Rozmowy Wspólnoty

Najpierw przygotowanie, dopiero potem nauka

O wyzwaniu, jakim jest zapewnienie edukacji przedszkolnej i szkolnej dzieciom z Ukrainy, zwłaszcza że problemy z finansowaniem oświaty z upływem lat są w Polsce coraz większe, opowiada Mariusz Banach, zastępca prezydenta Lublina ds. oświaty i wychowania.

Powróćmy do 24 lutego, kiedy wybuchła wojna w Ukrainie. Jak tego dnia zmieniła się praca Urzędu Miasta Lublin? Jak radzicie sobie z lokowaniem uchodźców?
Punkt ciężkości przesunął się w naszej pracy na kwestie związane z koniecznością udzielenia pomocy obywatelom Ukrainy uciekającym przed wojną. W trybie pilnym uruchomiliśmy interwencyjne miejsca noclegowe w kilkunastu miejscach. Są one organizowane w obiektach szkolnych (sale gimnastyczne, bursy, internaty), halach sportowych oraz w porozumieniu z uczelniami w akademikach. W rezerwie są kolejne do uruchomienia, w ramach potrzeb. Działania w zakresie przydzielania miejsc zakwaterowania w domach prywatnych oraz bazę dostępnych noclegów prowadzi Lubelski Społeczny Komitet Pomocy Ukrainie, z którym blisko współpracujemy od początku wybuchu wojny. Do tej pory w Lublinie schronienie znalazło już ponad 10 tys. osób. Nie można zapominać o niezależnych działaniach setek mieszkańców, którzy indywidualnie pod swoje dachy przyjmują obywateli Ukrainy. Przygotowujemy się do działań długofalowych. Sytuacja jest dynamiczna i staramy się na bieżąco odpowiadać na potrzeby. Zgodnie z decyzją wojewody punkty są organizowane na czas nieokreślony, do wydania decyzji zwalniającej z realizacji tego zadania. Do obiektów noclegowych prowadzonych i organizowanych przez miasto kierowane są osoby z punktów recepcyjnych. W obiektach znajdują również schronienie osoby w potrzebie, bezpośrednio skierowane tam przez straż miejską czy Miejskie Centrum Zarządzania Kryzysowego. Wówczas wszelkie formalności dokonywane są na miejscu, w danym punkcie noclegowym, co jest szczególnie istotne w przypadku matek z dziećmi czy osób starszych, często wyczerpanych wielogodzinną podróżą. Osoby, które znajdują schronienie w punktach noclegowych przygotowanych lub organizowanych przez miasto, otrzymują pełne wyżywienie, w tym jeden ciepły posiłek, opiekę oraz pomoc psychologiczną i językową. Działają tam również zespoły pierwszego kontaktu. Dokładamy wszelkich starań, aby osoby, które znajdują schronienie w obiektach prowadzonych i organizowanych przez miasto, miały zapewnione godne warunki pobytu.

Jak duża grupa Ukraińców zamierza zostać w mieście na dłużej?
Duża ich część przebywa w Lublinie krótko, od jednego do kilku dni. W wielu przypadkach traktują nasze miasto jako punkt kilkudniowego pobytu i odpoczynku, przed dalszą podróżą. Jednak coraz więcej z nich deklaruje potrzebę i chęć pozostania w naszym regionie na dłużej. Chcą być blisko granicy do momentu, kiedy sytuacja w Ukrainie się ustabilizuje i będą mogli wrócić do swoich domów.

Ile ukraińskich dzieci zostało już zapisanych do placówek oświatowych w Lublinie?
Do połowy marca lubelskie placówki przyjęły ponad 660 nowych uczniów i wychowanków
z Ukrainy, z czego w przedszkolach – 98, w szkołach podstawowych – 550, w liceach
i technikum – 16 (rozmawiamy 15 marca – przyp. aut.). Wszyscy są w oddziałach otwartych, czyli dołączyli do już istniejących klas. W najbliższych dniach przybędą nam oddziały przygotowawcze, do których trafią wyłącznie uchodźcy. Za priorytet uważamy teraz asymilację uczniów z Ukrainy z nowym otoczeniem i naukę języka polskiego, która jest niezbędna do nawiązania relacji i skutecznego zdobywania wiedzy. Nadrobienie różnic programowych i kontynuowanie edukacji stawiamy na drugim planie. Z rozmów z nauczycielami wynika, że lepsze efekty daje zapisywanie ukraińskich dzieci do już istniejących klas. Wystarczy miesiąc, aby się zasymilowały, a dzięki kontaktowi z polskimi rówieśnikami nauka polskiego jest szybsza i efektywniejsza. Dlatego zachęcamy uchodźców, aby jednak odważyli się zapisywać dzieci do działających już klas. Nasze spojrzenie na tę kwestię różni się od prezentowanego przez organy rządowe. 

Ponad pół tysiąca uczniów po dwóch tygodniach wojny – to dużo.
Ta liczba jeszcze nie generuje problemu ani w funkcjonowaniu lubelskiego systemu oświaty, ani poszczególnych społecznościach szklonych czy przedszkolnych. Jeśli w placówce liczącej 1500 uczniów pojawia się 40 nowych, są naturalnie przyjmowani i włączani z radością w życie szkoły. Obserwujemy ogromną otwartość, wychowawcy klas szybko dostali deklaracje od polskich rodziców opłacania obiadów, dzięki czemu uchodźcy mają bezpłatne posiłki. Rodziny dzielą się też darami, takimi jak pomoce szkolne czy ubrania.

Czy oddziały przygotowawcze będą miały własnych wychowawców?
Tak, to zupełnie nowe klasy, z nauczycielem posługującym się językiem ukraińskim. Będzie tam prowadzona nauka języka polskiego jako obcego, w czym możemy liczyć na wsparcie ze strony lubelskich uniwersytetów. Prawdopodobnie będzie potrzebny też asystent językowy. Nie ulega wątpliwości, że utworzenie takich oddziałów będzie dla samorządów o wiele kosztowniejsze. Mam nadzieję, że z czasem do naszej oświaty zaczną trafiać nauczyciele z Ukrainy, którzy są już w Polsce i czekają na potwierdzenie dyplomów, bo chcieliby u nas pracować.

Ciężko w takiej sytuacji pytać o negatywne reakcje rodziców, one jednak mogą się pojawić i trzeba się na nie przygotować. Nie ma obaw, że z wyniku całej tej sytuacji ucierpi organizacja nauki?
W dużych miastach problemu raczej nie będzie. Proszę pamiętać, że w Lublinie w placówkach samorządowych i niepublicznych mamy około 65 tys. uczniów i wychowanków. Jeżeli dodamy do nich tysiąc, to system tego raczej nie odczuje. Natomiast w mniejszych gminach, gdzie oddziałów w szkołach jest mniej, problemy organizacyjne mogą się pojawiać.

Napływ uchodźców to ogromne wyzwanie dla systemu oświaty. Jest pan przekonany, że dyrektorzy szkół, nauczyciele, zmęczeni pandemią, poradzą sobie?
Już wcześniej w publicznych i niepublicznych placówkach oświatowych mieliśmy blisko tysiąc Ukraińców. Nie ma w Lublinie szkoły, dla której przyjęcie obcokrajowców oznaczałoby konieczność zmierzenia się z nowym wyzwaniem, a już zwłaszcza, jeśli chodzi o Ukraińców, z uwagi na podobieństwo języków. Znacznie większy problem mamy w tej chwili z grupą Irakijczyków, dla których również chcielibyśmy utworzyć oddział przygotowawczy. To bardzo trudne, bo te dzieci mówią tylko po arabsku. Tak więc jeśli chodzi o przygotowanie szkół do przyjęcia uczniów zza wschodniej granicy, nie mam najmniejszych obaw. Problemy w oświacie są, ale innego rodzaju. Coraz częściej nauczyciele mówią o konieczności podniesienia zarobków i ten problem wymaga rozstrzygnięcia na poziomie krajowym. Jeśli chcemy mieć lepszą oświatę, trzeba zacząć przekazywać na nią odpowiednie środki. Oczekiwania finansowe są całkowicie zrozumiałe po tym, co nauczyciele przeszli w ostatnich latach. Strajki, problem podwójnego rocznika, pandemia i nauczanie zdalne, teraz fala uchodźców. Dodatkowo na początku tego roku ogromne zamieszanie związane z wypłatą wynagrodzeń wywołane przez Polski Ład. Poczucie niepewności finansowej to jedno z największych zagrożeń dla przyszłości szkolnictwa w Polsce, tym bardziej że Polski Ład nie tylko wprowadził chaos w wynagrodzeniach, ale mocno uderzył też w finanse samorządów.

Czy Polski Ład wpłynie na politykę inwestycyjną w lubelskiej oświacie?
Zmiany dotyczące najistotniejszego dla nas podatku – od osób fizycznych – trwają od 2019 roku. W ich rezultacie do naszego budżetu wpływa co roku mniej pieniędzy w stosunku do kwoty, którą byśmy otrzymali, gdyby zmiany nie były wprowadzane, a to absolutnie najważniejszy dochód miasta. Przebudowa systemu podatkowego związana z programem Polski Ład spowodowała powstanie kolejnego ubytku w dochodach na kwotę około 130 mln zł. Dostaliśmy co prawda na ten rok subwencję w wysokości prawie 83 mln zł, ale jak łatwo policzyć, jesteśmy ubożsi o blisko 50 mln zł. W dodatku nie wiemy, jaka będzie wysokość subwencji w przyszłym roku i kolejnych latach, straty dla budżetu mogą być jeszcze większe. Realizacja zaproponowanych na rok 2022 i planowanych w dalszej perspektywie inwestycji, przy ograniczonych możliwościach budżetu miasta, wymaga pozyskiwania środków zwrotnych, oczywiście przy zachowaniu ustawowych wymogów w zakresie zadłużania się. Biorąc pod uwagę pogarszające się warunki finansowe samorządów, wysoką inflację i rosnące stopy procentowe, wszystkie planowane inwestycje i wydatki będą skrupulatnie analizowane.

Za 50 milionów można by wybudować szkołę podstawową…
Oczywiście, że tak. Nieustannie powtarzamy, że gdyby choć w jednym roku subwencja oświatowa pokryła nam w całości koszty bieżącego funkcjonowania szkół, to nie mielibyśmy w Lublinie żadnego problemu związanego z budową i remontem szkół i przedszkoli. W tej chwili do zadań, które powinny być objęte subwencją, czyli związanych z bieżącym funkcjonowaniem jednostek oświatowych, dokładamy ponad 200 mln zł rocznie. Mówię o samych wydatkach bieżących. Ten problem w niewielkim stopniu przebija się do mediów. Dziennikarze interesują się przede wszystkim inwestycjami, budową i otwieraniem nowych szkół, bo to spektakularne wydarzenia, a ich efekty są widoczne dla każdego mieszkańca. Zgodnie z art. 242 ustawy o finansach publicznych miasto nie może zadłużać się na pokrycie wydatków bieżących. Nawet wprowadzanie czasowych preferencji w tym zakresie obowiązujących w latach 2022–2025 w żaden sposób nie rozwiązuje kwestii związanych z niedoborem środków na oświatowe wydatki bieżące. Samorządy muszą corocznie generować nadwyżkę operacyjną, która nie doprowadzi do przekroczenia dopuszczalnej granicy zadłużenia. Tymczasem, między innymi ze względu na bardzo wysoką inflację, nasze wydatki bieżące rosną w takim tempie, że wkrótce tej nadwyżki w Lublinie możemy już nie mieć.

Czy nad oświatą lubelską uda się rozpiąć parasol ochronny, żeby efektów kolejnych zmian w systemie podatkowym nie odczuła?
Kłopoty dotykają wszystkich dziedzin lokalnej gospodarki i w każdej trzeba szukać oszczędności. W lubelskiej oświacie – choć to zapewne standard ogólnopolski – 80 proc. kosztów funkcjonowania szkół to wydatki osobowe, które są sztywne. W związku z tym, jeśli mamy szukać oszczędności, a musimy to zrobić, jedynym sposobem są redukcje etatów pracowników niepedagogicznych. W obecnej sytuacji nie jesteśmy w stanie utrzymać ich zatrudnienia na dotychczasowym poziomie. W innej sytuacji są nauczyciele, z których większość pracuje na więcej niż jednym etacie. Jest to dla nich korzystne finansowo, a przynajmniej było, do momentu aż Polski Ład zmienił system naliczania zaliczek na podatek dochodowy.

No właśnie, niektórzy nauczyciele pracujący w więcej niż jednej szkole zaczęli od 1 stycznia dostawać niższe wynagrodzenia netto. Czy był z tego powodu jakiś protest w Lublinie?
Jeszcze nie, ponieważ żeby protestować, trzeba zdefiniować sobie, kto ma być adresatem protestu, a na pewno nie są nim władze miasta. W związku z wynagrodzeniami zapanował chaos, zwłaszcza po wypłacie trzynastek, które istotnie wpłynęły na poziom miesięcznych przychodów. Nauczyciele wciąż nie wiedzą, ile będzie im wpływać na konto w kolejnych miesiącach. Rozmawiamy o specyficznej grupie zawodowej, która jak wspomniałem, dużo przeszła. Okres nauki zdalnej, szczególnie w początkowej fazie, był dla nauczycieli czasem trudnym – szczególnie, że przez społeczeństwo nie byli postrzegani jako grupa realizująca obowiązki zawodowe w sposób właściwy.

Szkoły pracują już stacjonarnie i wydaje się, że tak pozostanie do końca roku szkolnego. W jakiej kondycji psychofizycznej nauczyciele powrócili do pracy w tradycyjnej formie?
Nauczyciele, podobnie jak uczniowie, mocno odczuli czas pandemii, dlatego dziś na dyrektorach szkół spoczywa szczególna odpowiedzialność – przy każdej okazji staramy się to im uświadamiać. W czasie zimowych ferii w Lublinie niektóre grona pedagogiczne organizowały sobie spotkania w nieformalnej atmosferze. To się wydaje mało spektakularne, ale ci ludzie potrzebowali odnowienia relacji osobistych i zawodowych. Przez wiele miesięcy widzieli się tylko na ekranie komputera. Teraz staramy się też pomóc dyrektorom, chcemy zdjąć z ich barków jak najwięcej obowiązków związanych z biurokracją. W okresach, kiedy dużo uczniów objętych było kwarantanną, w niektóre dni pracowali do późnej nocy, przygotowując dane dla sanepidu. Są zmęczeni, potrzebują wsparcia.

Tylko jak pogodzić odbiurokratyzowanie pracy dyrektorów z koniecznością redukcji etatów niepedagogicznych, o której pan wspomniał? Cięcia mogą przecież oznaczać więcej pracy.
Nie ma prostej i jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Bo do tego wszystkiego dochodzi jeszcze jeden czynnik: silna presja na wzrost pensji także w grupie pracowników niepedagogicznych. Dwa lata temu wykonaliśmy tytaniczną pracę, odpowiadając na oczekiwania związków zawodowych. Spróbowaliśmy doprowadzić do pewnej standaryzacji wynagrodzeń tych pracowników, ponieważ różnice w płacach osób mających identyczny zakres obowiązków były w różnych placówkach ogromne. Ale szybko pojawił się nowy problem. W Lublinie mamy około 2800 pracowników niepedagogicznych, z których 1800 pobiera najniższe wynagrodzenie. Rząd systematycznie podnosi jego wysokość. Efektem jest stopniowe wypłaszczanie się pensji w tej grupie zawodowej. Jeśli nie podejmiemy działań, za chwilę prawie wszyscy pracownicy niepedagogiczni będą otrzymywać identyczne wypłaty. Wszyscy wiemy, że nie jest to ani sprawiedliwe, ani motywujące. Musimy zacząć rozwarstwiać wynagrodzenia, a to oznacza podwyżki i asygnowanie większych środków z budżetu miasta, czyli kolejny wzrost wydatków bieżących. Problem z wysokością wynagrodzeń jest wieloaspektowy, bo dotyczy także samych dyrektorów. Ich praca wiąże się z prestiżem społecznym, jednak pensje są nieadekwatne do zakresu obowiązków i odpowiedzialności. Efekty widzimy w praktyce. W tym roku w Lublinie odbędzie się 40 konkursów na dyrektorów szkół i już wiemy, że do niektórych zapewne nikt nie przystąpi, nawet dotychczasowy dyrektor. Idziemy powoli w kierunku selekcji negatywnej, kiedy konkursy będą wygrywały osoby mające minimalne kwalifikacje uprawniające ich do kierowania szkołami, a ich główną zaletą będzie to, że w ogóle się zgłosiły.

Niezależnie od pozytywnej motywacji nauczycieli nakierowanej na bieżącą pomoc uchodźcom, przyszłość szkolnictwa, jaka wyłania się z naszej rozmowy, nie jest kolorowa, tym bardziej że problemy, które pan przedstawił, nie są specyficzne dla Lublina – mają powszechny wymiar. Spróbujmy zakończyć pozytywną informacją. W lubelskiej oświacie realizowanych jest wiele nowatorskich projektów. Poproszę o kilka słów o tym, z którego jest pan szczególnie dumny.
Lublin jest miastem akademickim. Na 350 tys. mieszkańców mamy aż 60 tys. studentów. Prowadzimy działania na rzecz wzmocnienia współpracy samorządu i uczelni wyższych. Jej efektem są nie tylko specjalistyczne szkolenia dla nauczycieli, ale i lekcje dla uczniów szkół ponadpodstawowych w laboratoriach. Obie strony wyrażają satysfakcję i pozytywne zaskoczenie efektami. Wykładowcy uniwersyteccy są zdumieni wysokim poziomem wiedzy uczniów, bo w Polsce wciąż panuje stereotyp spadającego poziomu edukacji osób rozpoczynających studia. Z kolei młodzież jest zachwycona technicznym wyposażeniem uczelni. Tym, że laboratoria dysponują najnowocześniejszą technologią, pozwalającą prowadzić zaawansowane badania. Zdolna młodzież marzy o studiach w największych ośrodkach w Polsce – Warszawie, Krakowie, nie zdaje sobie sprawy, że w Lublinie ma do dyspozycji nie tylko unikalne kierunki studiów, ale i znakomite perspektywy rozwoju. Młodym ludziom otwierają się oczy, gdy rozmawiając z wykładowcami dowiadują się, jak wiele można tu osiągnąć w zakresie budowania dorobku naukowego. To dla nich nowa perspektywa. Przy okazji kadra uniwersytecka przekonuje się, że organizowanie dni otwartych drzwi to za mało, aby przyciągnąć wybitnie uzdolnioną młodzież. Trzeba zainwestować w nią już na etapie szkoły średniej, zachęcić, zaangażować w rozmaite projekty edukacyjne.
Podam jeszcze jeden przykład dobrej współpracy z uczelniami. Realizujemy projekt „Laboratoria przyszłości”, którego efektem będzie wyposażenie szkół w drukarki 3D. Jednocześnie zadbaliśmy o to, by zapewnić osoby potrafiące obsłużyć te urządzenia. Właśnie wysłaliśmy do szkół propozycję udziału w szkoleniach zorganizowanych przez UMCS. Specjaliści z uniwersytetu przedstawią cały zasób możliwości drukarek 3D i umiejętność ich obsługi nauczycielom, a za ich pośrednictwem wiedza ta trafi do uczniów.

 


Uroczystość wręczenia nagród laureatom konkursów przedmiotowych i artystycznych z udziałem wiceprezydenta Mariusza Banacha. Fot. UM Lublin