W samorządach

Nauka o różnych potrzebach

Uczniowie o specjalnych potrzebach edukacyjnych byli w szkole zawsze. Od niedawna szkoła zdaje się ich dostrzegać. Ale czy na pewno?

Dla jednych szkoła to czas wyjątkowy – czas tworzenia wspomnień, chwil, które pozostaną w pamięci przez resztę życia. Dla innych to czas, którego nie chce się pamiętać. Dlaczego? Szkoła to miejsce bezstronne, uczące tolerancji, akceptacji i zrozumienia. Przynajmniej w teorii, bo w praktyce bywa różnie. A przecież także w szkole panuje różnorodność charakterów, poglądów, postaw i możliwości.
Niemal w każdej szkole znajdzie się uczeń o specjalnych potrzebach edukacyjnych. Nazwa brzmi groźnie, ale w rzeczywistości SPE to ogromne spektrum działania. Kim jest taki uczeń? Takim samym dzieckiem, młodym człowiekiem, jakim każdy z nas był, z małym wyjątkiem – ma zaburzenie lub zaburzenia. Jego wyjątkowość polega na tym, że często wyróżnia się w tłumie. Czasem zachowuje się nieadekwatnie do sytuacji, nosi aparat słuchowy lub implanty, nie rozróżnia kolorów, ma problem z ostrością lub po prostu nic nie widzi, czasem przeszkadza mu hałas, duża ilość osób wokół, a czasem nie potrafi dostosować się do ogólnie panujących zasad.
Ot, to jest „moc” takich dzieci. Nie są superbohaterami, choć czasem mają więcej siły fizycznej niż przeciętny człowiek. Zdarza się, że potrafią ogarnąć rzeczy, których typowy mieszkaniec globu nie jest w stanie zrozumieć. I o zrozumienie właśnie tu chodzi. Mimo swojej wyjątkowości nie są rozumiani, akceptowani, a często, co gorsza, tolerowani. Wszystko to zaczyna się w szkole, bo o niej tutaj mowa. W miejscu akceptacji, tolerancji i zrozumienia. Na palcach mógłbym policzyć, ile szkół w Polsce szczerze uczy takich postaw. Dlaczego?

Spójrzmy na przeciętną placówkę oświatową – uczeń o specjalnych potrzebach edukacyjnych wymaga dodatkowej stymulacji, dostosowania warunków do jego potrzeb. Często powinien być przy nim nauczyciel wspomagający, właśnie po to, żeby wspierać go w sytuacjach trudnych. A trudnych może być wiele momentów, np. hałas w klasie sprawiany przez rówieśników. Ci ostatni nie są niczemu winni, zachowują się adekwatnie do swoich potrzeb, możliwości i czasem reguł panujących na lekcji. Uczeń o SPE również ma swoje potrzeby i czasem odbiegają one od tego, czego oczekuje klasa. Wynik działania jest prosty – demokratycznie przegrywa z większością, często popieraną przez nauczyciela.

Co z tym uczniem?

Czasem stara się dostosować, co nie zawsze jest możliwe, a czasem, a nawet częściej, demonstruje swoją bezsilność w jedyny dla niego możliwy sposób – zwracając na siebie uwagę. Jak może to zrobić? Musi być głośniejszy i bardziej wyrazisty niż tłum. W życiu codziennym powiedzielibyśmy, że jest to zachowanie behawioralne pozwalające na wygraną, bo przecież ten, który z się tłumu wyłamie, zyskuje zainteresowanie. Tak też jest w klasie. Uczeń SPE wygrywa tę nierówną walkę i jednocześnie ją przegrywa. Zwrócenie na siebie uwagi skutkuje nie zwycięstwem i możliwością wyrażenia siebie, ale dezaprobatą i naganą. Kolejny etap to przyszycie łatki. Klęska tym większa, im większe parcie społeczności szkolnej. Można by rzec, że to chwilowa porażka, ale kiedy on wraca do domu, na ulicy spotyka się z tym samym – wytykaniem palcami, wskazywaniem lub głośnym krytykowaniem jego „ułomności”. Tak mija dzień za dniem, miesiąc za miesiącem, a samopoczucie ulega pogorszeniu. W końcu, w drastycznych przypadkach, uczeń podejmuje ostateczną próbę zatapiając się w ciszy. Ale nawet wtedy tej ciszy nie będzie, bo wina i tak będzie po jego stronie. A właściwie po stronie jego nieneurotypowości. Choć brzmi to jak scenariusz marnego dramatu, jest codziennością ogromnej liczby uczniów.
Co w takim razie należy zmienić? Co możemy zrobić, żeby było lepiej? Kto ma na to wpływ? Odpowiedzi na te i inne pytania szuka wielu nauczycieli. Pomysły się rodzą, a w szkole nadal jest tak samo. Jedno jest pewne – im więcej jednostek zaczyna szukać rozwiązań, tym gęstsza staje się sieć. Czymże jednak jest pajęcza sieć w tropikalnym lesie pełnym dzikiej zwierzyny, która w poszukiwaniu zdobyczy nie baczy na cienką nić drobnego obywatela lasu? W tej analogii jest też ważny element – pajęcza sieć jest najtrwalszą naturalną substancją. Sam pająk natomiast niezłomnie tę sieć naprawia. Tak też jest z niszowymi nauczycielami. Tkają niestrudzenie swoją sieć wsparcia i niezależnie od niszczycielskiej siły pozostają niezłomni w swoim działaniu.
Od czasu od czasu w każdym lesie – trzymając się przyrodniczego porównania – nastaje okres, w którym liczba drapieżników maleje i życie zdaje się toczyć w harmonii. W naszym „lesie” to czas przedwyborczy. Gdyby ten czas obietnic na każdym poziomie – lokalnym, powiatowym, wojewódzkim i, co ważniejsze, krajowym – stał się realnością, sieć stałaby się większa i mocniejsza. Nigdy nie będzie niezniszczalna, bo do tego potrzeba wiele czasu i zmiany postaw. Odpowiadając na wcześniej postawione pytania z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że wpływ na te zmiany ma każdy z nas – wybierając świadomie, zachowując się tolerancyjnie i ucząc właściwych postaw swoje dzieci. Szkoła stanie się wtedy tylko narzędziem do odpowiedniego wychowania i tworzenia świata takiego jakiego wszyscy oczekujemy – lepszego.

Nauczyć uczących

W szkole pojawiła się edukacja włączająca. Brzmi ciekawie i wzbudza zainteresowanie, ale niestety, często na tym się kończy. Zgodnie z ministerialną definicją jest to podejście w procesie kształcenia i wychowania, którego celem jest zwiększanie szans edukacyjnych wszystkich osób uczących się, poprzez zapewnianie im warunków do rozwijania indywidualnego potencjału, aby w przyszłości umożliwić im pełnię rozwoju osobistego na miarę swoich możliwości oraz pełne włączenie w życie społeczne. Jednym słowem, każdy uczeń w przyszłości ma być cennym zasobem społeczeństwa, niezależnie od różnic w stanie zdrowia, sprawności, pochodzenia czy wyznania. Obowiązek ten spoczywa na każdej szkole. Jednak szkołom często trudno się wywiązać z czegoś, czego nikt nie wytłumaczył, nie pokazał. Trudno uczyć postaw, których samemu się nie wyznaje.

Edukację włączającą należałoby rozpocząć od dorosłych, którzy mają ją wprowadzić w życie. Zacznijmy od wyjaśnienia, że inny nie znaczy gorszy. Jeżeli uczeń w spektrum autyzmu wyrazi otwarcie swoje zdanie na nasz temat, to nauczmy się przyjmować konstruktywną krytykę, bo zapewne ma rację. W momencie, kiedy uczeń z zaburzeniem zaczyna się nudzić na lekcji (a często inni też to robią, lecz nie wyrażają tego tak otwarcie) zmieńmy swoje lekcje na bardziej atrakcyjne angażując właśnie tego ucznia, żeby w tym właśnie momencie na forum klasy poczuł się doceniony i zauważony. Zamiast krytykować i ganić zacznijmy zauważać zasoby naszych uczniów. Jeżeli uczeń o SPE komunikuje, że coś mu przeszkadza, to wspólnie z klasą usiądź, drogi nauczycielu, i poszukajcie rozwiązania tego problemu, bo czym jest włączanie, jak nie wspólnym działaniem? Może zamiast suchego wykładu, czytania slajdów z prezentacji, emisji jakże pasjonujących filmów edukacyjnych pozwolisz swoim uczniom na działanie – wyszukiwanie problemu i, co ważniejsze, znalezienie najlepszego sposobu rozwiązania go. To jest edukacja włączająca i to jest, tym samym, realizowanie podstawy programowej – działanie, inicjatywa oddolna, rozwiązywanie problemów społecznych.
Drogi nauczycielu, dyrektorze, jeżeli nie wiesz, jak sprawić, aby twoja szkoła stała się atrakcyjnym miejscem dla wszystkich uczniów, to zapytaj. Poproś o pomoc swój organ prowadzący, samorząd. Wspólnie zbudujcie sieć wzajemnych kontaktów. To nic nie kosztuje. Każda sieć ma swój centralny punkt, tym punktem mógłby stać się samorząd, który może, a wręcz powinien zaangażować się w budowanie lepszej przyszłości dla naszych dzieci. Trzeba zbudować sieć i złapać w nią akceptację, tolerancję, zrozumienie i wzajemny szacunek.


Fot. Pixabay