Rozmowy Wspólnoty W samorządach

Przeciągamy obrońców zwierząt na naszą stronę

Janusz Król

26.02.2018

Była pomoc ze strony ekologów, ale i wymuszanie, dopingowanie, ale i rozliczanie z niedociągnięć. Skaryszew bywał szkalowany, w internecie pojawiało się wiele nieprawdziwych informacji. W końcu podjęliśmy współpracę z jedną z organizacji ekologicznych, aby znaleźć w niej sprzymierzeńca i wspólnie poszukać dobrych rozwiązań – mówi burmistrz Skaryszewa Ireneusz Kumięga.

Wstępy w Skaryszewie... Co to za impreza?

Wstępy to po prostu jarmark, organizowany w Skaryszewie na podstawie przywileju nadanego nam w 1633 r. przez Władysława IV. A więc już od prawie czterystu lat, zawsze w pierwszy, czyli wstępny poniedziałek wielkiego postu, który podobnie jak Wielkanoc wypada w różnym czasie – stąd nazwa jarmarku – zaczyna się kilkudniowe święto handlu w naszym mieście. Wstępy ewoluowały, początkowo był to zwykły jarmark służący rozwojowi miasta, na którym handlowano wszystkim. W XIX wieku Wstępy wyspecjalizowały się w handlu zwierzętami, szczególnie końmi. Wtedy jarmark trwał cały tydzień i osiągnął swoje apogeum, bo z zachowanych relacji i dokumentów wynika, że podczas jednych Wstępów nawet kilkanaście tysięcy zwierząt zmieniało właścicieli.

 

Jakie znaczenie dla miasta Wstępy mają dziś?

Kiedyś miały ogromne znaczenie gospodarcze, dzisiaj to raczej kultywowanie tradycji Skaryszewa, wesołe dwudniowe świętowanie i kolorowe zamieszanie na uliczkach miasta, bo Wstępy nie odbywają się na wydzielonym placu targowym, tylko zajmują kilka ulic. Dziś handluje się wszystkim, w tym rękodziełem, także wspaniałymi zabawkami i sprzętami kuchennymi z drewna, gliny, wikliny, których nigdzie indziej się już nie znajdzie. Prezentują tu swoje rzemiosło przedstawiciele ginących zawodów, na estradach występują zespoły ludowe. Handluje się regionalnymi wyrobami spożywczymi, miodem, serami, wypiekami. Jednak jeśli chodzi o handel końmi, choć zajmuje on mniej więcej 20 proc. powierzchni handlowej, a jego udział w obrotach Wstępów jest pewnie jeszcze mniejszy, to są to jedne z największych targów w Polsce. Z tym że ten handel odbywa się na wydzielonym miejscu, gdzie są stworzone odpowiednie warunki. Kiedyś jarmark koński zajmował wszystkie ulice i paraliżował całe miasto, zresztą ku zadowoleniu zarabiających na obsłudze gości, mieszkańców.

 

Biorąc pod uwagę funkcję konia w niegdysiejszej gospodarce można powiedzieć, że kiedyś Wstępy były odpowiednikiem dzisiejszego salonu motoryzacyjnego w Genewie.

Myślę, że co do wielkości to tak. A mówiąc poważnie, miało to duże znaczenie gospodarcze i militarne, kiedy kilka tysięcy koni kupowało wojsko. Albo też sportowe, gdy handlowano końmi sportowymi czy rekreacyjnymi lub rolnicze, gdy kupowano konie do gospodarstw…

 

…i kiedy handlowano końmi na rzeź.

Oczywiście, na Wstępach od zawsze handlowano także zwierzętami rzeźnymi.

 

Podczas gdy zgodnie z tradycją i ku pożytkowi mieszkańców od kilkuset lat miasto organizuje piękną imprezę handlową, napadli na was ekoterroryści. Między innymi z fundacji Centaurus z Wrocławia, która „ratuje” zwierzęta, m.in. takie jak świnka Zuzu, konik Iwan, klacz Spinka, i zamierza zlikwidować targi zwierzęce. Centaurus realizując projekty typu Gloskonia.pl, mające na celu wprowadzenie prawnych norm ochrony zwierząt, chce, by Polska znalazła się w awangardzie postępu w Europie i zakazała handlu końmi.

No nie, fundacja Centaurus na nas nie napadła. Ona po prostu zwraca uwagę na los zwierząt, na sposób ich traktowania przez handlarzy. Bo przecież działo się różnie, sam pamiętam, jak wyglądało to kilkadziesiąt lat temu. Wcześniej Wstępy funkcjonowały niejako samorzutnie, my, jako samorząd, organizacją jarmarku zajmujemy się dopiero od dwudziestu lat, a od kilku lat z różnymi organizacjami pozarządowymi staramy się współpracować, aby Wstępy były przyjazne i dla ludzi, i dla zwierząt. Wsłuchujemy się w głosy tych organizacji i choć nie zawsze jesteśmy w stanie reagować natychmiast na głosy krytyki, to jednak staramy się uwzględniać sygnały naszych partnerów. Często wiąże się to z kosztami, a my, niewielkie miasto z małym budżetem, nie wszystko jesteśmy w stanie sfinansować. Dlatego przygotowanie terenów do prezentacji oraz obrotu końmi zajęło nam kilka lat.

 

Organizacje ekologiczne wam pomogły, czy raczej wymusiły zmiany?

Była i pomoc, i wymuszanie, i rozliczanie z niedociągnięć, i dopingowanie do poprawy sytuacji…

 

Ile kosztuje miasto współpraca z fundacją Centaurus?

Na razie nasze działania organizacyjne, takie jak wzmożenie kontroli, wdrożenie nowych regulacji dotyczących organizacji jarmarku, to kilka tysięcy złotych. O tyle wzrosły nasze wydatki, a cały koszt, jaki gmina ponosi na organizację Wstępów, to ponad sto tysięcy złotych.

 

Na czym polega porozumienie z fundacją, jakie są działania Centaurusa przy organizacji jarmarku?

Fundacji zależy na zlikwidowaniu obrotu zwierzętami przeznaczonymi na rzeź. Dlatego najpierw przez kilka miesięcy pracowaliśmy wspólnie nad regulaminem jarmarku, który zniechęci osoby zajmujące się tym handlem. Zniechęci, bo nie da się ustanowić przepisów prawa miejscowego, które zabraniałoby handlu zwierzętami rzeźnymi. Tego nie da się wyegzekwować, bowiem skąd możemy wiedzieć, gdzie i w jakim celu pojedzie konkretny sprzedany na jarmarku koń. Dlatego wprowadziliśmy ograniczenie wielkości samochodów, którymi zwierzęta są przywożone, bo wiadomo, że na rzeź transportuje się zwierzęta w większej liczbie, po kilka czy nawet kilkanaście sztuk. Dzięki takiemu przepisowi zwróciliśmy się o pomoc do strażaków, policji, inspekcji transportu drogowego i innych służb, które nadzorują transport i ruch uliczny, ponieważ na czas jarmarku władamy tym obszarem w zakresie ustalenia zasad organizacji ruchu.

 

Co konkretnie robi w tym czasie fundacja Centaurus?

Jak mówiłem, pierwszy etap to było wypracowywanie regulaminu. Spotykaliśmy się w tej sprawie kilkanaście razy. Podczas Wstępów dostajemy wsparcie dla naszych służb, fundacja ma swoich weterynarzy wolontariuszy, którzy wspomagają nasze służby na rogatkach i tam, gdzie transporty zwierząt są kontrolowane. Z naszymi lekarzami weterynarii zawieramy umowy, na podstawie których kontrolują paszporty zwierząt i legalne aspekty obrotu, natomiast lekarze Centaurtusa mają wspierać swoją wiedzą i dyspozycyjnością kontrolę tego obrotu. Oprócz tego na targowisku, gdzie konie są prezentowane, lekarze wolontariusze z fundacji czuwają nad zdrowiem koni i ewentualnie udzielają pomocy zwierzętom w przypadku wystąpienia urazów lub skaleczeń, bo takie urazy się zdarzają mimo pieczołowitej opieki osób zajmujących się handlem. Będą też pilnować, aby traktowanie zwierząt było odpowiednie. Tu są potrzebne spore siły.

 

Czyli zadaniem fundacji Centaurus jest pilnowanie, by nie stała się żadna krzywda zwierzętom. A czy wy, jako miasto, macie z tego jakiś pożytek?

Od kilku lat zmieniamy Wstępy, aby były miejscem bardziej przyjaznym dla koni, ale też dla ludzi. I za te parę tysięcy złotych zyskujemy poprawę wizerunku miasta. Proszę sobie wyobrazić, że dotychczas pomimo znacznych kosztów, jakie wkładaliśmy w poprawę warunków handlu, odbiór Skaryszewa jako miejsca, gdzie odbywa się targ koński, był negatywny. Działo się to głównie wskutek opinii organizacji ekologicznych, nagłaśniania ich w internecie, publikowania nieprawdziwych historii, filmików pochodzących z innych miejsc. Skaryszew szkalowano. Wiem, że działalność wielu organizacji prozwierzęcych ma drugie dno, ale teraz nie chcę o tym mówić.

 

Ale naszych czytelników to bardzo interesuje. Samorządy niezwykle często mają do czynienia ze zjawiskiem ekoterroryzmu. Naprawdę nieprzypadkowo używam takich słów. Być może fundacja Centaurus taka nie jest, tego nie wiem,  ale kulisy współpracy i jej warunki są ciekawe. Postanowiłem z panem porozmawiać rozumiejąc, że ta współpraca jest sposobem opanowania kryzysu wizerunkowego i warto, by inni zobaczyli, jak to się robi.

Podejmując współpracę z Centaurusem, staraliśmy się znaleźć sprzymierzeńca. Fundacja mogła być naszym przeciwnikiem, jak wiele innych organizacji, które nas atakują, oczerniają, manipulują opinią publiczną, zarzucają samorządowi zaniedbania, przypisują winę za złe traktowanie zwierząt. Spotykaliśmy się z atakami nawet na podkomisji ds. zwierząt kierowanej przez posła Suskiego, gdzie pewne grupy docierały jako organizacje pożytku publicznego. Porozumieliśmy się z Centaurusem dlatego, że nie stosował takich metod. Nie tyle chcieliśmy zacząć unikać krytyki, ile znaleźć drogę, na której wspólnie poszukamy dobrych rozwiązań dla naszej imprezy, aby mogła się stać jarmarkiem wzorcowym i wzorcem współpracy samorządów z organizacjami ekologicznymi. Chcemy wytrącić broń naszym wrogom. My przecież nadal różnimy się co do celów. Fundacja jest za całkowitym zakazem handlu zwierzętami, szczególnie rzeźnymi, my jako samorząd absolutnie nie, bo uważamy, że w pewnych warunkach można te zwierzęta przewozić, handlować nimi, prezentować dorobek hodowców itd. Nie do końca też mogę i chcę walczyć z handlem zwierzętami na rzeź, bo przecież co roku z Polski wyjeżdża na Zachód około 30 tysięcy koni rzeźnych. To poważna gałąź gospodarki rolnej. Ale w tym celu ze Skaryszewa wyjeżdża zaledwie od 50 do 80 koni, więc my nie jesteśmy centrum tej rzeźni. I z taką opinią próbuję walczyć.

 

Chcemy, aby miasto i Wstępy cieszyły się dobrą opinią, aby jarmark był świętem miasta, świętem koni, które są pięknymi zwierzętami sportowymi, rekreacyjnymi, wspierającymi zdrowie poprzez hipoterapię. Są też u nas pokazywane koniki ozdobne, kucyki, które cieszą dzieci. Chcemy, aby odbywały się konkursy hodowców, staramy się kilka razy w roku organizować końskie imprezy. Na takim wizerunku nam zależy i dlatego podjęliśmy współpracę z fundacją Centaurus.

 

Czy zgodzi się pan udostępnić innym samorządom treść porozumienia o współpracy z fundacją Centaurus, gdyby chciały one skorzystać z waszych doświadczeń?

Oczywiście, podpisany przez nas dokument jest rodzajem listu intencyjnego, pewną formą wyrażenia woli współpracy. Nie jest to jeszcze umowa, która ściśle określałaby obowiązki i zadania stron, ale jeśli ktoś chciałby z naszych doświadczeń skorzystać, zapraszam do Skaryszewa.

 

I jeszcze jedno. Przygotowaliście wspólnie z fundacją regulamin Wstępów, będący aktem prawa miejscowego. Ten akt musiał być uchwalony przez radę miasta i gminy. Jaka była opinia radnych na ten temat?

Rada bacznie obserwowała pracę moją, urzędników i fundacji, przecież trwało to prawie rok. Na posiedzeniach komisji byłem pytany o szczegóły rozmów i proponowane rozwiązania. Daliśmy sobie dużo czasu na przedyskutowanie konkretnych zapisów w regulaminie i całego dokumentu, bo był to temat niezwykle ważny dla nas wszystkich. Radni zgłaszali uwagi, ale też szanowali postulaty naszego partnera.

 

Jak pan sądzi, na ile to wycofywanie ze Wstępów handlu zwierzętami rzeźnymi zagrozi pozycji jarmarku?

Oczywiście mamy pewne obawy, dostajemy sygnały od zaniepokojonych hodowców. Aby uniknąć rzeczywistych zagrożeń, musimy działać ostrożnie i etapami, równolegle ograniczać handel zwierzętami rzeźnymi i rozwijać inne formy obecności koni we Wstępach oraz w imprezach rekreacyjnych i sportowych organizowanych w naszym mieście. Na przykład trzy razy w ciągu roku odbywa się u nas czempionat koni zimnokrwistych, dwa razy w roku organizowane są zawody w skokach przez przeszkody. Te imprezy będziemy wzmacniać i taki wizerunek Skaryszewa promować.