Rozmowy Wspólnoty

Ponad 30 tysięcy mieszkańców i ambicje, aby pozostać zieloną wyspą

Fot. UM Brwinów

Brwinów należy do nielicznego grona gmin w Polsce, które zamiast problemu z depopulacją mierzą się z wyzwaniami wynikającymi z dynamicznego wzrostu liczby mieszkańców. To oznacza konieczność ponoszenia ogromnych nakładów na rozbudowę oraz budowę nowych szkół, przedszkoli i infrastruktury technicznej. Jednocześnie oczekiwania mieszkańców rosną – domagają się coraz bogatszej oferty kulturalnej oraz rekreacyjno-sportowej. Jak umiejętnie odpowiadać na te potrzeby, mówi Arkadiusz Kosiński, burmistrz Brwinowa.

Brwinów to miejscowość podwarszawska. Na ile dziś jest sypialnią Warszawy, a na ile funkcjonuje bardziej jako samodzielny ośrodek?

To trudne pytanie, bo nasza sytuacja jest złożona. Lwia część mieszkańców wciąż pracuje w Warszawie i traktuje Brwinów oraz okoliczne sołectwa jako swoje miejsce zamieszkania. Część z tych osób szybko się asymiluje i angażuje w sprawy gminy, ale niektórzy rzeczywiście traktują ją jak sypialnię. Jednocześnie mamy coraz większą liczbę mieszkańców pracujących lokalnie w strefach przemysłowo-usługowych. W ostatnich kilkunastu latach powstały i rozrosły się one w rejonie autostrady A2, szczególnie przy węźle A2 Pruszków, m.in. w przemysłowej części Brwinowa, Mosznie i Koszajcu. Dziś pracuje tam kilkanaście tysięcy osób. W efekcie część mieszkańców gminy zamiast do Warszawy dojeżdża do pracy kilka kilometrów od Brwinowa.
 

Jest pan burmistrzem od 2010 roku. Jak w tym czasie zmieniła się gmina?

Kiedy obejmowałem urząd, było zameldowanych ok. 22 tys. osób. Dziś mamy ich ponad 27 tysięcy, a według danych GUS i naszych szacunków przekroczyliśmy już 30 tys. mieszkańców. Co ważne, część nowych mieszkańców nie pojawia się od razu w ewidencjach. Często kupują mieszkania na osiedlach albo działki budowlane i budują domy, później wprowadzają się, ale formalnie ujawniają się dopiero, gdy trzeba zapisać dziecko do przedszkola, gdzie liczą się preferencje, np. dodatkowe punkty za rozliczanie PIT z tytułu zamieszkania w gminie.
 

Skąd ten wzrost? Jest skutkiem migracji czy suburbanizacji?

Jedno i drugie. Z jednej strony to wynik migracji wewnętrznych w Polsce, w dużej mierze związanych ze zjawiskami depopulacyjnymi w innych regionach. Z drugiej strony to efekt suburbanizacji, bo część mieszkańców Warszawy wyprowadza się poza miasto, szukając innych warunków życia.
 

Które elementy infrastruktury najsilniej odczuły tak dynamiczne tempo wzrostu liczby mieszkańców?

Oświata oraz wodociągi i kanalizacja. W ciągu 15 lat wybudowaliśmy trzy przedszkola, rozbudowaliśmy trzy szkoły, a obecnie budujemy nową szkołę w Parzniewie – w miejscowości, gdzie jeszcze niedawno było 400 mieszkańców, a dzisiaj jest około 2500. Inwestując w oświatę cały czas staramy się uniknąć trzyzmianowości nauki. Choćby szkoła wybudowana w Otrębusach – początkowo miała niespełna 300 dzieci, dziś ma ponad 500. Gdybyśmy w swoim czasie jej nie rozbudowali, dzisiaj zajęcia trwałyby tam do godz. 19.30. Podobnie to wyglądało w innych placówkach. Szkoła w Parzniewie ma odciążyć brwinowską SP 2 oraz pozostałe placówki, aby uniknąć ich przepełnienia. Oczywiście, zauważamy, że zarysowuje się niż demograficzny w urodzeniach, ale fala dzieci musi przejść przez system. Szacuję, że w naszym przypadku spadek nie będzie większy niż 10 proc. Dlatego też kupiliśmy nieruchomość w centrum Brwinowa i projektujemy na niej żłobek, a w tym roku zlecimy projekt rozbudowy kolejnej szkoły, aby zabezpieczyć jak najlepsze warunki nauki dla dzieci.

W zakresie infrastruktury wodno-kanalizacyjnej w 2013 roku rozbudowaliśmy stacje uzdatniania wody w Brwinowie i Parzniewie, a produkcję w nich zwiększyliśmy ze 118 do 240 m sześc. na godzinę. Minęło kilkanaście lat, przybyło nam mieszkańców i ostatnio w okresach suszy, gdy mieszkańcy intensywnie podlewali ogródki, zaczęło brakować wody na końcówkach sieci oraz na wyżej położonych terenach i wyższych piętrach. Dlatego w ostatnich 3–4 latach szukaliśmy wody – wykonaliśmy kilka odwiertów i znaleźliśmy odpowiednie złoża. Obecnie kończymy projekt budowy nowej stacji uzdatniania wody w Owczarni i liczę, że jesienią rozpoczniemy jej budowę, aby w przyszłym roku ją uruchomić. Równolegle projektujemy już rozbudowę stacji w Parzniewie.
 

A infrastruktura drogowa? Jak gmina odpowiada na wzrost ruchu i urbanizację?

W tym przypadku kluczowa jest metodyka. Jestem inżynierem, więc staram się działać systemowo, a nie według klucza zaspokajania najpierw tych, którzy najgłośniej upominają się o swoją drogę. Najpierw budowaliśmy drogi szkieletowe (kluczowe), potem boczne (osiedlowe). To początkowo było trudne do wytłumaczenia, ale w praktyce się sprawdziło i nie budzi już większych emocji. W efekcie rocznie kompleksowo przebudowujemy i rozbudowujemy 7–8 dróg i ulic. Dużo środków wydaliśmy też na utwardzanie dróg gruntowych na nowych osiedlach, które powstały na dawnych polach. Tutaj stosowaliśmy tańszą technologię: destrukt bitumiczny na podbudowie z kruszywa betonowego z utrwaleniem emulsją asfaltową. Kiedy obejmowałem urząd, wczesną wiosną telefony się urywały – z powodu bardzo złego stanu rozmokniętych dróg mieszkańcy nie byli w stanie dojechać do swoich posesji, często topiąc w błocie swoje samochody. W ostatnich kilku latach utwardziliśmy ponad 300 odcinków dróg i ulic, w efekcie w ubiegłym roku nie mieliśmy już ani jednej skargi dotyczącej problemów w dojazdem do posesji. Oczywiście, są jeszcze drogi w gorszym stanie, ale zakładam, że potrzebujemy 2–3 lat, aby doprowadzić cały układ do dobrego stanu. Równolegle projektujemy trzeci etap wschodniej obwodnicy Brwinowa. W lutym otrzymaliśmy dofinansowanie z Rządowego Funduszu Dróg Lokalnych na pierwszy etap, w tym roku złożymy wniosek na etap drugi, a w kolejnym na trzeci. To konieczna inwestycja, bo bez niej ruch będzie się kumulował w centrum miasta.
 

Wiele gmin metropolitalnych zmaga się z chaosem przestrzennym. Jak Brwinów próbuje go uniknąć?

Fundament to plany miejscowe, konsekwentnie staramy się je uchwalać. Chcemy utrzymać charakter zielonej gminy i ograniczać rozlewanie się zabudowy. Mamy kilka skupisk zabudowy wielorodzinnej, która powstała albo w czasach PRL, albo w okresie, gdy brak planów miejscowych wymuszał decyzje o warunkach zabudowy w sąsiedztwie istniejącej zabudowy wielorodzinnej. To podejście stopniowo się kończy. Nietypowo na tle innych gmin, bo ze względu na presję oświatową i infrastrukturalną, staraliśmy się wyhamować tempo urbanizacji. Niemal 10 lat temu wprowadziliśmy zasadę wpisywania do decyzji WZ i planów miejscowych wymogu dwóch miejsc parkingowych na każdy lokal. To realnie ogranicza intensywność zabudowy, bo wymóg zapewnienia miejsc parkingowych konkuruje z powierzchnią działki przeznaczonej do zamieszkania. Przykładowo, jeden z działających u nas deweloperów planował budynek na 22 lokale, ale z powodu tego wymogu zrealizował tylko 15. Ktoś powie, że to hamowanie budownictwa, bo mniej rodzin się wprowadzi. Tak, ale ograniczamy w ten sposób późniejszy problem parkingowy. W rezultacie ciężar parkowania przenosi się z przestrzeni publicznej na prywatne nieruchomości.
 

Wzrost liczby ludności oznacza większe potrzeby, ale też większe dochody. Czy poprawia się w ten sposób kondycja finansowa gminy?

Poprawia, ale wraz z poprawą rosną wskaźniki i automatycznie rośnie obciążenie mechanizmem wyrównawczym, kiedyś nazywanym janosikowym, a dziś „korektą dochodów z tytułu zamożności”. W 2026 roku korekta dla naszej gminy wyniesie ponad 14,5 mln zł, co oznacza, że dziennie zabiera się nam prawie 40 tys. zł. Jeśli spojrzeć na mieszkańców w wieku produkcyjnym, a więc tych, którzy generują wpływy z PIT, statystycznie każdy z nich rocznie płaci swoisty haracz w wysokości 834 zł. W praktyce wygląda to jak kara. Mechanizm ten przy rosnących potrzebach infrastrukturalnych jest dotkliwy. Przykładowo, budowa szkoły w Parzniewie wraz z wyposażeniem będzie nas kosztowała ok. 75 mln zł, a mimo rosnących dochodów na tę budowę musimy wziąć kredyty w wysokości 37 mln zł. Gdyby nie mechanizm wyrównawczy to bylibyśmy w stanie tę inwestycję zrealizować w całości ze środków własnych.
 

Przykłady dużych miast pokazują, że ludzie korzystają z infrastruktury metropolii, ale PIT rozliczają poza miastem. Jak to wygląda z perspektywy Brwinowa? Ile PIT-u ucieka wam do Warszawy?

Dokładnie nikt tego nie policzy. Warszawa zachęca mieszkańców systemem zniżek na transport publiczny i inne usługi poprzez kartę mieszkańca. Mamy więc osoby, które mieszkają w Brwinowie, dojeżdżają pociągiem do Warszawy, ale korzystają z biletu warszawskiego, bo to im się opłaca. Dopiero gdy pojawiają się dzieci i trzeba je zapisać do przedszkola, gdzie liczą się punkty za zamieszkanie i rozliczenie PIT, widzimy zmianę w formalnych rozliczeniach. Drugim bodźcem jest nasza polityka lokalna. Trzynaście lat temu uruchomiliśmy komunikację autobusową, która z czasem urosła do 12 linii. Dziś obsługę przejęły Grodziskie Przewozy Autobusowe, ale wprowadziliśmy zasadę, że posiadacze karty mieszkańca mają tańsze bilety, a dzieci i młodzież ucząca się oraz studenci do 26. roku życia mogą korzystać z przejazdów bezpłatnie. Autobusy dowożą pasażerów do przystanków WKD i Kolei Mazowieckich (Brwinów, Parzniew, Pruszków). To zachęca do wykazywania zamieszkania w gminie, bo każdej osobie daje oszczędności rzędu kilkudziesięciu złotych miesięcznie. W przyszłości planujemy kolejne zachęty: po wybudowaniu sali kameralnej (perspektywa 2–3 lat) wprowadzimy zniżki dla posiadaczy karty mieszkańca na biletowane wydarzenia kulturalne, aby promować rozliczanie PIT w naszej gminie. 
 

W strefach przemysłowych pracuje wielu cudzoziemców. Czy rodzi to napięcia społeczne?

Mam w tym zakresie doświadczenie, bo w pierwszych latach mojego urzędowania działał u nas ośrodek dla uchodźców, głównie pochodzenia czeczeńskiego. Najpierw byli to uchodźcy polityczni, później też ekonomiczni. To był trudny czas, bo w jednym miejscu przebywało w szczytowym okresie blisko 200 osób, a w takich warunkach trudno mówić o asymilacji. Zauważyłem wówczas wyraźny mechanizm: kiedy w klasie szkolnej było dwoje, troje dzieci cudzoziemskich, integrowały się świetnie z polskimi rówieśnikami, szybko uczyły języka i wchodziły w grupę. Gdy liczba wzrosła do sześciorga, ośmiorga, asymilacja osłabła: dzieci zaczęły trzymać się razem w swoich grupach na lekcjach, przerwach i po szkole. Dziś sytuacja jest inna: mamy dużą grupę cudzoziemców przede wszystkim z Ukrainy, ale też z krajów azjatyckich i afrykańskich, ale są rozproszeni mieszkaniowo i dobrze się integrują, uczą się języka polskiego, przyswajają nasze zwyczaje, pracują – funkcjonują normalnie. Miałem nawet przyjemność nagrodzić w ubiegłym roku taką uczennicę z jednej z naszych szkół za znakomite wyniki w nauce. Warto też jasno powiedzieć: bez cudzoziemców wiele branż miałoby problem z obsadą stanowisk pracy. Dotyczy to zarówno rolnictwa, usług, jak i handlu.
 

Jak powinien wyglądać optymalny rozwój Brwinowa? Czy gmina powinna dalej rosnąć, czy próbować stabilizować liczbę mieszkańców?

Procesów migracyjnych nie zatrzymamy. W Polsce wiele gmin traci ludzi, natomiast gminy w aglomeracjach dużych miast przez najbliższe kilkanaście lat będą przyciągać mieszkańców zarówno tych, którzy wyprowadzają się z Warszawy, jak i tych, którzy przyjadą z innych regionów, szukając lepszego życia. Wyzwanie strategiczne polega na tym, żeby panować nad tymi procesami urbanistycznie i nie utracić tożsamości Brwinowa jako zielonej wyspy, żeby nie zamienić się w ciąg osiedli i dachów. Brwinów w większości jest zielony, a lwia część gminy pozostanie rolnicza. Wynika to z warunków planu ogólnego oraz z faktu, że mamy dobre klasy ziem (II i III), które powinny być chronione.

Równolegle musimy rozwijać infrastrukturę społeczną i podnosić jakość życia mieszkańców. Budowa nowoczesnych przedszkoli i szkół to jedno, ale potrzebne są też miejsca kultury i rekreacji. Stąd plan budowy sali kameralnej przy ośrodku kultury, świetlice wiejskie, wybudowany 3 lata temu ogród botaniczny, zagospodarowane parki, a w najbliższych dwóch latach chcemy wybudować strefę rekreacji z odkrytym basenem letnim. W dalszej perspektywie widzę konieczność zaprojektowania i budowy krytej pływalni. Jesteśmy ponad 30-tysięczną społecznością, a to jest skala, przy której takie zadanie zaczyna mieć swoje uzasadnienie. Mamy już zabezpieczony grunt o powierzchni ponad 1,5 ha w centrum miasta – blisko dwóch szkół.

Ta strona korzysta z plików cookie, aby zapewnić najlepszą jakość korzystania z naszej witryny.

Zgoda na wszystkie
Zgoda na wybrane