Głos Gmin Wiejskich W samorządach

Sołtys zarabia pieniądze dla wsi

Kilka razy w tygodniu publikuje informacje na fejsbukowym profilu. Organizuje dla mieszkańców konkursy, finansuje nagrody. Zbiera podatek od nieruchomości, ale prowizji od wpłat nie zatrzymuje dla siebie, tylko przeznacza na sołectwo. Szymon Redlin z Jastrzębiej Góry to przykład nowoczesnego sołtysa, który znalazł skuteczne sposoby na zintegrowanie lokalnej społeczności.

Sołtysem został w 2015 roku, kiedy Jastrzębia Góra została wydzielona z Władysławowa. Wcześniej była dzielnicą nadmorskiego kurortu. To specyficzna wieś, stricte turystyczna, mieszkańcy nie prowadzą już gospodarstw, pobudowali pensjonaty, albo rozbudowali domy tak, żeby można było przyjmować gości. Co zamożniejsi przedsiębiorcy powiększają swoje ośrodki o kryte baseny, żeby turyści przyjeżdżali cały rok, a nie tylko od maja do października.

Sołtys ogólnopolską sławę zdobył w 2018 roku, kiedy wymyślił, że do promocji Jastrzębiej Góry wykorzysta… konia. A konkretnie gumową maskę w kształcie zwierzęcia. Koń miał zadanie – na swoich zdjęciach na Facebooku pokazywać najbardziej urokliwe zakątki, jakimi może się poszczycić niewiele wsi w kraju. Szymon Redlin ogłosił nawet konkurs na imię. Do wygrania było czerwone ferrari – zdalnie sterowane. Konia ostatecznie nazwano Jasgór.

Sołtys opisywał to tak: „Imię dla Konia już wybrane, po burzliwej naradzie wybrano imię zaproponowane przez więcej niż jedną osobę, a dokładnie przez 4 osoby i jest to imię Jasgór. Nawiązuje do miejscowości i do spółki posiadającej działki w Jastrzębiej Górze w latach 20-lecia międzywojennego. Nagrodę główną model Ferrari 458 speciale A w skali 1:14 wygrywa pan Rafał Maksymilian Domański z Sochaczewa, pozostała trójka osób, to znaczy Elżbieta Jakubiak, Danuta Szefke oraz Maria Pieczonka otrzymują gadżety reklamowe związane z Jastrzębią Górą w postaci ekologicznych toreb na zakupy. Cieszy mnie, że akcja odbiła się tak pozytywnym echem i że ponad 50 osób wzięło udział w konkursie na imię dla konia. O koniu pisał już Dziennik Bałtycki, nie chcę zapeszać, ale być może, że nasz Jasgór niedługo wystąpi w telewizji...”.

Akcja z koniem poszła w Polskę, opisały ją gazety, a sołtys został lokalnym bohaterem. – Lubię nieszablonowe pomysły. O Jastrzębiej Górze zaczęło się mówić, a nam chodzi o to, byśmy budzili pozytywne skojarzenia. Pracujemy na markę całorocznej miejscowości turystycznej, dlatego zależy nam na dużej rozpoznawalności – mówi.

 

Procent dla mieszkańców

Sołtys lubi działać nietuzinkowo. Już na początku swojej kadencji wpadł na pomysł, jak zdobywać dodatkowe środki dla sołectwa. Postanowił, że namówi jak największą liczbę mieszkańców prowadzących działalność gospodarczą, aby raty podatku od nieruchomości płacili nie przelewem internetowym, tylko u niego osobiście. Bo od inkasa ma prowizję – w gminie Władysławowo wysoką, zgodnie z uchwałą rady, aż 10 proc. Od tego trzeba odprowadzić zaliczkę na podatek dochodowy, ale i tak zostaje sporo. Nawet 30 tys. zł rocznie. Ale tych pieniędzy Redlin nie zostawia sobie, tylko przeznacza na sołectwo. – Podobnie jak inni mieszkańcy wynajmuję pokoje turystom, zarabiam, więc nie muszę tych pieniędzy traktować jak osobistego dochodu. Obiecałem ludziom, że moja prowizja wróci do nich, że zobaczą, ile rzeczy można dzięki temu załatwić – mówi.

Ciężko było przekonać mieszkańców, by fatygowali się do niego z gotówką, zamiast puścić przelew nie ruszając się z domu? Redlin: – Było trudno, bo trzeba specjalnie do mnie przyjechać, a ja muszę wystawić pokwitowanie. Ale część mi zaufała. Opracowałem zresztą system przypominania o nadchodzącym terminie płatności. Zbudowałem bazę adresową, wysyłam maile, SMS-y. To działa.

Jednym z pierwszych pomysłów, na co wydawać dodatkowe pieniądze, były gadżety reklamowe: kartki pocztowe oraz magnesy na lodówkę. Pierwsze magnesy kupił z pieniędzy z funduszu sołeckiego, ale rozeszły się tak szybko, że kolejną partię zamówił już z pieniędzy „z procenta”. – Zamawiam teraz duże ilości, żeby wyszło jak najtaniej. Biorę 20 tys. pocztówek i 1000 magnesów. Mam zaprzyjaźnionych przedsiębiorców, którzy produkują po kosztach. Za kartki płacę około 6 tys. zł, za magnesy 2 tysiące – mówi. Gadżety rozdaje mieszkańcom Jastrzębiej Góry, a ci obdarowują nimi turystów. To buduje markę i dobry wizerunek. – Nawet dziś przyszła mieszkanka, poprosiła o pulę pocztówek, bo ma gości ze Szwecji. To dobra reklama i dla ośrodka noclegowego, i dla całej naszej miejscowości – dodaje. Są też podkładki pod tablice rejestracyjne, latem zeszłego roku rozeszło się aż tysiąc sztuk, teraz po sezonie sołtys zamówił kolejny tysiąc.

Wymyślił też konkurs na hasło promujące Jastrzębią Górę. Wygrało: „Tu wypoczywamy”. Jest logo, zaprojektowane przez młodego grafika – stylizowana sylwetka jastrzębia, przypominająca znacznik z programy Google Maps. Nowoczesne, charakterystyczne. Logo znalazło się nie tylko na gadżetach reklamowych, ale też na tabliczkach z nazwami ulic, które sfinansowała gmina. Pomysł tak się spodobał, że własne logotypy opracowały też sąsiednie sołectwa.

 

I stojaki na rowery, i maszt

Pieniądze „z procenta”, jak mówi sołtys, pozwalają omijać ustawowe ograniczenia związane z wydatkowaniem publicznych środków. – Pojawiła się potrzeba montażu oświetlenia na cmentarzu parafialnym. Gmina nie mogła tego zrobić, bo to nie jej teren. Kupiłem więc dwie lampy, przedsiębiorcy z innych miejscowości dorzucili się i oświetlenie działa. Albo ławka. Była potrzebna przy wyjściu z plaży, bo turyści nie mieli gdzie przysiąść, żeby się z piasku otrzepać. No to kupiłem, potem wziąłem chłopaków i w czynie społecznym zamontowaliśmy – opowiada.

W zeszłym roku na stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości Szymon Redlin kupił 8-metrowy maszt i postawił w Lisim Jarze. Lisi Jar to wąwóz mający nawet 50 metrów głębokości, jego zbocza porastają ponadstuletnie buki. U wejścia do niego hrabia de Rosset wybudował około 1920 roku pierwsze w Polsce nadmorskie schronisko turystyczne „Nad Lisim Jarem”, a w pobliżu ustawił obelisk upamiętniający legendę, jakoby Zygmunt III Waza wylądował właśnie w Lisim Jarze po nieudanej wyprawie po koronę Szwecji. Na maszt ufundowany przez sołtysa można wciągać flagę przy okazji rozmaitych uroczystości rocznicowych.

Sołtys „z procenta” kupował stojaki na rowery do szkoły, zabawki do filii przedszkola gminnego, regularnie dofinansowuje nagrody w konkursach organizowanych przez miejscowe organizacje pozarządowe. Dopiero co dzwoniły panie z Akcji Katolickiej, organizujące konkurs wiedzy biblijnej. Poprosiły o 200 zł dofinansowania. Oczywiście, dostaną.

Rzecz jasna do dyspozycji ma też pieniądze z funduszu sołeckiego. Co roku około 50 tys. zł. Ale potrzeb jest wiele. Sfinansowano na przykład drogowskazy pokazujące, jak dojść do latarni morskiej, kościoła czy na plażę. Dla turystów są bardzo przydatne. W tym roku wyremontowana zostanie droga.

 

Sołtys musi zostać

W jesiennych wyborach samorządowych Szymon Redlin został wybrany radnym. W pierwszej chwili chciał zrezygnować z sołtysowania, problem w tym, że mieszkańcy Jastrzębiej Góry tak lobbowali za tym, aby został, że zgodził się kandydować na drugą kadencję. Rozmawiał z paroma osobami, które chciał przekonać, aby go zastąpiły na tym stanowisku, ale odmówiły argumentując, że nie wyobrażają sobie pracy w tempie wyznaczonym przez poprzednika.

Pracy w kolejnej kadencji będzie bardzo dużo. W 2021 roku przypada 100-lecie Jastrzębiej Góry, trzeba zorganizować obchody. Sołtys zwołał już dwa zebrania w tej sprawie, utworzył grupy robocze. Trzeba wydać medale okolicznościowe, pocztówki historyczne, zorganizować plener malarki, rzeźbiarski.

– Niełatwo jest zaktywizować mieszkańców. Na szczęście w radzie sołeckiej mam człowieka, który jest właścicielem firmy budowlanej, ma sprzęt i materiały, jest w stanie sporo pomóc. Drugi prowadzi restaurację. Jak jest festyn, to bigos czy grochówkę ugotuje za darmo – mówi. – Inni członkowie rady wspierają mnie w zakresie filmów promocyjnych czy dokumentacji fotograficznej wydarzeń, a jeszcze inni pomysłami i pomocą przy inicjatywach organizowanych przez radę sołecką. Ale postępy są, już widać, że ludzie coraz więcej rzeczy chcą robić wspólnie, trzeba ich tylko do tego zachęcić.