W samorządach

Polityczne skrzywienie rządowych dotacji

Profesorowie Paweł Swianiewicz i Jarosław Flis przeanalizowali dotacje w ramach drugiego naboru Programu Inwestycji Strategicznych. Dopatrzyli się nieprawidłowości, choć tym razem mniejszych.

Autorzy analizy zatytułowanej „Janosikowe kumotry – podwójne standardy rządowych dotacji” przyglądają się dystrybucji środków w ramach programów dotacyjnych oferowanych przez rząd. Ich zdaniem, faworyzowanie gmin z włodarzami powiązanymi z partią rządzącą trwa, choć tym razem miało zdecydowanie mniejszy wymiar niż w niektórych wcześniejszych konkursach. „Używając obrazowego porównania można powiedzieć, że tym razem 97,5 proc. przeznaczonych na program funduszy zostało rozdzielonych w sposób neutralny” – piszą w raporcie. Pozostałe 2,5 proc. stanowiło swego rodzaju haracz”, który został rozdzielony pomiędzy gminy rządzone przez „swoich”. Ze względu na to, że samorządy z wójtami i burmistrzami z obozu rządzącego są stosunkowo nieliczne, te 2,5 proc. ogólnej sumy wystarczyło, by przeciętna taka gmina dostała dotację od 20 proc. do prawie 100 proc. wyższą niż gmina z włodarzem związanym z partią opozycyjną.

Ów polityczny bonus był stosunkowo największy w dużych gminach liczących 25–100 tys. mieszkańców (ale nie w największych miastach, powyżej 100 tys. mieszkańców, bo tam nie ma prezydentów z PiS), a najmniejszy w gminach do 10 tys. mieszkańców.

Autorzy raportu piszą: „Kiedy podsumowujemy obserwacje dotyczące zarówno niedawnego rozdania samorządom dotacji przyznawanych w ramach Polskiego Ładu, jak i wcześniejszych konkursów oraz łącznych danych odnoszących się do wszystkich przekazywanych dotacji, wyłania się w miarę spójny obraz polityki rządu w tym obszarze. Składa się on z dwóch elementów. Jednym z nich jest wsparcie kierowane przede wszystkim do małych gmin przy równoczesnym ograniczaniu go w przypadku średnich miast oraz minimalizowaniu pomocy dla miast dużych. Nawiązuje to do retoryki wsparcia Polski lokalnej, przeciwstawianej znajdującym się w uprzywilejowanej sytuacji obszarom metropolitalnym. Rząd przedstawia się zatem jako swego rodzaju Janosik niosący pomoc biedniejszym. Nie ma przy tym większego znaczenia, że to uprzywilejowanie w niektórych sytuacjach jest rzekome ani że to w największych aglomeracjach zmiany sytuacji w zakresie dochodów własnych były w ostatnich latach najbardziej niekorzystne. Posługując się zatem analogią do Janosika, możemy powiedzieć, że głosząc pomoc biedniejszym, rząd w rzeczywistości wspomaga mniejszych, którzy niekoniecznie są ubodzy, pomija zaś zupełnie niezamożnych, ale większych. Drugi element tej polityki to konsekwentne, powtarzane w kolejnych konkursach i programach, wspieranie w większym stopniu samorządów związanych osobami włodarzy z partią rządzącą. Stopień tej preferencji zmienia się (najwyższy był w pierwszych konkursach Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych), ale powtarza się za każdym razem.

Pierwsze kryterium – urbanizacyjne, zakładające wsparcie dla mniejszych gmin w mniej zurbanizowanych częściach kraju – może i powinno być przedmiotem zwykłej politycznej debaty. Debaty, w której szczegółowo rozważylibyśmy uzasadnienie dla terytorialnych przechyłów i ich pożądaną skalę. Tak jak od lat prowadzone są (wciąż niezakończone) debaty na temat janosikowego. Nie ma jednak wątpliwości, że kryterium to nie powinno służyć maskowaniu uprzywilejowania „Janosikowych kumotrów” – polityków lokalnych, których jedynym wyróżnikiem jest polityczna przynależność, a w szczególności więź z obozem rządzącym centralnie. Tymczasem takie uprzywilejowanie jest najwyraźniej stałym elementem rządowych programów. Nawet jeśli jego skala – być może także pod wpływem publicznej krytyki – przestała być tak widowiskowa, jak w pierwszym rozdaniu „konkursowego” centralnego wsparcia, to w kwotach bezwzględnych pozostaje na stałym poziomie. To tworzy bardzo niebezpieczny precedens, którego zadomowienie się w polskim życiu politycznym byłoby fatalnym scenariuszem” – konkludują profesorowie Swianiewicz i Flis.