Rozmowy Wspólnoty

Stawiamy na uczciwą i opartą na zaufaniu długoletnią współpracę

Nie działamy dla zysku. Zaoszczędzone pieniądze ze składki wracają do ubezpieczonego. Oferta jest dopasowana do potrzeb i finansowych możliwości samorządów – mówi prezes TUW Polskiego Zakładu Ubezpieczeń Wzajemnych Rafał Kiliński.

Zacznijmy od wyników TUW PZUW za 2020 rok. Większy od zakładanego przypis składki i wynik techniczny, utrzymanie wysokiego ratingu siły finansowej – na poziomie A-, wzrost liczby członków o 50 podmiotów. To wszystko dzięki pandemii, czy raczej mimo niej?

Nasza pozycja na rynku to efekt atrakcyjnej oferty i ciężkiej pracy całego zespołu. Specyfika naszego portfela, a więc fakt, że generalnie działamy poza sferą ubezpieczeń małych i średnich przedsiębiorstw oraz ubezpieczeń indywidualnych, sprawia wprawdzie, że jesteśmy mniej podatni na negatywne czynniki rynkowe będące rezultatem pandemii, ale pandemia utrudniła nam działanie. Oferty ubezpieczeniowe najlepiej prezentuje się na targach, konferencjach, w bezpośrednich kontaktach z potencjalnymi klientami, a nie w sieci, gdzie znacznie trudniej jest przekonać do mniej znanego produktu, jakim są ubezpieczenia wzajemne. Dlatego z czystym sumieniem mówię o naszym sukcesie. I to pomimo pandemii.

 

Ubezpieczenia wzajemne, czyli jakie?

Ubezpieczenie wzajemne polega na budowaniu wspólnoty, która dzięki zgromadzonym przez siebie funduszom zabezpiecza swoje mienie przed niespodziewanymi zdarzeniami. Różnica między towarzystwem ubezpieczeń wzajemnych a komercyjnym jest taka, że w komercyjnym zakładzie zyski trafiają do ubezpieczyciela. Towarzystwo ubezpieczeń wzajemnych, czyli TUW, działa non-profit. Nie ma mowy o zysku, tylko o nadwyżce. Ta nadwyżka wraca do członków towarzystwa, czyli ubezpieczonych i ci mogą rozdystrybuować ją na kilka sposobów: wypłacić sobie, czyli fizycznie przelać na konta, przeznaczyć na kapitał rezerwowy, dzięki czemu polisy mogą mieć wyższą wartość albo zaliczyć na poczet składek w przyszłym okresie.

 

To nie jest chyba nowatorski model.

W naszej rzeczywistości gospodarczej funkcjonuje od 1993 roku, kiedy reaktywowaliśmy zasady wzajemności, ale był niezwykle popularny przed wojną. Wtedy PZUW był największym towarzystwem ubezpieczeń wzajemnych w Polsce, a takie ubezpieczenia obejmowały aż 65 proc. rynku. Dzisiaj dochodzą do 10 proc. z bardzo dużym naszym udziałem. Jesteśmy największym TUW-em w Polsce, a naszym atutem jest to, że zawieranie z nami umowy ubezpieczenia nie wymaga ogłaszania przetargów, a więc kłopotliwej, czasochłonnej i skomplikowanej procedury wynikającej z prawa zamówień publicznych.

 

To może budzić obawy wójtów czy burmistrzów, którzy wolą stosować tryb przetargowy, aby zdjąć z siebie podejrzenia, że sprzyjają jakiejś firmie.

Niesłusznie. Stoi za nami prawo – ustawa o działalności ubezpieczeniowej i reasekuracyjnej wyraźnie mówi, że ubezpieczeń wzajemnych nie obejmuje procedura zamówień publicznych. Potwierdził to w swojej opinii prezes Urzędu Zamówień Publicznych – urzędu będącego wyrocznią w sprawach dotyczących procedur przetargowych i ich zakresu. Żadna jednostka samorządowa ani spółka korzystająca z takiej formuły ubezpieczenia nie miała z tego powodu problemów prawnych. A obsługujemy nie tylko samorządy, ale również duże podmioty gospodarcze, w których wrażliwość na zagrożenie złamaniem prawa jest wyjątkowo duża. Ubezpieczamy takich potentatów w swoich dziedzinach, jak Polskie Sieci Elektroenergetyczne, PGE, Energa, Tauron, Enea, Wody Polskie czy Totalizator Sportowy. Model ubezpieczeń wzajemnych został więc przetestowany i jest bezpieczny. Zapewnia przy tym pełną transparentność, ponieważ ubezpieczeni jako nasi członkowie mają wgląd w finanse Towarzystwa.

 

Czym umowa ubezpieczeniowa przygotowana przez TUW PZUW różni się od tej zawieranej na rynku komercyjnym?

Jest elastyczna. Jest efektem indywidualnych negocjacji, rozpoznania potrzeb konkretnego samorządu, poznania jego specyfiki. Wszystkie składowe polisy są ustalane w drodze rozmów, bo nie zostały wcześniej zabetonowane w specyfikacji przetargowej. Ta ważny atut. Z przetargami bywa w praktyce tak, że nie zgłasza się ani jeden zainteresowany ubezpieczyciel, bo specyfikacja została napisana w taki sposób, że skonstruowanie oferty jest trudne, albo zgłosił się jeden z ceną grubo przekraczającą założony budżet. I co wtedy? Przetarg trzeba unieważniać, poprawiać specyfikację, powtarzać całą procedurę. W modelu wzajemnościowym włodarz gminy może podjąć negocjacje z towarzystwem i praktycznie do za pięć dwunasta negocjować warunki. Gwarantuję, że zawsze znajdziemy złoty środek, a gdy trzeba obniżymy cenę, dostosowując zakres ubezpieczenia. Jesteśmy w stanie uszyć taką ofertę, jakiej samorząd w danym momencie potrzebuje i na jaką go stać.

 

Ta cena będzie atrakcyjna?

Gdybyśmy odważyli się narazić klienta na wysokie wydatki, odszedłby od nas przy pierwszej okazji. Przecież wykupując polisę, samorząd nie podpisuje paktu z diabłem, członkostwo u nas nie zamyka mu drogi do korzystania z komercyjnych, wymagających przetargów ubezpieczeń. Dlatego współpracując z nami nie znajdzie w umowie żadnych kruczków zapisanych drobnym drukiem. Stawiamy na uczciwą i opartą na zaufaniu długoletnią współpracę.

 

Podkreśla pan elastyczność oferty i możliwość dopasowania jej do potrzeb i możliwości finansowych samorządu. Jak rozpoznajecie rodzaje ryzyk, które są charakterystyczne dla danej jednostki?

Każdemu samorządowi proponujemy przeprowadzenie audytu poprzedzającego przygotowanie oferty. Im ubezpieczyciel więcej wie o swoim kliencie, tym mniej się boi, a im mniej się boi, tym lepszą cenę jest w stanie zaproponować. Staramy się poznać i opisać każde ryzyko przed zawarciem umowy lub – jeżeli nie ma takiej możliwości, bo jest za mało czasu – to wpisujemy taki oblig w umowę ubezpieczenia. Nie działamy w ciemno, ponieważ troszczymy się o interesy wszystkich ubezpieczonych. Wzajemność w ubezpieczeniach polega na solidarności. Gdybyśmy dołączyli samorząd, o którym niewiele wiemy, do samorządów już znanych i przewidywalnych, to nie tylko siebie, ale i je narazilibyśmy na straty.

 

Czy audyt jest ekstra płatny?

Nie, bierzemy go na swoje barki. Gdy zgłasza się samorząd zainteresowany naszą ofertą, nasi inżynierowie finansowi jadą na miejsce, rozmawiają z osobami wskazanymi przez wójta czy burmistrza, piszą raport z oceny ryzyka, którego kopia trafia też do urzędu gminy, powiatu czy miasta. Audyt to nasza inwestycja w przyszłego członka Towarzystwa. Ale to nie kontrola skarbówki czy innego urzędu. Jego celem jest poznanie ryzyk i wskazanie słabych punktów, czyli miejsc i czynników niosących niebezpieczeństwo szkody. Podpowiadamy, co i jak naprawić. Dlatego audyt jest dla klienta benefitem. Zwiększa jego bezpieczeństwo.

 

Na jakie niespodzianki natykacie się w czasie takiego audytu?

Samorządy są organami prowadzącymi szpitale i muszą wykupić dla nich cały pakiet ubezpieczeń. Nasz audytor w pewnej bardzo nowoczesnej sali operacyjnej, z nadciśnieniowym systemem wentylacyjnym zapobiegającym przedostawaniu się drobnoustrojów z korytarza, natknął się jakiś czas temu w środku lata na ubraną sztuczną choinkę. Ktoś ją przyniósł z holu, żeby sobie postała do następnego Bożego Narodzenia. To taka ciekawostka, z pozoru humorystyczna. Ale celem audytu jest właśnie wykrycie wszystkich słabości, które niosą ryzyko. Mogą one stać się przyczyną zgłaszania roszczeń odszkodowawczych np. ze strony pacjentów, którzy ulegną w szpitalu zakażeniu, a jego przyczyn będą się dopatrywać – być może słusznie – w zakurzonej choince stojącej w kącie rzekomo sterylnej sali operacyjnej. Standardem jest natomiast naruszanie przepisów przeciwpożarowych, na przykład niedrożne drogi ewakuacyjne. W przypadku nieszczęścia grozi to samorządom poważnymi konsekwencjami, nawet karnymi. Żeby zapobiegać zagrożeniom, bezinteresownie wspieramy samorządy, finansując różne projekty z naszego funduszu prewencyjnego. To na przykład rozbudowa miejskiego czy gminnego monitoringu albo – jak w Łodzi – zabezpieczenie przeznaczonych do remontu i zagrażających przechodnim kamienic.

 

Czy przystępując do TUW, samorządy trafiają do jednego wielkiego worka z podmiotami generującymi dużo większe ryzyko wystąpienia szkód?

Oczywiście, że nie! Wśród naszych członków mamy bardzo różne podmioty: od elektrowni, przez szpitale, po samorządy. Są one podzielone na związki wzajemności członkowskiej, czyli takie TUW-y w TUW. Związki rozliczają się wyłącznie w ramach swojej grupy. W jednej są małe gminy wiejskie, w innej – duże miasta. A dołączenie do takiej grupy wymaga zgody pozostałych jej członków. Nie ma więc obaw, że znajdzie się w niej podmiot obarczony znacznie większym ryzykiem niż pozostałe. I że mali zapłacą za milionowe szkody poniesione przez giganta.

 

Czy do TUW może przystąpić pojedyncza spółka komunalna?

Może, włączymy ją do związku wzajemności członkowskiej odpowiadającemu rodzajowi działalności, który prowadzi.

 

Zapytałem o to, bo wyobrażam sobie sytuację, w której burmistrz, nieco nieufny, postanawia przetestować model ubezpieczeń wzajemnych i chce to zrobić na jednej spółce, zanim obejmie nim całą jednostkę administracyjną.

Mamy oferty zarówno dla samorządów, jak i dla ich spółek. Co więcej, stworzyliśmy nawet specjalny program dla instalacji odpadów komunalnych, w tym spalarni.

 

Jakie kroki musi podjąć samorząd zainteresowany przystąpieniem do TUW?

To proste. Wystarczy jednorazowo wykupić cegiełkę jako udział członkowski, minimum jedną. Wartość cegiełki to 100 zł. Następnie uiszcza się wpisowe do naszego towarzystwa. Wysokość zależy od wielkości samorządu – dla gminy wiejskiej to 500 zł, dla gmin, w których organem wykonawczym jest burmistrz albo prezydent, a także dla powiatów i województw – 1000 zł. To już wszystkie koszty, które dają możliwość czerpania korzyści z ubezpieczeń bez przetargów. Możemy współpracować z samorządem bezpośrednio lub ze wskazanym przez niego brokerem. Dla niektórych samorządów taki broker jest dodatkowym „bezpiecznikiem”. Ma obowiązek sprawdzić rynek, zanim zawrze z nami umowę. Może też negocjować jej warunki.

 

Kto zajmuje się likwidacją szkód w towarzystwie ubezpieczeń wzajemnych?

Jesteśmy częścią Grupy PZU i korzystamy z jej potencjału. Oferujemy pomoc ekspertów sieci likwidacji szkód PZU w całym kraju. Szybko dojadą w każde miejsce, dokonają oględzin i pomogą załatwić formalności. To nasz wielki atut. Przekonało się o tym wiele samorządów np. w czasie klęsk żywiołowych. PZU uruchamia w takich sytuacjach mobilne biura obsługi szkód, wysyłając na miejsce tragedii specjalne autokary. Kiedy latem 2017 roku nawiedziły Polskę potężne wichury, poszkodowani dostawali wysokie zaliczki od razu, a pełne odszkodowania najpóźniej w ciągu siedmiu dni. Po tym poznaje się siłę i wartość ubezpieczyciela.

 

TUW PZUW działa już w Polsce pięć lat. W tak krótkim czasie staliście się liderem ubezpieczeń wzajemnych w Polsce i drugim TUW-em na świecie pod względem dynamiki rozwoju. To efekt tego, że znaleźliście niszę?

Ta nisza, jak mówiłem, stanowiła przed wojną prawie dwie trzecie rynku ubezpieczeń. Można więc powiedzieć, że wymyśliliśmy koło na nowo i toczymy je z impetem. Naszym strategicznym celem jest przebicie w ciągu 2–3 lat miliarda złotych z przypisu składki. Wtedy będziemy nie tylko największym TUW-em w Polsce, ale znajdziemy się w pierwszej dziesiątce największych w naszym kraju towarzystw ubezpieczeniowych.


Ubezpieczenia wzajemne krok po kroku

1. Deklaracja. Samorząd zgłasza akces do TUW PZUW. Jeśli zostaje przyjęty, płaci 100 zł za wykupienie udziału w towarzystwie i wpisowe w wysokości od 500 do 1000 zł – w zależności od swojej wielkości. Zyskuje pełne prawa jako członek TUW PZUW. Dotyczy to także wglądu w finanse Towarzystwa.

2.  Analiza. Do gminy przyjeżdżają eksperci TUW PZUW, żeby zbadać jej potrzeby i ryzyka. Na tej podstawie proponują optymalne rozwiązanie – zakres ubezpieczenia i wysokość składki, która może w kolejnych latach spadać. Finałem jest podpisanie umowy.

3. Pomoc. TUW PZUW na bieżąco współpracuje z samorządami, organizując wspólne warsztaty, diagnozując problemy i wypracowując rozwiązania na rzecz minimalizowania ryzyka. Wspiera je w prewencyjnych projektach służących bezpieczeństwu mieszkańców.

4. Składka. Jeśli nie ma szkód albo ich wartość jest niska, powstaje nadwyżka. Nie jest zyskiem TUW PZUW, ponieważ Towarzystwo działa na zasadzie non-profit. Pieniądze wracają do ubezpieczonych, a od ich decyzji zależy, jak je spożytkować.