Rozmowy Wspólnoty

W trakcie pandemii partnerzy z Czech bardzo nam pomogli

Rozmawia: Janusz Król

15.07.2020

O kłopotach, jakie spadły na miasto po zamknięciu granic i pomocy od partnerskiego miasta Nachod opowiada Aneta Potoczna, burmistrz Kudowy-Zdroju.

Kieruje pani Kudową-Zdrojem pierwszą kadencję, ale nie jest pani nowicjuszką w administracji samorządowej. Proszę przypomnieć ścieżkę swojej kariery, aby czytelnicy „Wspólnoty” mogli panią bliżej poznać.

W urzędzie miasta w Kudowie-Zdroju pracowałam 18 lat jako kierownik referatu inwestycji i funduszy europejskich. Zaczynałam tu pracę jeszcze jako studentka, kiedy byłam na piątym roku. Potem zajmowałam bardzo podobne stanowisko w Urzędzie Gminy Nowa Ruda. W ostatnich wyborach zdecydowałam się ubiegać o stanowisko burmistrza Kudowy-Zdroju i wygrałam.

Jak bardzo pandemia COVID-19 uderzyła w gospodarkę miasta?

Mamy różne problemy w różnych obszarach naszej gospodarki. Jako miasto uzdrowiskowo- turystyczne mamy rozwinięte branże hotelarską i gastronomiczną, które wskutek obostrzeń poniosły znaczne straty. Przedsiębiorcy z tego sektora mówią, że są w bardzo trudnej sytuacji finansowej, a to natychmiast przełożyło się na finanse gminy, bo zmniejszyły się wpływy z ich podatków. Po drugie, jesteśmy miastem przygranicznym, więc kolejną grupą ludności, która ucierpiała z powodu pandemii koronawirusa, są nasi mieszkańcy pracujący w Republice Czeskiej. To ponad tysiąc osób, czyli więcej niż wszystkich zatrudnionych w branży turystycznej. Dla Kudowy-Zdrój liczącej niespełna 10 tysięcy mieszkańców stanowi to ogromną liczbę. Zamknięte granice spowodowały, że ludzie ci stracili dochody i możliwość utrzymania swych rodzin.

Bardzo ucierpieli też handlujący na naszym targowisku. Główną grupą klientów korzystających z niego byli Czesi, więc kiedy zamknięto granicę, cały handel zamarł. Także tu pracę i dochody straciło niemal tysiąc osób. Teraz gospodarka w mieście powoli się ożywia, przyjeżdżają turyści i mam nadzieję, że niedługo wrócimy do stanu sprzed pandemii.

Położenie Kudowy przy granicy z Republiką Czeską skłania do pytania o jakość współpracy z sąsiadami. Jak sprawdziło się to sąsiedztwo w warunkach pandemii, zwłaszcza po nie najlepszych doświadczeniach, jakie niedawno miał Śląsk?

Żyjemy w wielkiej przyjaźni z Janem Birke, starostą, czyli burmistrzem, sąsiedniego i partnerskiego miasta Nachod. To dużo większe i znacznie bogatsze miasto niż Kudowa-Zdrój. Współpraca układa nam się bardzo dobrze i sąsiedzi okazali się pomocni. Na początku pandemii, kiedy mieliśmy ogromne problemy z zaopatrzeniem w środki ochrony osobistej, których nigdzie nie można było zamówić, starosta Birke przekazał najpierw 300 maseczek dla naszych urzędników i służb miejskich, a potem, kiedy w rozmowie ze mną przekonał się o problemach zaopatrzeniowych w Polsce, kolejne 5000 maseczek. Dzięki temu mogliśmy je rozdać naszym seniorom, pracownikom pogotowia i poczty.

Bardzo nam zależało na uruchomieniu transgranicznego rynku pracy, tamtejsi pracodawcy prosili starostę Nachodu o interwencję w tej sprawie, a na nas naciskali nasi mieszkańcy pracujący w czeskich fabrykach. Warto podkreślić, że w fabryce Skody pracuje ponad 7 tys. Polaków, z tego 4 tys. z powiatu kłodzkiego, zatem burmistrz Nachodu, który jest jednocześnie posłem czeskiego parlamentu, naciskał na rząd czeski, a ja i pozostali włodarze z Ziemi Kłodzkiej, bo jest tu więcej miast w podobnej sytuacji, na rząd w Warszawie. Mam nadzieję, że te działania sprawiły, że dla ludzi pracujących w Republice Czeskiej granica została otwarta dużo wcześniej niż dla zwykłego ruchu granicznego.

Pomoc ze strony czeskiej nadeszła także wtedy, gdy okazało się, że granicę mogą przekraczać wyłącznie osoby przetestowane na COVID-19, a u nas tych testów brakowało albo były bardzo drogie. Czescy pracodawcy zdobyli i sfinansowali testy dla swoich pracowników. Każdy z naszych mieszkańców pracujących po drugiej stronie granicy wyjeżdżał, tam robił test i po trzech dniach mógł swobodnie przekraczać granicę. Wyniki zachowywały ważność przez miesiąc. Jak widać, możemy na naszych partnerów liczyć.

Jako Miasta Europejskie Kudowa-Zdrój – Nachod wspólnie realizujemy wiele projektów inwestycyjnych, a także miękkich. Strategię współpracy mamy od kilku lat i konsekwentnie ją realizujemy, także w zakresie planowania przestrzennego. Staramy się uzgadniać plany, aby uzyskać dobry efekt. Przykładem może być wspólne projektowanie ścieżek rowerowych, aby ustalić rzędne wysokości, bo Czesi inaczej liczą wysokość nad poziomem morza i bez uzgodnienia różnica wysokości ścieżek na granicy wyniosłaby pół metra.

Poza tym rozwija się współpraca w zakresie wymiany młodzieży, wspólnej organizacji konkursów, przygotowania oferty dla seniorów, a także wykorzystania infrastruktury. My mamy przepiękny, nowoczesny aquapark, więc Nachod nie inwestuje w rozwój swojej krytej pływalni, z kolei po czeskiej stronie jest świetny basen odkryty, więc my nie budujemy własnego. W zakresie gospodarki odpadami uczymy się od siebie segregacji i zagospodarowania śmieci, popularyzujemy te metody, aby nasi mieszkańcy i goście wiedzieli, jak korzystać z infrastruktury w mieście partnera.

Współpracujemy z Nachodem także w sprawach uzdrowiskowych. Kiedyś funkcjonowało tam uzdrowisko Beloves, które nie przetrwało zmian ustrojowych i własnościowych. Teraz starosta Birke jest zdeterminowany, aby funkcję Nachodu jako uzdrowiska przywrócić.

W pewnym sensie będzie to dla Kudowy konkurencja?

Nie, raczej staramy się uzupełniać. Nie traktuję tego jako konkurencji. W ramach współpracy polsko-czeskiej z pieniędzy unijnych planuję wybudować tężnię w naszym zabytkowym parku zdrojowym. Będzie to na pewno inwestycja wzbogacająca ofertę uzdrowiskową naszego miasta.

Jak na podstawie doświadczeń własnego miasta ocenia pani sytuację samorządów zmienioną wskutek pandemii?

W okresie pandemii do naszego budżetu wpłynęło o 1 mln 198 tys. zł mniej w porównaniu z rokiem 2019. Można to odnieść do naszego budżetu, który wynosi około 50 mln zł, w tym są pieniądze na rządowe transfery socjalne. Na spadek dochodów złożyły się mniejsze wpływy z opłaty uzdrowiskowej, podatku od nieruchomości, podatku rolnego i od środków transportu, a z dzierżawy. W przypadku udziałów w podatku PIT w kwietniu dostaliśmy 250 tys. zł mniej, w maju sytuacja była lepsza, ale w sumie za pięć pierwszych miesięcy tego roku straciliśmy prawie 200 tys. zł.

Przed pierwszą turą wyborów prezydenckich przedstawiciele rządu rozwozili po gminach bony z dotacjami z Funduszu Inwestycji Samorządowych. Jaką kwotę dostała Kudowa-Zdrój?

Sporą – 1.993.830 zł. Bony wręczył nam senator Aleksander Szwed i wszyscy jako samorządowcy byliśmy tym zaskoczeni. Wiedzieliśmy, że w Tarczy 4.0 wpisana jest pomoc dla samorządów, ale nikt nie wiedział, jak ona będzie wyglądała. Promesy okazały się bardzo interesujące. Zapytaliśmy, jak i kiedy będziemy mogli skonsumować te pieniądze. Dostaliśmy informację, że już w sierpniu będzie można składać wnioski do urzędu wojewódzkiego i środki będą przeznaczone na wkład własny do inwestycji. Powiedziano nam też, że będzie można je wykorzystać także na inwestycje własne. A więc czekamy. Jeśli potwierdzi się, że z tych środków można będzie realizować inwestycje i unijne, i własne, to dla Kudowy będzie oznaczało bardzo dużą pomoc finansową od rządu.

Na koniec proszę powiedzieć, co w tym roku z Festiwalem Moniuszkowskim, z którego Kudowa-Zdrój słynie?

Na razie niewiele wiem. Moniuszkowskie Towarzystwo Kulturalne jeszcze się do mnie nie zwracało w sprawie tegorocznego festiwalu. Wcześniej był lepszy przepływ informacji, bo przez wiele lat prezesem Festiwalu Moniuszkowskiego każdorazowo był aktualny burmistrz Kudowy. Teraz to się zmieniło i miasto jedynie udostępnia organizatorom park. Trochę się brakiem informacji niepokoję, bo ta impreza jest bardzo ważna dla miasta, ale mam nadzieję, że prace organizacyjne trwają.