Rozmowy Wspólnoty

Fundusz Rozwoju Polskiej Wsi pomoże zasypać przepaść między miastem i wsią

Wielu wójtów jest zmuszonych do trudnych wyborów, pomiędzy kilometrem drogi a dodatkami motywacyjnymi dla nauczycieli. Z nierównościami trudno walczyć samodzielne, gdy samorządy mają niewielkie dochody i są pozbawione możliwości ich zwiększenia. Dlatego chcemy stworzyć długoterminowy i systemowy instrument finansowania rozwoju, dobrze zaplanowany i przewidywalny – mówi Dorota Zmarzlak, wójt Izabelina, członek zarządu Stowarzyszenia „Tak! Samorządy dla Polski”.

Zarząd Stowarzyszenia „Tak! Samorządy dla Polski” zgłosił postulat utworzenia Funduszu Rozwoju Polskiej Wsi. Czym ma być ten Fundusz?

Bodźcem rozwojowym dla polskiej wsi. Dzisiaj, mimo że mamy XXI wiek, nadal istnieje ogromna przepaść pomiędzy jakością życia i dobrostanem mieszkańców wsi i miast. Oczywiście, są gminy wiejskie, takie jak Izabelin, które w ogóle nie czują się wsiami, mają stosunkowo wysokie dochody, ale ogromna większość boryka się z trudnościami ze spięciem budżetu i zaspokojeniem podstawowych potrzeb mieszkańców, takich jak dostęp do wodociągu, sprawna kanalizacja czy dostęp do internetu. Bardzo często wójtowie są zmuszeni do trudnych wyborów, pomiędzy kilometrem drogi a dodatkami motywacyjnymi dla nauczycieli. Te nierówności często trudno jest rozwiązywać samodzielne, takie samorządy nie tylko mają niewielkie dochody, ale przede wszystkim nie mają możliwości ich zwiększenia, bo nie leżą w regionach atrakcyjnych inwestycyjnie czy turystycznie. Nie można powiedzieć, że wójtowie się nie starają, po prostu, z oczywistych powodów biznesowych inwestorzy do takich gmin nie przyjadą, a leżą one za daleko od ośrodków miejskich, żeby zacząć pełnić funkcje typowo mieszkalne. Nam chodzi o podniesienie poziomu życia w takich gminach w kilku podstawowych dziedzinach – na przykład rozbudowując kanalizację, poprawiając jakość dróg itd. Nikt nie ma złudzeń, że różnice między miastem a wsią znikną zupełnie, to jest niemożliwe, a nawet niecelowe – wieś to inny styl życia, inne koszty i inne wartości. Chodzi o równy dostęp do podstawowych zdobyczy cywilizacyjnych. Aby ten cel zrealizować, Fundusz musi być instrumentem długoterminowym i systemowym, dobrze zaplanowanym, przewidywalnym i odpowiadającym na realne potrzeby.

 

Jaka ma być jego wielkość i z jakich źródeł powinny być gromadzone w nim środki?

Na konferencji prasowej w Korycinie 11 stycznia wskazaliśmy kilka źródeł zasilania Funduszu. Między innymi VAT od inwestycji samorządowych, wpłaty z przedsiębiorstwa Lasy Państwowe, z NFOŚiGW, ale przede wszystkim powinien być on zasilany przez państwo. W budżecie państwa znajduje się mnóstwo pozycji, z których można zrezygnować – tylko w ostatnich miesiącach można wskazać takie przypadki, jak dwumiliardowa dotacja dla telewizji publicznej, 60 milionów złotych na wsparcie instytucji, które z założenia powinny utrzymywać się z datków ich członków, a także wątpliwy sposób zakupu respiratorów. To wydatki nieprzemyślane, te pieniądze można było skierować na rozwój obszarów wiejskich z ogromnym pożytkiem dla Polaków. Obliczamy, że przeciętnie chodzi o milion złotych dla gminy, to daje – biorąc pod uwagę gminy wiejskie i miejsko-wiejskie – nieco ponad 2 miliardy złotych rocznie. Nasze państwo spokojnie może sobie na taki wydatek pozwolić, tym bardziej, że mówimy o rozwoju i inwestycjach, a nie przejedzeniu pieniędzy.

 

Czy według tego projektu każda gmina mogłaby liczyć na dodatkowy milion rocznie?

Mówimy o średniej dotacji. Chcemy wypracować algorytm, który brałby pod uwagę powierzchnię gminy, liczbę ludności i wysokość dochodów jednostki, mniej więcej tak, jak to uczyniono w pierwszej transzy Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych, aby przydzielane środki wynikały z obiektywnego kryterium. Do algorytmu należy dodać kryterium jakości zarządzania, np. wskaźnik inwestycji w budżecie jednostki czy inny, bo wiemy, że w wielu samorządach możliwości inwestycyjne są ograniczone. Myślimy jeszcze nad tym, czy algorytm powinien być stały, czy może powinien się zmieniać będąc uzależniony od obiektywnych czynników i jak często ta zmiana powinna następować.

 

Jakie zidentyfikowane przez was bariery rozwoju obszarów wiejskich uzasadniają ustanowienie Funduszu?

Na uniwersytecie w Białymstoku odbyła się 21 stycznia konferencja z udziałem praktyków samorządowców oraz pracowników naukowych, na której dokonaliśmy wstępnego zsumowania problemów, z którymi boryka się polska wieś. Jej ustalenia stały się merytoryczną podstawą prac nad projektem ustawy o Funduszu Rozwoju Polskiej Wsi. Prac nad projektem, bo o ile niedawno za pośrednictwem Senatu RP wnieśliśmy do legislacji gotowy projekt ustawy o zwiększeniu udziału samorządów w podatku PIT, to w tym przypadku nad projektem dopiero pracujemy. Niezależnie od ustaleń białostockiej konferencji kluczowe problemy obszarów wiejskich są znane od dawna. Należą do nich braki w dostępie do sieci kanalizacyjnej i wciąż do wodociągów, zły stan dróg, sieci energetycznych, słaby dostęp do szerokopasmowego internetu lub jego brak. To oczywiste, że nie przyłączymy wszystkich gospodarstw do kanalizacji, nawet nie we wszystkich miejscach da się zbudować przydomowe oczyszczalnie. Na przykład u mnie, w gminie Izabelin, w niektórych miejscach muszą pozostać szczelne szamba, bo w otulinie Kampinoskiego Parku Narodowego prawo nie pozwala na pewne inwestycje. W wielu gminach urządzenia wodociągowe zbudowane w XX wieku wymagają modernizacji. To samo dotyczy sieci energetycznych, które były obliczone na znacznie mniejsze zapotrzebowanie na energię, niż wykorzystuje się je dzisiaj. Natomiast problem drogownictwa wymaga podejścia bardziej kompleksowego niż tylko budowa i remonty dróg. Trzeba go rozpatrywać w kontekście udogodnień komunikacyjnych i dostępności komunikacji publicznej, umożliwiającej mieszkańcom terenów wiejskich łatwiejszy dostęp do zdrowia, edukacji, kultury. Patrząc z tej perspektywy samo wybudowanie drogi nie zawsze załatwia temat.

 

Kto i jaką drogą miałby doprowadzić do powstania Funduszu w obecnej sytuacji politycznej? Zarówno pani, jak i wójt Korycina Mirosław Lech, macie doświadczenia z braku współpracy z rządem płynące z udziału w zarządzie Związku Gmin Wiejskich RP.

Obecnie nikt poza partią rządzącą nie ma mocy, żeby Fundusz Rozwoju Polskiej Wsi urzeczywistnić. Jesteśmy realistami, jeśli Prawo i Sprawiedliwość nie będzie chciało tego Funduszu, to go nie będzie. Współpracujemy ze wszystkimi. Może dlatego, że jestem nowa w tym środowisku, nie brakuje mi entuzjazmu i słabo przyjmuję odmowę współpracy. Kiedy organizowałam w Izabelinie debatę na temat podziału województwa mazowieckiego, przez wiele tygodni próbowałam nakłonić przedstawicieli PiS-u do wzięcia w niej udziału. To się nie udało, mimo że rozmawialiśmy z wieloma politykami, od wicepremiera Sasina do wicemarszałka Terleckiego. Z pewnością zaproszenia do merytorycznej rozmowy powtórzymy, jak pojawi się projekt ustawy. Nie zniechęcam się i w sprawie Funduszu będziemy docierać do najważniejszych osób w państwie, bo mieszkańcy wsi po prostu na to zasługują. Jako stowarzyszenie będziemy też współpracowali z partiami opozycyjnymi, rozmawiając wprost o ich poparciu dla projektu i włączeniu się w merytorykę. Ten projekt nie ma barw partyjnych, jest o ludziach i dla ludzi. Nie jest dla wójtów czy burmistrzów. Będziemy o tym problemie mówić oraz nagłaśniać go w przestrzeni publicznej, będziemy przekonywać mieszkańców do poparcia naszej inicjatywy. Podobnie zrobiliśmy z akcją gaszenia świateł #TylkoCiemność, wspierającej projekt ustawy o zwiększeniu udziału w podatku PIT.  Uważam, że obywatelom naszego kraju trzeba zwracać uwagę na realne problemy i tłumaczyć, jak działa Polska, jak działają samorządy, bo dla wielu nie jest to wiedza powszechna, z pewnością nie jest też łatwa do przyswojenia. Spróbujemy różnych dróg i nawet jeśli nie uda nam się wprowadzić pakietu ustaw samorządowych w tej kadencji, to będziemy go mieli na kolejne wybory, będziemy pytać kandydatów, czy popierają naszą ideę.

 

Dzisiaj wszystkie samorządy zgłaszają problemy finansowe, mówią o konieczności zmiany ustawy o dochodach JST, wasz projekt w tej sprawie został przyjęty przez Senat RP. Czy Fundusz, który jest instrumentem okazjonalnym i niesystemowym, nie wpłynie negatywnie na postulat zmiany systemu finansowania samorządów?

Ustawa o dochodach JST była podnoszona przez wszystkie środowiska samorządowe, Senat z tych propozycji skorzystał. Zarówno projekt ustawy o zwiększeniu udziału samorządów w dochodach z PIT, jak i pomysł ustanowienia Funduszu Rozwoju Polskiej Wsi, to projekty systemowe. Musimy pamiętać, że zwiększenie udziałów w PIT nie poprawi sytuacji we wszystkich gminach wiejskich. Poza tym finansowanie obu projektów jest różne, bardzo pilnuję, aby nie rozdawać cudzych pieniędzy. W przypadku Funduszu wskazaliśmy wiele źródeł jego zasilania, szczególnie takich, które zmniejszają ryzyko wydawania pieniędzy z budżetu państwa w sposób lekkomyślny i subiektywny. Nie ma sprzeczności między tymi projektami, one są względem siebie komplementarne.

 

W konferencji prasowej zorganizowanej w tej sprawie w Korycinie oprócz pani i wójta Korycina wzięli udział prezydenci Białegostoku Tadeusz Truskolaski, Sopotu Jacek Karnowski, burmistrz Wieliczki Artur Kozioł i marszałek Mazowsza Adam Struzik. Dlaczego w ten projekt zaangażowali się samorządowcy miejscy?

Zastanawiałam się nad tym, co się obecnie dzieje w samorządzie i doszłam do wniosku, że pewną zasługę w zjednoczeniu środowiska i poszerzeniu perspektywy samorządowców ma… Prawo i Sprawiedliwość.  Kiedy w ostatnich wyborach kandydowałam na urząd wójta, myślałam o budowaniu dróg i małej retencji, ale po wyborach znalazłam się nagle w oku politycznego cyklonu. Zdarzyło się w tym czasie mnóstwo rzeczy, takich jak żądanie wydania Poczcie Polskiej spisów wyborców, przepychanki związane z koronawirusem, skandaliczna wypowiedź prezydenta RP, że on ludziom daje 500+, a samorządowcy podnoszą opłaty za śmieci. Mogłabym tak wymieniać… To pokazało, że musimy być jednością. Wszyscy my, samorządowcy i wszyscy Polacy, mamy dosyć podziałów, różnicowania na Polskę A, B, C i Y, podziałów na wybory takie czy inne, na lepszych i gorszych, swoich i cudzych. My nie dzielimy mieszkańców według tego, na kogo głosowali, my pracujemy dla wszystkich. I dlatego przestaliśmy się dzielić na miasto i wieś, powiaty czy województwo. Bo jest tylko jedna Polska, Polska samorządna. I nawet jeśli niejeden wójt, podobnie jak ja, usłyszy od mieszkańców, że ma się zajmować sprawami lokalnymi a nie polityką, to przecież musimy pamiętać, że to polityka zajmuje się nami i nie możemy od niej uciec. To polityka ustala nam stawki za odpady i polityka powoduje obcięcie budżetu na inwestycje, bo zmiany wprowadzane w finansach samorządowych systematycznie zmniejszają dochody lokalnych wspólnot. To polityka powoduje, że dziecko nie ma dodatkowej matematyki, a przez pół roku nie będzie miało lekcji fizyki. A jeśli pan mieszkaniec albo pani mieszkanka nie będzie miała załatanej drogi, to może właśnie dlatego, że się nie interesuje polityką.

 

Nie obawia się pani, że to jakiś wyraz braku zaufania do dotychczasowych korporacji samorządowych działających w Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego?

Korporacje są bardzo potrzebne i w żadnym wypadku powstanie i aktywność Stowarzyszenia „Tak! Samorządy dla Polski” nie jest wyrazem braku zaufania do nich. To organizacje uzupełniające się, a nie konkurencyjne, zresztą w dużej mierze to przecież są ci sami ludzie. Wiedza i doświadczenie korporacji, gromadzone przez lata, potrzebne są właśnie w Komisji Wspólnej. A Stowarzyszenie jest potrzebne, żeby zbierać i jednoczyć samorządowców z różnych typów jednostek, żeby spojrzeć na problemy środowiska samorządowego ze wspólnego punktu. W tym sensie nie ma żadnej kolizji kompetencyjnej pomiędzy korporacjami a Stowarzyszeniem. Stowarzyszenie nie ma wiedzy, jaką zgromadziły korporacje, nie bierze udziału w pracach Komisji Wspólnej, nie jest też związkiem skupiającym gminy. Jest organizacją osób fizycznych. To daje nam większą swobodę w nagłaśnianiu problemów, pozwala reagować szybciej i konkretniej i w tym jest korzystna dla samorządów synergia. Zresztą, współpracujemy ze sobą blisko i trudno mi sobie wyobrazić, żebyśmy kiedykolwiek podjęli inicjatywę, która nie będzie mogła być poparta przez partnerów z korporacji.

 

Pozwoli pani, że na koniec zapytam o nastroje i sytuację finansową gminy Izabelin?

Na ten rok mamy najwyższy budżet w historii i najwyższy budżet inwestycyjny. Nasze wydatki przekroczą 100 mln zł, choć nie spodziewam się, żeby dochody z PIT-u mogły być zrealizowane zgodnie z prognozą Ministerstwa Finansów. Izabelin, podobnie jak inne gminy z wianuszka Warszawy, jest w zdecydowanie lepszej sytuacji niż gminy położone z dala od wielkich miast, ale obawiam się tego, co wydarzy się w ciągu roku. Wśród mieszkańców gminy liczną grupę stanowią managerowie czy osoby prowadzące własną działalność, które do tej pory sprawnie radziły sobie ze skutkami pandemii, często po prostu biorąc na siebie większe obowiązki. Póki co ich dochody osobiste nie spadły, ale nikt z nas nie wie, co będzie dalej. Dlatego choć ministerstwo przewiduje wzrost dochodów z PIT, my ostrożnie za podstawę przygotowania budżetu wzięliśmy ubiegłoroczne wykonanie. A poza tym gmina Izabelin przy ponad 10 tysiącach mieszkańców to mała wspólnota – siedem sołectw, jedna szkoła w dwóch budynkach, duży budżet, osiemdziesiąt procent powierzchni gminy to las. Tworzymy zwartą społeczność i liczymy, że przetrwamy pandemię w dobrej kondycji, tak jak to było do tej pory.