Rozmowy Wspólnoty

Recepta na szkołę: zadbaj o dyrektorów i wymagaj

Rozmawiał: Andrzej Gniadkowski

31.08.2020

Czasami na różnych konferencjach, gdy mówię, jakie dodatki funkcyjne i motywacyjne mają dyrektorzy w gminie Zakroczym, to ludzie przecierają oczy ze zdumienia. Ja im wtedy odpowiadam: zadbaj o dyrektorów i wymagaj, stale wymagaj – mówi nam w wywiadzie Artur Ciecierski, burmistrz Zakroczymia. – Karta Nauczyciela jako pragmatyka zawodowa powinna bezwzględnie istnieć, wymaga jednak gruntownej przebudowy. Dyrektor powinien dostać konkretne narzędzia, co do możliwości zwalniania nauczycieli, którym mówiąc delikatnie, skończyło się paliwo – dodaje.

Od niemalże 6 lat jest Pan samorządowcem, wcześniej pracował Pan jako nauczyciel wychowania fizycznego w gimnazjum. Jak Pan ocenia ostatnią reformę dotyczącą właśnie likwidacji gimnazjum?

Jako nauczyciel i rodzic uważam, że najlepszym systemem jest 8-klasowa szkoła podstawowa i 4-letnie liceum, bądź 5-letnie technikum, więc z tej perspektywy oceniam ją dobrze. Jako samorządowiec uważam, że jeśli przeprowadza się takie reformy, to należy przewidzieć skutki. Chyba ktoś ich do końca nie przewidział. Wszystko spadło na barki samorządów. Mówię tutaj o specjalnie wybudowanych budynkach dla gimnazjum, o skutkach finansowych dla samorządów. Rząd chwali się, że subwencja stale rośnie. Na pierwszy rzut oka nie sposób się nie zgodzić, jednak jak weźmiemy do pod uwagę małe samorządy, wiejskie lub miejsko-wiejskie i dokonamy analizy w tym zakresie, to z pewnością stwierdzimy, że ona wręcz, jak w przypadku gminy Zakroczym, zmalała.

 

W przestrzeni publicznej od wielu lat pojawiają się dyskusje nad sensem istnienia Karty Nauczyciela. Jakie jest Pana zdanie na ten temat?

Karta Nauczyciela jako pragmatyka zawodowa powinna bezwzględnie istnieć. W dzisiejszym systemie funkcjonowania oświaty nie da się wpisać nauczyciela jako pracownika do Kodeksu Pracy. Trzeba byłoby zmienić cały system. Zgadzam się jednak, że wiele zapisów boli dzisiejszych krytyków tego aktu prawa. Dlatego moim zdaniem Karta Nauczyciela wymaga gruntownej przebudowy. Nie chcę wymieniać szczegółów, bo czytający skupi się jedynie na tym, co bym wymienił. Jeden przykład jednak jest wart uwagi. Dyrektor powinien dostać konkretne narzędzia, co do możliwości zwalniania nauczycieli, którym mówiąc delikatnie, skończyło się paliwo. Szkoła dla takich osób nie powinna być przechowalnią do emerytury, a dzisiaj głównie nauczycieli mianowanych i dyplomowanych chroni Karta. Do mnie osobiście nie docierają twierdzenia, np. związków, że przecież dyrektor ma możliwość ocenienia pracy nauczyciela. Teoria to jedno, a życie to zupełnie co innego.

 

Jakie działania można podjąć, aby stale podnosić jakość kształcenia w obecnym kształcie przepisów?

Bez względu na to, jakie reformy przeprowadza rząd czy samorząd, bez względu na wszystko, wszyscy powinni kierować się zasadą „najważniejsze jest dziecko”. Kiedyś nauczyciel miał pozycję społeczną i słusznie. Nie bez powodu napisano „Takie Rzeczypospolite będą, jakie ich młodzieży chowanie”. Dlatego osobiście uważam, że każdy wójt, burmistrz czy prezydent powinien zadbać o dyrektorów. Powiedzmy sobie wprost, idea czy pasja są ważne, ale podstawowym czynnikiem motywującym są profity. Dlatego należy dobrze wynagradzać dyrektorów, ale jednocześnie dużo od nich wymagać. To oni dalej powinni wymagać od nauczycieli i odpowiednio ich motywować. Wtedy zyska na tym jakość kształcenia, a więc konkretnie dziecko. Oczywiście potrzebne są do tego odpowiednie narzędzia w postaci chociażby dobrych regulaminów wynagrodzeń, a te ustalają rady gmin. Dzisiaj często zdarza się tak, że nauczyciel dyplomowany mający dodatkowy przydział godzin ponadwymiarowych ma większe ogólne miesięczne wynagrodzenie niż dyrektor szkoły. Za chwilę zabraknie dobrych dyrektorów. Czasami na różnych konferencjach, gdy mówię, jakie dodatki funkcyjne i motywacyjne mają dyrektorzy w gminie Zakroczym, to ludzie przecierają oczy ze zdumienia. Ja im wtedy odpowiada:m zadbaj o dyrektorów i wymagaj, stale wymagaj.

 

A czego konkretnie Pan wymaga?

Wymagam tego, żeby dyrektor podejmował takie działania, aby stale podnosić jakość kształcenia. Wymagam tego, żeby w szkole dziecko zawsze było traktowane podmiotowo i priorytetowo. Często słyszę, że w innych gminach nauczyciele nie pracują z uczniami w ramach 40-godzinnego czasu pracy ponad swoje pensum dydaktyczne. Jak kiedyś ustawodawca wpisał do Karty tzw. godziny karciane, to nie było problemu, a teraz ciągłe głosy niezadowolenia. Wielu dyrektorów nawet nie próbuje walczyć z nauczycielami i nie korzysta z zapisów ustawy. Kto na tym traci? Dziecko. Bo przecież wiele zajęć dodatkowych, wyrównawczych czy kółek należy prowadzić właśnie w ramach 40-godzinnego czasu pracy. Oczywiście rolą dyrektora jest ocenić czas pracy każdego nauczyciela. Przecież ten czas pracy to nie tylko pensum dydaktyczne. To przygotowanie się do zajęć, sprawdzenie prac po lekcjach, wycieczki, zebrania i dni otwarte. Należy pamiętać o zasadzie równego traktowania w zatrudnieniu. Reasumując, w mojej ocenie każdy nauczyciel co najmniej 2 godziny w tygodniu mógłby popracować z dziećmi w ramach zajęć statutowych. Jeśli dyrektor ma problem, żeby to wyegzekwować, to w mojej ocenie powinien zastanowić się, czy dalej pełnić taką funkcję.

 

Ale do takiego podejścia, odpowiedniej wysokości dodatków funkcyjnych, czy motywacyjnych, niezbędne są odpowiednie finanse, a ostatnio samorządy ciągle narzekają, że dopłacają coraz więcej do oświaty.

Takie są fakty. Wydatki diametralnie rosną, niestety nie rośnie współmiernie do tych wydatków subwencja. Rok 2019, kiedy dwukrotnie mieliśmy do czynienia z podwyżkami dla nauczycieli, dobił wiele samorządów. Nikt z nas nie twierdzi, że rząd ma w całości finansować oświatę, ale nie powinno być tak, że uchwalane są niemałe podwyżki dla nauczycieli, za które w znacznej mierze musi zapłacić samorząd. Osobiście uważam, że nauczyciele powinni godnie zarabiać, ale nie może odbywać się to kosztem innych wydatków zaplanowanych przez samorządy. Dzisiaj, żeby w pełni realizować funkcjonowanie oświaty, musimy poszukiwać różnych, często radykalnych rozwiązań. Szkoda, że rząd pozostaje głuchy na ten problem. A przecież należy pamiętać, że inwestycje w edukację to najlepsze inwestycje, jakie możemy sobie wyobrazić, ponieważ to inwestycje w przyszłość. Dlatego ja osobiście nie mam zamiaru się zatrzymywać. Dla mnie edukacja jest priorytetem.

 

 

O jakich radykalnych krokach czy decyzjach Pan myśli?

Samorządy, nie twierdzę, że wszystkie, analizują bardzo szczegółowo arkusze organizacyjne pod względem optymalizacji wydatków. Ogranicza się wydatki, gdzie można, oczywiście pamiętając o obligatoryjnych obowiązkach wynikających z przepisów prawa oświatowego. Tworzy się większe klasy, które do tej pory były mniejsze, dzięki czemu komfort pracy nauczyciela i nauki dzieci był zupełnie inny. Powoli wraca się do klas 30-osobowych i większych, co było normą jeszcze 20–30 lat temu. Ogranicza się wydatki na pomoc psychologiczno-pedagogiczną, podkreślam, ustalając ją jedynie na poziomie minimalnym, wynikającym ze stosownych rozporządzeń. W małych szkołach, gdzie liczba dzieci jest niewielka, organizuje się lekcje łączone, co znacznie obniża wydatki. I znowu można powtórzyć jak mantrę, kto na tym traci? Tylko i wyłącznie dziecko. Jednak samorządy są do tego zmuszone. Inne samorządy podejmują jeszcze bardziej radykalne decyzje, a mianowicie muszą likwidować małe szkoły. Taką sytuację możemy zaobserwować w gminie Zakroczym. Po wspomnianych podwyżkach dla nauczycieli i podniesionej płacy minimalnej z wyodrębnionym dodatkiem za wysługę lat w 2019 r. gmina Zakroczym doszła do granic swoich możliwości finansowych, jeśli chodzi o finansowanie oświaty. Wspólnie ze znaczną większością rady miejskiej uznaliśmy, że nie chcemy byle jakich wszystkich szkół. Nie chcemy zatrzymywać ich rozwoju. Dlatego lepiej jest zlikwidować jedną maleńką szkołę, przenieść dzieci i dowieźć je do innej szkoły, niż ciąć drastycznie wydatki we wszystkich placówkach, ponieważ wtedy stracą na tym tylko i wyłącznie dzieci. Niestety póki co kuratorzy pozostają w większości głusi na merytoryczne argumenty samorządów i podejmują głównie polityczne decyzje, wydając negatywne opinie w przedmiocie zamiaru likwidacji szkół, a te przypominam od 2016 roku są wiążące.

 

Zatem i tak źle, i tak niedobrze.

Dlatego nie można ciągle narzekać. Jest jak jest. Samorządy muszą radzić sobie same w kwestii rozwiązywania takich problemów. Skoro nie można usiąść do jednego stołu z rządem i merytorycznie porozmawiać o prawdziwych problemach w oświacie, to pozostaje nam mieć ciche życzenie, aby rząd chociaż nam nie przeszkadzał. Skoro i tak wszystko, co złe, to samorządy, to należy pozwolić im kształtować politykę w zakresie oświaty po swojemu. Jeśli będzie nietrafiona, zapłacimy za to stanowiskami. Ludzie nas ocenią i rozliczą.

 

Z jednej strony ciągle podkreśla Pan, że dziecko powinno być najważniejsze, z drugiej chce Pan dzieciom zlikwidować szkołę?

No właśnie to jest jedynie paradoks. Tak naprawdę decydując się na taki krok, myślimy o dobru dzieci w całej gminie. Przecież mógłbym nadal utrzymywać 3 szkoły i dopłacać do całej oświaty ok. 5 mln rocznie. Tylko że jakość kształcenia obniżałaby się dynamicznie. Prawda jest taka, że likwidując maleńką szkółkę (w niektórych klasach jest po 3 czy 4 dzieci), kwotę, którą przeznaczamy na jej utrzymanie, tj. ok. 1,6 mln zł rocznie, przeznaczymy w znacznej mierze na inne placówki i ich rozwój, na zwiększenie dodatków motywacyjnych dla nauczycieli, na rozbudowę infrastruktury. Dzieci dowieziemy do innej, o znacznie lepszych warunkach, szkoły. Stawiam pytanie: w którym przypadku staram się zadbać bardziej o dziecko? Niech czytelnicy wyciągną sami wnioski. Nie rozumiem tylko Mazowieckiego Kuratora Oświaty. Zamiast stać na straży jakości kształcenia, podejmuje polityczne decyzje, ingerując tak naprawdę w nasze kompetencje. Jeśli MEN nie zmieni tej decyzji, to przez najbliższy rok będę musiał szukać oszczędności i je znajdę, ale w całej oświacie. Kto na tym straci? Bardzo mnie to boli, ale na taką, a nie inną politykę prowadzoną przez polski rząd w kwestii edukacji nie mam innego rozwiązania.

 

Gdyby miał Pan wpływ albo mógł cokolwiek zasugerować rządzącym, co by Pan zrobił? Jak należy zacząć zmieniać system?

Zacząłbym od likwidacji kuratoriów, a oszczędności z tego tytułu przeniósłbym na zwiększenie subwencji i wcale nie kierują mną w tej wypowiedzi emocje związane ze stanowiskiem kuratora w kwestii wspomnianej wyżej szkoły. W mojej ocenie kuratoria dzisiaj są zbyteczne. Samorządy spokojnie poradzą sobie również w kwestii nadzoru pedagogicznego. Część kompetencji można przenieść do MEN. Poza tym zająłbym się gruntowną przebudową Karty Nauczyciela. Karta powinna być praktycznym aktem prawa dostosowanym do obecnej sytuacji i rozwoju oświaty. Podkreślam, mówię o gruntownych, a nie kosmetycznych zmianach od czasu do czasu. Wszystkie strony, tj. rząd – MEN, samorządy i związki zawodowe powinny wreszcie zrozumieć, że więcej nas łączy niż dzieli, a edukacja młodego pokolenia w naszej ojczyźnie powinna być priorytetem. Kolegów i koleżanki samorządowców proszę o jedno – wspierajmy dyrektorów i nauczycieli, nie bierzmy przykładu z obecnie rządzących. Dzieci i młodzież to nasz priorytet, należą im się godne warunki do nauki i rozwoju. Dbajmy o edukację młodego pokolenia, jak tylko potrafimy najlepiej.