Z oficjalnych danych wynika, że województwo łódzkie jest szczególnie podatne na suszę, dotyczy to też Andrespola. Czy wyschnięcie rzeki Miazgi na odcinku zasilającym stawy w Marysinku i samego stawu to jednorazowe zjawisko, czy trwała tendencja?
Trudno to dziś jednoznacznie ocenić, ponieważ z zanikiem przepływu na taką skalę mamy do czynienia po raz pierwszy. Wcześniej zdarzały się okresy niskiego stanu wody, ale nigdy sytuacja nie była tak drastyczna. Obniża się poziom wód gruntowych, co widać między innymi w dawnych studniach indywidualnych. Tegoroczna sytuacja jest jednak wyjątkowa. Zima była mało śnieżna, wiosną mieliśmy niewiele wód roztopowych, późniejsze opady również były niewielkie. Mamy nadzieję, że obecna sytuacja nie będzie się regularnie powtarzać, choć stopniowe przesuszanie terenu oraz obniżanie się poziomu wód to już wyraźny trend.
Rozważaliśmy pogłębienie wysychającego stawu, ale nie mamy pewności, czy przyniesie to efekt. Naukowcy wykonują odwierty i badają podłoże, bo obawiają się, że jego naruszenie mogłoby spowodować odpływ pozostałej wody w głąb gruntu. Zamiast zwiększyć jej ilość, moglibyśmy przyspieszyć wysychanie. Dawniej w tym miejscu występowały źródła, ale przy obecnym poziomie wód podziemnych sytuacja mogła się zmienić. Dlatego decyzja o pogłębieniu zbiornika musi być poprzedzona dokładnymi badaniami.
Czy to właśnie z powodu obniżenia wód podziemnych rzeka przestała być zasilana?
Zleciliśmy badania specjalistom z Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego w Szczecinie. Analizują przebieg rzeki, wykonują odwierty oraz inwentaryzują zbiorniki w jej sąsiedztwie. Sprawdzają również, czy po drodze nie dochodzi do nielegalnego pobierania wody. Badania potwierdziły, że na kilku kilometrach od dawnych źródeł Miazga jest sucha. Woda pojawia się tylko miejscami, na przykład w wyniku spływu z pól, po czym ponownie zanika. Wygląda więc na to, że obniżył się poziom wód podziemnych w rejonie źródliskowym. Źródła nie są w stanie zasilać rzeki jak dawniej. Znaczenie ma również stan koryta. Zarośnięta i meandrująca rzeka zatrzymywała wodę w terenie i nawadniała łąki, ale teraz przy bardzo małym przepływie woda wolniej dociera do stawów. Nie ma tu jednego prostego rozwiązania, ponieważ potrzeby retencji i potrzeby zapewnienia przepływu nie zawsze są identyczne.
Mieszkańcom gminy grożą problemy z dostawami wody?
Na szczęście obecnie nie występuje brak wody w wodociągach. Najpoważniejszym zagrożeniem byłoby obniżenie się lustra wody w gminnych ujęciach, ale na razie tego nie obserwujemy. W sezonie letnim korzystamy również z połączenia z łódzką siecią wodociągową. Nie jest to jednak skutek obecnej suszy, lecz historycznej konstrukcji systemu i potrzeby utrzymania odpowiedniego ciśnienia w sieci. Przeprowadziliśmy czyszczenie studni oraz wymianę filtrów. Najważniejsze dla nas jest to, aby mieszkańcy mieli stale zapewnione dostawy.
Jak susza wpływa na rolnictwo?
Andrespol jest formalnie gminą wiejską, ale przede wszystkim ma charakter podmiejski. Rolnictwa jest coraz mniej, dlatego skutki suszy nie są u nas tak dotkliwe jak w typowych gminach rolniczych. Łąki nadrzeczne pozostają w stosunkowo dobrej kondycji. Obserwujemy suszę glebową i przesuszenie gruntu, rolnicy sygnalizują spowodowany nią 30–50-proc. spadek wydajności zbóż, największy w uprawach rzepaku. W miejscowości Kraszew rolnicy w poprzednich latach zgłaszali problemy z bobrami, które budowały tamy i powodowały lokalne rozlewiska. Obecnie, kiedy w rzece niemal nie ma wody, zniknęły również bobry i związane z nimi podtopienia.
Jakie działania w zakresie gospodarki zasobami wody podejmuje gmina?
Najważniejsze jest zatrzymywanie wody możliwie blisko miejsca, w którym spadła. Opadów jest niewiele, ale coraz częściej mają charakter krótki i bardzo intensywny. Woda szybko spływa z powierzchni utwardzonych do kanalizacji deszczowej, trafia do rzeki i odpływa poza teren gminy. Dlatego wybudowaliśmy dwa zbiorniki retencyjne. Jeden z nich, położony poniżej stawów w Marysinku, ma przyjmować wodę z kanalizacji deszczowej i stopniowo nawadniać przyległe tereny o charakterze torfowym. Nie możemy go jeszcze w pełni wykorzystać, ponieważ konieczne jest przeprowadzenie rurociągu ponad rzeką. Trwają w tej sprawie uzgodnienia z Wodami Polskimi. Zbiornik jest gotowy od ubiegłego roku i mamy nadzieję, że wkrótce zostanie uruchomiony. Drugi zbiornik powstał w innej części gminy. Oba mają gromadzić wodę spływającą z terenów utwardzonych i umożliwiać jej stopniowe wsiąkanie w grunt.
Problemy rzeki Miazgi i stawów Marysinek mają lokalny charakter, ale susza dotyczy całego województwa. Czy gmina otrzymała wsparcie od samorządu województwa?
Tak. Znaczna część środków z Krajowego Planu Odbudowy dystrybuowanych za pośrednictwem województwa została przeznaczona na retencję. Dwa nasze zbiorniki otrzymały dofinansowanie po około 500 tys. zł. Całkowity koszt budowy był prawie dwa razy większy. Istnieją również programy małej retencji prowadzone przez Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Gmina korzystała z podobnego wsparcia już kilkanaście lat temu. W naszym przypadku trudno jednak mówić o tradycyjnej retencji polegającej na gromadzeniu wody płynącej rzeką, ponieważ tej wody brakuje. Musimy wykorzystywać przede wszystkim deszczówkę. Podczas ulewy może być ona zagrożeniem, ale właściwie zatrzymana staje się cennym zasobem.
Historyczne melioracje mogły przyczynić się do obecnych problemów?
W latach pięćdziesiątych lub sześćdziesiątych wyprostowano koryto Miazgi, która wcześniej meandrowała po łąkach. Nie zmieniło to ilości wody, ale przyspieszyło jej odpływ i ograniczyło nawodnienie gruntu. W Janówce funkcjonował natomiast system melioracyjny. Dziś znaczna część tego terenu jest zabudowana. Dawne rowy melioracyjne częściowo zniknęły, a w zamian potrzebujemy kanalizacji deszczowej, ponieważ przy gwałtownych opadach słabo przepuszczalny grunt powoduje zalewanie ulic i posesji. To pokazuje, że mamy do czynienia z dwoma skrajnymi problemami: długotrwałym brakiem wody oraz jej nadmiarem podczas lokalnych ulew. Możemy próbować ograniczać skutki obu zjawisk, ale nie jesteśmy w stanie całkowicie nad nimi zapanować.
Czy u was, na równinach, intensywne deszcze rzeczywiście stanowią zagrożenie?
Kilkanaście lat temu mieliśmy lokalne oberwanie chmury. Woda gromadziła się w zagłębieniach terenu, przelewała przez kolejne obniżenia i jeszcze dobę po ulewie utworzyła strumień przecinający drogę powiatową. Kanalizacja deszczowa nie zawsze jest w stanie odebrać wodę podczas ekstremalnego opadu. W rezultacie niemal każdego roku dochodzi do lokalnych zalań.
Za problemy z naturalnymi ciekami, w tym z Miazgą, odpowiadają Wody Polskie. Jak układa się współpraca z nimi?
Odbywają się cykliczne spotkania dotyczące naszej zlewni, z udziałem między innymi naukowców z Łodzi. Problemem są jednak ograniczone środki. Wody Polskie muszą w pierwszej kolejności zajmować się dużymi rzekami i miejscami bezpośrednio zagrożonymi powodzią. Rozumiem więc, że niewielka Miazga, będąca dopływem Wolbórki, nie jest na szczycie krajowej listy priorytetów. Dla mieszkańców naszej gminy to bardzo ważna rzeka, ale w skali kraju konkuruje o środki z dużymi ciekami, których stan może zagrażać życiu i mieniu tysięcy osób.
Jak mieszkańcy reagują na wysychanie stawów?
Część osób widzi przede wszystkim wyschnięty staw, odsłonięte dno i martwe ryby. Nie wszyscy rozumieją, że nie jest to skutek zaniedbań. Kompleks tworzą trzy stawy. W przypadku ostatniego zdecydowaliśmy, że nie będziemy go dalej zasilać kosztem pozostałych dwóch zbiorników. W miarę obniżania się poziomu wody prowadziliśmy odłów ryb. Udało się uratować zdecydowaną większość. Do części drobnych ryb (w sumie ok. 20–30 kg) nie mogliśmy dotrzeć, ponieważ wody praktycznie już nie było, a warstwa mułu miejscami przekraczała 80 cm. Były wśród nich głównie osobniki inwazyjnego sumika karłowatego. Zakładamy, że zbiornik może już nie odzyskać dawnej funkcji. Chcemy jednak nadać mu nową rolę – przyrodniczą i edukacyjną. Przygotowujemy projekt, z którym zamierzamy ubiegać się o środki województwa łódzkiego na ochronę bioróżnorodności. Teren miałby zostać przekształcony w siedlisko roślinności bagiennej i gatunków przystosowanych do okresowego przesychania. Planowane są pomosty lub kładki umożliwiające mieszkańcom obserwowanie przyrody. To, co obecnie jest postrzegane jako problem, czyli niski poziom wody i zarastanie zbiornika, może stać się podstawą do stworzenia wartościowego obszaru przyrodniczego.
Czy gmina wprowadza rozwiązania racjonalizujące gospodarowanie wodą?
W najbliższym roku planujemy wymianę wodomierzy na urządzenia ze zdalnym odczytem. System pozwoli nie tylko szybciej sprawdzać zużycie, ale również wykrywać awarie i niekontrolowane wycieki. Monitoring obejmie kilkanaście kluczowych punktów sieci. Zdarza się, że w źle zabezpieczonych domkach letniskowych instalacja pęka, a woda przez długi czas wycieka niezauważona. Rozwiązania oszczędzające wodę wprowadzamy także w budynkach publicznych. W powstającym przedszkolu, obiektach basenowych i sportowych oraz w remontowanym zabytkowym pałacu chcemy wykorzystywać szarą wodę. Woda z pryszniców oraz odpowiednio oczyszczona część wody basenowej będzie mogła służyć do spłukiwania toalet. Planujemy również wykorzystywać oczyszczoną wodę z basenu do podlewania zieleni i nawadniania boisk.
Jest pan członkiem zarządu Związku Gmin Wiejskich RP, czy problem suszy jest podejmowany przez związek?
Związek jest reprezentowany w Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego i może opiniować akty prawne dotyczące gospodarki wodnej. W ostatnim czasie więcej uwagi poświęcano jednak wdrażaniu przepisów dotyczących jakości wody niż przeciwdziałaniu suszy. Nie przypominam sobie odrębnej uchwały związku poświęconej wyłącznie deficytowi wody. Podejmowane są natomiast interwencje, gdy gminy członkowskie proszą o wsparcie.
Andrespol nie jest typową gminą rolniczą, dlatego problem suszy w rolnictwie znam w dużej mierze z relacji przedstawicieli innych samorządów. W wielu regionach kraju sytuacja jest znacznie poważniejsza. Związek wspiera inicjatywy swoich członków, ale nie ma własnych możliwości ustawodawczych. Trzeba też pamiętać o ograniczeniach finansowych państwa i samorządów oraz o konkurencji pomiędzy różnymi potrzebami, w tym obecnymi wydatkami na bezpieczeństwo i obronność. Problem wody wymaga jednak działań na wszystkich poziomach: lokalnym, wojewódzkim i krajowym. Gminy mogą budować zbiorniki, zatrzymywać deszczówkę, ograniczać straty w sieci i ponownie wykorzystywać wodę. Bez odpowiednich środków, przepisów i inwestycji w całym systemie wodnym możliwości pojedynczego samorządu pozostaną ograniczone.
Na koniec wspomnę o ciekawej inicjatywie podjętej przez Związek Gmin Wiejskich, aby ze środków publicznych (samorządowych, WFOŚiGW, NFOŚiGW) wygospodarować środki dla rolników na wykonywanie studni na potrzeby gospodarcze, np. do nawadniania upraw. To z jednej strony pomoże w obniżeniu kosztów produkcji rolniczej, a z drugiej pozwoli bardziej oszczędnie gospodarować uzdatnioną wodą, nadającą się do spożycia. Być może będzie to wymagać korekty niektórych przepisów, lecz sam pomysł jest wart wdrożenia.








