W samorządach

Autobus hybrydowy przez ulice mego miasta mknie

Katarzyna Wal

30.10.2012

Ulice polskich miast zaczęły się zapełniać nowoczesnymi, ekologicznymi autobusami. Oprócz zaawansowanych systemów monitoringu producenci oferują nowoczesne systemy geolokalizacji, wyrafinowane nowinki technologiczne oraz sieć Wi-Fi dla pasażerów. Z kolei przedsiębiorstwa komunikacyjne, chcąc zachęcić do korzystania z autobusów, wprowadzają nowe sposoby płatności za bilety, aplikacje na smartfony z rozkładami jazdy czy elektroniczne informatory na przystankach.

Ma być ekologicznie i tanio – tłumaczy Ryszard Cichy, rzecznik Przedsiębiorstwa Komunikacji Miejskiej w Tychach. W tym mieście jeździ już 41 autobusów napędzanych gazem. Większość to kupione w Szwecji używane pojazdy – kosztowały dwukrotnie taniej niż trzeba by zapłacić za fabrycznie nowe.

 

– Autobusy gazowe rzeczywiście są droższe, ponieważ technologia jest bardziej skomplikowana, ale cena gazu jest wciąż niższa niż oleju napędowego – tłumaczy Aleksander Kierecki, redaktor naczelny portalu Transinfo.pl. – Z użytkowaniem jest jednak kilka problemów. Po pierwsze, w Polsce jest bardzo mała dostępność stacji tankowania, po drugie zawsze istnieje ryzyko, że cena gazu gwałtownie wzrośnie.

 

Rzeczywiście, wzrost cen mógłby spowodować, że inwestycja w takie autobusy nie byłaby najlepszą opcją. Rozwiązaniem jest podpisywanie z dostawcami paliwa umów o niezmienności cen. Takie umowy są często stosowane przez niemieckie przedsiębiorstwa komunikacyjne, stąd zapewne popularność autobusów gazowych u naszych zachodnich sąsiadów.

 


Niedogodności związanych z gazem nie zauważa Ryszard Cichy z Tychów. – Ekologiczne autobusy na gaz ziemny nie wydzielają spalin – tłumaczy i wylicza pozostałe zalety: – Brak wycieków benzynowych, lepszy komfort podróży, mała awaryjność, cicha jazda. Jeśli chodzi o stację gazową, to w Tychach wybudowało ją PGNiG. Umożliwia szybkie tankowanie pojazdów, trwa to nie więcej niż dziesięć minut.

 


Wykorzystywanie gazu zdecydowanie obniża koszty użytkowania taboru, jednak wysokie ceny zakupu czasem odstraszają potencjalnych nabywców. Niedawno z planów kupna takich autobusów wycofała się Łódź.
Nad ekologicznymi autobusami pracują dzisiaj wszyscy producenci autobusów. Jest to w dużej mierze związane z wymogami unijnymi, które muszą spełniać wszystkie autobusy miejskie. Europejskie regulacje dotyczące emisji spalin w ciężkich pojazdach zawarte są w Dyrektywie 1999/96/WE,  powszechnie znanej jako normy euro1-euro6. Określają one maksymalne wartości emisji substancji szkodliwych przez pojazdy osobowe i ciężkie.  

 

Obecnie jesteśmy przy normie euro5. Za dwa lata, w roku 2014, w życie wejdzie tzw. norma euro6, w której dopuszczalna wartość emisji tlenków azotu będzie aż o 80 proc. niższa niż w poprzednio obowiązującej. Chodzi oczywiście o to, aby autobusy były jeszcze bardziej ekologiczne, a silniki spalały jak najmniej paliwa.

 

Nic dziwnego, że silniki spalinowe powoli odchodzą w przeszłość. Coraz większą popularnością cieszą się silniki hybrydowe, a spółki Solaris czy AMZ Kutno proponują już rozwiązania oparte o silniki elektryczne. – Można powiedzieć, że dążymy do elektrobusów –mówi Aleksander Kierecki z Transinfo.pl. – Silniki elektryczne są ciche, nie wydzielają żadnych spalin oraz pozwalają osiągać doskonale przyspieszenie – dodaje. Oczywiście, są też problemy, jak kwestie zasięgu i ładowania pojazdów. W tym momencie elektrobusy są w fazie prototypów, jednak specjaliści przewidują, że dzięki coraz bardziej rozwiniętym technologiom mogą trafić do masowej sprzedaży za 2-3 lata.

Stwierdzono jednak dwa przypadki prowadzenia inwestycji na terenach zanieczyszczonych, chociaż w urzędach posiadano wiedzę o występujących tam historycznych zanieczyszczeniach powierzchni ziemi, na których nie przeprowadzono remediacji (w Krakowie i w Warszawie). Ponadto w ramach opiniowania projektów studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego lub uzgadniania projektów miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, w których planowano inwestycje mieszkaniowe lub użyteczności publicznej, uwagi dotyczące zanieczyszczeń zgłaszano jedynie w czterech z 15 (w tym w Urzędzie m.st. Warszawy) badanych urzędów (tj. 26,7%).

 

Starostwa

Starostowie w większości nie prowadzili w latach 2001-2014 też okresowych badań jakości gleby i ziemi na ich terenie. Okresowe badania jakości gleby i ziemi prowadziło zaledwie 21,4% kontrolowanych starostów oraz prezydentów miast na prawach powiatu. Również na terenie 13 z 18 dzielnic Warszawy (72,2%) nie prowadzono takich badań. W oczywisty sposób ogranicza to możliwość identyfikacji potencjalnych historycznych zanieczyszczeń powierzchni ziemi. W ocenie NIK powodem tych zaniechań była nieznajomość przepisów prawa lub niewłaściwa ich interpretacja, a także ewidentne zaniedbania samorządów.

 

NIK docenia inicjatywę tych samorządów (siedmiu z 14 skontrolowanych), które przekazywały mieszkańcom informację o możliwości zgłaszania potencjalnych historycznych zanieczyszczeń powierzchni ziemi. Zdaniem NIK informowanie społeczeństwa o historycznych zanieczyszczeniach powierzchni ziemi, wobec braku ustawowego obowiązku, należy uznać za dobrą praktykę.

TAGI: transport,