Czy dzieci w polskich szkołach nadal mają łatwy dostęp do napojów pełnych cukru mimo obowiązujących ograniczeń? Takie pytanie postawił poseł Bartosz Kownacki w interpelacji skierowanej do Ministerstwa Zdrowia. Alarmuje, że producenci słodzonych napojów znaleźli sposób na omijanie tzw. rozporządzenia sklepikowego, wykorzystując przepisy dotyczące „naturalnie występujących cukrów” w sokach owocowych. Interpelacja dotyczy nowego rozporządzenia Ministra Zdrowia z 16 lutego 2026 roku, regulującego sprzedaż żywności i napojów w placówkach oświatowych. Poseł zwraca uwagę, że mimo zaostrzenia przepisów dzieci nadal mogą kupować w szkołach napoje zawierające znaczne ilości cukru – szczególnie smakowe wody, mrożone herbaty czy napoje owocowe. Problem polega na tym, że producenci deklarują, iż cukry obecne w produktach pochodzą wyłącznie z naturalnych składników, np. zagęszczonych soków owocowych, a nie z dodanego cukru.
W praktyce oznacza to, że napój zawierający nawet ponad połowę zagęszczonego soku jabłkowego może być oznaczany jako „bez dodatku cukrów”, a następnie trafiać do szkolnych automatów. Jak podkreśla poseł, organy kontrolne mają w takich sytuacjach niemal niemożliwe zadanie – muszą udowodnić, że producent użył soku właśnie w celu słodzenia produktu.
Kownacki pyta więc resort zdrowia, dlaczego przepisy nie wprowadzają prostego i obiektywnego limitu całkowitej zawartości cukrów w napojach sprzedawanych w szkołach. W jego ocenie obecne regulacje są niespójne, ponieważ limit cukru dotyczy napojów przygotowywanych na miejscu, ale już nie wszystkich gotowych produktów sprzedawanych w butelkach czy puszkach.
Podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia Katarzyna Kęcka odpiera te zarzuty. Podkreśla, że nowe rozporządzenie jeszcze nie obowiązuje – zacznie działać dopiero od 1 września 2027 roku – dlatego nie można jeszcze ocenić jego skuteczności. Długi okres vacatio legis ma umożliwić szkołom i operatorom sklepików dostosowanie się do nowych wymogów oraz przygotowanie działań edukacyjnych. Jednocześnie ministerstwo stanowczo twierdzi, że przepisy już dziś nie pozwalają na sprzedaż w szkołach napojów takich jak smakowe wody, mrożone herbaty czy słodzone napoje owocowe, nawet jeśli producenci deklarują naturalne pochodzenie cukrów. W odpowiedzi zaznaczono, że w szkolnych sklepikach mogą być oferowane wyłącznie:
– soki owocowe, warzywne i owocowo-warzywne spełniające określone kryteria,
– wody mineralne i źródlane,
– napoje przygotowywane na miejscu zawierające maksymalnie 5 g cukrów dodanych w 250 ml,
– inne napoje bez dodatku cukrów i substancji słodzących.
Kęcka przyznaje jednak pośrednio, że problem istnieje. W jej piśmie pojawia się informacja o „sygnałach dotyczących obchodzenia lub naruszania regulacji”, co ma wskazywać na potrzebę wzmocnienia kontroli sanitarnych i działań edukacyjnych.
Resort zapowiada także dalsze działania w ramach nowego Narodowego Programu Zdrowia. Mają one obejmować kampanie edukacyjne, działania środowiskowe oraz wsparcie szkół w promowaniu zdrowych nawyków żywieniowych. Szczególną rolę ma odgrywać Narodowe Centrum Edukacji Żywieniowej, prowadzące działania skierowane do uczniów, rodziców i nauczycieli. Ministerstwo podkreśla, że skuteczna walka z nadmiernym spożyciem cukru wymaga współpracy wielu instytucji – nie tylko resortu zdrowia, ale także edukacji i rolnictwa.
Spór wokół „rozporządzenia sklepikowego” pokazuje przy okazji szerszy problem: coraz większe trudności w regulowaniu rynku żywności, na którym producenci wykorzystują luki interpretacyjne i marketingowe. Eksperci od żywienia od lat zwracają uwagę, że dla zdrowia dzieci kluczowe znaczenie ma nie tylko źródło cukru, ale przede wszystkim jego całkowita ilość w diecie. Tymczasem obecne przepisy nadal koncentrują się głównie na rozróżnieniu między cukrem „dodanym” a „naturalnie występującym”.







