Rozmowy Wspólnoty

Przywróćmy samorządom władztwo nad całym system gospodarowania odpadami

Rewolucja śmieciowa 2013 roku była próbą zniszczenia względnie dobrze funkcjonującego systemu usług komunalnych. Gospodarka odpadami była pierwszym etapem tego procesu. Tam, gdzie samorządy pozbyły się własnych narzędzi zarządzania gospodarką odpadami, ceny usług dla mieszkańców są bardzo wysokie. W konsekwencji wójtowie i burmistrzowie zaczęli szukać rozwiązań pozwalających im odzyskać kontrolę nad rosnącymi kosztami transportu i unieszkodliwiania śmieci – mówi Mariusz Krystian, wójt Spytkowic.

Spytkowice to jedna z nielicznych, być może jedyna w Polsce gmina, w której pracownicy urzędu odbierają śmieci od mieszkańców. Dlaczego wybraliście taki system odbioru odpadów?
Tak zwana rewolucja śmieciowa 2013 roku od początku budziła nasz sprzeciw. Narzucony samorządom system zbiórki odpadów w istocie wyprowadzał czysto komunalną usługę z władztwa samorządów, zaś obowiązkowa procedura przetargowa reklamowana jako otwarcie gospodarki odpadami na wolny rynek w rzeczywistości prowadziła do chaosu i oligarchizacji, czyli do powstania monopoli albo duopoli w skali kraju, zwłaszcza lokalnie. Wiedzieliśmy, że ten system musi doprowadzić do drastycznego wzrostu cen za odbiór odpadów i uderzy po kieszeni naszych mieszkańców. Dlatego zdecydowaliśmy się działać po swojemu.

Jak zorganizowaliście wywóz i zagospodarowanie odpadów w gminie wtedy i jaką ten system przeszedł ewolucję?
Ponieważ nie organizowaliśmy przetargu – a byliśmy w posiadaniu opinii prawnych, że przepisy narzucające obowiązek ich organizacji nie są spójne z ustawą o samorządzie gminnym, ustawą o finansach publicznych oraz ustawą o gospodarce komunalnej – odbiór odpadów zleciliśmy naszemu zakładowi usług komunalnych będącemu jednostką budżetową. Mieliśmy tam niezbędny sprzęt, w gminie funkcjonował też system odpłatnego odbioru śmieci od mieszkańców. To była baza, na której oparliśmy nasz sposób wdrożenia ustaw reorganizujących gospodarkę odpadami. Potem stopniowo uzupełnialiśmy braki dokupując sprzęt, samochody, linię sortowniczą do naszego PSZOK-u. Równocześnie przyzwyczajaliśmy mieszkańców do obowiązku segregowania odpadów i rozbudowywaliśmy PSZOK, który dziś ma już wszystkie niezbędne pozwolenia, także na sortowanie odpadów zmieszanych. Te działania przyniosły nam bardzo wymierny efekt – już w 2015 roku osiągaliśmy wskaźniki odzysku przewidziane w ustawie na rok 2020. Ten sukces był rezultatem dobrej organizacji odbioru i zagospodarowywania odpadów oraz intensywnej edukacji mieszkańców i przekonywania ich do segregacji u źródła, czyli w domu.

Wasze stawki opłaty za gospodarowanie odpadami komunalnymi nie należą do wysokich. Czy włączenie w strukturę urzędu gminy pracowników zakładu usług komunalnych odbierającego odpady służyło ukryciu części kosztów systemu?
Nie. W każdej chwili na podstawie sprawozdania RB-28s o wydatkach mogę podać precyzyjne dane o wynagrodzeniach pracowników referatu gospodarki komunalnej zajmujących się odbiorem odpadów, które są wykazane w paragrafie śmieciowym, czyli są finansowane z opłat mieszkańców. Likwidacja zakładu usług komunalnych i przeniesienie pracowników do referatu w urzędzie, co zrobiliśmy dwa lata temu, pozwoliło nam zmniejszyć koszty systemu o wynagrodzenia kadry zarządzającej, czyli kierownika, księgowej, a także o koszty administracyjne, np. sprawozdawczości. Zmniejszenie kosztów to jedna korzyść z tej reorganizacji, druga to bezpośredni nadzór wójta nad organizacją i bieżącym funkcjonowaniem gospodarki odpadami, co przyczyniło się do większej sprawności gminnych służb. Nasze stawki opłat od początku były niskie, zaczynaliśmy od 5 złotych, potem stopniowo wzrastały. Obecnie podstawowa stawka dla mieszkańców kompostujących bioodpady oraz segregujących pozostałe śmieci wynosi 17 zł, a dla rodzin wielodzietnych mamy zniżkę w wysokości 5 zł.

Czy wprowadzenie najniższej stawki opłaty uzależnionej od posiadania w gospodarstwie kompostownika nie jest okazją do nadużyć ze strony mieszkańców?
Nie będę mydlił oczu, że to się nie zdarza. Ale proszę zauważyć, że z punktu widzenia systemu poważniejszym problemem niż odpady biodegradowalne są odpady budowlane, które w wielu gminach lądują, gdzie popadnie. W przypadku gminy wiejskiej, która nie ma zbyt dużo zwartej zabudowy osiedlowej, bioodpady nie są problemem, jak na przykład w gminach podmiejskich. Na obrzeżach miast, na zwartych osiedlach, kompostowniki z pewnością się nie sprawdzą z powodu uciążliwości zapachowej, ale w gminie wiejskiej, gdzie zabudowa jest zdecydowanie bardziej luźna, ten problem prawie wcale nie występuje.

Spytkowice od lat angażują pracowników interwencyjnych do utrzymywania czystości w gminie, w tym do pracy w PSZOK-u. Czy w związku z obecną sytuacją na rynku pracy nie odczuwacie deficytu pracowników i czy zatrudnianie bezrobotnych nadal się sprawdza?
Rokrocznie zatrudniamy kilkadziesiąt osób do prac interwencyjnych i robót publicznych, aby utrzymać estetykę naszych sołectw. Nadzór nad ich pracą sprawują sołtysi oraz pracownicy urzędu. Część z tych osób jest angażowana do pracy także w naszym PSZOK-u. Zatrudnianie bezrobotnych do prac interwencyjnych dotychczas świetnie się sprawdzało, ale ostatnio z powodu rosnących kosztów pracy staje się coraz mniej opłacalne. Być może dalsza taka działalność nie będzie miała ekonomicznego sensu. Jednak w przypadku prac interwencyjnych nie tylko ekonomia jest ważna. Mogę się pochwalić, że za tę naszą jedenastoletnią działalność otrzymaliśmy od Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Krakowie i Regionalnego Ośrodka Polityki Społecznej Małopolską Nagrodę Rynku Pracy 2021 jako pracodawca wspierający rozwój pracowników. Musimy sobie zdawać sprawę, że osoby kierowane przez urząd pracy do prac interwencyjnych kiepsko radzą sobie na wolnym rynku. Przyczyn jest wiele, najczęściej należy do nich preferowany przez część z nich styl życia. Osoby z dysfunkcjami i nałogami wymagają szczególnej metody nadzoru, nazwijmy ją opiekuńczą. Jednak kiedy ci ludzie są odpowiednio prowadzeni, potrafią dobrze pracować. Tą metodą w ostatnich dziesięciu latach udało się kilka takich osób wyprowadzić z problemów i dzisiaj radzą już sobie na normalnym rynku pracy. Ktoś powie, że to zaledwie kilka osób, ale nawet gdyby to była tylko jedna osoba, też warto byłoby o nią zawalczyć. Pomagamy w ten sposób także osobom starszym, które u nas dopracowują sobie ostatnie lata do emerytury.

Ma pan duże doświadczenie wynikające z kilkunastu lat zarządzania gminą i organizowania gospodarki odpadami komunalnymi w gminie. Jak pańskim zdaniem trzeba zmienić prawo, żeby nasz system gospodarki odpadowej naprawić?
Zacznę od stwierdzenia, że rewolucja śmieciowa 2013 roku była próbą zniszczenia względnie dobrze funkcjonującego systemu usług komunalnych. Moim zdaniem, gospodarka odpadami była pierwszym etapem tego procesu. Gdyby zamysł inicjatorów się powiódł, to jako następne byłyby prywatyzowane: odbiór ścieków komunalnych i dostarczanie wody. Nietrudno sobie wyobrazić prawo, które wymusiłoby na samorządach oddanie zarządzania infrastrukturą komunalną podmiotom prywatnym. Rury pozostałyby własnością samorządu, ale do zarządzania nimi trzeba by zatrudniać firmy wyłonione w przetargu. Usługi zarządzania to są przecież łatwe do przejęcia miliardowe biznesy niewymagające wielkich nakładów. Na to chętnych nie brakuje. Oczywiście jestem zdania, że tam, gdzie to możliwe, także w usługach samorządowych, ceny powinny być rynkowe, ale usługi te muszą zostać w gestii gmin. Tak postępuje cała Europa Zachodnia i choć w każdym z krajów jest nieco inny system prawny, to zarządzanie całym segmentem gospodarki komunalnej pozostaje w rękach samorządów.
Aby naprawić system prawa dotyczący gospodarki odpadami musimy zmienić całą ustawę o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Te przepisy, które obecnie obowiązują, nie nadają się do poprawy, bo po każdej nowelizacji stają się coraz mniej spójne, mniej jasne i mniej zrozumiałe. Trzeba napisać nową ustawę i przywrócić w niej władztwo samorządu nad całością systemu. Proszę zauważyć, że tam, gdzie samorządy pozbyły się własnych narzędzi zarządzania gospodarką odpadami, ceny usług dla mieszkańców są bardzo wysokie. W konsekwencji w wielu gminach wójtowie i burmistrzowie zaczęli szukać rozwiązań pozwalających im odzyskać kontrolę nad rosnącymi kosztami transportu i unieszkodliwiania rosnących ilości śmieci. Między innymi przynajmniej raz w miesiącu koledzy z różnych jednostek przyjeżdżają do mnie, aby zobaczyć, jak działa nasz system.
Musimy ograniczyć koszty gospodarki śmieciowej w dwóch obszarach. Po pierwsze, koszty wiążące się z odbiorem odpadów od mieszkańców – w tym przypadku dobry nadzór pozwala radykalnie obniżyć wolumen wożonych odpadów, zapobiec fałszowaniu sprawozdawczości, zaliczaniu przez firmy wywozowe odpadów z działalności gospodarczej do odpadów komunalnych itd. Różnica wolumenu wywożonych odpadów między moją gminą a samorządami podobnej wielkości oraz ze zbliżoną liczbą mieszkańców potrafi rocznie przekroczyć nawet tysiąc ton na niekorzyść tych jednostek. To potężna ilość. Po drugie, musimy szukać skutecznych, konkurencyjnych i tanich rozwiązań w zakresie składowania lub utylizacji odpadów. Ten problem jest nierozwiązywalny na poziomie pojedynczych gmin, ale można sobie z nim poradzić przy pomocy związków międzygminnych lub na poziomie powiatowym czy regionalnym. Trzeba tu tylko energicznie działać i zabiegać o zmianę prawa. Opracowany dla województwa małopolskiego w 2013 roku plan gospodarki odpadami przewidywał powstanie czterech zakładów termicznego przekształcania odpadów komunalnych, ale do dzisiaj powstała zaledwie jedna spalarnia i tylko dla Krakowa. W rezultacie jako gmina jesteśmy skazani na monopol składowisk, bo w tym segmencie nie ma żadnej konkurencji. Zobaczmy więc, że gdybyśmy nie mieli referatu gospodarki odpadami, mielibyśmy na głowie dwa monopole – firmy odbierającej odpady od ludności i firmy zagospodarowującej je. Przed jednym monopolem się obroniliśmy, aby obronić się przed drugim trzeba radykalnie zmienić przepisy, choćby te dotyczące uwarunkowań środowiskowych budowy spalarni odpadów.

Zmieniając temat, Spytkowice, gmina położona na pogórzu, w Małopolsce, daleko od morza i jezior, słynie wraz z sąsiednimi jednostkami z hodowli ryb. Jaką rolę w miejscowej gospodarce odgrywa karp?
Hodowla karpi wiele znaczy dla promocji naszego regionu jako Doliny Karpia i jest ważna także dla lokalnej gospodarki. W zakładzie hodowli ryb znajduje zatrudnienie kilkanaście osób z mojej gminy. W Dolinie Karpia funkcjonuje też Rybacki Zakład Doświadczalny będący własnością Instytutu Rybactwa Śródlądowego w Olsztynie. Nie udało się go skomunalizować, póki co nie ma woli przekazania zakładu w nasze ręce. A jako samorządowcy uważamy, że potencjał karpiowy można by lepiej wykorzystać niż czyni to instytut z Olsztyna. Ale niezależnie od tego na karpiu budujemy naszą markę lokalną i staramy się promować tę rybę jako całoroczną, a nie tylko wigilijną. Chcemy też rozwijać przetwórstwo rybne.
Zapraszam kolegów samorządowców, aby przyjechali do nas i spróbowali, jaką doskonałą rybą jest karp. Zachęcam szczególnie do spróbowania karpia z zakładu rybackiego Spytkowice, bo tu jest on najsmaczniejszy z całej Doliny Karpia. Robiłem degustacje tej ryby świeżej i wędzonej dla kolegów z gminy partnerskiej we Francji oraz na Słowacji i wszyscy zachwycali się jego smakiem. Warto więc przyjechać do nas i spróbować. Zapraszam.