Rozmowy Wspólnoty

Potrzebujemy efektywnego systemu finansowania, a nie doraźnych programów

Po latach niestabilności i uzależnienia od rządowych programów samorządy wiejskie oczekują kompleksowych rozwiązań. – Rezerwy i jednorazowe dotacje nie zastąpią trwałego modelu finansowania – podkreśla Stanisław Jastrzębski, przewodniczący Związku Gmin Wiejskich RP, wójt gminy Długosiodło. Mówi o zróżnicowanej kondycji gmin, kończących się środkach z Polskiego Ładu i konieczności wydłużenia czasu wykorzystania funduszy z KPO.

Jak pan ocenia obecną sytuację finansową gmin w Polsce? Czy można mówić o stabilizacji po kilku trudnych latach?

Sytuacja każdy gminy wygląda nieco inaczej. Oczywiście, nowa ustawa o dochodach JST została przez nas poparta pod warunkiem, że wspólnie z Ministerstwem Finansów będziemy monitorować i analizować sposób jej wdrażania. Dziś mamy już pewną wiedzę, choć pełniejsza ocena będzie możliwa dopiero pod koniec roku i wtedy zobaczymy pełny obraz tego, jak wygląda realizacja finansowania i sytuacja gmin wiejskich. Zakładamy, że rząd dotrzyma warunków porozumienia i udostępni nam dane, którymi dysponuje Ministerstwo Finansów. Wówczas, zgodnie ze stanowiskiem wszystkich korporacji samorządowych, usiądziemy wspólnie i wyciągniemy wnioski co do koniecznych zmian.

Na dziś sytuacja jest bardzo zróżnicowana. Gminy bogatsze, dysponujące większymi dochodami własnymi, przechodzą przez ten okres w miarę spokojnie, ale takich jednostek w naszej korporacji jest niewiele. Większość stanowią gminy biedniejsze i średniozamożne. Obecnie dochody samorządów opierają się głównie na udziale w podatkach PIT i CIT. Tymczasem w wielu gminach obserwujemy spadek liczby mieszkańców, bo starsze pokolenia odchodzą, a młodsi wyjeżdżają. W takiej sytuacji trudno oczekiwać wzrostu dochodów, szczególnie z tych podatków.
 

Czy w tej sytuacji wyludniające się gminy mają zapewnione jakieś zabezpieczenia?

W każdym budżecie minister finansów zabezpiecza rezerwę na potrzeby samorządów. Na 2026 rok wynosi ona 2,15 mld zł, z czego część pozostaje w dyspozycji ministra finansów, natomiast 1,8 miliarda przeznaczono do rozdysponowania przez organizacje samorządowe. To właśnie one zdecydują, na co te środki zostaną przeznaczone. Z moich informacji wynika, że wiele gmin wiejskich, przygotowując budżety na 2026 rok, otrzymało jedynie symboliczne zwiększenie środków o 1–2 proc., a wiele o mniej niż wynosi poziom inflacji. Dotyczy to zwłaszcza tych najbiedniejszych, ale również powiatów i miast na prawach powiatu. Dlatego proponujemy, aby około 550 mln zł z tej rezerwy przeznaczyć na wsparcie samorządów, które otrzymały zwiększenie budżetu poniżej 4 proc. To na razie ogólny pomysł, ale ważne jest, aby podjąć inicjatywę i nie pozostawić tych samorządów samym sobie.
 

Kończą się właśnie rządowe programy wsparcia, jak Polski Ład, które były chwalone przez gminy wiejskie. Czy środki z KPO, o które w poprzednich latach zabiegano bardzo intensywnie, są w stanie zastąpić programy rządowe i w jakim stopniu?

Środki z Polskiego Ładu były najłatwiejsze do pozyskania. Niestety, wiele wniosków składano bez pełnej dokumentacji i projektów, dlatego część gmin do dziś nie wykorzystała przyznanych pieniędzy z przyczyn proceduralnych. Trzeba przecież przygotować dokumentację projektową, uzyskać pozwolenia, uregulować kwestie własnościowe i dopiero wtedy ogłosić przetarg. Myślę, że rok 2026 będzie już końcówką realizacji tych inwestycji. Nie narzekajmy więc, dopóki nie wydamy wszystkich pieniędzy z Polskiego Ładu. Faktem jest, że poprzedni rząd stworzył ten program, ale nie zabezpieczył na niego odpowiednich funduszy. Dziś finansowanie tych projektów pochodzi z budżetu obecnego rządu. Częściowo sytuacja wygląda nawet lepiej, bo dzięki przychylności Ministerstwa Finansów udało nam się pozyskać dodatkowo ponad 200 mln zł na drogi lokalne. Te środki trafiły już do wojewodów i następnie do tych gmin z list rezerwowych, które wcześniej nie otrzymały dofinansowania.

Druga ważna kwestia to pieniądze z KPO. Dzięki wsparciu Ministerstwa Rolnictwa oraz Ministerstwa Funduszy udało się wygospodarować ponad 2 mld zł dodatkowych środków na gospodarkę wodno-kanalizacyjną. Marszałkowie województw przeprowadzili nabory w pierwszej połowie roku, jednak rozdysponowali tylko tyle pieniędzy, ile mieli w swoich budżetach. Teraz pojawiły się kolejne środki, przykładowo, na Mazowszu jest jeszcze ponad 110 mln zł do wykorzystania. Trafią one do gmin z list rezerwowych.
 

Pieniądze z KPO mają ograniczony horyzont czasowy. Czy gminom uda się je wykorzystać?

Rzeczywiście, czas na ich wykorzystanie jest zbyt krótki, bo zgodnie z obowiązującymi zasadami projekty muszą być zakończone do końca roku. To jest po prostu nierealne. Najpierw trzeba było ogłosić przetargi, a gdy środki pojawiły się w całym kraju jednocześnie, to liczba firm zdolnych do wykonania prac okazała się za mała. Już pół roku temu wnioskowaliśmy o przedłużenie terminu realizacji. Wiemy, że wymaga to zgody Komisji Europejskiej, ale prace w tym zakresie idą w dobrym kierunku. Idealnym rozwiązaniem byłoby wydłużenie okresu wykorzystania środków przynajmniej do października przyszłego roku. Procedury przetargowe są czasochłonne, ponieważ trzeba sprawdzić oferty, wyłonić wykonawców, rozpocząć roboty. A są to w większości prace ziemne, których nie da się prowadzić przy niskich temperaturach. Dlatego w naszym wspólnym, narodowym interesie jest maksymalne przesunięcie terminów, aby samorządy mogły w pełni wykorzystać te fundusze. Zapewniam, że my, samorządowcy, zrobimy wszystko, aby tak się stało.
 

Finanse i inwestycje to jedno, ale gminy wiejskie mają też problemy w innych obszarach, dotyczących granic, oświaty czy gospodarki odpadami. Jak sobie z tym radzą i w jakim zakresie potrzebna jest pomoc albo zmiany przepisów?

Wśród wielu problemów dotykających samorządy wiejskie coraz większe zaniepokojenie budzi problem zmian granic. Uważam, że musimy wspólnie z miastami wypracować cywilizowany sposób rozwiązywania tych sporów. Nie przystoi, aby w XXI wieku bogate miasta anektowały część terytoriów gmin wiejskich. Trzeba podkreślić, że najczęściej chodzi o tereny dobrze zurbanizowane, gdzie mieszkańcy miast kupili działki, wybudowali domy, a do pracy nadal dojeżdżają do miasta. W efekcie gminy wiejskie tracą mieszkańców i dochody z PIT oraz CIT. Ten problem trzeba rozwiązać w sposób systemowy. Świat zna takie rozwiązania. W Paryżu metro przejeżdża przez granice kilku samodzielnych gmin, a podróżujący nim tych granic nie zauważają. Dlatego zachęcam kolegów z korporacji samorządowych i Związku Miast Polskich, aby wspólnie pracować nad uregulowaniem zasad dotyczących zmian granic, w duchu współpracy, a nie jednostronnych decyzji. Zabieranie terenów bez porozumienia nigdy nie będzie właściwym rozwiązaniem.

W warunkach kryzysu demograficznego największym problemem finansowym i organizacyjnych pozostaje oświata. Są już gminy, w których w ciągu roku rodzi się jedno lub dwoje dzieci. To pociąga za sobą konsekwencje dla żłobków, przedszkoli i szkół. Nasza propozycja jest prosta: to samorząd lokalny, wybrana przez mieszkańców rada, powinna decydować o sieci szkół, oczywiście w uzgodnieniu z kuratorem oświaty. W małych placówkach, gdzie uczy się niewiele dzieci, trudno zapewnić odpowiednie warunki do nauki i rozwoju. Nam nie zależy na zamykaniu szkół i nie chcemy sprzedawać ani likwidować obiektów oświatowych. Chcemy zapewnić dzieciom właściwe warunki, a wolne obiekty wykorzystać na lokalne centra życia społecznego, czyli na domy środowiskowe, świetlice, miejsca integracji starszych mieszkańców. Bo drugim, równie istotnym wyzwaniem gmin wiejskich jest szybkie starzenie się społeczeństwa, co rodzi konieczność zwiększenia troski i wsparcia ze strony samorządów.
 

Przed nami XXI Kongres Gmin Wiejskich. Jakie kluczowe zagadnienia i zadania dla gmin i związku będą podczas niego podnoszone?

Kongres odbywa się 18 i 19 listopada w hotelu Warszawianka. Pierwszy dzień to podsumowanie 35 lat samorządności na obszarach wiejskich. Dorobek jest ogromny – zarówno rządów, jak i samorządowców, którzy musieli sobie radzić z brakiem pieniędzy i rosnącymi potrzebami mieszkańców. Ten dzień to podsumowanie osiągnięć, wręczenie wyróżnień i uroczysta kolacja z koncertem. Drugi dzień poświęcamy przyszłości samorządu. 35 lat to szmat czasu, dużo się zmieniło, potrzeby mieszkańców się zmieniają, musimy przygotowywać się na kolejne dekady. Największe wyzwania, przed którymi stoimy, to zapaść demograficzna, starzenie się obywateli, brak rąk do pracy w wielu rejonach.
 

W jakiej kondycji jest Związek Gmin Wiejskich RP, któremu pan przewodzi, co udało się osiągnąć od początku działania nowego rządu, a czego nie?

Dwa lata pokazały, że ZGWRP jest największą korporacją samorządową w kraju. Zrzesza blisko 800 gmin i działa na rzecz wszystkich gmin wiejskich i miejsko-wiejskich. Do sukcesów mogę zaliczyć pozyskanie ponad 200 mln zł dodatkowych środków na drogi wiejskie, w ubiegłym roku zabezpieczenie środków w tzw. kroplówce, które znacznie poprawiły sytuację wielu gmin. Skutecznie staramy się, aby wynegocjować warunki do pełnego wykorzystania środków z KPO, co uznajemy za obowiązek, bo niewykorzystane pieniądze przepadną. Obecnie współpraca z Ministerstwem Finansów jest lepsza, ale zdecydowanie trudniejsza jest współpraca z Ministerstwem Edukacji Narodowej. Ten resort obawia się, że oddanie decyzji o sieci szkół gminom wywoła proces likwidacji placówek. Nie chce zrozumieć, że samorządy stoją na stanowisku, że nadrzędne jest dobro dziecka.
 

Jakie zadania stoją przed związkiem na kolejne lata?

Chcemy ustabilizować sytuację finansową gmin, aby budżety były przewidywalne. W zakresie oświaty musimy zapewnić właściwy poziom edukacji i finansowania od żłobków i przedszkoli po szkoły. Związek będzie podejmował współpracę z gminami na rzecz rozwiązań demograficznych i opieki dla starzejących się mieszkańców. Marzymy o możliwości wykorzystywania OZE na wsi, bo to jest nasza, jako społeczeństwa, przyszłość i źródło oszczędności. Wszystkie potrzeby mieszkańców powinny być naszym zobowiązaniem i musimy dążyć do racjonalnej ich realizacji.

Tematem niezwykle ważnym dla przyszłości samorządności jest sprawa dwukadencyjności. I tu pozwolę sobie na osobistą refleksję – debata na ten temat budzi mój wielki niepokój. Budzi także niepokój wielu samorządowców. Według polskiego prawa tylko prawomocny wyrok polskiego sądu może obywatela pozbawić czynnego i biernego prawa wyborczego. Nie ma innej zgodnej z prawem drogi. Dziś o tym zapominamy. Proponowane rozwiązania przypominają najczarniejsze czasy polskiego stalinizmu. Ale wówczas nawet w sfingowanych procesach władza dążyła do tego, aby zapadł wyrok. Dziś bez sądu, bez prawomocnego wyroku, pozbawia się obywateli prawa wyborczego. Samorządowców pozbawia się prawa do kandydowania, a mieszkańców czynnego prawa wyborczego. Czy tak ma wyglądać przyszłość państwa prawa i polskiej samorządności?

Aby zapewnić prawidłowe działanie i wygląd niniejszego serwisu oraz aby go stale ulepszać, stosujemy takie technologie jak pliki cookie oraz usługi firm Adobe oraz Google. Ponieważ cenimy Twoją prywatność, prosimy o zgodę na wykorzystanie tych technologii.

Zgoda na wszystkie
Zgoda na wybrane