obniżać ceny oferowane za surowiec. Równocześnie susza spowodowała wzrost cen paszy, więc rolnicy zaczęli mocno odczuwać skutki tych dwóch niekorzystnych zjawisk. Dzisiaj, kiedy rozmawiamy, za oknem pada deszcz, jeśli opady się utrzymają, ceny pasz powinny spaść, ale przez cały czas jest zagrożenie, że nie będzie popytu na produkcję.

 

Czy samorząd gminy Stanin podjął już jakieś działania antykryzysowe?

Każdy rozsądny samorządowiec musi sprzyjać przedsiębiorczości, bo to przedsiębiorcy utrzymują sektor publiczny. Margaret Thatcher mówiła, że kiedy obywatel nie ma pieniędzy, nie ma ich też państwo. To prawda. Póki co nie obserwujemy u nas znaczącego tąpnięcia w lokalnej gospodarce, jednak choć jako gmina wiejska mamy niewielkie możliwości oddziaływania, gdy zajdzie taka konieczność, będziemy starali się pomóc. Także kosztem budżetu.