Rozmowy Wspólnoty

Sytuacja sektora turystycznego w Świnoujściu jest tragiczna

Rozmawia: Janusz Król

06.04.2020

Hotele są zamknięte, także dla najmu krótkoterminowego. Wszyscy przedsiębiorcy, którzy prowadzili sanatoria, uzdrowiska, pensjonaty, zawiesili działalność. Skutkiem tego było zawieszenie działalności przez restauratorów, sprzedawców pamiątek. Właściciele hoteli kilka miesięcy przetrzymają, natomiast ludzie, którzy stracą pracę, zostaną bez środków do życia – mówi Janusz Żmurkiewicz, prezydent Świnoujścia.

Świnoujście ma lepsze połączenia komunikacyjne z Niemcami niż z resztą Polski. Jak w dobie koronawirusa wpływa to na bezpieczeństwo zdrowotne mieszkańców?

To stwierdzenie było aktualne zanim zostały wprowadzone przepisy związane z powstrzymywaniem epidemii. Dzisiaj z Niemcami nie mamy żadnego połączenia. Granice są zamknięte, na przejściu w Ahlbeck, które jako prezydent otwierałem w roku 2007, szlaban jest opuszczony. Na początku granicę przekraczała jeszcze pewna liczba osób pracujących w Niemczech, ale i to się kończy. W tej sprawie skierowałem nawet pismo rządu, bo skoro codziennie kilkaset osób przekraczało granicę w obie strony, to rosło ryzyko rozprzestrzeniania się epidemii. Ci ludzie pracowali po niemieckiej stronie w hotelach, restauracjach, domach opieki, które tam normalnie funkcjonowały. Podczas gdy u nas te placówki były już zamknięte, wielu pensjonariuszy przeniosło się ze Świnoujścia do Heringsdorfu czy Ahlbecku.

W końcu rząd niemiecki podjął decyzję, że wyspa Uznam i pozostałe niemieckie wyspy nad Bałtykiem zostaną określone jako strefy zamknięte. Na mostach w Anklam i Wolgaście postawiono posterunki, nie wpuszczano już nowych osób na wyspę. Uczestnicy turnusów stopniowo wyjeżdżali i zostali tylko mieszkańcy. To rozwiązało kwestię ruchu zarobkowego. Po zamknięciu granic z Niemcami zostało nam połączenie promowe z Polską. Tu w ostatnim czasie sytuacja znacznie się poprawiła, jeśli chodzi o czas oczekiwania na przeprawę. Na promach nie ma samochodów niemieckich, zmniejszył się ruch aut osobowych z polskimi rejestracjami, ale przede wszystkim zmalał również transport zaopatrzeniowy. Dotyczy to zaopatrzenia branży turystycznej, którego praktycznie nie ma, bo branża nie funkcjonuje.

 

Czy w nieście zostały podjęte jakieś inne, niestandardowe działania mające na celu ochronę przed skutkami epidemii?

W naszym przypadku istotnym miejscem ryzyka zakażeń są promy. Codziennie setki samochodów i setki ludzi przemieszczają się nimi między wyspami. Zatem trzeba było wdrożyć szczególne środki ostrożności, zabezpieczenia. W tym celu zamknęliśmy pomieszczenia dla pasażerów, które znajdują się pod podkładem. To pozwoliło na wyeliminowanie gromadzenia się większej liczby osób w pomieszczeniach zamkniętych. Część promów musieliśmy wyłączyć, aby poddać je dezynfekcji. Ograniczyliśmy również kursy komunikacji miejskiej, autobusy są często dezynfekowane, myte specjalnymi środkami.

Zorganizowaliśmy pomoc mieszkańcom, którzy tego wymagają. Chodzi o osoby starsze, samotne, a także poddane kwarantannie. Oprócz służb miejskich, Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie, z pomocą ruszyli wolontariusze. Do naszego portu codziennie przybijają promy ze Skandynawii. Na ich pokładach są Polacy. Niektórzy z nich mieszkali za granicą przez wiele lat, nie mają tu stałego adresu, więc trzeba zapewnić im warunki do odbycia kwarantanny. Mieliśmy nawet przypadek, że matka nie chciała przyjąć syna do domu na kwarantannę. Kobieta ma już 80 lat, jest schorowana i jak tłumaczyła, po prostu boi się o siebie. Jak pan widzi, miasto na granicy z Niemcami, Danią i Szwecją ma trochę więcej problemów, niż to w głębi Polski.

 

Gdzie urządził pan ośrodek kwarantanny – w prywatnym hotelu, czy w jakimś sanatorium?

Przeznaczyłem na ten cel schronisko młodzieżowe, które należy do miasta, a teraz stało niewykorzystane.

 

Ważną częścią gospodarki miasta jest turystyka, szczególnie medyczno-sanatoryjna adresowana do niemieckich seniorów, kupowana przez towarzystwa ubezpieczeniowe. Jak sobie poradzą hotelarze i właściciele pensjonatów?

W odróżnieniu od innych miast Świnoujście, Kołobrzeg czy Gdańsk swój rozwój ekonomiczny opierają nie tylko na turystyce. Na szczęście mamy silną gospodarkę morską. Kiedy jedna z tych branż nie funkcjonuje, druga utrzymuje miasto przy życiu. Sytuacja sektora turystycznego w Świnoujściu jest dziś tragiczna. Wszystkie hotele są zamknięte, także dla najmu krótkoterminowego. Zgodnie z przepisami wprowadzonymi przez ministra zdrowia, hotel nie może wynająć pokoju nikomu nawet na jedną dobę.

Wszyscy przedsiębiorcy, którzy prowadzili hotele, sanatoria, uzdrowiska, pensjonaty, zawiesili działalność. Skutkiem tego było zawieszenie działalności przez restauratorów, sprzedawców pamiątek i szeroko rozumianej obsługi ruchu turystycznego. Problemem jest sytuacja ludzi zatrudnionych w turystyce. Wiadomo, że właściciele hoteli przez kilka miesięcy dadzą sobie radę, przetrzymają. Natomiast ludzie, którzy stracą pracę, zostaną bez środków do życia, co najwyżej zostaną z nędznym zasiłkiem dla bezrobotnych.

 

Jakie działania pan podjął, aby chronić miejsca pracy, jak pan wspiera lokalnych przedsiębiorców?

Biorąc pod uwagę ograniczone możliwości samorządu, zastosowałem już kilka bodźców, które lokalnie mają istotne znaczenie. W szerszej skali robi to rząd i bardzo się cieszę, że wychodzi naprzeciw naszym oczekiwaniom. Trzeba wspierać tych przedsiębiorców, którzy nie zwalniają pracowników, zawieszają działalność, a nie ją likwidują. Dlatego od razu zwolniłem z czynszu drobnych dzierżawców gruntów miejskich, którzy prowadzili mały handel lub usługi wzdłuż granicy. Ich działalność była w stu procentach nakierowana na klientów z Niemiec i teraz całkowicie ustała. Tak długo, jak będzie zamknięta granica, ci przedsiębiorcy nie będą płacić ani złotówki.

Po drugie, obniżyłem o 50 proc. opłatę targową dla handlujących na naszym rynku, bo mniej więcej połowę kupujących tam stanowili obywatele Niemiec. Liczę, że obroty spadną tam co najmniej o połowę. Te kwestie można było szybko załatwić. Pozostają więksi przedsiębiorcy prowadzący działalność sanatoryjno-hotelową, którzy zatrudniają po sto i więcej osób. Z nimi będę rozmawiał indywidualnie, ale w stosunku do całej grupy już podjąłem decyzję o przesunięciu terminów wpłat do budżetu miasta. Ta prolongata będzie obowiązywała co najmniej do września. Potem będą indywidualnie rozpatrywane wnioski o silniejsze wsparcie, nie tylko o przesunięcie terminu, może też o umorzenie zobowiązań w 50 czy nawet 100 proc. Taka decyzja będzie wymagała analizy kondycji finansowej przedsiębiorcy oraz jego działań w stosunku do zatrudnionych pracowników. Zwróciłem się do radnych, aby zaproponowali kandydatów ze wszystkich klubów do zespołu, który będzie te wnioski oceniał. Chcę, aby w zespole, który powołam, reprezentowane były wszystkie opcje i abyśmy działali wspólnie. W tej sprawie musimy uniknąć politycznych dyskusji.

 

Bardzo szybko po ogłoszeniu stanu zagrożenia epidemią skierował pan do świnoujskich przedsiębiorców list z zapowiedzią działań na ich rzecz. Jak został przyjęty?

Wiedziałem, że długo przed ogłoszeniem epidemii przedsiębiorcy dyskutowali między sobą o alarmującej sytuacji. Dlatego w dniu, kiedy zdecydowano w Polsce o radykalnych środkach ochrony przed wirusem, ogłosiłem, co zamierzam zrobić, aby wesprzeć przedsiębiorstwa działające w mieście. Ten list w zasadzie skończył dyskusje o powinnościach ze strony miasta i został dobrze przyjęty. Dostrzeżono, że chcemy pomóc i bardzo szybko podejmujemy w tych sprawach decyzje.

 

Oczywistym skutkiem zatrzymania gospodarki są konsekwencje dla budżetu. Kosztowny będzie pakiet pomocowy dla przedsiębiorców, będą też straty w udziałach z podatków dochodowych. Czy ma pan już szacunek strat i plan korekt budżetowych?

Nie biorąc pod uwagę skutków ulg i zwolnień w podatku od nieruchomości, których na razie nie możemy dokładnie oszacować, z samych tylko zwolnień z dzierżaw, obniżenia opłat targowych, braku wpływów z opłaty klimatycznej i zwolnień z opłat w żłobkach ubytek w budżecie wyniesie 20 mln zł. Straty w podatkach dochodowych będą jeszcze większe. Powiem więcej, skoro stoją hotele, dwie miejskie spółki – wodno-kanalizacyjna i ciepłownicza – tracą miesięcznie ponad 20 proc. przychodów. Szczególnie duże straty notuje spółka ciepłownicza, bo całkowicie wyłączone są baseny i w znacznym stopniu hotele. To mocno ograniczy inwestycje prowadzone przez te podmioty. Oczywiście, już teraz przygotowuję zmiany w naszych planach.

Nawet jeśli tegoroczny sezon turystyczny się odbędzie, czego bardzo bym chciał, to już dziś ograniczam jego program i rezygnuję z wielu tradycyjnych, kulturalnych imprez. Ograniczam też środki na promocję i szukam oszczędności gdzie tylko się da. Niestety, w tym roku wszystko będzie musiało być skromniejsze. To jednak nie wystarczy. Uważam, że będą musiały zmienić się przepisy ograniczające wysokość bieżących wydatków do wysokości dochodów. Finanse się nie zepną i rząd musi zmienić przepisy. To powinna być łatwa decyzja, bo z tego tytułu nie będzie żadnych wydatków dla budżetu państwa.