Park Narodowy Doliny Dolnej Odry miał być pierwszym od 24 lat nowym parkiem narodowym w Polsce. O jego utworzeniu mówiło się od lat 90., gdy po stronie niemieckiej powstawał Nationalpark Unteres Odertal. W Polsce projekt zatrzymał się na etapie parku krajobrazowego. Do idei powrócono po katastrofie ekologicznej na Odrze w 2022 r. Masowy pomór organizmów wodnych, wywołany zakwitem tzw. złotych alg, przyspieszył polityczne i społeczne dojrzewanie do decyzji o potrzebie „twardej” ochrony całych odcinków rzeki, a nie tylko punktowych działań interwencyjnych.
W lutym 2023 r. sprawy w swoje ręce wzięła grupa inicjatywna na rzecz utworzenia Parku Narodowego Doliny Dolnej Odry. Powołało ją kilkunastu naukowców, przyrodników, społeczników i artystów, którzy rozpoczęli działania na rzecz objęcia Międzyodrza najwyższą formą ochrony. Inicjatywa przygotowała i przeprowadziła szeroką kampanię informacyjną. Organizowano spotkania z mieszkańcami i konsultacje z samorządami. Te działania doprowadziły do przyjęcia w 2024 r. projektu ustawy o utworzeniu parku narodowego.
Przyroda kontra rozwój?
Zgodnie z propozycją Ministerstwa Klimatu i Środowiska, park w I etapie miał objąć prawie 4 tys. ha terenów – niezamieszkanych i szczególnie cennych przyrodniczo – na obszarze gmin Kołbaskowo, Widuchowa oraz miasta Szczecin, a docelowo, po dołączeniu gruntów z gminy Gryfino, powierzchnia wzrosłaby do ponad 6 tys. ha. Projekt przewidywał ochronę najcenniejszych obszarów Międzyodrza, przy jednoczesnym zachowaniu możliwości prowadzenia działalności przez rybaków, wędkarzy oraz podmioty korzystające z żeglugi. Dlatego nurtów Regalicy i Odry Zachodniej nie włączono ani do parku, ani do jego otuliny, co miało gwarantować, że żegluga na obu ramionach Odry zostanie zachowana dokładnie na takich samych zasadach, jak wcześniej.
Projekt ustawy przeszedł całą ścieżkę legislacyjną, uzyskując większość w Sejmie i poparcie Senatu. Zatrzymał się dopiero 7 listopada na biurku prezydenta Karola Nawrockiego, który ustawę zawetował. W uzasadnieniu prezydent przekonywał, że projekt może zagrażać rozwojowi gospodarczemu regionu, przede wszystkim poprzez ograniczenia dla żeglugi na Odrze, oraz że nie uwzględnia w wystarczającym stopniu interesów wszystkich samorządów zaangażowanych w proces. Wskazywał także na brak pełnej analizy skutków dla gmin i niedostateczne, jego zdaniem, konsultacje społeczne.
Znacząca część prezydenckiego uzasadnienia odwołuje się do troski o samorządy i ochronę ich interesów. Tymczasem to właśnie te gminy, których decyzja miała dotyczyć, takiej narracji nie przyjmują. Samorządowcy zwracają uwagę, że wiele argumentów przytoczonych w uzasadnieniu mija się z faktami, zarówno w kwestii rzekomych zagrożeń dla inwestycji czy żeglugi, jak i przebiegu konsultacji. Większość nadodrzańskich włodarzy nie kryje rozczarowania decyzją głowy państwa i podkreśla, że weto nie ma nic wspólnego z ochroną interesów gmin czy środowiska, lecz jest elementem politycznej rozgrywki, której ofiarą stał się projekt parku.
Jeden gospodarz zamiast siedemnastu
Inicjatywę utworzenia parku narodowego poparły władze Kołbaskowa, Widuchowej, Szczecina i oba powiaty: policki i gryfiński oraz Sejmik Województwa Zachodniopomorskiego. Jedynym samorządem, który się sprzeciwił, było Gryfino. Dlatego park w I etapie nie składałby się z jednego terenu, ale z dwóch obszarów leżących na terenach gmin Kołbaskowo, Widuchowa i Szczecin (Gryfino leży między tymi gminami).
Samorządy wspierające projekt widzą w nim jedyną szansę dla ochrony przyrody. Międzyodrze jest dziś w rękach aż 17 różnych zarządców, co w praktyce oznacza brak jednoznacznej odpowiedzialności. Utworzenie parku miało to zmienić, wprowadzając spójne, długofalowe zarządzanie. – Jedyną instytucją, która może to robić skutecznie, jest park narodowy. Zespół parków krajobrazowych nie jest od tego, RDOŚ też nie ma takiej możliwości – podkreśla wójt Widuchowej Paweł Wróbel. – To teren absolutnie wyjątkowy, którego samorząd nie jest w stanie sam utrzymać ani wykorzystać. Szansą jest tylko jeden gospodarz – zaznacza nasz rozmówca.
Jak wyjaśnia, jego gmina posiada jeden z największych udziałów w istniejącym parku krajobrazowym, a jednocześnie najmniejsze możliwości decydowania o tym terenie czy czerpania z niego jakichkolwiek korzyści. – Do nas należy 2,5 tysiąca hektarów Międzyodrza. To obszar, który idealnie nadaje się do objęcia najwyższą formą ochrony. To bagna, mokradła, łąki, zarośla i kanały, gdzie nie da się poprowadzić nawet linii zabudowy – mówi wójt i dodaje, że to teren całkowicie nieinwestycyjny, od zawsze pełniący funkcję naturalnego zabezpieczenia przeciwpowodziowego. Co więcej, wielu mieszkańców nie zdawało sobie nawet sprawy, że ten obszar formalnie należy do gminy. Dopiero dyskusja o parku uświadomiła im, że Widuchowa dysponuje wyjątkowym, choć dotąd praktycznie niedostępnym i niewykorzystanym obszarem.
Na problem rozproszonego zarządzania zwraca uwagę także wójt Kołbaskowa Małgorzata Schwarz. Jej gmina od lat apeluje o udrożnienie zarastających kanałów, jednak interwencje kończyły się przerzucaniem odpowiedzialności między instytucjami. – Pisaliśmy w tej sprawie do wszystkich możliwych urzędów, ale nikt nie poczuwa się do obowiązku, by zadziałać – mówi wójt.
Jej zdaniem park narodowy, który posiada odpowiednie służby, inspektorów i możliwość prowadzenia ochrony czynnej, to szansa na zatrzymanie postępującej degradacji Międzyodrza i otoczenie go opieką, której dziś brak. Kołbaskowo od lat inwestuje w turystykę wodną – powstało nabrzeże w Siadle Dolnym, rusza budowa mariny w Moczyłach, ale niedługo te działania mogą pójść na marne. – Ten obszar zaczyna przypominać Amazonię, jeśli nic nie zrobimy, teren stanie się niedostępny – ostrzega wójt.
Wokół parku narosło wiele nieporozumień, dlatego zarówno w Widuchowej, jak i w Kołbaskowie przeprowadzono liczne spotkania z mieszkańcami, wyjaśniając, że park obejmie wyłącznie Międzyodrze, a otulina nie wejdzie na żadne tereny mieszkalne. Gminy nie straciłyby możliwości inwestycyjnych, bo na Międzyodrzu nie ma zabudowy i z uwagi na warunki terenowe nigdy nie mogłaby tam powstać.
Centra edukacji i napływ turystów
Choć dla obu gmin najważniejsze były kwestie związane z ochroną przyrody, samorządowcy nie ukrywają, że park wiązałby się również z wymiernymi korzyściami finansowymi i rozwojowymi. W Widuchowej byłyby one szczególnie odczuwalne. Gmina miała otrzymywać ponad milion złotych rocznie dodatkowej subwencji ekologicznej, a dodatkowo mogłaby liczyć jeszcze w tym roku na blisko 5 mln zł z rezerwy celowej państwa (środki miały pochodzić z 40-mln rezerwy dla gmin, w których powierzchnia parku narodowego jest większa niż 20 proc. powierzchni tej gminy lub większa niż 2000 ha). Pieniądze te pozwoliłyby na sfinansowanie konkretnej inwestycji: budowy żłobka i przedszkola. – Mieliśmy miejsce, dokumentację i koncepcję, brakowało tylko pieniędzy – zaznacza Paweł Wróbel.
Widuchowa wynegocjowała również z Ministerstwem Klimatu i Środowiska szereg gwarancji: otulina nie obejmie terenów zamieszkanych ani leśnych, rybacy i wędkarze zachowają swoje prawa, a tor wodny zostanie utrzymany. W gminie miałoby również powstać centrum edukacyjne finansowane z budżetu parku. Co najważniejsze, park narodowy mógłby stać się dla Widuchowej impulsem do odrodzenia lokalnej turystyki, która zdaniem wójta ma tu wyjątkowy potencjał. Jak mówi, ruch turystyczny rozwijałby się wielotorowo: od parkingów i wypożyczalni sprzętu, po punkty gastronomiczne i strefy obsługi turystów. – Dla mnie to stały, stabilny rozwój – przekonuje i przypomina, że w 20-leciu międzywojennym Widuchowa przeżywała swój „złoty wiek”, właśnie wtedy, gdy Międzyodrze było drożne i dostępne. – Mieliśmy wtedy trzy razy więcej mieszkańców. Były tu hotele, plenerowe kino i restauracja na 900 osób. Do portu przypływały statki z całego regionu. Widuchowa naprawdę żyła – wspomina wójt.
Również Kołbaskowo zanim zgodziło się na park, przeprowadziło z ministerstwem negocjacje i uzyskało m.in. zapewnienie o stworzeniu na swoim terenie stałej wystawy przyrodniczej. – Chcieliśmy takiej wystawy jak w Karkonoszach, interaktywnej, nowoczesnej, która stałaby u nas i przyciągała ludzi – mówi Małgorzata Schwarz. Uzgodniono już nawet lokalizację obiektu.
Podobnie jak w Widuchowej, dla mieszkańców oznaczałoby to dodatkowy impuls dla dynamicznie rozwijającej się turystyki wodnej. Schwarz podkreślała, że Kołbaskowo nie liczyło na duże pieniądze z tytułu subwencji – około 250 tys. zł rocznie – ale przede wszystkim na realną ochronę terenu, który w obecnym stanie traci swoje walory. – Dla nas park to szansa: na utrzymanie terenu, na rozwój turystyki, bo ludzie chcą tu przyjeżdżać. My chcemy im dać miejsce, z którego będą mogli legalnie, bezpiecznie ruszyć na Międzyodrze – dodaje wójt.
Otulina punktem spornym
Jednak nie wszystkim samorządom udało się ustalić z rządem satysfakcjonujące warunki. Jak wyjaśnia burmistrz Gryfina Mieczysław Sawaryn, to właśnie brak gwarancji, o które zabiegała w ministerstwie gmina sprawił, że gryfiński samorząd zdecydował się nie poprzeć projektu. – Nie oznacza to jednak sprzeciwu wobec samej idei ochrony Międzyodrza – podkreśla burmistrz i dodaje, że Gryfino od początku było za objęciem tego terenu realną ochroną. – Nie jesteśmy przeciwnikami parku. Jesteśmy przeciwnikami pośpiechu – wyjaśnia Sawaryn i zauważa, że Gryfino aktywnie uczestniczyło w procesie tworzenia parku i skutecznie zabiegało m.in. o kompromisowy przebieg granic czy współpracę z wędkarzami i rybakami. Jednak nie wszystkie postulaty gminy wzięto pod uwagę. Według samorządowca zabrakło inwentaryzacji przyrodniczej, planu ochrony przyrody, przewidywanych kosztów jego wprowadzenia i gwarancji zapewnienia środków finansowych na działania odtwarzające warunki odbudowy przyrodniczej.
Burmistrz przypomina, że gmina miała już doświadczenia z obietnicami dotyczącymi parku krajobrazowego i to one wpłynęły na jej ostrożność. – Przerobiliśmy to. Utworzono dyrekcję, kupiono samochód, łódki, telefony, a potem przyjęto zasadę: nie mamy pieniędzy, więc przyroda sama sobie poradzi. W efekcie ptaki łąkowe wyniosły się z Międzyodrza, a kanały na tym terenie się wypłycają.
Najważniejszym warunkiem Gryfina była kwestia otuliny. Mieczysław Sawaryn podkreśla, że wspólnie z radą miasta stanowczo domagał się gwarancji prawnych uniemożliwiających poszerzenie otuliny bez zgody samorządu. Wątek ten – jak zauważa – był jednym z głównych punktów spornych z ministerstwem. Gmina apelowała o zapis, który wiązałby zmianę otuliny z uchwałą rady miasta. –Dziś słyszę, że ministerstwo chce tę zmianę wprowadzić. To nasz sukces. To pokazuje, że działaliśmy słusznie, a proces naprawdę był prowadzony zbyt szybko – komentuje.
Podkreśla, że Gryfino nie tylko zgłaszało uwagi, ale oficjalnie wzywało ministerstwo do przeprowadzenia rozmów. – Najpierw wiceminister Dorożała zapewniał radę, że bez Gryfina park nie powstanie. Niedługo później wyeliminowali naszą gminę z projektu, nie racząc nawet nas o tym poinformować. Rada przyjęła uchwałę, w której wzywa ministerstwo do rozmów, co pozostało bez reakcji. A potem nagle radni otrzymują pismo, aby wyrazić zgodę i głosować.
Burmistrz przywołuje również ustalenia Najwyższej Izby Kontroli: – Większość parków narodowych otrzymała z budżetu środki, które nie wystarczały nawet na pokrycie wynagrodzeń pracowników. I kiedy słyszę, że nowy park miałby nagle wszystko naprawić, to pytam: jak?
Dodaje, że zapowiadane 19 mln zł na pierwszy rok funkcjonowania parku, w tym budowa głównej siedziby parku właśnie w Gryfinie, nie rozwiązałyby realnych problemów związanych z ochroną Międzyodrza. W jego ocenie środki te poszłyby przede wszystkim na stworzenie struktur, etatów i zaplecza administracyjnego, zamiast na działania terenowe. – Jak słyszę takie hasło, że „otworzymy park i wszystko się zmieni”, bo będzie 19 milionów, to widzę raczej pieniądze na stworzenie miejsc pracy, siedziby jednej, drugiej… A nam trzeba realnie chronić przyrodę – podsumowuje nasz rozmówca.
Weto oderwane od faktów
W Widuchowej i Kołbaskowie weto prezydenta odebrane zostało przede wszystkim jako utracona szansa i że decyzja oparta została na argumentach nieznajdujących pokrycia w realiach Międzyodrza. Wójt Paweł Wróbel nie ukrywa, że finał sprawy go nie zaskakuje, choć wciąż czuje żal. – Ja nie wierzyłem, że to się zakończy inaczej – przyznaje, wskazując na silną kampanię przeciwników projektu. Podkreśla jednak, że argument o blokowaniu rozwoju nie ma zastosowania. – To bagna i mokradła. Tu nie da się nic wybudować, niezależnie od tego, czy park powstanie, czy nie – mówi. Dodaje, że konsultacje w gminie były szerokie i spokojne: – Każdy, kto chciał zabrać głos, miał taką możliwość. Ludzie zrozumieli, że park ich nie ogranicza.
Wójt Małgorzata Schwarz określa weto jako decyzję „rozczarowującą i oderwaną od faktów”, podjętą wbrew demokratycznym regułom, zgodnie z którymi zdanie większości powinno być wzięte pod uwagę. Jej zdaniem, zarówno obawy dotyczące inwestycji, jak i żeglugi są nieuzasadnione. – Zapraszam prezydenta do mojej gminy. Pokażę, gdzie są strefy rozwoju i co niby miałoby być blokowane – mówi.
Z kolei zdaniem burmistrza Mieczysława Sawaryna weto nie zamyka sprawy ochrony Międzyodrza, ale powinno być impulsem do rozpoczęcia procesu „od początku i na solidnych podstawach”.
Do weta odniosła się również grupa inicjatywna na rzecz utworzenia Parku Narodowego Doliny Dolnej Odry, która wskazała, że jego uzasadnienie „poraża słabą jakością merytoryczną” i w wielu miejscach „nie opiera się na faktach, danych naukowych ani obowiązujących przepisach prawa”.
Rząd szuka alternatywy
Po decyzji prezydenta samorządy i rząd wróciły do rozmów o przyszłości Międzyodrza. 17 listopada w Zachodniopomorskim Urzędzie Wojewódzkim odbyło się spotkanie minister klimatu Pauliny Hennig-Kloski z gminami i powiatami zaangażowanymi w projekt. To była pierwsza próba znalezienia odpowiedzi na pytanie, co dalej. Na spotkaniu ujawnił się wyraźny podział. Kołbaskowo, Szczecin, powiat policki i sejmik województwa zachodniopomorskiego zadeklarowały chęć utworzenia parku jak najszybciej – nawet jeśli miałoby to nastąpić poprzez włączenie części Międzyodrza (ok. 1600 ha) do już istniejącego parku narodowego (pod uwagę jest brany Woliński Park Narodowy).
Małgorzata Schwarz: – My chcemy parku, bo chcemy ochrony. Jak będzie trzeba, będziemy pracować nad innym rozwiązaniem, byle skutecznym.
Wójt podkreśla, że dla Kołbaskowa czas działa na niekorzyść: bez gospodarza Międzyodrze zarasta i dziczeje. Jednocześnie nie ukrywa, że żałuje takiego obrotu sprawy, bo marka parku narodowego – zwłaszcza Parku Narodowego Doliny Dolnej Odry – byłaby nie do przecenienia dla całego regionu.
Z kolei Widuchowa i powiat gryfiński oczekują powrotu do pierwotnej koncepcji, czyli utworzenia odrębnego Parku Narodowego Doliny Dolnej Odry i doprecyzowania kwestii granic oraz otuliny. Wójt Paweł Wróbel deklaruje, że Widuchowa nie porzuca tej idei: – My od początku chcieliśmy parku i nadal chcemy.
Ministerstwo poinformowało w grudniu, że fragment Międzyodrza (ok. 1400 ha) znajdujący się w gm. Kołbaskowo i Szczecin zostanie przyłączony do Drawieńskiego Parku Narodowego. Resor przypomniał również, że jeśli samorządy chcą wrócić do koncepcji odrębnego parku, konieczne będzie przygotowanie nowego projektu ustawy.
Warto zauważyć, że weto i przedstawione po nim scenariusze zamykają także ważny etap oddolnego zaangażowania społecznego. Grupa inicjatywna ogłosiła, że wycofuje się z dalszych prac z ministerstwem i samorządami, uznając, że włączenie jedynie części Międzyodrza do istniejącego parku nie zagwarantuje spójnej ochrony całego obszaru i zrodzi problemy z podziałem odpowiedzialności. Jej propozycja – objęcie całości rezerwatem, a następnie powrót do idei parku narodowego – nie została przyjęta. Członkowie grupy podkreślają jednak, że nie porzucają celu i nadal będą zabiegać o objęcie Międzyodrza kompleksową ochronę.
Tekst ukazał się w 25/26 nr. "Wspólnoty"









