Prawo

Pracodawca w kleszczach procedur i wytycznych

Zdzisław Majewski

04.09.2020

W oczekiwaniu na nawrót pandemii trwa dyskusja, czy od pracodawcy, także samorządowego, mamy wymagać eksperckich rozwiązań prewencyjnych, które ograniczą ryzyko zakażeń koronawirusem. A jeżeli tak, to jakich, kto i za co odpowiada, jeśli nie wdrożył odpowiednich rozwiązań, a w ogóle jak to się wszystko ma w świetle obowiązującego prawa.

Inspektorzy pracy mają wyruszyć w teren, aby sprawdzić m.in. jak urzędy oraz inne instytucje samorządowe i w ogóle pracodawcy – radzą sobie z wdrożeniem środków prewencyjnych zwalczających rozprzestrzenianie się wirusa. Zapowiadają, że skontrolują, czy każdy z pracodawców zaktualizował oceny ryzyka zawodowego na poszczególnych stanowiskach pracy, a wnioski z tych ocen spożytkował na odpowiednie działania profilaktyczne. Innymi słowy, inspektorzy będą oceniać, czy wójt dochował należytej staranności, aby chronić urzędników w ich kontaktach z petentami, a zastosowane środki techniczne i rozwiązania organizacyjne zgodne są z prawem i zaleceniami tych wszystkich inspekcji i innych organów, które w obszarze walki z COVID-19 miały lub uzyskały odpowiednie kompetencje.

Patrząc na kryteria prawne, jakimi podczas kontroli będą posługiwali się inspektorzy, sprawa nie jest prosta. Kłopot w tym, że obowiązek stosowania pewnych środków prewencyjnych, np. maseczek, wynika z rozporządzenia rządowego, a nie z ustawy. A ponieważ ingeruje to znacząco w prawa obywatela, to wielu prawników uważa, że nakaz noszenia maseczek jest nielegalny. Dlatego, że delegacja w ustawie o zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych do wydania rozporządzenia dotyczącego zastosowania środków profilaktycznych mówi, że owszem, rząd może nakazać noszenie maseczek, ale tylko osobom chorym i podejrzanym o zachorowanie. Tymczasem, jak Polska długa i szeroka, wszyscy mamy przekonanie, że maseczki są obowiązkowe i za ich brak mogą nas wyrzucić ze sklepu czy tramwaju, nie wspominając o urzędach, a nawet ukarać.

W wojnie z pandemią wkraczamy więc na delikatny grunt – czy dla zwalczania wirusa możemy poświęcić nasze wolności obywatelskie i prymat konstytucji oraz ustaw nad rozporządzeniami władzy wykonawczej, jaką jest rząd? Kłopot jest także z testami, bo pracodawca nie może zmusić pracownika do ich wykonania, czyli stosowanie tego środka prewencyjnego jest iluzoryczne. Co więcej, szef nie dowie się o wyniku testu, bo to jest sfera wrażliwa z punktu widzenia ochrony danych osobowych.

Zaglądam więc do przepisów kodeksu pracy i czytam w art. 207, że pracodawca odpowiada za bezpieczeństwo i higienę pracy, ma obowiązek chronić zdrowie i życie pracowników, nawet wykorzystywać do tego najnowsze osiągnięcia techniki i nauki, reagować na bieżące potrzeby zapewnienia bhp, uwzględnić szczególne wymogi co do młodocianych, kobiet w ciąży i karmiących, niepełnosprawnych, wykonywać nakazy, wystąpienia, decyzje i zarządzenia organów nadzoru nad warunkami pracy. Sporo tych obowiązków i nie sądzę, aby inspektorzy pracy podczas kontroli wnikliwiej czytali art. 31 Konstytucji (ograniczenia wolności i praw mogą być wprowadzane tylko ustawą), niż owe wytyczne, decyzje, zalecenia i rządowe rozporządzenia.

To nie koniec kłopotów pracodawców z prawem i pandemią. Pracodawca musi poinformować pracowników o ryzyku zawodowym na ich stanowisku pracy (art. 226 pkt 2 kp), czyli o stopniu prawdopodobieństwa zarażenia się wirusem oraz o zasadach ochrony przed tym zagrożeniem. To rodzi pytanie, jak dalece można chronić życie i zdrowie pracownika kosztem jego prawa do prywatności? Czy pracodawca może swoim pracownikom zakomunikować, że dany pracownik jest chory – czy też może to uczynić tylko inspektor sanitarny? Co na to wdrażane od niedawna przepisy RODO? Jak pracodawca ma zapewnić rozwiązania ograniczające pandemię w miejscu pracy, jeśli krępuje go opinia Urzędu Ochrony Danych Osobowych, że mierzenie temperatury jest dopuszczalne, jeśli zgodzi się na to inspektor sanitarny. A co, jeśli na mierzenie zgodzi się lub nie pracownik? Tu prymat prawa do prywatności ma pierwszeństwo, bo zgoda musi być dobrowolna. Ale z kolei naturalny stosunek podległości w relacjach pracodawca – pracownik, zdaniem Urzędu, sprawia, że istnieje podejrzenie braku dobrowolności takiej zgody. To co nam wydaje się racjonalne i proste w walce z pandemią – jak mierzenie temperatury przed wejściem do ratusza – też podawane jest w wątpliwość.

Dylematy pracodawców w walce z COVID-19 są liczne i poważne. Szefowie urzędów i firm mają obowiązek oceniać ryzyka w swojej placówkach, czyli posiadać dużą wiedzę ekspercką, znać prawo oraz wytyczne PIP, sanepidu, Centralnego Instytutu Ochrony Pracy itp, szanować prywatność pracownika i stosować takie środki profilaktyczne, nakazy i zakazy, które zminimalizują ryzyko zakażenia i nie będą nadmierne zważywszy na otoczenie i stosowane tam zasady ochrony epidemiologicznej. Z tym wszystkim powinni zapoznać pracowników i oczywiście mają to odpowiednio udokumentować. Jeśli tego nie uczynią, to kodeks pracy grozi im grzywną od 1 tys. do 30 tys. zł, nie wspominając o odpowiedzialności odszkodowawczej i karnej.

Mam nadzieję, że w zwalczaniu epidemii raczej postawimy na zdrowy rozsądek pracodawcy, a nie na biurokratyczne procedury, wytyczne, zalecenia oraz grożenie grzywnami.