W samorządach

Burmistrz Brzegu poszedł na wojnę z wojewodą

Monika Pawlak

29.10.2012

Urząd Stanu Cywilnego w Brzegu jako jedyny w Polsce pracuje dwie i pół godziny dziennie. W ten sposób burmistrz Wojciech Huczyński troszczy się o budżet swojej gminy. Jednak według opolskiego wojewody Ryszarda Wilczyńskiego burmistrz „uniemożliwia klientom załatwienie spraw”. Konflikt z wojewodą trwa od marca i zaostrza się, a w sprawę angażują się inne samorządy Opolszczyzny. Sam burmistrz śle pisma do Michała Boniego, a w zanadrzu ma jeszcze pisma do Jacka Rostowskiego i Donalda Tuska.

Spór na linii burmistrz Brzegu – wojewoda opolski tylko dla pobocznych obserwatorów może się wydać błahy, a pisma, jakimi obaj panowie się wymieniają – litanią wzajemnych oskarżeń. Istota sprawy jest poważna, bo dotyczy pieniędzy. Publicznych pieniędzy. A dokładnie rządowej dotacji, jaka trafia do samorządu na zadania zlecone.

 

W tym konkretnym przypadku chodzi o funkcjonowanie Urzędu Stanu Cywilnego w Brzegu, który zajmuje się nie tylko udzielaniem ślubów i wydawaniem aktów zgonu, ale też sprawami z zakresu ewidencji ludności, m.in. wydawaniem dowodów osobistych. To ważne, aby zrozumieć, że ograniczenie godzin pracy do niespełna trzech dziennie powoduje kolejki, wydłuża czas oczekiwania na załatwienie najprostszej sprawy. Inaczej mówiąc – burmistrz utrudnia mieszkańcom życie.

 

I nie tylko tym z Brzegu, ale też z gminy Skarbimierz, których brzeski USC obsługuje od 2010 roku.
– Nie robię tego celowo, nie utrudniam życia, bo mam taki kaprys, bo chcę dokuczyć. Nie! Na każdym kroku przepraszam mieszkańców i zachęcam do pisania skarg na mnie – tłumaczy Wojciech Huczyński. – Nie mam innego wyjścia, dotacja na funkcjonowanie USC jest za niska, a ze środków gminy dokładać nie mogę. Byłoby to złamaniem prawa, naruszeniem ustawy o finansach publicznych, czego wojewoda zrozumieć nie potrafi. Albo nie chce.

 


Do końca roku zabraknie 100 tys. zł

 

Kwota, o jaką toczy się spór, wydaje się niewielka w porównaniu z kosztami niematerialnymi, jakie ponoszą mieszkańcy i ryzykiem, jakie podjął brzeski burmistrz, idąc na wojnę nie tylko z wojewodą, ale i ministrami czy premierem. W tym roku Brzeg na USC dostał 230 tys. zł. Dotacja jest wyższa od tej z roku 2010, kiedy to brzeski urząd zaczął obsługiwać drugą gminę, ale i tak – według burmistrza – zabraknie mu około 100 tys. zł, aby zapewnić mieszkańcom obsługę taką, jaka im się należy, czyli w pełnym wymiarze pracy urzędu. W skali dużego miasta, jak Łódź, Gdańsk czy Wrocław, kwoty wydają się śmiesznie niskie, ale w Brzegu są pokaźne. Choć nie o same pieniądze toczy się walka, a o przestrzeganie prawa.

 

– Rozmawiałem z regionalną izbą obrachunkową, czytałem ustawy i wiem, że nie wolno mi dopłacać do tej dotacji z budżetu gminy, bo to naruszałoby dyscyplinę finansów publicznych – podkreśla burmistrz Huczyński. – Jeśli to zrobię, narażę się na odpowiedzialność karną, dlatego już w marcu poinformowałem wojewodę, że jest problem, który on, jako przedstawiciel rządu na Opolszczyźnie, powinien rozwiązać. Nie rozwiązał. A ja nie ustąpię.

 

Ryszard Wilczyński, wojewoda opolski, w pismach do urzędu gminy wyjaśnia, że zmienił podział środków i gmina Brzeg dostała ich w tym roku więcej. Interweniował nawet w Ministerstwie Finansów, sygnalizował, że kwestia tak drażliwa, jak dotacje dla samorządów, może oznaczać kłopoty. Choćby sprawy sądowe, jakie samorządy mogą zacząć wytaczać Skarbowi Państwa.