Rozmowy Wspólnoty

Dzięki transformacji Śląsk musi uzyskać przewagę konkurencyjną

Transformacja powinna być sprytna. Trzeba ją przeprowadzić inteligentnie, bo mamy mało środków, mało czasu i dużo problemów. Czyli mówiąc metaforycznie, musimy inwestować w dziedziny dające szybką stopę zwrotu – mówi Jakub Chełstowski, marszałek województwa śląskiego.

Program regionalny województwa śląskiego po zamknięciu negocjacji w końcu października czeka już tylko na decyzję Komisji Europejskiej. Jakie są główne cechy tego planu: kwoty, cele, komponenty?

Program składa się z dwóch głównych komponentów. Pierwszy to polityka spójności, ten komponent jest wart 3 mld euro, drugi to Fundusz Sprawiedliwej Transformacji, w którym zaplanowano 2 mld euro. Łącznie województwo śląskie dostanie ponad 5 mld euro i jest to największy sukces tych negocjacji oraz wyraz podejścia Komisji Europejskiej do problemów Śląska. W tym miejscu chcę podziękować ministrowi Grzegorzowi Pudzie, który nas silnie wspierał i także dzięki niemu nasze oczekiwania się zmaterializowały. Choć muszę podkreślić i nasze wysiłki szczególnie w przygotowaniu komponentu sprawiedliwej transformacji, dzięki czemu będzie on zarządzany na poziomie regionalnym. To było dla nas bardzo ważne, bo środki z pożyczkowego filaru tego funduszu zapewniają efekt dźwigni w odniesieniu do publicznych środków finansowych. Jeśli chodzi o cele, które dzięki programowi funduszy europejskich chcemy osiągać, są to wzmacnianie sektora MŚP oraz rozwój odnawialnych źródeł energii ze środków polityki spójności, zaś z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji – tworzenie alternatywy dla sektora węglowego i budowanie rzeczywistości gospodarczej po węglu, czyli rozwój usług i działalności opartej na wiedzy.

 

Powiedział pan, że Fundusz Sprawiedliwej Transformacji będzie miał kluczowe znaczenie w tym programie regionalnym. Jakie działania będą najważniejsze dla przekształcenia śląskiego przemysłu do standardów Europejskiego Zielonego Ładu?

Nasz plan sprawiedliwej transformacji był konsultowany z rządem, z przedstawicielami Komisji i dostosowywany zarówno do wymagań regionu, jak i celów krajowych oraz europejskich. Zyskał bardzo dobrą opinię, a komisarz Elisa Ferreira powiedziała, że cała Europa patrzy, jak nam się proces przekształcenia gospodarczego powiedzie. Na marginesie powiem, że brakuje mi ustawy transformacyjnej, która określiłaby zadania i kompetencje samorządów, spółek Skarbu Państwa, Komisji Europejskiej, silnej na Śląsku strony związkowej i podmiotów gospodarczych. Tym niemniej patrząc z perspektywy Zielonego Ładu cała kwota funduszy dla Śląska jest inwestycją w gospodarkę, bo zarówno wsparcie dla OZE, czy dla sektora akademickiego, wcześniej lub później zarezonuje w gospodarce niskoemisyjnej, a taki jest główny cel transformacji Śląska wskazany w samorządowej strategii naszego województwa „Zielone Śląskie 2030”. Wprawdzie po erze komunizmu mamy łatkę dymiących kominów, hut i brudnego przemysłu ciężkiego, ale w rzeczywistości jesteśmy bardzo zielonym regionem z jednym z najwyższych wskaźników lesistości w Polsce. Sektor węglowy jest dla nas bardzo ważny, ale dla śląskiej gospodarki nie jest najważniejszy.

 

Wielu twierdzi, że wywołany wojną na Ukrainie kryzys energetyczny podał w wątpliwość główne założenia Zielonego Ładu, który jedynie zwiększył koszty europejskiej gospodarki i koszty życia ludzi, będąc jednym z głównych czynników powodujących ogromny wzrost cen na rynku energii.

Można różnie patrzeć na ten problem, ale mnie się wydaje, że właśnie to uzależnienie od paliw kopalnych jest źródłem obecnego kryzysu. Niemcy są uzależnione od gazu, Polska od węgla, inne kraje mają miks energetyczny w większym lub mniejszym stopniu oparty o paliwa kopalne, więc gdyby Zielony Ład był bardziej rozpędzony technologicznie, gdyby było więcej energii z odnawialnych źródeł, to kryzys, który obecnie przeżywamy, nie uderzyłby w Europę aż tak mocno. Nie chcę powiedzieć, że przemysł ma być oparty tylko o jedno źródło energii, ale bardziej zrównoważony miks, z większym użyciem gazu zdekarbonizowanego, czyli wodoru, dawałby nam większe bezpieczeństwo.

 

Miałem na myśli to, że zamykamy kopalnie w Polsce, a sprowadzamy węgiel z Rosji, właściwie teraz szukamy go po całym świecie. To znaczy tyle, że wydobycie eksportujemy poza Unię Europejską, a kopcimy tak samo, tylko węglem cudzym

Powinniśmy byli w większym stopniu zabezpieczać krajowy przemysł produkcji energii. Dwa lata temu strona związkowa podnosiła, że wypowiadanie umów na dostawy węgla rodzimym spółkom górniczym zadziała negatywnie w przyszłości, a te kontrakty ze spółkami węglowymi zmieniano, bo na rynku był tańszy węgiel rosyjski. To był błąd PGE, które przez pewien czas korzystało z sytuacji rynkowej. Niestety, te decyzje doprowadziły do zmniejszania produkcji węgla na Śląsku. A ściana to nie jest miejsce, do którego można wrócić ot tak. Wznowienie wydobycia wymaga długich przygotowań.

 

Znany ekspert ds. górnictwa dr Jerzy Markowski, niegdyś twardy zwolennik likwidacji kopalń, dziś twierdzi, że likwidujemy kopalnie z udostępnionymi ogromnymi zasobami węgla dewastując je w sposób uniemożliwiający powrót do fedrowania, jak np. w Makoszowym (170 mln ton) i Krupińskim (700 mln ton). Nazywa to wręcz sabotażem gospodarczym.

Nie jestem ekspertem od złóż geologicznych i nie znam tych danych. O takie szczegóły trzeba by pytać ministerstwa odpowiadające za te decyzje. Nie wszystkie z nich były trafione, a ich skutki dzisiaj widać. Różnie można oceniać związki zawodowe, ale dziś mówią one historyczne: sprawdzam. Sam jestem synem górnika i doskonale pamiętam, jak dwadzieścia parę lat temu zamykano kopalnie na Śląsku. Wtedy mój ojciec, zaledwie czterdziestodwuletni mężczyzna, musiał pójść na emeryturę i od tamtego czasu już nigdy i nigdzie nie pracował na umowę o pracę. To było ogromne marnotrawstwo potencjału gospodarczego i zmarginalizowanie tysięcy ludzi w naszym regionie.

 

To był okres rządów Jerzego Buzka?

Tak. Nie umiem do końca powiedzieć, czy tamta reforma była tylko zła, ale wiem, co ludzie przeżywali w jej wyniku. A była to terapia szokowa, nie tylko dla górników, ale też dla miast, które dzisiaj, jak na przykład Bytom, z trudem podnoszą się z tamtego upadku. Dlatego obecnie troszczymy się o to, żeby taki sam los nie dotknął powiatu bieruńsko-będzińskiego, Rudy Śląskiej czy Subregionu Zachodniego, a więc Rybnika, Wodzisławia, Rydułtów. Stąd nasze starania, aby powstawały tam inne gałęzie przemysłu, aby rozwijały się małe i średnie przedsiębiorstwa, żeby było realne życie po węglu. Równocześnie zwracamy uwagę, że państwo musi przewidywać przyszłe zapotrzebowanie energetyczne i że śląskie górnictwo może pozostać strategiczną rezerwą do momentu uzyskania przez Polskę niezależności energetycznej.

 

Śląsk to nie tylko górnictwo i sprawiedliwa bądź nie transformacja…

…transformacja musi być sprytna. Pewnie całkiem sprawiedliwa być nie może, bo zawsze jest coś za coś, ale musi ona tworzyć przewagę konkurencyjną, jak w biznesie. Trzeba ją przeprowadzić inteligentnie, bo mamy mało środków, mało czasu i dużo problemów. Czyli mówiąc metaforycznie, musimy inwestować w dziedziny dające szybką stopę zwrotu. Jeślibyśmy dzisiaj zaproponowali górnikom inną pracę dającą te same zarobki, ale mniej niebezpieczną, to ludzie na pewno za tym pójdą. To nie znaczy, że nie szanujemy swego etosu i tradycji, na której wyrośliśmy, ale świat się zmienia i musimy się do tego dostosować.

 

Jasne. Ale obok transformacji górnictwa Śląsk to także subregiony o innej charakterystyce gospodarczej. Czy w perspektywie 2021–2027 przewidywana jest w RPO kontynuacja ZIT-ów w jakiejś formie?

Tak. To preferowana przez nas forma współpracy z samorządami, które bardzo dobrze potrafią się dogadać i umieją racjonalnie dzielić dostępne środki. Nie jestem centralistą, uważam, że to burmistrzowie i wójtowie wiedzą lepiej, co potrzebne jest w ich miejscowościach. Mechanizm ZIT-ów świetnie się sprawdził i będzie kontynuowany w nadchodzącej perspektywie.

 

Już wiemy, co w nowej perspektywie będzie się działo w Subregionach Centralnym i Zachodnim, co natomiast przewidywane jest dla północy i południa województwa?

Najtrudniejsza sytuacja dotyczy Częstochowy oraz powiatów lublinieckiego i myszkowskiego. Na poziomie rządowym staraliśmy się zawalczyć o te tereny albo stworzyć jakąś nadzwyczajną rezerwę dla nich, bo Subregion Północny nie dostanie środków z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji i będzie partycypować tylko w funduszu spójności. To oznacza, że w tym subregionie transfery środków unijnych będą niższe. Ale także dla nich pieniądze się znajdą i ZIT będzie tam funkcjonował. Ostatnio miałem spotkanie z prezydentem Częstochowy Krzysztofem Matyjaszczykiem oraz ze starostą myszkowskim Piotrem Kołodziejczykiem i dyskutowaliśmy, jak optymalnie wykorzystać dostępne środki. Ta część regionu jest bardzo zielona, rolnicza, turystyczna, pielgrzymkowa i te jej dziedziny będziemy wspierać. A ponieważ tamtejsze samorządy mają doświadczenia we współpracy ze sobą, wierzę, że dadzą radę.

Co do Subregionu Południowego, to tam mamy bardzo wiele osób pracujących w górnictwie i energetyce. Na Śląsku przyjęło się, że godzina na dojazd do pracy to dobry czas, jeśli pracodawca zapewnia godziwe warunki, więc wiele osób z powiatu żywieckiego pracuje w Jastrzębskiej Spółce Węglowej czy PGE. Jednak niezależnie od tego siłą Subregionu Południowego jest transgraniczność, czyli dobre połączenia z Republiką Czeską, ze Słowacją i Austrią. Tam jest też spory przemysł motoryzacyjny i można powiedzieć, że południe stało się niejako ofiarą własnego sukcesu, bo z naszych danych wynika, że tamtejsza stopa życia jest wyższa niż w innych regionach. To oczywiście skutkuje zmniejszeniem alokacji, bo Unia za dobrą pracę daje nagrody, ale zmniejsza transfer środków.

 

Na 8 grudnia w Muzeum Śląskim zapowiedział pan wielkie otwarcie „Funduszy Europejskich dla Śląska 2021–2027”. Jakich informacji mogą się spodziewać uczestnicy tego wydarzenia?

Przede wszystkim czekam na decyzję Komisji Europejskiej, abyśmy na konferencji mogli powiedzieć, że mamy do dyspozycji ponad 24 mld zł. To jest największa alokacja ze wszystkich polskich województw. Cieszę się, że podczas negocjacji Komisja Europejska zaakceptowała nasz priorytet, jakim jest nauka. W nauce upatrujemy największej szansy na powodzenie transformacji regionu. Katowice będą Europejską Stolicą Nauki w roku 2024 i do wsparcia tego procesu udało się zorganizować konsorcjum śląskich uczelni wyższych. Bo musimy pamiętać, że Śląsk zawsze był techniczny, tu zawsze przyjeżdżano, aby zdobywać kompetencje inżynierskie. Nauka to prawdziwe DNA regionu.