Rozmowy Wspólnoty

Potrzebujemy przestrzeni do rozwoju, a nie kolejnych ograniczeń

Granica, energetyka i ochrona przyrody – te trzy kwestie dziś najmocniej wyznaczają przyszłość Gryfina. Jak zachować równowagę między troską o środowisko, bezpieczeństwem energetycznym i rozwojem gospodarczym? O wyzwaniach stojących przed gminą i konieczności zapewnienia samorządom realnej przestrzeni do działania mówi burmistrz Mieczysław Sawaryn.

Pretekstem do naszej rozmowy jest bieżąca sytuacja na granicy polsko-niemieckiej, ale powodów do niej mamy co najmniej trzy: wspomniana sytuacja graniczna, powstanie Parku Narodowego Doliny Dolnej Odry oraz perspektywa zamknięcia Elektrowni Dolnej Odry. Zacznijmy od sytuacji na granicy. Jakie znaczenie dla mieszkańców mają obecne zmiany dotyczące kontroli i ograniczenia ruchu transgranicznego?
W przypadku Gryfina skutki obecnej sytuacji nie są tak silnie odczuwalne, jak w innych gminach nadodrzańskich, choćby w Cedyni czy Chojnie. Przejście graniczne Gryfino-Mescherin nie generuje dużego ruchu turystycznego czy handlowego. Niemcy przyjeżdżają tu rzadziej, zdecydowanie częściej to nasi mieszkańcy jeżdżą do Niemiec na zakupy czy do pracy. Co więcej, wiele osób podkreśla, że ceny artykułów spożywczych w niemieckich marketach są niższe niż w Polsce, co staje się czynnikiem wpływającym negatywnie na lokalny handel detaliczny po naszej stronie Odry. Nie obserwujemy też poważniejszych utrudnień ani korków po wprowadzeniu kontroli. Dla naszego miasta i gminy to zjawisko ma znaczenie marginalne. Oczywiście, są osoby dojeżdżające do pracy w Niemczech, ale nie stanowią istotnego odetka lokalnego rynku pracy.
 

Jak mieszkańcy reagują na obecność cudzoziemców w gminie? Czy wzrost liczby migrantów, również spoza Europy, wpływa na poczucie bezpieczeństwa lokalnej społeczności?

To ważny temat. W Gryfinie obecni są pracownicy z różnych części świata: Filipin, Kolumbii, ale też oczywiście uchodźcy z Ukrainy, zarówno ci wojenni, jak i migranci ekonomiczni. Z mojego doświadczenia wynika, że ich obecność nie generuje problemów społecznych ani zagrożeń dla porządku publicznego. Przeciwnie, wielu z nich, szczególnie z Ukrainy, wtopiło się w lokalny krajobraz, wynajmują mieszkania, posyłają dzieci do naszych żłobków, przedszkoli czy szkół.

Oczywiście pojawiają się pytania, niepokoje – szczególnie związane z osobami o odmiennym kolorze skóry. Ale generalnie nie mieliśmy na naszym terenie żadnego incydentu, który uzasadniałby takie obawy. Pracodawcy bardzo pozytywnie oceniają pracowników z zagranicy, zwłaszcza z Filipin, jako solidnych, zdyscyplinowanych, wracających cyklicznie w ramach kontraktów. Szacuję, że obecnie mamy około 2 tysięcy takich pracowników, co przy populacji rzędu 30 tysięcy jest znaczące. I warto podkreślić, że ten napływ ma znaczenie także dla rynku nieruchomości – rozwinął się segment najmu mieszkań i noclegów pracowniczych.
 

W ubiegłym roku wraz z innymi burmistrzami miast, w których funkcjonują elektrownie węglowe, podpisał pan apel do premiera. Jak wygląda sytuacja związana z planowanym wygaszeniem bloków węglowych elektrowni Dolna Odra?

Rzeczywiście, jako samorządowcy wyraziliśmy zaniepokojenie tempem, w jakim planuje się wygaszanie elektrowni węglowych, nie tylko ze względu na kwestie lokalne, ale i bezpieczeństwo energetyczne kraju. Zapewniano nas, że spotkamy się z premierem, ale z upływem czasu ta perspektywa coraz bardziej się oddalała i ostatecznie do spotkania nie doszło. Nasze stanowisko przedstawiliśmy na Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego.

Z punktu widzenia interesów Polski rezygnacja z węgla bez żadnej rozsądnej alternatywy dotyczącej zaopatrzenia kraju w energię to strzał w stopę. Brakuje jasnej strategii. W naszej elektrowni są dwa bloki gazowe po blisko 700 MW mocy, to inwestycja warta około 5 miliardów złotych, ale gaz to surowiec niestabilny geopolitycznie i kosztowny. Elektrownia gazowa nie zatrudnia też tylu osób co węglowa. Wydaje mi się, że brnięcie w politykę klimatyczną po tym, kiedy ponownie wybrany na prezydenta USA Donald Trump zapowiedział powrót do kopalin i odrzucenie międzynarodowych porozumień klimatycznych, jest błędem. Przecież kopaliny stanowią siłę napędową także energetyki Chin, Indii oraz wielu innych ważnych gospodarczo krajów. Co więcej, energetyka jądrowa, która miała być dla Polski docelowym źródłem stabilnej energii, wyraźnie się opóźnia. Projekt budowy elektrowni w Koninie, realizowany wspólnie przez ZE PAK i PGE, nagle został wstrzymany. Trudno o optymizm, gdy widzimy brak konsekwencji w działaniach rządu.
 

W jaki sposób uda się rozwiązać problem ogrzewania Gryfina, skoro do tej pory miasto korzystało z ciepła wytwarzanego przez Dolną Odrę?

Tak, Gryfino było zasilane w ciepło właśnie z elektrowni. Mamy zapewnienie, że dostawy zostaną utrzymane. Rozpisano też przetarg na budowę nowej ciepłowni, co odbieramy jako pozytywny sygnał. Jednak z nieoficjalnych źródeł docierają do nas informacje o możliwym wniosku PGE do URE o podwyżkę cen ciepła i to drastyczną. To budzi poważny niepokój. Nie chodzi tylko o mieszkańców, ale także o przedsiębiorców. Mamy w Gryfinie duży zakład przemysłowy korzystający z ciepła Dolnej Odry, pralnię, zespół basenów, placówki edukacyjne. Jeśli wzrosną koszty energii, pojawi się ryzyko utraty konkurencyjności i miejsc pracy. Dlatego analizujemy możliwość zbudowania własnej, samorządowej ciepłowni, ale to proces kosztowny i wymagający licznych uzgodnień środowiskowych.
 

Szczególnie, kiedy zostanie utworzony Park Narodowy Doliny Dolnej Odry. Co oznaczałby on dla Gryfina?

To zagadnienie budzi bardzo duże kontrowersje. Około jednej trzeciej terenów, przyległych do gminy Widuchowa, może wejść w ścisłe oddziaływanie projektowanego parku. Z punktu widzenia środowiskowego ochrona przyrody jest ważna. Ale jako samorząd musimy patrzeć na to także przez pryzmat możliwości inwestycyjnych i rozwoju gospodarczego. Mamy 400 hektarów uzbrojonych terenów przemysłowych, z dostępem do rzeki, kolei i świeżo oddanej obwodnicy. Jeśli utworzenie parku lub jego otuliny ograniczy możliwość inwestowania, Gryfino straci swoją szansę na rozwój. Procesy uzgodnień z dyrekcją parku mogą trwać miesiącami, a dla inwestorów liczy się czas.

Właśnie dlatego w trosce o interesy majątkowe rada miejska zobowiązała mnie do zaskarżenia uchwał samorządu gminy Widuchowa, rady powiatu w Gryfinie oraz Sejmiku Województwa Zachodniopomorskiego, które wsparły tworzenie parku. Jesteśmy na etapie konsultacji tego dokumentu z prawnikami. Dodatkowo, Ministerstwo Klimatu i Środowiska nie zgodziło się na zapis w ustawie gwarantujący, że granice parku nie przekroczą obszaru międzyodrza. To rodzi duże ryzyko podejmowania arbitralnych decyzji w przyszłości.
 

Biorąc pod uwagę te wyzwania, jaką przyszłość widzi pan dla gminy? Czy możliwe jest utrzymanie rozwoju, czy raczej możemy być świadkami regresu?

Jestem realistą. W ciągu ostatnich ośmiu lat w ramach restrukturyzacji elektrowni udało się doprowadzić do zastąpienia mocy wytwórczych z węgla i stworzyć bloki gazowe. To krok do przodu, gwarantujący utrzymanie produkcji energii w naszej elektrowni. Ale bez kompleksowej strategii państwa dotyczącej energetyki, bez stabilnych źródeł energii i bez jasnych regulacji dotyczących ochrony środowiska – samorząd nie jest w stanie utrzymać rozwoju. Gryfino potrzebuje inwestycji przemysłowych, bo to one zapewniają miejsca pracy i wpływy podatkowe. Bez nich nastąpi stagnacja demograficzna i odpływ młodych ludzi. Dlatego nam, w Gryfinie, i innym samorządom potrzebna jest przestrzeń do działania, a nie tylko nakładanie kolejnych ograniczeń. Dla energetyki i naszej gminy szansą byłoby przerobienie bloków węglowych na opalane biomasą. Takie rozwiązanie to znakomity bodziec dla przyszłości rolnictwa i innych segmentów przemysłowych, jak np. transportu.
 

Jesteśmy ponad rok i dwa miesiące po wyborach samorządowych. Jak ocenia pan funkcjonowanie gminy w kontekście zmian w finansowaniu JST oraz działań nowego rządu?

W mojej ocenie ostatnie osiem lat to był czas największego rozwoju Gryfina. Zrealizowaliśmy strategiczne inwestycje infrastrukturalne, pozyskaliśmy środki unijne i krajowe, zmodernizowaliśmy wiele kluczowych odcinków dróg. Obecnie widzimy coraz więcej zagrożeń: rosnące koszty, wygaszanie przemysłu, niepewność co do przyszłych dochodów. System finansowania JST nadal nie gwarantuje stabilności, a samorządy są traktowane jako wykonawcy polityki centralnej, bez odpowiednich narzędzi finansowych. Dużym problemem jest niewystarczająca subwencja oświatowa.
 

Wiele razy publicznie wypowiadał się pan – i to pozytywnie – o ograniczeniu liczby kadencji osób pełniących funkcje organów wykonawczych gmin. Czy podtrzymuje pan to stanowisko?

Zawsze byłem zwolennikiem dwukadencyjności. Pełnię funkcję od 2014 roku i zamierzam zakończyć działalność publiczną. Może ja mam łatwiej, bo mogę przejść na emeryturę, ale wielu burmistrzów i wójtów – a szczególnie osoby pełniące funkcję zastępców, skarbników – nie ma takiej możliwości. Zmiana władzy często oznacza dla nich utratę pracy i brak zabezpieczenia, bo znalezienie pracy w gminie, gdzie wydawało się decyzje administracyjne wielu lokalnym podmiotom, jest praktycznie wykluczone. Dlatego państwo powinno uregulować status zawodowy wysokich rangą samorządowców, tak jak robi to w spółkach Skarbu Państwa. Odpowiedzialność burmistrzów jest ogromna, wprawdzie decyzje podejmujemy w oparciu o opinie prawne, ale to my ponosimy ich konsekwencje. I to powinno być dostrzeżone przez ustawodawcę. Nie może być tak, że pozyskujemy na stanowiska wiceburmistrzów i skarbników pracowników o bardzo wysokich kwalifikacjach, a po wyborach na skutek zmiany burmistrza tracą oni pracę bez stosownego zabezpieczenia pozwalającego utrzymać rodzinę. Dół formularza

Aby zapewnić prawidłowe działanie i wygląd niniejszego serwisu oraz aby go stale ulepszać, stosujemy takie technologie jak pliki cookie oraz usługi firm Adobe oraz Google. Ponieważ cenimy Twoją prywatność, prosimy o zgodę na wykorzystanie tych technologii.

Zgoda na wszystkie
Zgoda na wybrane