Rozmowy Wspólnoty

Warto było być samorządowcem

Założenie było proste: przeprowadzić rozmowy nie tylko na temat polskiego samorządu, ale też o zainteresowaniach, pasjach, rodzinie. Chciałem pokazać ludzi, którzy przez wiele lat sprawowania funkcji publicznej budowali lokalne wspólnoty, brali odpowiedzialność za to, co działo się w ich bezpośrednim otoczeniu, opowiedzieć o ich sukcesach i porażkach – mówi Marek Miros, były burmistrz Gołdapi i wiceprezes Związku Miast Polskich, autor książkowego cyklu „Ludzie polskiego samorządu”.

Kiedy cztery lata temu rozmawialiśmy o życiu po życiu samorządowym, miał pan za sobą 24 lata burmistrzowania w Gołdapi i pełnił funkcję sekretarza powiatu. Od tamtego czasu trochę się w pańskim życiu zmieniło…

W roku 2019 przeszedłem, mając 65 lat, na emeryturę. Tak jak sobie zaplanowałem. Postanowiłem zostać pogodnym, ale aktywnym emerytem. Aktywnym fizycznie: rower, spacery, basen i aktywnym, że się tak wyrażę w „nadbudowie”. Nadrabiam od kilku lat zaległości książkowe. Pasjami czytam książki papierowe, a w czasie jazdy słucham audiobooków. A trzecia forma aktywności to przygotowanie, napisanie i wydanie książki o samorządzie. Początkowo myślałem o ogólnopolskiej, jednak – jak na samorządowca przystało – zdecydowałem się na decentralizację. Przed pandemią odwiedziłem ponad stu wielokadencyjnych wójtów, burmistrzów i prezydentów. Robiłem samochodem średnio 5000 km miesięcznie (stąd te audiobooki). To był ogromny wysiłek: logistyka, noclegi, przejazdy, skorelowanie spotkań z ludźmi nadal bardzo zajętymi, ale dał mi przyjemność, satysfakcję i możliwość kontaktu z wieloma ludźmi, których wcześniej nie znałem. I dar dokładniejszego poznania Wielkopolski, Pomorza i Warmii i Mazur. Ja chciałem i musiałem być w każdej gminie, bo tam przeprowadzałem wywiady. Zaledwie z kilkoma wójtami i burmistrzami z powodu pandemii rozmawiałem przez telefon albo komunikatory internetowe.

 

Od lat prowadzi pan badania nad powtarzalnością wyboru na stanowiska szefów miast i gmin, kilkakrotnie publikowaliśmy je we „Wspólnocie”. Skąd to zamiłowanie do statystyki?

Skończyłem SGPiS, zaczynałem od ekonometrii, a skończyło się na statystyce. A statystyką samorządową zainteresowałem się w Niepołomicach, gdzie w 2000 roku premier Jerzy Buzek zorganizował spotkanie wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, którzy nieprzerwanie pełnili swoją funkcję od 1990 roku. Autorami pierwszych takich zestawień byli Agnieszka Glapiak, Sławomir Stalmach z Fundacji Dobro Lokalne, a potem robiłem je już sam.

Zastanawiające jest, że instytucje państwowe, które powinny takimi statystykami dysponować, nie mają ani analitycznych, ani zagregowanych danych za okres od roku 1990 do 2018. Nie ma ich w Głównym Urzędzie Statystycznym ani w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji. W polskim porządku prawnym po 1990 roku, przez pierwsze trzy kadencje o trybie i warunkach wyboru wójta, burmistrza czy prezydenta decydowały rady gmin. Dlatego dane z tego okresu powinny być dostępne w urzędach gmin. Różnie z tym bywa. Pełna baza już z okresu 2002–2018 dostępna jest w Państwowej Komisji Wyborczej. Wynika to ze zmiany ordynacji wyborczej, która weszła w życie w roku 2002 i tym samym wprowadziła bezpośrednie wybory organów wykonawczych gminy. Skompletowanie pełnej bazy, kto, gdzie i kiedy był od 1990 roku wójtem, burmistrzem czy prezydentem wymagało dużej determinacji i cierpliwości. Dzisiaj dysponuję pełną bazą imienną ze wszystkich gmin w Polsce. Dopiero mając takie dane mogłem zwrócić się do konkretnych osób z prośbą o rozmowę do książki. Jako zasadę, aczkolwiek z wyjątkami, przyjąłem kryterium sprawowania funkcji przez minimum pięć kadencji. A założenie było proste – przeprowadzić rozmowy nie tylko na temat polskiego samorządu, ale też o zainteresowaniach, pasjach, rodzinie samorządowców. Bo chciałem pokazać ludzi, którzy przez wiele lat sprawowania funkcji publicznej budowali lokalne wspólnoty, brali odpowiedzialność za to, co działo się w ich bezpośrednim otoczeniu, opowiedzieć o ich sukcesach i porażkach.

 

Podjął się pan tytanicznej pracy i sporą jej część wykonał w roku pandemicznym, bo wyszły już dwa tomy „Ludzi polskiego samorządu”, a trzeci jest w przygotowaniu. Proszę opowiedzieć o tych książkach.

Z zamiarem napisania takiej książki – a w zasadzie książek, bo napisałem już w tym cyklu trzy – nosiłem się od dawna. Uważam, że restytucja polskiego samorządu, obok przemian politycznych przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, wstąpienia do NATO i UE, w zdecydowany sposób przyczyniła się do bezprecedensowego w dziejach Polski rozwoju. Potwierdzają to liczne badania i stała, wysoka, na poziomie 70 proc., ocena działań samorządu przez mieszkańców Polski. Ten fakt i szczególnie ludzie, którzy tego dokonali, zasługują na upamiętnienie. Tak o tym myślę, ponieważ byłem i jestem intelektualnie oraz emocjonalnie związany z samorządem. Przez sześć kadencji byłem burmistrzem Gołdapi, później pracowałem w starostwie, w międzyczasie przez trzy kadencje pełniłem funkcję członka zarządu Związku Miast Polskich, a w kadencji 2011–2015 byłem wiceprezesem tej najstarszej i chyba najsilniejszej polskiej korporacji samorządowej. Lwią część życia zawodowego spędziłem właśnie w samorządzie. A skoro od lat prowadziłem badania nad powtarzalnością wyboru na stanowisko wójta, burmistrza czy prezydenta miasta i dysponuję bazą danych z całej Polski od 1990 do 2018 roku, zdecydowałem się na przygotowanie takich publikacji właśnie w roku trzydziestolecia.

Dla nas, samorządowców, rok 2020 był bardzo ważny. 27 maja 2020 roku minęło równo trzydzieści lat od pierwszych wolnych, niesfałszowanych i demokratycznych wyborów od zakończenia II wojny światowej. W związku z tym planowano wiele spotkań, uroczystości, eventów. Pandemia pokrzyżowała plany i spowodowała, że w roku jubileuszowym o samorządzie mówiło się mało. Dlatego na znaczeniu zyskują publikacje, których niestety nie jest zbyt dużo.

Moja praca nie ma charakteru naukowego, ale może stanowić bazę dla przyszłych badań. Jest świadectwem epoki, świadectwem danym nam przez bezpośrednich uczestników tego czasu przełomu, w którym odrodził się polski samorząd terytorialny. Na razie udało się wydać dwa tomy z tej serii: „Ludzie polskiego samorządu – województwo wielkopolskie. Trzydziestolecie restytucji polskiego samorządu terytorialnego 1990–2020” oraz

„Ludzie polskiego samorządu – województwo warmińsko-mazurskie. Trzydziestolecie odrodzenia polskiego samorządu terytorialnego 1990–2020”. W przygotowaniu jest trzecia dla województwa pomorskiego. Każda z książek składa się z kilku części. Rozpoczyna je interesująca rozmowa z Jerzym Stępniem, jedynym żyjącym „ojcem założycielem” polskiego samorządu. Są w nich wyniki moich badań oraz ich opisy, wnioski i rozważania nad kondycją dzisiejszego samorządu. Najważniejsze są jednak rozmowy z wielokadencyjnymi samorządowcami. Są to rozmowy o nich samych, ich zainteresowaniach, rodzinach, a także o samorządzie, polityce i o życiu. Chodziło mi o uchwycenie sylwetek i zachowanie we wspólnej pamięci pionierów samorządu, którzy weszli do samorządu i zdali egzamin z trudnej sztuki sprawowania władzy.

 

Ta praca ocala od zapomnienia wielu wybitnych samorządowców – dla czytelników i przyszłych badaczy. Co mówią ludzie, którzy często już jakiś czas temu wypadli z obiegu, jak wspominają swoją pracę dla małych ojczyzn?

Odsyłam do wywiadów, jest ich sto kilkadziesiąt. A generalne tezy są następujące: że warto było być samorządowcem, że oprócz spełnienia czysto osobistego, każdy zostawił gminę inną niż tę z początków swojej pierwszej kadencji, że aby osiągnąć sukces, nie można być satrapą. Można mieć silną osobowość, ale bez szacunku do mieszkańców i współpracy z nimi nawet najbardziej utalentowana jednostka sukcesu nie osiągnie. I warto podkreślić, że lwia część z moich rozmówców na pytanie, czy czujesz się politykiem, odpowiada: zdecydowanie nie. Samorządowcy są lokalnymi politykami, bo odpowiadają za ład przestrzenny, strategię rozwoju, budżet i milion innych spraw, ale nie chcą, by przypinać im łatkę polityka. Ale to chyba temat na zupełnie inną rozmowę.

Mam poczucie, że winienem czytelnikom wyjaśnienie, dlaczego rozmawiałem akurat z tymi, a nie innymi ludźmi. Samorząd to przede wszystkim ludzie, to wspólnota osób zamieszkujących daną jednostkę administracyjną. Ze wszystkimi nie da się rozmawiać, dotrzeć można tylko do tych, którzy stali się liderami tych społeczności, którzy byli pierwszymi wśród równych. Moi rozmówcy – wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast –przez dwadzieścia czy nawet trzydzieści lat pracowali na rzecz swoich współmieszkańców, wyrobili sobie nazwiska i co najważniejsze zachowali dobre imię. Właśnie dlatego wybierano ich wielokrotnie i dlatego warto posłuchać, co mają nam do przekazania.

 

Przez lata oprócz funkcji w swoim mieście pracował pan w zarządzie ZMP, ma więc spore doświadczenie i wiedzę. Jak pan ocenia dokumentację i upamiętnienie polskiego samorządu?

Jeśli chodzi o obchody trzydziestolecia, uniemożliwiła je pandemia. Były plany, Senat RP ustanowił 2020 rokiem samorządu terytorialnego, do obchodów sposobiły się samorządy wszystkich szczebli, korporacje samorządowe oraz inne instytucje. Niestety, nie można było tych zamiarów zrealizować. Natomiast dokumentacja ilustrująca osiągnięcia samorządu jest bardzo bogata, ale niestety, rozproszona. A trzydzieści lat funkcjonowania samorządu warte jest rzetelnej analizy. Uważam, że państwo polskie powinno powołać instytut współtworzony przez samorządowców praktyków, a także naukowców różnych specjalności, między innymi politologów, socjologów, ekonomistów i prawników, którzy podjęliby się pracy nad stworzeniem korpusu wiedzy i jej digitalizacji. Nie można ograniczać się do jubileuszowych eventów. Samorząd wymaga nie uwagi, a uważności, tak by nikomu nie dać okazji na prowadzenie pełzającej bądź otwartej centralizacji.

 

Wróćmy do książek. Uwagę zwraca bardzo wysoki poziom edytorski wydawnictw. Kto panu pomagał, a szczególnie, kto pomagał sfinansować, bo wiadomo, że takie tytuły w księgarniach się nie sprzedają?

To muszę powiedzieć jasno: bez marszałka Marka Woźniaka z Wielkopolski, Gustawa Marka Brzezina z Warmii i Mazur oraz Mieczysława Struka z Pomorza takie publikacje nie mogłyby się ukazać. Tylko dzięki ich wsparciu udało się to przedsięwzięcie urzeczywistnić i sfinansować. A jeśli chodzi o poziom edytorski, to zasługa Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu, jeśli chodzi o tom dotyczący Wielkopolski, a gołdapsko-warszawskiego wydawnictwa SIGNI dla Warmi i Mazur. Natomiast na Pomorzu książka pilotowana jest przez Wojewódzką i Miejską Bibliotekę Publiczną w Gdańsku. Ciekawym rozwiązaniem zastosowanym w książce są rysunki moich rozmówców sporządzone na podstawie zdjęć. Takie rozwiązanie zaproponował Mariusz Grzebalski z Poznania. Pomysł ten został również zaakceptowany w wydaniach warmińsko-mazurskim i pomorskim. Swojego talentu i kreski użyczyli dla Wielkopolski Piotr Zdanowicz, dla Warmii i Mazur – co mnie szczególnie cieszy – dwaj gołdapianie Maciej Mackiewicz i Mirosław Słapik.

 

Co dalej z projektem? Czy zamierza pan kontynuować tę pracę dla innych województw?

Jestem otwarty na propozycje i chętnie zajmę się innymi województwami, bo także tam są wspaniali ludzie warci upamiętnienia. Może trochę to niepoważne, że pełne dane o wójtach, burmistrzach i prezydentach miast zgromadził emerytowany pasjonat polskiego samorządu, a nie instytucje państwa. Ale skoro tak jest, to chętnie się swoją wiedzą podzielę.