O sprawie pierwsze poinformowało Radio Gdańsk. Aleksandra Kosiorek przekazała rozgłośni, że śruby były poluzowane w dwóch tylnych kołach jej prywatnego samochodu. Podczas podróży jedno z kół odpadło. W pojeździe nie było wówczas prezydent Gdyni – jechali nim jej mąż oraz trójka dzieci. Rodzina wcześniej pokonała samochodem ponad 120 kilometrów, w tym autostradą. Do odpadnięcia koła doszło na szczęście w chwili, gdy auto nie poruszało się już z dużą prędkością.
Z relacji Kosiorek wynika, że pierwsze niepokojące sygnały pojawiły się kilka dni wcześniej. Już w czwartek jej mąż miał słyszeć dobiegający z samochodu nietypowy dźwięk, ale początkowo przypuszczał, że jego przyczyna jest inna. Dopiero po niedzielnym zdarzeniu okazało się, że problem dotyczył mocowania kół.
Więcej szczegółów przekazał TVN24 rzecznik Urzędu Miasta Gdyni Tomasz Złotoś. Według jego relacji podczas powrotu z weekendowego wyjazdu, w rejonie Borzechowa, kierowca usłyszał nasilające się hałasy. Zaczął hamować i wówczas odpadło lewe tylne koło. Po zatrzymaniu samochodu okazało się, że poluzowane jest również drugie tylne koło.
Aleksandra Kosiorek zawiadomiła policję. Komenda Miejska Policji w Gdyni potwierdziła, że zgłoszenie dotyczy narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Policjanci rozpoczęli zabezpieczanie i gromadzenie materiału dowodowego, który następnie przekazano Prokuraturze Rejonowej w Gdyni.
Jak przekazała TVN24 prokurator Wioleta Noch z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, wszczęto śledztwo w kierunku narażenia zdrowia i życia. Przesłuchani zostali m.in. Aleksandra Kosiorek, jej mąż oraz pracownicy serwisu samochodowego. Prokuratura podkreśla przy tym, że na obecnym etapie nie kwalifikuje zdarzeniajako zamachu. Śledczy próbują ustalić, czy za poluzowaniem śrub stała osoba trzecia, a jeśli tak – kto i dlaczego to zrobił.
Portal „Zawsze Pomorze”, powołując się na Prokuraturę Okręgową w Gdańsku, podał, że postępowanie przygotowawcze prowadzone jest z art. 160 § 1 kodeksu karnego. Przepis dotyczy narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Za taki czyn grozi do trzech lat pozbawienia wolności. Według informacji portalu na środowe popołudnie biegły, który miałby rozstrzygnąć, czy śruby mogły poluzować się bez ingerencji człowieka, nie został jeszcze formalnie powołany.
Sprawa jest traktowana poważnie także dlatego, że – jak poinformowała sama Aleksandra Kosiorek – wcześniej dostawała pogróżki. W rozmowie z Radiem Gdańsk powiedziała, że policja zaproponowała jej ochronę. Prezydentka nie wskazała publicznie żadnej konkretnej osoby, która mogłaby odpowiadać za zdarzenie. Podkreśliła, że nie chce nikogo bezpodstawnie oskarżać i oczekuje na ustalenia organów ścigania. W rozmowie z Onetem Kosiorek przyznała natomiast, że ma swoje podejrzenia, ale nie zamierza przedstawiać ich w mediach. Portal podał również, że prezydentka otrzymuje hejt i groźby nie tylko w internecie, lecz także na prywatny telefon. Dotychczas nie składała jednak w tych sprawach osobnych zawiadomień.
Wsparcie dla prezydent Gdyni wyraziły prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz oraz prezydent Sopotu Magdalena Czarzyńska-Jachim. Dulkiewicz podkreśliła, że nie może być zgody na przemoc, zastraszanie ani działania stwarzające zagrożenie dla życia i zdrowia.








