Rozmowy Wspólnoty

Żyjemy w społeczeństwie obrazkowym, filmikami najłatwiej do niego dotrzeć

Jego najpopularniejsze nagrania w mediach społecznościowych mają kilkumilionowe zasięgi i dziesiątki tysięcy reakcji. Film o segregacji śmieci na TikToku polubiło ponad 165 tys. osób. O tym, że polityka informacyjna samorządu nie musi być nudna opowiada Mariusz Musiałowski, burmistrz 10-tysięcznej gminy Kleczew.

Ostatnio było o panu głośno w ogólnopolskich mediach. Tytuły, które się pojawiały, brzmiały: „Burmistrz Kleczewa wskoczył do śmietnika”, „Burmistrz grzebie w odpadach”. Nie miał pan obaw, że takie nagłówki negatywnie wpłyną na pana wizerunek?

Pisali prawdę – faktycznie wskoczyłem do kubła i grzebałem w śmieciach. Była taka potrzeba, żeby zwrócić uwagę mieszkańców na problem segregacji, a raczej jej braku. Nie mam z tym problemu, jeśli ktoś opisuje stan faktyczny, gorzej, kiedy manipuluje. Owszem, zdarza się, że ktoś złośliwie żartuje, że zostałem „śmieciarzem roku”, ale mnie to nie rusza. Chciałem nagłośnić temat i uważam, że cel został osiągnięty. Okazało się zresztą, że ten filmik obejrzała cała Polska. Łączna liczba wyświetleń przekroczyła 9 milionów. Dostawałem sygnały z różnych stron, ludzie przesyłali sobie ten materiał. Oglądali go nawet ci, którzy z gminą nie mają nic wspólnego.
 

Ten filmik faktycznie stał się popularny, tematyka zrobiła swoje, ale podobne rolki nagrywa pan od dawna. Skąd wybór akurat takiej formy komunikacji z mieszkańcami?

Sześć lat temu, kiedy objąłem funkcję burmistrza, byłem bardzo aktywny na Facebooku. Pisałem długie posty o tym, co dzieje się w gminie i na początku mieszkańcy chętnie je czytali. Z czasem zauważyłem jednak, że coraz mniej osób ma cierpliwość do dłuższych tekstów. Staliśmy się społeczeństwem obrazkowym, przy dłuższym artykule reakcja była: „matko kochana, coś strasznego”.

A że nie robię tego dla siebie, tylko po to, by mieszkańcy mieli wiedzę, musiałem się dostosować. Posty zaczęły ustępować miejsca krótkim, dynamicznym filmikom z emocjami. To była naturalna zmiana formy, wciąż informuję, tylko inaczej. Przełomowym momentem okazała się sytuacja sprzed roku. Widziałem, jak ktoś wyrzucił psa z samochodu. Nagrałem to telefonem, żeby zgłosić sprawę policji. Potem zrobiliśmy z tego materiał o problemie porzucania zwierząt. Film miał ponad 4 miliony wyświetleń i tak naprawdę od niego zaczęła się regularna obecność na TikToku. Dziś jesteśmy obecni na wszystkich głównych platformach: Facebooku, Instagramie, TikToku, X i YouTube. To świadomy wybór: skoro materiał jest gotowy, dlaczego nie wrzucać go wszędzie? Każdy mieszkaniec ma swoje ulubione medium, więc nie chcieliśmy nikogo wykluczać.
 

Jak robienie tych nagrań wygląda od strony technicznej i finansowej?

Nie mamy studia ani profesjonalnej ekipy. Na początku kręciliśmy zwykłym telefonem, później kupiliśmy niewielką kamerę i to na niej pracujemy do dziś. Montażem i stroną techniczną zajmuje się mój kolega, który robi to po koleżeńsku, nie jest pracownikiem gminy. Kosztów dla gminy nie ma. Często dostaję wnioski o dostęp do informacji publicznej: „kto to robi, za ile?”. I ludzie są rozczarowani, gdy dowiadują się, że to ja biorę ciężar na siebie. Spotykamy się mniej więcej raz na dwa tygodnie, nagrywamy kilka godzin, a scenariusze przygotowujemy wspólnie. Jeśli mam więcej czasu, uczę się tekstu wcześniej, żeby lepiej wypaść. Zdarza się, że nagrywamy w godzinach pracy, ale wtedy są to materiały o gminie – o żłobku, hydroforni czy drogach. Uważam to za element obowiązków burmistrza. Mieszkańcy mają prawo wiedzieć.
 

Publikuje pan jako burmistrz, czy jako Mariusz Musiałowski?

Profile w większości miejsc działają pod nazwą Burmistrz Mariusz, bo głównie opowiadam o życiu gminy. Czasami jednak poruszam tematy wykraczające poza samorząd, polityczne czy społeczne. Wtedy staramy się oddzielać te sfery.

Gmina Kleczew ma swój oficjalny profil, ale nie do każdego materiału się podłącza. Administratorka profilu ma pełną dowolność i jeśli uzna, że temat jest zbyt polityczny albo nie do końca samorządowy, gmina nie jest oznaczona jako współtwórca. Wówczas film publikuję wyłącznie na swoim profilu. Dzięki temu mamy jasny podział: sprawy stricte gminne i informacyjne trafiają także na profil gminy, a treści bardziej osobiste czy polityczne tylko na moje konto.
 

Tematyka filmików jest bardzo szeroka. Jak wygląda ich wybór?

Pomysły czerpię z życia. Kiedy sędzia Anna Maria Wesołowska prowadziła u nas prelekcję o tym, jak smartfony wpływają na mózg dziecka, pomyślałem, że szkoda, by wiedziało o tym tylko wąskie grono. Nagraliśmy filmik z moim synkiem, pokazaliśmy, jak młotkiem uderza w telefon. To mocna metafora, która poruszyła wielu rodziców.

Podobnie było z hulajnogą – syn mojej zastępczyni wjechał mi pod samochód, dosłownie centymetry dzieliły od tragedii. Uznałem, że przed wakacjami trzeba nagłośnić temat bezpieczeństwa dzieci. Inspiracją bywają też komentarze mieszkańców. Rolka o śmieciach powstała, bo wiele osób pisało uwagi na ten temat, trzeba było się z tym zmierzyć i pokazać, jak wygląda sytuacja naprawdę.

Podejmujemy również tematy trudniejsze, jak energetyka odnawialna. Nakręciliśmy rolkę o OZE, w której tłumaczyłem kwestie techniczne i finansowe. W Kleczewie mamy ponad 100 hektarów gruntu, na którym mogłoby stanąć siedem turbin wiatrowych. To około 35 mln zł czystego dochodu rocznie, ogromna szansa dla gminy.

Zdarza się, że inspirują mnie sprawy spoza samorządu. Przykład? Koparka „Dolores”, wydobyta z kopalni i ocalona przed pocięciem na złom. Górnicy poprosili nas o pomoc w nagłośnieniu zbiórki na stworzenie symulatora. Spędziliśmy kilka godzin na nagraniach, powstał 30-minutowy film, bardziej dokument niż rolka. Jestem z niego bardzo dumny. Będzie dostępny na YouTube.

Filmy wykorzystuję też do promocji turystyki i lokalnych atrakcji. To się naprawdę przekłada na konkretne korzyści dla gminy, również finansowe. Na przykład pokazujemy nasz ośrodek w Trębach Starych nad Jeziorem Budzisławskim, najczystszym w Polsce. Nagraliśmy materiał o nowym parku linowym na Kleczewskiej Malcie. Dzięki takim filmikom ludzie zaczynają dzwonić wcześniej z rezerwacjami, odwiedza nas więcej turystów, więc widać, że to działa.
 

Widziałam filmik w parku linowym. Chyba dobrze się pan bawił przy nagraniu.

Na nagraniach wygląda to jak zabawa, ale dla mnie to przede wszystkim praca. Musieliśmy nagrać materiał promocyjny, więc czas był ograniczony, wybieraliśmy tylko fragmenty trasy. Przyznam jednak, że było też trochę przyjemności. Pierwszy raz w życiu zjechałem tyrolką. Przez lata zachęcałem innych, a sam nigdy nie próbowałem. Okazało się, że to świetna zabawa. Takie połączenie obowiązku z frajdą działa najlepiej, pokazuje, że mamy w gminie atrakcje, których naprawdę warto spróbować.
 

W rolkach nie brakuje też większej polityki.

Czasami komentuję kwestie polityczne czy ustrojowe, choć robię to ostrożnie. Przykładem jest filmik o dwukadencyjności, nie opowiadałem się jednoznacznie za czy przeciw, tylko pokazałem argumenty obu stron.

Podobnie było z materiałami o polaryzacji sceny politycznej. Zwracałem uwagę, że politycy grają na emocjach i podziałach. Jedni podkręcają nastroje z lewej strony, inni z prawej, a w efekcie wszyscy przegrywamy jako społeczeństwo. Bardzo mnie to martwi.

Chciałbym też nagrywać rolki o tolerancji i wzajemnym szacunku. Zbyt łatwo potrafimy przechodzić ze skrajności w skrajność – najpierw masowo przyjmujemy Ukraińców, a potem pojawia się fala niechęci wobec nich. Wiem, że duży wpływ mają na to rosyjskie trolle czy pożyteczni idioci w internecie. Uważam, że musimy wspierać Ukrainę choćby z egoistycznych powodów, dopóki wojna jest tam, nie ma jej u nas.

Chciałbym też przypominać o szacunku wobec innych ludzi, niezależnie od ich orientacji czy poglądów. Co komu przeszkadza, z kim kto żyje? Nie ma powodu, by kogoś wyzywać czy bić za tęczowy krawat. Dobro pozostaje dobrem, nawet jeśli nie robi go nikt, a zło pozostaje złem, nawet jeśli robią je wszyscy. Skoro już mam pewne zasięgi, to chcę je wykorzystać także do mówienia o takich sprawach.

Od początku staram się iść drogą środka. Boję się wszelkich skrajności – politycznych, ideologicznych, religijnych. Lubię to porównanie z czasów, gdy nocą wracałem od dziewczyny samochodem, a droga biegła przez las. Zawsze jechałem środkiem, bo wtedy miałem najdalej do obu rowów. Tak samo patrzę na życie.

W samorządzie to szczególnie ważne, burmistrz jest dla wszystkich mieszkańców, niezależnie od ich poglądów.
 

Jakie są reakcje mieszkańców na taką formę komunikacji?

Odbiór jest w większości bardzo pozytywny. Widać, że ludzie oglądają i doceniają te materiały. Dobrym przykładem był film o awarii sieci wodociągowej w czasie Wielkanocy, ponad 700 tysięcy wyświetleń i opinie w stylu: „wreszcie wiemy, co się dzieje”.

Dla własnego zdrowia psychicznego nie czytam jednak komentarzy. Jeśli coś ważnego się pojawia, kolega albo współpracownicy podsyłają mi to i czasem inspirujemy się tym przy kolejnych materiałach. Tak było z rolką o śmieciach.

Bywa też, że pojawia się hejt czy przypisuje mi się poglądy, których nie mam. Mnie to jednak nie rusza. Ja naprawdę staram się unikać skrajności i rozmawiać o faktach, nie o ideologiach.

Generalnie mam wrażenie, że ludzie doceniają tę formę komunikacji. Nawet jeśli nie wszyscy doczytaliby długi post, to krótki film obejrzą i łatwiej przyswoją informacje.
 

Poza mediami społecznościowymi gmina Kleczew ma stronę internetową i gazetę. Rząd planuje zakazać wydawania prasy samorządowej traktując ją jako narzędzie propagandy. To dobre posunięcie?

Polityka informacyjna gminy to oczywiście nie tylko rolki. „Gazeta Kleczewska” ukazuje się od 30 lat. To miesięcznik w nakładzie 1500 egzemplarzy. To rzetelne źródło informacji, szczególnie dla osób starszych, które nie korzystają z mediów społecznościowych. Znajdą tam wiadomości samorządowe, kulturalne, sportowe, wywiady z ciekawymi ludźmi. Ja sam pojawiam się na zdjęciach sporadycznie, to gazeta informacyjna, nie laurka burmistrza. Pracujemy też nad wersją elektroniczną, żeby była łatwiej dostępna. Oprócz tego funkcjonuje strona internetowa gminy i profil gminny na Facebooku, gdzie wciąż publikowane są klasyczne posty. Moje filmiki są tylko uzupełnieniem – narzędziem, które zwiększa zasięg i pozwala dotrzeć do młodszych odbiorców. Dlatego pomysł zakazu wydawania prasy samorządowej uważam za nietrafiony i krzywdzący wobec mieszkańców. Oczywiście, są gminy, w których takie gazety są propagandowe, ale od tego są instytucje kontrolne. W wielu miejscach, tak jak u nas, gazeta to źródło rzetelnej informacji. To element budowania wspólnoty, który trzeba pielęgnować, a nie likwidować.
 

Dlaczego pana zdaniem ważne jest, by samorząd dbał o taki kontakt z mieszkańcami?

Ludzie mają prawo wiedzieć, co się dzieje w gminie. Oczywiście, kto chce, znajdzie informacje w BIP-ie, ale większość oczekuje prostszej formy, gazety, strony internetowej czy krótkich filmików. To nie fanaberia, tylko element polityki informacyjnej. Dzięki temu mieszkańcy mają łatwy dostęp do rzetelnych wiadomości i poczucie, że są dobrze poinformowani.
 

Gdyby inni samorządowcy chcieli pójść pana śladem i spróbować sił w mediach społecznościowych – od czego najlepiej zacząć? Ma pan jakieś rady?

Nie do końca czuję się kompetentny, żeby takie rady dawać. Z mojego punktu widzenia najważniejsze, żeby być autentycznym i mówić to, co naprawdę się czuje. Ja nigdy nie wypowiedziałem zdania wbrew sobie. Jeśli kolega montażysta proponował mi jakieś skrócenie czy zmianę tekstu, a ja miałem poczucie, że to nie brzmi jak moje słowa, to rezygnowaliśmy i przerabialiśmy całość. Wszystko musi być szczere, inaczej ludzie to wyczują. Trzeba też mieć cierpliwość. U nas też na początku wyświetleń prawie nie było. Patrząc na analitykę widać jedno: tu nie ma windy, trzeba iść schodami. Konto rozwija się systematycznie, krok po kroku. Każdy film jest kolejnym stopniem.  Ale ja wierzę, że nic nie dzieje się bez powodu, wszystko ma swój czas.

Dlatego radziłbym: nie bać się, próbować różnych form, być konsekwentnym i robić to systematycznie. A przede wszystkim pamiętać, że nie robi się tego dla siebie, tylko po to, żeby mieszkańcy mieli wiedzę, co się wokół nich dzieje.

Aby zapewnić prawidłowe działanie i wygląd niniejszego serwisu oraz aby go stale ulepszać, stosujemy takie technologie jak pliki cookie oraz usługi firm Adobe oraz Google. Ponieważ cenimy Twoją prywatność, prosimy o zgodę na wykorzystanie tych technologii.

Zgoda na wszystkie
Zgoda na wybrane