Prawo

Zablokowany użytkownik portalu

Żyjemy w czasach, kiedy prowadzenie profilu urzędu gminy czy jej jednostki organizacyjnej na portalach społecznościowych jest już chlebem powszednim. Samorządy wykorzystują media społecznościowe do komunikacji z mieszkańcami nie tylko aby promować swoje osiągnięcia czy zamierzenia, ale także do innych celów, chociażby uprzedzając o ulicznych korkach, zdarzeniach drogowych, kataklizmach pogodowych, imprezach kulturalnych itd.

Prowadzenie kont na Facebooku, Instagramie czy Twitterze wpisane jest do obowiązków służbowych pracownika urzędu. Zdarza się, że pracownik blokuje konta na profilu niektórym użytkownikom, zazwyczaj z powodu zamieszczanych tam krytycznych opinii komentarzy. Czy informacja o tym, ile kont zostało zablokowanych w taki sposób, że ich użytkownicy nie mogą zamieszczać komentarzy, jest informacją publiczną?

Z takim pytaniem zwrócił się jeden z użytkowników mediów społecznościowych. Uzyskał odpowiedź od prezydenta miasta, że tego rodzaju informacja nie dotyczy spraw publicznych, o których mówi art. 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej, wobec czego nie ma możliwości jej udostępnienia. Niezadowolony z odmowy mieszkaniec wezwał prezydenta do wydania decyzji o odmowie udostępnienia informacji. Ten poinformował, że ponieważ żądana informacja nie ma charakteru informacji publicznej, to nie będzie też odmowy jej udzielenia w formie decyzji.

Spór o to, czy informacja o funkcjonowaniu oficjalnego konta miasta jest informacją publiczną, trafił na wokandę Wojewódzkiego Sądu administracyjnego w Gdańsku. Skarżący dowodził, że funkcjonowanie oficjalnego konta miasta i Centrum Kultury służy przekazywaniu informacji o ich zadaniach i przedsięwzięciach, co jest przejawem jawności działania organów miasta. Natomiast zablokowanie konta użytkownika portalu – tak, że nie może on publikować postów – ogranicza jawność. Informacja o tym, ile osób urzędnik zablokował na portalach, zdaniem skarżącego, będzie świadczyła o tym, jak władze samorządowe radzą sobie z jawnością oraz czy nie dochodzi do nieproporcjonalnych ograniczeń prawa przekazywania informacji. Duża liczba zablokowanych stanowiłaby bowiem wyznacznik polityki samorządu i dlatego powinna podlegać obywatelskiej kontroli. Nie ma też wątpliwości, że miasto finansuje obsługę mediów społecznościowych, a konta są prowadzone przez pracowników w godzinach pracy urzędu.

W przestrzeni wirtualnej niewątpliwie mamy do czynienia z występowaniem informacji publicznej nie tylko na oficjalnym BIP. W tej przestrzeni mamy do czynienia z bardziej licznymi niż w realu debatami na ważne społecznie i politycznie tematy. Wolność słowa i swoboda wypowiedzi obywateli są filarem demokratycznego państwa prawnego – tak dowodziło w swoim stanowisku stowarzyszenie, które zgłosiło swój udział w postępowaniu. Zdaniem stowarzyszenia, wolność wypowiedzi powinna obowiązywać również na profilach organów w mediach społecznościowych, a obywatele powinni mieć odpowiedni wgląd i kontrolę, co organ ma nam do powiedzenia także w przestrzeni wirtualnej.

Sąd oceniając sprawę uznał, że żądanie informacji o liczbie blokowanych kont na profilu urzędu należy zakwalifikować jako informację publiczną ze wszystkimi tego konsekwencjami. W uzasadnieniu zwrócił uwagę, że sprawą publiczną jest nie tylko działalność władz wynikająca z przepisów prawa, ale także taka podejmowana z własnej inicjatywy, jeśli służy interesom społecznym. Niewątpliwie media społecznościowe poszerzają możliwości informowania społeczności lokalnej, zwiększając jawność i dostępność władz samorządowych, a przez to służą interesom ogólnym. Dlatego informacja o aktywności miasta w mediach społecznościowych, o sposobie i formach realizacji takich inicjatyw informacyjnych – jest informacją publiczną.

Sąd zwrócił uwagę, że funkcjonowanie medium społecznościowego prowadzonego przez organ władzy publicznej mieści się w szeroko rozumianej działalności publicznej; jest to realizacja zadania własnego, jakim jest promocja samorządu oraz pobudzanie aktywności obywatelskiej. Oddelegowani do obsługi mediów społecznościowych pracownicy nie działają we własnym imieniu, ale w imieniu i na rzecz organu samorządowego. Zaś portal służy do publikowania informacji mających walor informacji publicznej. Konta mają status publiczny, czyli skierowane są do wszystkich użytkowników, odnośniki do nich – podkreśla sąd – znajdują się na stronach BIP urzędu i Centrum Kultury. Ich powiązanie z wykonywaną przez samorząd władzą publiczną nie budzi wątpliwości.

Wykorzystanie przez szefów samorządów mediów społecznościowych jest działaniem dobrowolnym, ale jeśli już wejdziemy do tej rzeki to – zdaniem sądu – musimy respektować zasady i sposób jego funkcjonowania. Musimy godzić się nie tylko na pochwały, ale także na negatywne posty, na krytykę. Cechą mediów społecznościowych jest swoboda wypowiedzi, lecz bez naruszania prawa, dóbr osobistych, dobrych obyczajów, zachowań kulturalnych.

Sąd podkreślił, że konstytucyjna zasada wolności wypowiedzi nie może być ograniczana cenzurą prewencyjną, takiej ochrony dotyczą także wypowiedzi w mediach społecznościowych, nie tylko w prasie, radiu czy telewizji. Dlatego media społecznościowe prowadzone przez samorząd jako przestrzeń do informowania i forum debaty publicznej podlegają ochronie wyrażania opinii zagwarantowanej w Konstytucji. Nadmierne blokowanie kont może ograniczać debatę publiczną i krytykę. Prezydent miasta powinien odpowiedzieć na pytanie o blokowanie kont, bo skarga na jego bezczynność była uzasadniona.

Nauka dla szefów JST płynąca z wyroku (patrz: WSA w Gdańsku, II SAB/Gd91/20) jest taka, że jeśli już prowadzisz aktywność w mediach społecznościowych to musisz honorować wolność wypowiedzi internautów; nieuzasadnione blokowanie kont może być bowiem postrzegane jako tłumienie krytyki naruszające art. 54 i 51 Konstytucji RP oraz art. 10 ust. 1 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności.

*zastępca redaktora naczelnego „Wspólnoty”