Jak reagować na petycje pełne teorii spiskowych?

Zapewne większość czytelników chociaż raz usłyszała o Teresie Garland – niegdysiejszej kandydatce na posła do Sejmu RP, a obecnie „Prezydent Elektorskiej RP”, która w 2020 roku miała złożyć ślubowanie na Wawelu. Postać ta z pewnością nie umknęła uwadze samorządowców, którzy mieli okazję zapoznać się z jej petycjami o przystąpienie jednej z gmin do Sojuszu Pokojowego lub o utworzenie przez gminę straży energetycznej. Ich treść nie zostawia miejsca na poważne traktowanie. Jak jednak mają się do nich odnosić władze samorządowe, że wszystko było zgodne z prawem?

W ustawie o petycjach nie ma instytucji ich nadużywania, a obowiązkiem – w przypadku gminy wójta – jest petycję rozpatrzyć, skierować do organu właściwego oraz zamieścić na stronie BIP. Analizując przepisy literalnie, nie ma możliwości podjęcia innych działań, skutkujących brakiem reakcji na niezbyt poważne petycje. Ten ostatni fakt jest wykorzystywany przez różne podmioty, które składają petycje nietypowe, czasami będące poza zakresem organu, czasami nawołujące do nienawiści na tle rasowym lub etnicznym. W przypadku Teresy Garland składane wnioski dotyczą spisku ukraińsko-żydowskiego mającego rzekomo wyrzucić Polaków z terenu Polski czy też pozbawić surowców naturalnych.

Mowa nienawiści w petycjach

Typowa petycja pani Teresy to kompilacje teorii spiskowej. Ich mianownik jest taki, że Żydzi i Ukraińcy mają tajny plan w stosunku do Polski oraz pragną zabrać Polakom ziemie, nieruchomości, dobra kopalne. W mojej opinii takie petycje wyczerpują znamiona popełnienia przestępstwa z art. 256 kodeksu karnego. Sądy uważają, że przestępstwo takie można popełnić w sytuacji, gdy „mieści się w obszarze określonym jako mowa nienawiści”. Pod tym pojęciem rozumie się wypowiedzi i wizerunki lżące, wyszydzające i poniżające grupy i jednostki z powodów całkowicie lub po części od nich niezależnych, a także z powodu przynależności do grup, których się nie wybiera, a udział w nich determinowany jest biologicznie (płeć, kolor skóry) lub społecznie (przynależność etniczna, religijna, język). Nawoływanie do nienawiści z powodów wymienionych w art. 256 kk – w tym na tle różnic narodowościowych – oznacza formułowanie wypowiedzi, które wzbudzają uczucia silnej niechęci, złości, braku akceptacji, wręcz wrogości do poszczególnych osób lub całych grup społecznych czy wyznaniowych, bądź też z uwagi na formę wypowiedzi podtrzymują i nasilają takie negatywne nastawienia i podkreślają tym samym uprzywilejowanie, wyższość określonego narodu, grupy etnicznej, rasy lub wyznania. Przestępstwo z art. 256 ma charakter umyślny i może zostać popełnione tylko w zamiarze bezpośrednim, o szczególnym zabarwieniu, a więc w konkretnej intencji (dolus directus coloratus). Nawoływanie do nienawiści wiąże się z chęcią wzbudzenia u innych najsilniejszej negatywnej emocji (zbliżonej do wrogości) do określonej narodowości, grupy etnicznej.
Rozpatrując petycje od samozwańczej pani prezydent warto mieć na względzie art. 257 kk, który wskazuje: „kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”. W literaturze wskazuje się, że „«Znieważenie» jest okazaniem pogardy, która głębiej wyraża ujemny stosunek do wartości, jaką reprezentuje sobą człowiek niż lekceważenie” (A. Grześkowiak, K. Wiak (red.), Kodeks karny. Komentarz. Wyd. 7, Warszawa 2021).

Można się też zastanawiać, czy tego typu petycje nie stanowią mowy nienawiści? Jak wskazują organy ścigania „Mowa nienawiści (ang. hate speech) jest zjawiskiem, które polega na używaniu języka w celu rozbudzenia, rozpowszechniania czy usprawiedliwiania nienawiści i dyskryminacji, jak również przemocy wobec konkretnych osób, grup osób, przedstawicieli mniejszości czy jakiegokolwiek innego podmiotu będącego «na celowniku» danej wypowiedzi. Akceptacja mowy nienawiści w wymiarze społecznym prowadzi do utrwalania się stereotypów, uprzedzeń i powodując mniejszą akceptację przedstawicieli grup «hejtowanych» może także prowadzić do tzw. przestępstw z nienawiści (ang. hate crimes). Mowa nienawiści przyjmuje różne formy i dlatego istnieje trudność w jednoznacznym określeniu czym ona dokładnie jest. Mimo że żadna z wielu powstałych dotychczas definicji tego zjawiska nie jest powszechnie akceptowana i używana, to dosyć często mowę nienawiści rozumie się zgodnie z definicją Rady Europy”. Dalej policja wskazuje: „Mimo że w polskim prawie nie stworzono osobnej regulacji dotyczącej mowy nienawiści i zbrodni nienawiści, to oba te zjawiska są uznawane za niezgodne z istniejącym polskim prawem (przepisy Kodeksu karnego oraz Kodeksu cywilnego). Dla przykładu znieważanie, pomawianie, grożenie czy nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość jest zabronione i podlega karze na podstawie kodeksu karnego (art. 212, 216, 256, 257)”.

Kto odpowiada za publikację petycji?

Otrzymując petycję do rozpatrzenia należy pamiętać, że jedynym z obowiązków organu, do którego trafia, jest jej upublicznienie. Co jeśli wójt tego obowiązku nie zrealizuje? Sądy wyraźnie wskazują: „zgodnie z art. 33 ust. 3 w zw. z ust. 1 usg, kierownikiem urzędu jest wójt. Wykonuje on zadania przy pomocy urzędu gminy. Z powyższego wynika, że organem gminy, który posiada możliwość podjęcia działań określonych w petycji jest wójt. To wójt jest bowiem odpowiedzialny za prowadzenie strony internetowej urzędu, którym kieruje i to do niego należała decyzja, czy umieści na niej informacje, o których publikację wnosił autor petycji. Przy czym podkreślić należy, że faktu, że to do wójta należało podjęcie decyzji co do losów petycji, nie należy utożsamiać z obowiązkiem jej publikacji zgodnie z wnioskiem jej autora” (wyrok WSA w Gliwicach z 20 lipca 2023 r., sygn. III SA/Gl 437/23).

Rozpatrzenie petycji a prawo do sądu?

Samo rozpatrzenie petycji nie jest objęte kognicją sądu administracyjnego, w związku z czym orzeczeń w tym zakresie jest mało. O ile w ogóle się pojawiają, dotyczą rozstrzygnięć nadzorczych. Tytułem przykładu, w jednym z orzeczeń sąd wskazał, że „zgodnie z art. 3 § 1 PostAdmU [ustawy o postępowaniu przed sądami administracyjnymi – przyp. red.] sądy administracyjne sprawują kontrolę działalności administracji publicznej, zaś § 2 tego artykułu stanowi, że kontrola działalności administracji publicznej przez sądy administracyjne obejmuje orzekanie w sprawach skarg. (…) w ustawie określona jest dość długa lista takich spraw, rozpatrywania petycji tam nie zamieszczono. Oprócz powyższego dochodzi rozpatrywanie skarg wymienionych w art. 3 § 2 PostAdmU. Sądy administracyjne orzekają także w sprawach sprzeciwów od decyzji wydanych na podstawie art. 138 § 2 Kodeksu postępowania administracyjnego (art. 3 § 2a PostAdmU) oraz w sprawach, w których przepisy ustaw szczególnych przewidują sądową kontrolę, i stosują środki określone w tych przepisach (art. 3 § 3 PostAdmU). Z powyższego wynika, że skarga na bezczynność organu jest dopuszczalna tylko w takich granicach, w jakich służy skarga do sądu administracyjnego na decyzje, postanowienia oraz na akty i czynności z zakresu administracji publicznej dotyczące przyznania, stwierdzenia albo uznania uprawnienia lub obowiązku wynikających z przepisów prawa. Tak więc jeżeli sprawa nie należy do właściwości sądu administracyjnego sąd na postawie art. 58 § 1 pkt 1 PostAdmU odrzuca skargę”.

W jednej ze spraw dotyczącej rozpatrzenia petycji, gdzie prezydent miasta zdecydował się na niepublikowanie petycji, sąd orzekł: „Treść skierowanego do Sądu pisma z dnia [...] wskazuje, że należy je potraktować jako skargę na bezczynność Prezydenta Miasta S. w sprawie petycji złożonej w dniu [....] polegającej na niezamieszczeniu na stronie internetowej Urzędu danych, o których mowa w art. 8 ust. 1 i 2 ustawy z dnia 11 lipca 2014 r. o petycjach (Dz.U. z 2017 r. poz. 1123)”. Sąd wyraźnie podkreślił, że „powołana wyżej ustawa określa zasady składania i rozpatrywania petycji oraz sposób postępowania organów w sprawach dotyczących petycji. Zgodnie z jej art. 13 ust. 2 sposób załatwienia petycji nie może być przedmiotem skargi (art. 13 ust. 2). W myśl art. 15 ustawy, w zakresie nieuregulowanym w ustawie do petycji stosuje się odpowiednio przepisy Kodeksu postępowania administracyjnego”. Sąd kończy swoje rozważania stwierdzeniem: „Czynności podejmowane przez organy w trybie ustawy o petycjach, a także bezczynność albo przewlekłość w tych sprawach, nie zostały poddane kontroli sądów administracyjnych na podstawie ustawy z 30 sierpnia 2002 r. Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi, brak jest również przepisów szczególnych przewidujących kontrolę sądów administracyjnych w tym zakresie” (postanowienie WSA w Gdańsku z 12 lipca 2018 r., sygn. akt III SAB/Gd 41/18).
Jak widać, sąd wyraźnie wskazał, że przepisy dotyczące petycji są niedoskonałe, a więc stanowią tzw. leges imperfectae. Niedoskonałość ta polega na tym, że ustawodawca wyraźnie wskazuje określony obowiązek (w tym przypadku – publikacji w BIP), ale jednocześnie nie wskazuje, jaka będzie sankcja za jego niespełnienie.
Reasumując tę część rozważań, sądy administracyjne nie są właściwe do rozpatrywania skargi na bezczynność. Wnioskujący może oczywiście złożyć do rady skargę na działalność burmistrza. Rada zaś może uznać skargę za zasadną, ale i tak zmusić do działania lub ukarać burmistrza nie może.

Przekazanie problemu innym

Warto również podkreślić, że orzecznictwo sądów administracyjnych stoi na stanowisku, że uchwała o przekazaniu petycji zgodnie z właściwością na podstawie art. 6 ust. 1 ustawy o petycjach nie podlega kognicji sądu administracyjnego. Takie stanowisko przedstawił sąd w postanowieniu o sygn. akt III SA/Kr 1310/21 (WSA w Krakowie, 10 listopada 2021 r.) oraz w postanowieniu o sygn. akt II SA/Łd 909/20 (WSA w Łodzi, 19 kwietnia 2021 r.).
Sąd może rozpatrzyć skargę tylko w sytuacji gdy miało miejsce rozstrzygnięcie nadzorcze w zakresie rozpatrzenia petycji. „Zgodnie zaś z wyżej powołanym art. 3 § 2 pkt 7 PostAdmU, sprawy skarg na akty nadzoru należą do właściwości sądów administracyjnych. Nadto zgodnie z art. 91 ust. 1 ustawy z 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym, uchwała lub zarządzenie organu gminy sprzeczne z prawem są nieważne. O nieważności uchwały lub zarządzenia w całości lub w części orzeka organ nadzoru w terminie nie dłuższym niż 30 dni od dnia doręczenia uchwały lub zarządzenia, w trybie określonym w art. 90” (wyrok WSA w Gliwicach z 20 lipca 2023 r., sygn. akt III SA/Gl 437/23).

Czym jest nadużycie?

Ustaliliśmy już, że choć publikacja petycji jest obowiązkiem wójta, jednak braku realizacji tego obowiązku nie można zaskarżyć do sądu administracyjnego. Skupimy się teraz na ustaleniu, czy można nadużyć prawa do składania petycji.
W nauce prawa przyjęto teorię nadużycia prawa. Pierwotnie dotyczyła ona prawa cywilnego, następnie objęto nią również prawo administracyjne. Wskazuje się, że „Nadużywanie prawa (w tym publicznego prawa podmiotowego) ma miejsce wówczas, gdy określony podmiot podejmuje prawnie dozwolone działania dla osiągnięcia innych celów niż przewidziane przez ustawodawcę” (M. Jaśkowska „Nadużycie publicznego prawa podmiotowego jako przesłanka ograniczenia dostępu do sądu w sprawach z zakresu informacji publicznej”, ZNSA 2018, nr 1, s. 29; P. Przybysz „Nadużycie prawa w prawie administracyjnym”, (w:) „Nadużycie prawa”, red. H. Izdebski, A. Stępkowski, Warszawa 2003, s. 197). Ponadto „Osiągnięcie celów odbiegających od celów określonej instytucji prawnej powinno przy tym wpływać na sytuację innych podmiotów” (M. Warchoł „Pojęcie «nadużycia prawa» w procesie karnym”, Prok. i Pr. 2007, nr 11, s. 48).
Warto uzupełnić, że „Nadużycie prawa stanowi działanie zgodne z prawem materialnym (prawem przedmiotowym), które budzi jednak sprzeciw z uwagi na wyrażaną szykanę, widoczną bezwzględność lub formalizm. Nie chodzi przy tym o sprzeciw wobec normy prawnej, ale wobec przejawu jej stosowania materializującego się w określonym stanie faktycznym. Trafnie wskazano, że zagadnienia nadużycia prawa niełatwo jest rozważać na gruncie normatywnym, ponieważ chodzi tu nie tyle o stosowanie określonych norm, ile raczej o sytuacje, w których nie należy ich stosować” (B. Wilk, D. Sześciłło „Teoretyczne ramy nadużycia prawa”, [w] „Nadużywanie prawa do informacji publicznej w orzecznictwie sądów administracyjnych”).

Cele aksjologiczne ustawy

Odpowiadając na pytanie, czy prawa do wnoszenia petycji można nadużyć, należy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy można nadużyć podobnego prawa – do uzyskania informacji publicznej (prawo do petycji oraz prawo do informacji publicznej a podobne, wysokie umocowanie w Konstytucji RP). Chcę zwrócić uwagę, że w zakresie dostępu do informacji publicznej sądy już dawno odniosły się do powyższego.
W zakresie nadużycia dostępu do informacji publicznej sądy zaczęły od zdefiniowania, jaki jest cel informacji publicznej. Dla przykładu wskazały, że „Celem prawa do informacji jest zapewnienie jawności życia publicznego, przejrzystości działań organów państwa i innych instytucji wykonujących zadania publiczne, a w konsekwencji możliwości wpływania obywateli na postępowanie władz publicznych i funkcjonowanie struktur publicznych. Jednocześnie, przyjmuje się, że konstytucyjne prawo do informacji nie może być stosowane (wykorzystywane) do realizacji celów, które nie wynikają ani z Konstytucji RP, ani z DostInfPubU [ustawy o dostępie do informacji publicznej – red.], a zatem do osiągnięcia celu innego, niż dbałość o dobro publiczne, jakim jest prawo do przejrzystego państwa, jego struktur, przestrzeganie prawa przez podmioty życia publicznego, jawność administracji i innych organów. Oznacza to, że prawo do informacji publicznej, a w szczególności procesowe instrumenty jej pozyskiwania, mają służyć uniwersalnemu dobru powszechnemu, związanemu z funkcjonowaniem struktur państwowych i publicznych” (wyrok WSA w Warszawie z 19 października 2021 r., II SAB/Wa 107/21, Legalis).

W innych orzeczeniach sądy doszły do podobnego wniosku: „Artykuł 61 Konstytucji RP ma na celu zagwarantowanie obywatelom możliwości sprawowania kontroli nad organami władzy. Ma zatem w efekcie prowadzić do poprawy funkcjonowania organów władzy, przekładając się na poprawę działania całego Państwa. Tylko taki cel, co do zasady, winien więc przyświecać stronie wnoszącej o udostępnienie informacji publicznej” (wyrok WSA w Warszawie z 10 marca 2020 r., II SAB/Wa 640/19, Legalis).
W kolejnym wyroku wskazano, że „prawo dostępu do informacji publicznej jest
jednym z najważniejszych praw w katalogu praw obywatelskich i politycznych. Ma służyć tworzeniu społeczeństwa obywatelskiego, poprzez zwiększenie transparentności w działaniach władzy publicznej, chronić i umacniać zasady obowiązujące w demokratycznym państwie prawa, wreszcie zapewniać społeczną kontrolę nad działaniami organów władzy publicznej. Przejrzystość procesu decyzyjnego umacnia demokratyczny charakter instytucji oraz zaufanie obywateli do administracji” (wyrok NSA z 1 października 2010 r., sygn. akt I OSK 1149/10, Legalis; wyrok WSA w Gdańsku z 8 maja 2013 r., sygn. akt II SA/Gd 164/13, Legalis).

NSA zauważył ponadto: „Nadużycie prawa dostępu do informacji publicznej polega na próbie korzystania z jego instytucji dla osiągnięcia celu innego aniżeli troska o dobro publiczne, jakim jest prawo do przejrzystego państwa, jego struktur, przestrzeganie prawa przez podmioty życia publicznego, jawność administracji i innych organów itp. Celem ustawy o dostępie do informacji publicznej nie jest bowiem zaspokajanie indywidualnych (prywatnych) potrzeb w postaci pozyskiwania informacji wprawdzie publicznych, lecz przeznaczonych dla celów innych niż wyżej wymienione. Takie informacje mogą być uzyskiwane na zasadach przyjętych dla danego rodzaju stosunków” (wyrok NSA z 7 lipca 2023 r., sygn. akt III OSK 939/22).
Reasumując, sądy uważają, że jeśli aksjologiczne przyczyny złożenia wniosku o dostęp do informacji publicznej wykraczają poza przytoczone cele, to wnioskujący nadużywa prawa.

Nadużycie prawa do petycji?

Zastanówmy się teraz, jaki jest cel prawa do petycji. Przede wszystkim wskażmy, że art. 63 Konstytucji RP przesądza: „Każdy ma prawo składać petycje, wnioski i skargi w interesie publicznym, własnym lub innej osoby za jej zgodą do organów władzy publicznej oraz do organizacji i instytucji społecznych w związku z wykonywanymi przez nie zadaniami zleconymi z zakresu administracji publicznej. Tryb rozpatrywania petycji, wniosków i skarg określa ustawa”. W komentarzu do tego artykułu wskazuje się, że petycje „powinny dotyczyć szeroko pojętej działalności władzy publicznej, zwłaszcza w jej społecznym odbiorze i niezależnie od tego, w jakich formach prawnych jest prowadzona i jakie są zorganizowane i usytuowane w mechanizmie sprawowania władz podmioty” (W. Sokolewicz, Artykuł 63, w: Garlicki, „Konstytucja”, t. 4, s. 8).
Pewną wskazówką dla ustalenia przedmiotu petycji, skarg i wniosków jest również to, że prawo do petycji zostało zaliczone do kategorii praw politycznych, a zatem jednym z celów jego realizacji jest aktywne wpływanie na wykonywanie władzy publicznej. Szeroko zakreślony przedmiot petycji wymaga jednak doprecyzowania uwzględniającego treść pozostałych przepisów konstytucyjnych (M. Safjan, L. Bosek (red.), „Konstytucja RP. Tom I. Komentarz” do art. 1–86, Warszawa 2016). Z kolei R. Piotrowski zauważa: „Można odnieść wrażenie, że ustrojodawca w sposób niezbyt przemyślany połączył ze sobą instytucje o różnym znaczeniu. Szacowna instytucja petycji – a więc zbiorowych wystąpień obywateli w doniosłych sprawach publicznych – została zestawiona z wnioskami i skargami znanymi z przedkonstytucyjnej praktyki ustrojowej, z reguły pozbawionymi doniosłości politycznej (…). W ten sposób ustrojodawca w pewnym sensie zbanalizował instytucję petycji odbierając jej tożsamość związaną z możliwościami, które mogłaby stwarzać jako środek dialogu z władzą” (R. Piotrowski „Konstytucyjne uwarunkowania prawa petycji oraz pożądanych kierunków zmian legislacyjnych w tym zakresie”, [w:] „Prawo petycji w ustawodawstwie polskim, Opinie i Ekspertyzy 85”, wrzesień 2008, s. 26). „Wynika z tego, że to ustawodawca powinien dokonać zdefiniowania petycji i wyraźnego odróżnienia jej od skargi i wniosku” (B. Banaszak „Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej. Komentarz”, wyd. 2, Warszawa 2012).

Art. 2 ust 3 ustawy o petycjach wskazuje, że „Przedmiotem petycji może być żądanie, w szczególności, zmiany przepisów prawa, podjęcia rozstrzygnięcia lub innego działania w sprawie dotyczącej podmiotu wnoszącego petycję, życia zbiorowego lub wartości wymagających szczególnej ochrony w imię dobra wspólnego, mieszczących się w zakresie zadań i kompetencji adresata petycji”. S. Gajewski wskazuje, że „Ma on [przepis art. 2 ust 3 ustawy o petycjach – przyp. red.] otwarty charakter i obejmuje zarówno akty normatywne, akty indywidualno-konkretne o różnym charakterze, w tym akty administracyjne, jak i czynności cywilnoprawne, czynności materialno-techniczne czy działania społeczno-organizatorskie. Analiza przepisu pozwala także na wskazanie istotnych elementów tej kategorii wystąpień, które odróżniają je od zbliżonych środków, w szczególności skargi i wniosku. W świetle art. 2 ust. 3 ustawy o petycjach można przyjąć, że petycja stanowi takie wystąpienie, które zawiera żądanie podjęcia przez organ władzy publicznej określonego co do treści i formy prawnej działania mieszczącego się w zakresie zadań i kompetencji jej adresata” (S. Gajewski, A. Jakubowski „Ustawa o petycjach” [w:] „Petycje, skargi i wnioski. Dział VIII Kodeksu postępowania administracyjnego. Ustawa o petycjach. Komentarz”, wyd. 1, Warszawa 2015).

Cel prawa do petycji

W art. 2 ustawy o petycjach wskazano, że celem są:

  1. zmiany przepisów prawa,

  2. podjęcie rozstrzygnięcia lub innego działania w sprawie dotyczącej:

    1. podmiotu wnoszącego petycję,

    2. życia zbiorowego,

  3. wartości wymagające szczególnej ochrony w imię dobra wspólnego, mieszczące się w zakresie zadań i kompetencji adresata petycji.

Jeśli więc już na pierwszy rzut oka widać, petycja Teresy Garland przywołana na początku artykułu nie spełnia tych przesłanek – stanowiąc kompilację teorii spiskowych dotyczących Żydów i Ukraińców. Należy więc się zastanowić, czy (1) ją rozpatrzyć, ale nie publikować, (2) przekazać komuś innemu, (3) rozpatrzyć i opublikować czy też (4) stwierdzić nadużycie.
W mojej opinii, rozwiązanie drugie i trzecie jest najgorsze: drugie, ponieważ inny podmiot publiczny stanie przed tym samym problemem – trudno zresztą wskazać, który organ jest właściwy do rozpatrywania petycji mającej przesiąkniętej nienawiścią rasowo-etniczną; rozwiązanie trzecie natomiast jedynie napędza do działania osoby wierzące w swoją misję, dodatkowo urząd mimowolnie współuczestniczyłby w sianiu dezinformacji, propagowaniu poglądów ksenofobicznych, rasistowskich czy antysemickich.
W mojej opinii rozwiązanie pierwsze jest poprawne, ostatecznie cel petycji, tj. popularyzacja teorii spiskowych, nie zostanie osiągnięty.
Uważam też, że w tak skrajnych przypadkach jak petycje Teresy Garland, organ może pokusić się o stwierdzenie nadużycia i ostatecznie zarówno nie rozpatrywać, jak i nie publikować petycji.

***

Rolą organu, do którego trafia petycja, nie jest oczywiście zastępowanie sądu karnego i ustalanie, czy mamy do czynienia z przejawami nienawiści rasowej. Nie zmienia to jednak faktu, że każdego prawo można nadużyć. W sytuacji, gdy organ dostaje petycję, która już na pierwszy rzut oka nie wpisuje się w przesłanki aksjologiczne art. 63 Konstytucji RP oraz ustawy o petycjach – a wręcz przeciwnie wzbudza ona niechęć do uchodźców i mniejszości narodowych zamieszkujących w Polsce poprzez przypisywanie im negatywnych cech (czyhanie na mienie Polaków – za działanie nieprawidłowe uważam rozpatrzenie petycji. Nawet jednak, gdy organ chce taką petycję rozpatrzyć, powinien przemyśleć jej publikację w BIP. Trudno również myśleć o przekazaniu petycji innemu organowi, bo już nawet samo ustalenie organu właściwego do spraw utrwalania niechęci do mniejszości narodowych, czy utrwalania teorii spiskowych byłoby trudne
W moim przekonaniu osoby takie jak Teresa Garland nadużywają prawa do petycji, co organ powinien stwierdzić, uzasadnić dlaczego tak uważa i zostawić taką informację ad acta.


Tekst ukazał się w 6. numerze „Kuriera Prawnego”
Fot. Pixabay

 

Ta strona korzysta z plików cookie, aby zapewnić najlepszą jakość korzystania z naszej witryny.

Zgoda na wszystkie
Zgoda na wybrane