Rozmowy Wspólnoty

Razem z mieszkańcami budujemy green city

Jesteśmy świeżo po warsztatach z udziałem mieszkańców na temat zieleni w mieście. Spotkały się z ogromnym zainteresowaniem. Procedury partycypacyjne w dziedzinie ochrony środowiska będziemy stosować coraz szerzej, aby ludzie mieli poczucie, że miasto dba o przyrodę dla nich oraz dla przyszłych pokoleń – mówi Jacek Szymankiewicz, wiceprezydent Gorzowa Wielkopolskiego.

W sierpniu tego roku rada miasta przyjęła „Strategię rozwoju miasta Gorzowa Wielkopolskiego 2030”. Jaką rolę odgrywają w niej zagadnienia z sektora ochrony środowiska?
Komponenty środowiskowe należą do najważniejszych celów strategicznych Gorzowa Wielkopolskiego. Dokument przyjęty przez radę miasta zakłada utworzenie stref przewietrzania miasta, ograniczenie zabudowy na terenach wrażliwych i cennych przyrodniczo oraz rozwój systemu zagospodarowania wód opadowych. Działania te służą uwzględnieniu w polityce miasta coraz silniej zauważalnych zmian klimatu. Warto podkreślić, że duża część zapisów w Strategii 2030 dotyczących błękitno-zielonej infrastruktury, obszarów przyrodniczych i systemu zieleni została przejęta z długo wypracowywanego studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego miasta. Zaprojektowaliśmy w nim pierścieniowo-klinowy model zieleni miasta, gdzie wokół granic miasta znajduje się obszar zieleni wysokiej, z którego ku centrum kierują się pasy zieleni mające ułatwiać przewietrzanie Gorzowa, przemieszczanie się zwierząt i zwiększanie bioróżnorodności.

Niejako wyprzedzając przyjęcie strategii gorzowski magistrat uruchomił wiosną Program zielonych inicjatyw, choć akurat w waszym mieście zieleni nie brakuje. Na czym on polega?
Ma wspierać mikroinicjatywy mieszkańców. Chodzi o małe granty do tysiąca złotych, przyznawane szczególnie w rewitalizowanym centrum, gdzie – jak w każdym mieście – w silnie zurbanizowanym obszarze zieleni bardzo brakuje. Wiedzieliśmy z badań poprzedzających wdrożenie rewitalizacji, że mieszkańcom śródmieścia często brakowało minikącika zieleni na podwórku, na zapleczu zabudowy, przy elewacjach frontowych, a na urządzenie takich skwerków nie potrzeba wielkich pieniędzy. Natomiast potrzebne były donice, skrzynki, podstawowe narzędzia, rośliny. To niewielki koszt dla miasta, a daje znakomite efekty. Następnym poziomem w ramach tego programu są ogrody społecznościowe wymagające od mieszkańców już większej organizacji i zaangażowania, potrzebne są tu także projekty urządzenia zieleni. Udało się stworzyć dwa ogrody po obu stronach Warty. W tworzeniu jednego z nich brała udział placówka oświatowa, co dla dzieci i młodzieży jest cennym doświadczeniem wychowawczym.
Działania te pokazały, że tam, gdzie mieszkańcom na czymś zależy, nawet niewielkie wsparcie przynosi świetne efekty i wzmacnia zieloną politykę miasta. Wiadomo też, że taka współpraca daje trwalsze efekty, bo mieszkańcy traktują zmiany jako swoje, bardziej o nie dbają i pilnują, aby ich wysiłek nie poszedł na marne.

Kilka lat temu Gorzów miał problemy z taborem komunikacji publicznej, autobusy były stare, dymiły silnikami diesla, ostatnio to się zmieniło. Do ekologicznych tramwajów dołączyły ekologiczne autobusy. Jak bardzo zaawansowany jest program wymiany taboru?
Praktycznie wymieniliśmy cały tabor transportu publicznego w mieście. Dla nowych, w pełni ekologicznych 14 tramwajów zaprojektowanych specjalnie dla Gorzowa i zakupionych od bydgoskiej PESY, urządzone zostały nowe przystanki, przebudowane torowiska i sieci trakcyjne. To była ogromna inwestycja, która kosztowała miasto ponad 350 mln zł. W zajezdni zostało jeszcze kilka starych pojazdów, gdyby wskutek awarii czy remontu trzeba było nimi zastąpić nowe składy, ale w nowej perspektywie planujemy dokupić jeszcze 6 wozów i całkowicie wycofać stare wagony.
W ostatnich latach został niemal całkowicie wymieniony także tabor autobusowy. Początkowo były to diesle najnowszego typu, ale później już hybrydy, a teraz podpisaliśmy umowę na zakup 8 autobusów elektrycznych. Jak wiadomo, autobusy elektryczne wymagają stacji ładowania i w ramach projektu zostały one uwzględnione. Zamontowane zostaną w zajezdni oraz na pętlach postojowych. Muszę powiedzieć, że najnowsze autobusy są na tyle oszczędne pod względem zużycia prądu albo mają tak zasobne ogniwa, że są w stanie cały dzień jeździć bez doładowywania i mogą być ładowane jedynie nocą w zajezdni.

Budując ekologiczny transport poszliście tak daleko z ochroną powietrza, że miasto dołączyło do programu Green City popularyzowanego przez firmę InPost. Jakie inne działania podejmujecie w celu ochrony jakości powietrza?
Green City to wisienka na torcie całego programu, ale wcześniej musieliśmy dokonać ogromnej wymiany kopciuchów w starej, śródmiejskiej zabudowie, gdzie wiele budynków ogrzewanych było piecami na węgiel lub koks. W ramach programu KAWKA do 2018 roku zlikwidowaliśmy, szczególnie w obszarach zwartej zabudowy, niemal 3000 pieców w ponad 260 budynkach. Projekt był realizowany we współpracy z PGE, w jego ramach PGE odpowiadało za doprowadzenie infrastruktury, a miasto za wymianę źródeł ciepła, przygotowanie pomieszczeń pod węzły itp. Projekt kosztował nas ponad 70 mln zł, ale pozwolił całkowicie wyeliminować sytuacje, kiedy przekraczane były wartości dopuszczalne zanieczyszczenia powietrza, w tym przez pyły zawieszone PM10 i PM2.5. Dzisiaj mamy czyste powietrze nawet w centrum i nie zdarzają się już przypadki przekroczenia norm, podczas gdy wcześniej było to 30, a nawet 40 dni w ciągu roku.
Kolejnym naszym działaniem na rzecz eliminacji zanieczyszczeń jest rozwój sieci ścieżek rowerowych. Sam niemal codziennie jeżdżę 7 kilometrów do pracy rowerem i system ścieżek obserwuję z pozycji użytkownika. Mamy w mieście ponad 65 km ścieżek i muszę mocno podkreślić, że jest to kompleksowy system dróg pozwalający dotrzeć rowerem do każdego punktu w mieście, a nie pojedyncze niepowiązane ze sobą odcinki zaczynające się gdziekolwiek i gdziekolwiek kończące.
Natomiast projekt Green City podjęliśmy z InPostem po naszych dobrych wcześniejszych doświadczeniach we współpracy z tą firmą w czasie lockdownu, kiedy postawiliśmy pierwszy w Polsce paczkomat urzędowy, czyli urzędomat. Wykorzystując go prowadziliśmy zdalną obsługę interesantów, głównie klientów wydziału komunikacji. Zainteresowaliśmy się więc inicjatywą InPostu, który zadeklarował, że paczkomaty w miastach wchodzących do programu będą obsługiwane przez pojazdy elektryczne. Ma to na celu ochronę jakości powietrza w Gorzowie, ponadto firma zobowiązała się, że w ramach działań CSR przeznaczy pewną kwotę na zielone inicjatywy, które chcemy zrealizować z mieszkańcami. Nie mamy jeszcze skonkretyzowanych celów, jakie zadania w tym projekcie zrealizujemy, czy będą to np. parki kieszonkowe, czy może zielone ściany służące oczyszczaniu powietrza, chcemy tę kwestię przedyskutować z mieszkańcami.
Warto w tym miejscu dodać, że jesteśmy świeżo po warsztatach z udziałem mieszkańców na temat zieleni w mieście i w ogóle ochrony środowiska. Spotkały się one z ogromnym zainteresowaniem mieszkańców. Ludzie z coraz większą troską patrzą na zmiany klimatyczne, z coraz większą ostrożnością traktują nowe inwestycje i chcą chronić niemal każde drzewo. Dlatego procedury partycypacyjne w dziedzinie ochrony środowiska będziemy stosować coraz szerzej, aby mieszkańcy mieli poczucie, że miasto dba o środowisko dla nich oraz dla przyszłych pokoleń.

Gorzów Wielkopolski ma być miastem dla pokoleń, dbającym o swoją tożsamość. Miastem z ukształtowanym i atrakcyjnym centrum oraz wysokim poziomem ładu przestrzennego. Co to znaczy „tożsamość” w przypadku miasta młodego, bo jego polska tożsamość buduje się zaledwie od siedemdziesięciu lat? Co znaczy „dla pokoleń” w sytuacji coraz wyraźniej rysującego się ryzyka depopulacji?
Dwa najbardziej negatywne zjawiska, jakie obserwujemy nie tylko w diagnozie społecznej zrobionej na użytek strategii, ale i na co dzień, to starzenie się społeczeństwa oraz wyludnianie się miasta. Nie są to oczywiście zjawiska typowo gorzowskie, dotykają one w większym lub mniejszym stopniu wszystkie większe miasta w Polsce, a nawet w Europie. W pewnym stopniu za ten proces odpowiada suburbanizacja, czyli wyprowadzanie się mieszkańców do sąsiednich gmin, na co wpływ miały głównie niższe ceny gruntów. Postanowiliśmy temu przeciwdziałać tworząc atrakcyjną ofertę zamieszkania w centrum, pokazując, że miasto poprzez dostępność swoich usług oferuje większe korzyści niż jednorazowo niższy koszt zakupu gruntów. Ten niekorzystny trend udało się nam zahamować. Musimy jeszcze w większym stopniu dostosować usługi miejskie do zmieniającej się piramidy wieku mieszkańców, chcemy stworzyć miasto wygodne dla seniorów. Zależy nam, aby infrastruktura była przyjazna, myślę tu o niższych krawężnikach, lepszych chodnikach, dostępnych wejściach, ale też na większej ilości terenów zielonych, bo osoby o ograniczonych możliwościach ruchowych szybciej się męczą i bardziej potrzebują terenów wypoczynkowych w pobliżu miejsca zamieszkania.
Co zaś odnosi się do naszej tożsamości, to rzeczywiście Gorzów Wielkopolski jest miastem młodym, w całości zasiedlonym przez przybyszów z różnych stron Polski. Wszyscy przedwojenni mieszkańcy Lansberga wyjechali. Mamy z nimi bardzo dobre relacje poprzez partnerstwo z miastem Herford, gdzie wielu landsberczyków zamieszkało. Od lat spotykamy się z nimi, a każdego 30 stycznia, kiedy przypada Dzień Pamięci i Pojednania, oni chętnie odwiedzają nasze miasto. Wskutek powojennych migracji mamy w Gorzowie tygiel kulturowy, bo przybywali tu mieszkańcy z bardzo różnych części Polski, o różnych tradycjach, kulturze ludowej, gwarach. Każdy był tu nowy, każdy obcy, co niosło ze sobą dużą tolerancją na inność. W efekcie mamy świetne relacje z dobrze zorganizowanym środowiskiem romskim, łatwiej nam było asymilować pracowników z Ukrainy, Białorusi, Rosji, którzy dziś są już nie tyle pracownikami, a mieszkańcami Gorzowa. To, że ktoś mówi po ukraińsku czy rosyjsku, nie wywołuje zdziwienia ani nie rodzi żadnych negatywnych zjawisk. W 120-tysięcznym Gorzowie, gdzie mieszka 11 tysięcy przybyszów z Ukrainy czy Białorusi, na co dzień nie zauważa się tak licznej ich obecności, do tego stopnia potrafią się oni wtopić w lokalną społeczność. Oczywiście, mają swoje sklepy, mają swoje dni kultury, w których chętnie uczestniczymy jako samorząd, a i stali mieszkańcy też na tym korzystają. W takim sensie imigracja zarobkowa nie jest przez nas postrzegana wyłącznie jako uzupełnienie miejsc pracy, ale jako wzbogacenie kulturowe. Kultura miasta poukładana z takich puzzli składa się na dzisiejszą tożsamość Gorzowa Wielkopolskiego.

 


Fot. Łukasz Kulczyński