Rozmowy Wspólnoty

Włocławek to nie jest „polskie Detroit”!

W 1998 roku miasto wiele straciło z powodu pozbawienia go statusu stolicy województwa, pojawiło się wiele problemów społecznych i gospodarczych, ale nie można go zakwalifikować jako miasta upadającego. Komfortem życia dorównuje znacznie większym ośrodkom – mówi prezydent Marek Wojtkowski.

W końcu ubiegłego roku ukazała się na rynku książka „Znikająca Polska”. Została napisana przez pochodzącego z Włocławka dziennikarza Piotra Witwickiego, który na przykładzie rodzinnego miasta postanowił skopiować słynny reportaż Charliego LeDuffa „Detroit. Sekcja zwłok Ameryki”. Czy pana zdaniem Włocławek rzeczywiście można uznać za „polskie Detroit”, jak to okrzyknęli entuzjastyczni recenzenci tej książki?
Absolutnie nie zgadzam się z taką tezą, to bardzo krzywdząca opinia. W 1998 roku Włocławek wiele stracił z powodu pozbawienia go statusu miasta wojewódzkiego, co spowodowało problemy społeczne i gospodarcze, ale nie można zakwalifikować go jako miasta upadającego. Ta opinia jest dla mnie tym bardziej przykra, że książkę napisał autor pochodzący z Włocławka. Doprawdy nie wiem, co chciał przez to osiągnąć.
Warto podkreślić, że mimo swoich problemów w ostatnich kilkunastu latach Włocławek bardzo się zmienił. Pamiętam, jak wyglądał 15 lat temu, a jaki jest obecnie. Paradoksalnie zmiany zachodzące w naszym mieście najbardziej doceniane są przez ludzi, którzy od czasu do czasu do Włocławka przyjeżdżają. Podobnie postrzegają nas osoby, które kilkanaście lat temu z miasta wyjechały za pracą, często za granicę, a teraz wracają. Kiedy z tymi ludźmi rozmawiam, naprawdę są zadowoleni ze zmian na lepsze, jakie zaszły we Włocławku.

Choć przyczyny upadku amerykańskiego miasta i jego przemysłu miały zupełnie inne przyczyny niż trudności przeżywane przez polskie miasta w latach 90. XX w. po otwarciu kraju na morderczą konkurencję, do której nie były przygotowane, Witwicki rysuje czarny obraz pełnych winy mieszkańców, których wyraźnie nie lubi i starannie wybiera negatywne przykłady dla uzasadnienia swego punktu widzenia. Jak pan sądzi, czy to syndrom prowincjusza, który wyrwał się do stolicy i próbuje się przypodobać elitom, czy może po prostu chwyt literacki powzięty bez oglądania się na konsekwencje dla mieszkańców Włocławka?
Naprawdę, nie chcę oceniać Piotra Witwickiego. Często spotykałem go w czasach, kiedy byłem posłem i rozmawialiśmy o problemach miasta. Mówiłem mu wtedy, że zamierzam ubiegać się o prezydenturę we Włocławku. Wówczas nie słyszałem od niego podobnych opinii o włocławianach. Dlatego nie chce mi się wierzyć, że Witwicki nie lubi swojego rodzinnego miasta i jego mieszkańców. Ja zostałem wychowany w szacunku do miejsca swojego urodzenia. Podobnie jak wielu włocławian patrzę pozytywnie na nasze miasto i dlatego uważam, że opinia autora „Znikającej Polski” to chwyt literacki.

Ile prawdy o mieszkańcach Włocławka jest w książce Witwickiego?
Taką opinię, jaką zawarł w swej książce Witwicki, można sformułować o mieszkańcach większości polskich miast. Stąd jest w niej trochę prawdy i o nas. Kiedy w 2014 roku obejmowałem stanowisko prezydenta wiedziałem, że są we Włocławku ludzie rozczarowani i czasem mówiący źle o swoim mieście. Szczerze powiem, nie wiem skąd takie postawy się biorą, bo Włocławek jest fajnym miejscem do życia – zwłaszcza w porównaniu do metropolii. U nas nie ma korków, jest spokój, stale poprawiamy komfort życia i ogromna większość ludzi to docenia.
Natomiast szukając przyczyn niezadowolenia może warto zajrzeć do struktury społecznej miasta. W latach 60. Włocławek przeżywał okres burzliwego rozwoju związanego z dużymi inwestycjami tu lokowanymi. Mam na myśli Zakłady Azotowe, stopień na Wiśle i inne. Stąd mamy sporą grupę ludności napływowej i być może ludzie z tych środowisk są mniej zintegrowani z miastem.

Po upadku największych włocławskich przedsiębiorstw w latach 90. i utracie statusu województwa współczesne miasto odrabia straty. Jak wygląda obecny stan gospodarki Włocławka i oferta atrakcyjnej pracy dla mieszkańców?
To dwie różne sprawy. Moim zdaniem, struktura gospodarcza miasta jest korzystna. Włocławek zawsze był miastem przemysłowym i w dużej mierze ten charakter zachował. Na przykład w sąsiednim Toruniu nie ma dużych przedsiębiorstw porównywalnych do naszego Anwilu, a we Włocławku działa kilka bardzo dużych firm z kapitałem polskim i obcym, które generują sporą liczbę miejsc pracy. A oprócz nich funkcjonuje wiele firm średnich, małych i rodzinnych. Zróżnicowana struktura przedsiębiorstw oraz ich liczba przekładają się też na budżet, który w porównaniu do innych miast stutysięcznych kształtuje się korzystnie.
Natomiast z atrakcyjnymi miejscami pracy jeszcze mamy problem. Duże firmy, zarządy i kadry zarządzające często rekrutują z zewnątrz. Wskutek tego dla miejscowych pozostają stanowiska mniej atrakcyjne. Ale – jak obserwuję – to też systematycznie się zmienia. Lokuje się tu wiele nowych firm, a ponieważ nie mamy już dla nich wolnych terenów, więc biznes usadawia się w ogromnej strefie inwestycyjnej w pobliżu naszego miasta, w sąsiednim Brześciu Kujawskim. Jest tam już sporo dużych firm – w tym logistycznych – korzystających z przebiegającej obok autostrady. Aby zachęcić je do lokowania się we Włocławku, we współpracy z Polską Agencją Rozwoju Przedsiębiorczości będziemy budować biurowiec klasy A. Liczę więc na to, że liczba atrakcyjnych miejsc pracy będzie rosnąć.

W 1998 roku rząd próbował pomóc miastom tracącym status województw poprzez program Dialog i Rozwój, za który odpowiadała śp. Grażyna Gęsicka, ale był to program właściwie bez pieniędzy. Potem zaległa głucha cisza, aż w 2017 roku w ramach Strategii na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju uruchomiono tzw. Pakiet dla Miast Średnich. Czy korzystaliście z tego programu? Czym powinien cechować się dobry program wsparcia dla miast takich jak Włocławek?
Nie korzystaliśmy z tego typu programów i nie jestem pewien, czy są one potrzebne. Właściwie wszystko zależy od finansów i jeśli tylko samorządy mają odpowiednie środki, to dają sobie radę. Reforma samorządowa, która wyzwoliła ogromną dynamikę społeczną, jest jedną z niewielu udanych reform w Polsce od 1990 roku. Dlatego od rządu oczekujemy dowartościowania samorządu, a szczególnie powstrzymania się od osłabiania finansów miast takich jak Włocławek. Zrekompensowanie strat, które ponosimy z powodu zmian w podatku PIT, przekazanie części dochodów z podatku VAT spowoduje, że znakomicie sobie poradzimy. Proszę jednak wziąć pod uwagę, że nie chcę uderzać tylko w ten konkretny rząd, bo od kiedy pamiętam, wszystkie rządy – a mówię to jako były parlamentarzysta Platformy Obywatelskiej – prowadziły podobną politykę szkodzącą samorządom. O samorządzie zawsze ciepło mówiono, ale nigdy nie szły za tym konkretne pieniądze i działania. Stale dokładano nam zadań, ale nie bez adekwatnych środków na ich realizację. Takim najbardziej bolesnym i widocznym przykładem jest edukacja, na którą wydajemy już 50 proc. więcej niż otrzymujemy z subwencji oświatowej. Nie wiem, czy jest dziś w Polsce jakiś samorząd, który do oświaty nie dokłada.

Włocławek, podobnie jak większość miast w Polsce, traci mieszkańców, kilka lat temu mieliście ich ponad 120 tysięcy, dziś jest już poniżej 110 tysięcy. Czy miasto jest w stanie samodzielnie poradzić sobie z depopulacją, czy potrzebny jest jakiś program rządowy?
Trudno tu o receptę, nie wiem nawet, czy są jakiekolwiek mechanizmy, które są w stanie tę niekorzystną tendencję zatrzymać. We współczesnym świecie rosną przede wszystkim metropolie, w Polsce głównie Warszawa, Trójmiasto, Wrocław. Depopulacja ma swoje naturalne przyczyny, jak odpływ młodych ludzi na studia i pozostawanie tam na stałe, wyjazd szczególnie przedsiębiorczych młodych ludzi do lepiej płatnej pracy za granicę. Są też tacy, którzy przenoszą się na wieś, na przedmieścia, bo chcą mieszkać w zielonym otoczeniu. Tak się dzieje wokół wszystkich miast bez wyjątku. Jako receptę na ten trend możemy zaproponować tereny pod budownictwo jednorodzinne lub szeregowe w granicach miasta. I to robimy. Z drugiej strony, staramy się rozbudowywać mieszkaniowy zasób komunalny – w najbliższym półroczu oddamy we Włocławku 288 mieszkań na wynajem. Mamy też plany budowy kolejnych mieszkań o wysokim standardzie i umiarkowanych czynszach z myślą o młodych, wykształconych ludziach, którzy podejmą pracę w naszym mieście.
I wreszcie muszę powiedzieć, że naszym najważniejszym zadaniem, jako samorządowców, jest poprawianie komfortu życia, bo na to mamy największy wpływ i to ma ogromne znaczenie dla ludzi. Miasto, które będzie miało najlepszą ofertę kulturalną, sportową, turystyczną, zdrowotną, społeczną, zawsze będzie bardzo atrakcyjne. Podobał mi się pomysł ówczesnego wicepremiera Jarosława Gowina w zakresie deglomeracji. Jest wiele przykładów w Europie, że instytucje centralne lokowane są poza wielkimi miastami. Gdyby ten pomysł zrealizowano, podniosłoby to prestiż takich miast jak nasze i przysporzyłoby nam atrakcyjnych miejsc pracy.

Włocławek ma mnóstwo atutów. Nadal działają tu ciekawe firmy, są atrakcyjne dla wypoczynku jeziora, w tym utworzone przez zaporę na Wiśle. Niezwykle ciekawe i unikalne są włocławskie zabytki. Miasto ma znakomitą infrastrukturę sportową i świetny klub koszykarski. Ma też wielką tradycję lokalnego kościoła z dwoma błogosławionymi biskupami. Jak zamierzacie wykorzystać te atuty dla promocji pozytywnego wizerunku? Pytam, bo do literatury Włocławek szczęścia nie ma, skoro inna niż Witwickiego książka mówiąca o mieście to socrealistyczny produkcyjniak Igora Newerlego „Pamiątka z Celulozy”?
Rzeczywiście, mamy sporo dźwigni promocyjnych, znacznie więcej niż pan wymienił. Chociażby Fajans czy postać Stanisława Zagajewskiego. Staramy się te atuty wykorzystywać dla promocji miasta, pamiętając jednocześnie o wysokich kosztach takich kampanii. W każdym razie robimy wszystko, aby argumentów za osiedleniem się u nas przybywało. Umówiliśmy się z marszałkiem województwa kujawsko-pomorskiego, że w tej perspektywie zbudujemy we Włocławku filharmonię. Ktoś może powiedzieć, że nie jest to inwestycja pierwszej potrzeby, ale jest ona konieczna, aby włocławianie nie musieli jeździć do filharmonii do Warszawy, Łodzi czy Bydgoszczy. Aby wysoką sztukę mieli na miejscu, aby mogli korzystać z oferty kwalifikowanej kultury, podobnie jak mieszkańcy większych miast. Brak istotnych różnic w dostępie do dóbr kultury, wypoczynku i do dobrej pracy, to wysoki poziom życia mieszkańców i najlepsza promocja miasta.