Rozmowy Wspólnoty

Straty dla samorządowych budżetów będą porażające

Konsekwencje finansowe flagowego rządowego programu Polski Ład analizuje Eugeniusz Gołembiewski, burmistrz Kowala, wiceprezes Unii Miasteczek Polskich, członek KWRiST reprezentujący stronę samorządową.

Jedną z konsekwencji założeń rządowego programu Polski Ład jest konieczność dokonania zmian w ustawie o podatku dochodowym od osób fizycznych. Z opublikowanego projektu wynika, że samorządy stracą około 15 mld zł rocznie z tej daniny. Ile straci na tym Kowal?

Zmniejszenie dochodów wszystkich JST związanych ze zwolnieniami i ulgami w podatku PIT o około 15 miliardów rocznie oznaczać będzie, że zniknie praktycznie w całości cała nadwyżka operacyjna netto, jaką obecnie mają samorządy w Polsce: gminy, powiaty i województwa. Przypomnę, że nadwyżka operacyjna netto to wszystkie wolne środki, jakie pozostają w naszych budżetach po pokryciu koniecznych bieżących wydatków oraz przypadających do zapłacenia rat kredytów i pożyczek. W przypadku Kowala udziały w PIT w ostatnich 10 latach zwiększyły się z 1,6 mln do 3,2 mln zł, a więc o 100 proc., podczas gdy inne nasze dochody własne w tym samym czasie tylko o 45 proc. Udziały w PIT to zdecydowanie najważniejsze źródło, połowa naszych dochodów własnych. Posiłkując się wyliczeniami Związku Miast Polskich, stracimy ok. 870 tys. zł, czyli 18 proc. dochodów własnych. Kwota ta dla budżetu 3,5-tysięcznej gminy jest porażająca. W praktyce to tyle, ile wynosi nasza tegoroczna nadwyżka operacyjna netto. Ta nadwyżka jest relatywnie wysoka w tym roku z tego powodu, że chcąc chronić finanse gminy przed skutkami niekorzystnych dla JST zmian w podatku PIT, które weszły w życie w 2020 r. oraz skutkami radykalnej podwyżki płacy minimalnej (na etat, licząc z dodatkiem stażowym, dawało to nawet 800 zł), zmniejszyłem zatrudnienie o 5 etatów oraz zmniejszyłem wraz z radą miasta nakłady na inwestycje i remonty. Zatrudnienie mniejsze o 5 etatów to znacząca oszczędność dla tak małej gminy jak Kowal. Obecnie, nie licząc oświaty, we wszystkich naszych jednostkach zatrudniamy na umowę o pracę 33 pracowników, w tym w urzędzie miasta 16 urzędników, licząc ze mną. Przygotowując się na trudne czasy udało się nam wymienić wszystkie lampy uliczne na ledowe, co też dało wymierne oszczędności. Dla pozytywnego stanu naszych tegorocznych finansów duże znaczenie miało także przeznaczenie w ubiegłym roku całości przychodów ze sprzedaży majątku na wcześniejszą spłatę rat kredytów i pożyczek, zaciągniętych na inwestycje. Wszystkie nasze rezerwy zostały już jednak wyczerpane. Bez pełnego zrekompensowania przez rząd ogromnych ubytków w podatku PIT w najlepszym razie czeka nas wegetacja, a jeśli niezależne od samorządów wydatki – zwłaszcza te bieżące – będą rosły w takim tempie, jak to się obecnie dzieje, to może nas spotkać wręcz utrata płynności finansowej. Myślę tu o wydatkach spowodowanych skądinąd słuszną polityką wzrostu płacy minimalnej, do których samorządy muszą jeszcze dokładać dodatek stażowy (z czym się akurat nie zgadzam, bo dlaczego w sektorze publicznym ma być inaczej niż w całej gospodarce?), a także o bardzo wysokich kosztach inflacji oraz o konieczności dokładania coraz większych kwot do oświaty. Odnośnie do oświaty, w Kowalu do 2016 roku oświata, wraz z przedszkolem, finansowana była z subwencji oświatowej i przychodów własnych jednostek oświatowych, bez konieczności dokładania z dochodów podatkowych gminy. Obecnie do subwencji oświatowej w wysokości 3,6 mln zł dokładamy już 1,2 mln zł. 

 

Ile na zmianach w podatku PIT stracą małe miasta i gminy zrzeszone w Unii Miasteczek Polskich?

Z tego co sprawdziłem w danych udostępnionych na www.tonatwojkoszt.pl, w 45 gminach straty mają wynieść łącznie 164 mln zł. Najwięcej stracą gminy podwarszawskie – Łomianki aż 20 mln zł, a najmniej gmina Ińsko w woj. zachodniopomorskim – 440 tys. zł. Gmin w Unii Miasteczek tracących mniej niż 1 mln zł jest dziewięć, pozostałe tracą milionowe kwoty. Tak wysoki ubytek w dochodach z PIT to będzie olbrzymi problem dla wszystkich samorządów. W mojej ocenie najtrudniej będzie tym małym i niebogatym, które mają nadwyżkę operacyjną netto w wysokości 500 tys. zł i mniej, a takich gmin jest w Polsce kilkaset. My nie mamy na czym oszczędzać i nie możemy też – w obecnym stanie prawnym – zwiększać swoich dochodów. Ja na przykład chętnie wzbogaciłbym swoje miasteczko w żłobek. Co z tego, że można bez wysiłku zrobić montaż finansowy i z udziałem środków rządowych oraz unijnych taką placówkę zbudować i prowadzić z dofinansowaniem zewnętrznym przez 2 lata? A co potem? Jak znaleźć w budżecie 700–800 tys. zł, aby potem żłobek dotować? Jako burmistrz z 30-letnim stażem nie mogę postępować w myśl zasady: po nas choćby potop. Rozmawiałem na ten temat niedawno z panią minister Maląg, ale ona zdaje się nie rozumieć takich problemów.

 

Na zmianach w PIT stracą samorządy i straci budżet państwa, ale zyskają obywatele i to niemało, bo aż 231 mld zł przez 10 lat (145 mld z dochodów budżetów samorządowych i 86 mld z dochodów budżetu centralnego). Może na tym polega sprawiedliwość, żeby nie odbierać pieniędzy ludziom, którzy je po prostu zarobili?

Ależ oczywiście, nie mam nic przeciwko temu, żeby Polacy mieli w kieszeniach więcej pieniędzy. Można to osiągać na różne sposoby. Wyczytałem niedawno, że dzięki zmianom w podatku PIT 9 milionów Polaków nie będzie płacić podatków od swoich dochodów. Moim zdaniem to bardzo źle, że zabija się w Polakach świadomość podatnika, która ma podstawowe znaczenie dla społeczeństwa obywatelskiego. Ja w swojej gminie od 10 lat do decyzji o wysokości podatku od nieruchomości dołączam list do PT Podatników Miasta Kowal, wyjaśniając w nim, na co przeznaczane są wpłacane przez nich podatki. Zwolnienie z obowiązku płacenia podstawowego przecież i najbardziej powszechnego podatku dochodowego aż tylu milionów Polaków spowoduje nie tylko ich regres społeczny, ale także w pewnym sensie uczyni z nich obywateli drugiej kategorii. Przypomnę, że przy wprowadzaniu podatku PIT wprowadzono ubruttowienie płac i emerytur po to, by wszyscy mogli korzystać z kształtowanego przez państwo systemu odliczeń na cele przez władze państwowe wytyczane. Dlaczego mówię o zwolnionych z podatku PIT jako obywatelach drugiej kategorii? Wielu z nich nie będzie mogło korzystać z ulgi prorodzinnej, a ci, którzy przestaną być podatnikami, nie będą mogli przeznaczać 1 proc. podatku na organizacje pożytku publicznego, co bardzo te organizacje osłabi. W przypadku tej grupy obywateli nie wiadomo, czy utraciwszy w praktyce status podatników będą mogli korzystać z odliczenia od dochodów kosztów leczenia, rehabilitacji, termomodernizacji, darowizn itp. Sytuację najgorzej sytuowanych można poprawić przez podwyżkę płacy minimalnej, co już się dzieje, a los emerytów i rencistów przez podwyżkę ich świadczeń. Po dokonanych ostatnich latach zmianach w rozliczaniu podatku PIT jest on dla wielu podatników przezroczysty, tak jest w przypadku większości emerytów i rencistów, których rozlicza sam ZUS. Jako samorządowca bulwersuje mnie szczególnie to, że operacja ta ma się odbyć głównie kosztem samorządów. Budżet państwa na tej operacji w praktyce nic nie straci, bo znacząca część jego ubytków zostanie zrekompensowana dużo wyższymi dochodami z akcyzy i podatku VAT, rosnącymi także z tytułu wyjątkowo wysokiej inflacji.

 

Jak powinna być skonstruowana rekompensata dla jednostek samorządowych za utracone dochody?

Powinna być oparta przede wszystkim na zwiększeniu udziałów JST w podatku PIT, z jednoczesnym podziałem tej daniny na część państwową i komunalną. PIT komunalny nie powinien podlegać decyzjom rządowym, zwłaszcza wtedy, kiedy będą wprowadzane kolejne ulgi, do czego oczywiście każdy rząd ma prawo, pod warunkiem, że nie odbywa się to kosztem samorządów, jak to się obecnie nagminnie dzieje. Ja od wielu lat biorę udział w różnych spotkaniach organizowanych także przez Ministerstwo Finansów, których celem ma być zmiana finansowania działalności JST. Ostatnio powstał ciekawy materiał opracowany przez Bank Światowy, w którym była mowa o oddaniu samorządom części dochodów z podatku VAT. Te wszystkie materiały i propozycje są w Ministerstwie Finansów, ale nie ma woli, aby uczynić z nich prawo, to samo dotyczy zmiany archaicznego podatku od nieruchomości. Uczestniczyłem w wideokonferencji z wicepremierem Gowinem, w trakcie której mówił o propozycji znaczącego zwiększenia samorządowych udziałów w podatku PIT i CIT, co ma być rekompensatą za utracone dochody. Następnego dnia w Ministerstwie Finansów usiłowałem dowiedzieć się, czy nad czymś takim pracują. Okazało się, że pracują, ale nad tzw. pakietem stabilizacyjnym, bo na zmiany systemowe nie ma teraz czasu. Jest to niepokojące, bo oznacza, że dobra ustawa o dochodach JST z 2003 roku, której przyświecał cel decentralizacji finansów publicznych, zostanie zastąpiona prowizorką. Mam nadzieję, że nie mają racji ci, którzy uważają, że nowe rozwiązania prawne stanowić będą regres samorządności i kolejny przejaw wasalizacji JST względem rządu.

 

W 2012 roku samorządy protestowały, bo spodziewały się strat z tytułu PIT, kiedy rząd znacząco obniżył stawki podatkowe. Ówczesny rząd PO i PSL nie ugiął się pod żądaniami samorządów, a po niedługim czasie okazało się, że dochody samorządów nie tylko nie spadły, a znacząco wzrosły. Jak to wyjaśnić?

Tak, pamiętam te protesty i akcję „Stawka większa niż 8 miliardów”, której byłem jednym z liderów. Złożyliśmy w Sejmie kilkaset tysięcy podpisów, a przede wszystkim swoje żelazne argumenty i nic z tego nie wyszło. Nasze postulaty były oceniane raz jeszcze za czasów PiS i także bez rezultatu. Odnoszę wrażenie, że od czasu uchwalenia kończącej swój żywot ustawy o dochodach JST, dobrej ustawy, która stworzyła finansowe podstawy absorpcji środków unijnych, żaden z następnych rządów nie interesował się stanem finansów samorządowych, z wyjątkiem sytuacji, kiedy poziom inwestycyjnego zadłużenia JST rzutował znacząco na dług całego państwa. A to, że dochody nasze rosły pomimo niekorzystnych dla samorządów rozwiązań prawnych, zwłaszcza w podatku PIT? Dochody rosły, bo była znakomita koniunktura gospodarcza na całym świecie, w Europie i Polsce. Nie uważam, że był to efekt wspaniałomyślności kolejnych rządów, a jedynie dobrze funkcjonującej, szybko rozwijającej się gospodarki. Powiem też tak, gdyby w minionych latach nie majstrowano przy podatku PIT poprzez wprowadzanie ulg i zmniejszanie stawek tego podatku, wówczas kondycja finansowa samorządów byłaby o wiele lepsza niż jest obecnie.

 

Zapewne projekt zmian w podatki PIT stanie na Komisji Wspólnej. Jakiego stanowiska rządu spodziewa się strona samorządowa?

Chciałbym być optymistą i mieć nadzieję, że rząd zaproponuje nam nowe stabilne dochody własne, a nie jednorazowe dotacje, zwłaszcza uznaniowe. Jak będzie, czas pokaże.

 

Czy są już pierwsze pomysły, jak samorządy zareagują na wprowadzane zmiany? Przypomnę, że w 2012 roku była akcja promocyjna kierowana do mieszkańców, zbieranie podpisów pod projektem ustawy i wysłuchanie publiczne w parlamencie. Co zrobią samorządowcy tym razem?

Będziemy próbować wszelkich sposobów, aby docierać z problemem zagrożenia samorządów finansowym krachem, spowodowanym zapowiadanymi zmianami w podatku PIT, do opinii publicznej, zwłaszcza do naszych mieszkańców. Jak czytam jednak w internecie komentarze, to często widzę, że bardzo wielu naszych rodaków nie rozumie istoty problemu i nie postrzega nas jako swych przedstawicieli usiłujących poprawić świat, w którym żyją, ale jako przedstawicieli władzy, a tej – jak wiadomo – w Polsce nie lubimy. Trzeba jednak próbować rozmawiać z mieszkańcami przy każdej okazji. Nie jest to proste. Na swoim prywatnym profilu na Facebooku umieściłem dwa posty na ten temat, w tym ostatni zatytułowany: „Czy samorządy udźwigną Polski Ład?”. Zareagowało na niego kilka razy mniej osób niż to zwykle bywa przy innych postach. Bardziej, mimo wszystko, liczę na efekty rozmów z rządem, a zwłaszcza z Ministerstwem Finansów. To nie jest bowiem problem pojedynczych samorządów, ale wszystkich JST bez względu na to, czy są zarządzane przez sympatyków PiS, opozycji czy samorządowców bezpartyjnych. Jeśli samorządy nie udźwigną Polskiego Ładu, to czeka na kryzys w całym państwie.

 


Gmina miasto Kowal

Leży w woj. w kujawsko-pomorskim, liczy 3500 mieszkańców. Powstała w 1991 r. po rozdziale gminy miejsko-wiejskiej. Na dorobek samorządu składają się: zmodernizowana i rozbudowana sieć wodociągowa, oczyszczalnia ścieków, wraz z kanalizacją sanitarną, do której podłączonych jest ponad 99 proc. gospodarstw domowych. Taki sam odsetek domów położonych jest przy ulicach utwardzonych asfaltem, kostką betonową lub brukiem klinkierowym. Liczba ulic zwiększyła się z 30 do 51, wszystkie oświetlone są lampami ledowymi. Od 2007 r. miasto posiada obwodnicę dawnej drogi krajowej nr 1, a obecnie DK 91; od 2014 r. – poprzez węzeł Kowal – ma też dostęp do autostrady A1. Od bieżącego roku blisko 100 proc. mieszkańców może korzystać ze światłowodu. Wszystkie budynki użyteczności publicznej zostały zmodernizowane. Miasto szczyci się bardzo dobrymi wynikami nauczania w szkole podstawowej oraz zapewnia miejsca w przedszkolu wszystkim dzieciom. W Kowalu funkcjonuje Dom Pomocy Społecznej i dwie szkoły ponadpodstawowe. Chlubą miasta jest zieleń w przestrzeni publicznej, w tym ogródki przyuliczne i dwa parki. W jednym z nich stoi pomnik urodzonego w Kowalu króla Kazimierza Wielkiego.

Eugeniusz Gołembiewski pełni funkcję burmistrza od 1 czerwca 1991 r. W ostatnich wyborach głosowało na niego 84 proc. wyborców.