Związek Powiatów Polskich alarmuje, że szpitale powiatowe znalazły się na granicy wydolności. Na ile sytuacja Słupcy wpisuje się w ten ogólnopolski obraz?
W dużym stopniu się wpisuje. Cały czas borykamy się z trudnymi realiami finansowymi i systemowymi. Dzięki bardzo skrupulatnej pracy nad finansowaniem i wydatkowaniem środków niwelujemy ujemny wynik finansowy i robimy wszystko, aby sytuacja szpitala systematycznie się poprawiała bez zaciągania dodatkowych zobowiązań.
Odkąd zostałem starostą powiatu słupeckiego, poświęcam bardzo dużo uwagi całemu systemowi ochrony zdrowia w naszym powiecie. Wynika to również z mojego wykształcenia. Jestem ratownikiem medycznym, doktorem nauk medycznych i nauk o zdrowiu, wieloletnim pracownikiem Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, a także osobą po studiach z zakresu zarządzania w systemie ochrony zdrowia. To pozwala mi patrzeć na system zarówno od strony medycznej, organizacyjnej, jak i finansowej. Ściśle współpracuję z panią dyrektor szpitala i wspólnie wdrażamy konkretne rozwiązania.
Jednym z nich jest program naprawczy. Na czym polega i jakie są jego kluczowe założenia?
Podstawą było wprowadzenie standardu rachunku kosztów. Nie wszystkie szpitale go posiadają, choć prawo od dawna tego wymaga. To nie jest zwykła księgowość, ale rachunkowość zarządcza, czyli dokładne liczenie, jakie są realne koszty funkcjonowania poszczególnych oddziałów, procedur, utrzymania infrastruktury. Dzięki temu możemy miesiąc po miesiącu analizować funkcjonowanie każdego oddziału i widzimy wyraźnie, że procedury wykonywane przez szpitale powiatowe są chronicznie niedoszacowane. To pierwszy, fundamentalny problem. Drugim obszarem jest polityka kadrowa. W wielu szpitalach koszty wynagrodzeń sięgają 94–95 proc. budżetu, co w perspektywie dalszego funkcjonowania i rozwoju, a przede wszystkim leczenia pacjentów jest nie do udźwignięcia. Obecnie rozpoczynamy prace nad przygotowaniem planu naprawczego zgodnie z najnowszymi wytycznymi.
Restrukturyzacja może oznaczać albo cięcia kosztem pacjentów, albo racjonalizację procedur. Jaką drogę wybraliście w Słupcy?
Zdecydowanie racjonalizację procedur. Analizujemy, jakie świadczenia możemy wykonywać w sposób bardziej zbilansowany finansowo, oczywiście w ramach tego, co jest dozwolone dla szpitala powiatowego. Analizujemy również strukturę zatrudnienia. Trzeba pamiętać, że szpital leczy ludzi. Problem polega na tym, że w wielu obszarach mamy nadwykonania, za które NFZ nie płaci albo płaci z opóźnieniem bądź w niepełnym zakresie. Przykładem jest ZOL. Oddział ten przy prawidłowej organizacji może się bilansować, ale jeśli wykonujemy 120 proc. świadczeń, a otrzymujemy finansowanie na poziomie 70 proc., to pozostała część kosztów spada bezpośrednio na szpital. A mówimy o realnych pacjentach, realnych świadczeniach i realnej pracy personelu.
Wśród działań naprawczych jest też modernizacja. Słupca otrzymała środki z KPO. Co obejmuje ten projekt?
To środki przeznaczone na kompleksową transformację cyfrową SP ZOZ w Słupcy. Pełna nazwa projektu brzmi: „Transformacja cyfrowa w SP ZOZ w Słupcy poprzez dalszy rozwój usług cyfrowych”. Łączna wartość projektu to około 7,4 mln zł, z czego niemal 6 mln pochodzi z KPO, a reszta wkład własny powiatu. Obejmuje pełną modernizację systemów IT, cyfryzację dokumentacji medycznej, wdrożenie usług e-zdrowia, w tym wykorzystanie sztucznej inteligencji w diagnostyce obrazowej, a także znaczące podniesienie poziomu cyberbezpieczeństwa. Mamy korzystać z Platformy Usług Inteligentnych wykorzystujących sztuczną inteligencję. Mówimy o nowych serwerach, systemach kopii zapasowych, segmentacji sieci, zaporach sieciowych, ochronie poczty elektronicznej, systemach antywirusowych i monitoringu incydentów. Wymienimy około 200 komputerów, potężny serwer, zakupimy tablety, które umożliwią m.in. elektroniczne podpisywanie zgód przez pacjentów oraz tzw. mobilne obchody lekarskie. To będzie skok cywilizacyjny w funkcjonowaniu szpitala.
Mówi się, że największym wyzwaniem dla szpitali powiatowych jest kadra. Jak radzicie sobie z brakami specjalistów?
To ogromny koszt i ogromne wyzwanie. W skali kraju brakuje przede wszystkim radiologów, kardiologów, pulmonologów, lekarzy medycyny ratunkowej, neurologów, psychiatrów i wielu innych, np. ginekologów, którzy nie chcą pracować w szpitalach. Dokładamy wszelkich starań, żeby personel do naszego słupeckiego szpitala zapraszać, ściągać, zachęcać, motywować. Oferujemy stypendia dla studentów kierunku lekarskiego oraz pielęgniarsko-położniczego. Dzięki temu mamy już lekarkę, która po stażu w słupeckim szpitalu realizuje u nas rezydenturę, mamy też kolejnych stażystów. Każda taka osoba jest na wagę złota.
Sytuacja pielęgniarek i ratowników medycznych jest nieco lepsza, ale problem nadal istnieje. W tym przypadku mierzymy się z problemami systemowymi: rosnącymi wynagrodzeniami, pozwami sądowymi, koniecznością różnicowania kompetencji i zakresu obowiązków w zależności od kwalifikacji. Pielęgniarki i pielęgniarze kończący studia magisterskie zgodnie z prawem mają otrzymywać wyższe wynagrodzenia, ale pracownicy posiadający niższe wykształcenie protestują i często procesują się, bo wykonują tę samą pracę za mniejsze pieniądze. I szpitale często takie procesy przegrywają. Skoro więc jednym płacimy więcej, musimy też od nich wymagać więcej, inaczej generujemy kolejne konflikty i roszczenia.
Jaką rolę w lokalnym systemie ochrony zdrowia odgrywają poradnie i POZ-y prowadzone przez SP ZOZ?
Odgrywają bardzo ważną rolę. Posiadamy poradnie POZ w Słupcy i Zagórowie, a także poradnie specjalistyczne: ortopedyczną, neurologiczną, pulmonologiczną. Jesteśmy szpitalem bez SOR-u, ale z izbą przyjęć, która funkcjonuje praktycznie jak SOR, a którą obecnie modernizujemy i reorganizujemy, aby była miejscem bezpiecznym i empatycznym, bo to często pierwsze miejsce kontaktu pacjenta ze służbą zdrowia. Oczywiście, wspomniany standard rachunku kosztów pokazuje nam, w jaki sposób kreować politykę finansową i jak te placówki poprowadzić, żeby nie przynosiły strat. To były nasze pierwsze zadania, odkąd zostałem starostą; współpraca z panią dyrektor, która prowadzi słupecką placówkę zdrowotną, pozwoliła nam to realizować. Jesteśmy jedną drużyną realizującą podobną misję, żeby polepszać jakość świadczeń.
Czy zgadza się pan z tezą Związku Powiatów Polskich, że przeciążenie ambulatoryjnej opieki specjalistycznej i nocnej opieki wynika z problemów systemowych POZ?
W dużym stopniu tak, choć w naszym przypadku świąteczna i wieczorna pomoc funkcjonuje dobrze. Ale trzeba podkreślić, że lekarz rodzinny w wielu miejscach przyjmuje tylko do wczesnych godzin popołudniowych, co tworzy lukę czasową w dostępie do świadczeń i kieruje pacjentów do szpitali lub na nocną opiekę, przez co role w systemie się rozmywają, a szpitale przejmują znaczną część obciążeń i kosztów.
Podobne problemy widać podczas stwierdzania zgonu: przestarzałe przepisy przerzuciły obowiązki na powiaty, choć formalnie do godz. 18 w stosunku do swoich pacjentów odpowiada za to lekarz rodzinny. Oczywiście, lekarze rodzinni mogą łatwo wytłumaczyć się tym, że najpierw muszą zabezpieczyć żyjących pacjentów. Większość takich sytuacji mogłaby być obsługiwana przez POZ-y pracujące dłużej i efektywniej, co odciążyłoby szpitale i SOR-y.
Obciążenie systemu zwiększają także pacjenci zgłaszający się po pomoc w sytuacjach niewymagających pilnej interwencji, często traktujący placówki medyczne jako jedyne dostępne miejsce wsparcia. Lekarz rodzinny powinien pozostać pierwszym adresem kontaktu, natomiast izby przyjęć, SOR-y oraz zespoły ratownictwa medycznego są przeznaczone dla stanów zagrożenia życia i zdrowia.
Jak pan ocenia dialog powiatów z Ministerstwem Zdrowia i NFZ? Czy głos samorządów jest realnie słyszalny?
Niestety, nie jest. Mam świadomość, że działania Związku Powiatów Polskich oraz cyklicznie organizowane konwenty starostów są silnym wyrazem opinii i stanowiska samorządów. Czasami jednak jest to wołanie o pomoc, ponieważ nie jesteśmy wysłuchiwani.
Wiele procedur, które do tej pory były wycenione na przyzwoitym poziomie, zostało obniżonych. Obniżane są współczynniki, co prowadzi do sytuacji, w której silniejsze podmioty są w stanie się utrzymać, natomiast słabsze ponoszą kolejne straty. Zdarza się, że słaby proces komunikacji pomiędzy samorządami a NFZ lub Ministerstwem Zdrowia i brak konkretów skutkuje tym, że jednostki samorządu terytorialnego albo same placówki de facto kredytują działania NFZ.
A jak układa się współpraca powiatu z gminami?
Oceniam ją bardzo dobrze. Wspólnie rozwiązujemy problemy, szukamy lekarzy, likwidujemy tzw. białe plamy w ratownictwie. Od 1 lipca 2025 roku uruchomiliśmy podstację zespołu ratownictwa medycznego w Pyzdrach, mimo że administracyjnie miejscowość znajduje się w innym powiecie. Zespół ten zabezpiecza mieszkańców kilku powiatów. Ratownictwo medyczne jest ponad podziałami administracyjnymi.
Na koniec – bezpieczeństwo i obrona cywilna. Czy powiat podejmuje działania w tym zakresie?
Tak, bardzo intensywnie. Realizujemy programy edukacyjne i szkoleniowe w ramach ochrony ludności i obrony cywilnej. Przeszkoliliśmy personel medyczny z zakresu medycyny pola walki, ponad 500 uczniów szkół ponadpodstawowych z pierwszej pomocy, rozwijamy program „pierwszych ratowników” we współpracy ze związkiem OSP, inwestujemy w dostępność defibrylatorów AED. Przeprowadziliśmy także szkolenia z zarządzania kryzysowego dla pracowników starostwa i jednostek podległych. Wspólnie z wieloma instytucjami organizujemy otwarte spotkania edukacyjne dla mieszkańców. Dokonujemy zakupów sprzętu diagnostyczno-terapeutycznego dla szpitala.
10 października ub. roku na terenie powiatu słupeckiego odbyły się pierwsze w Polsce warsztaty i zawody z zakresu bezpieczeństwa, ochrony ludności oraz ratownictwa, skierowane do przedstawicieli samorządów. Zależało mi na tym, aby w roli szefów drużyn wystąpili starostowie, burmistrzowie lub wójtowie, osoby, które formalnie stoją na czele samorządów, by podczas zawodów wykonywać czynności ratownicze wspólnie ze swoimi pracownikami. Chciałem, aby przykład płynął „z góry” od włodarza, który jako lider zespołu pokazuje, jak w praktyce wygląda profesjonalne podejście do bezpieczeństwa. Dzięki temu mógł on później wrócić do swojej jednostki i powiedzieć: tak wygląda prawidłowo wyposażona apteczka pierwszej pomocy, takich zachowań i umiejętności nauczyłem się podczas warsztatów, tak powinno wyglądać skuteczne szkolenie z ratownictwa.
Osobiście zajmuję się tą tematyką od ponad 20 lat, więc moje doświadczenie w tym obszarze jest znaczące. Wydarzenie zostało bardzo wysoko ocenione, dlatego w tym roku chcielibyśmy je powtórzyć tym razem w formule otwartej dla wszystkich powiatów województwa wielkopolskiego.
Czyli były to warsztaty o zasięgu subregionalnym?
Wzięły w nich udział samorządy ze wschodniej Wielkopolski: powiaty koniński, turecki, kolski i wrzesiński, a także gminy z powiatu słupeckiego oraz zaproszone JST. Uczestnicy pracowali na pięciu stacjach – zadaniach symulacyjnych opartych na symulacji medycznej wysokiej wierności. Czteroosobowe drużyny musiały podejmować realne czynności medyczne i ratownicze, reagując na zagrożenie życia i zdrowia osób poszkodowanych.









