Rozmowy Wspólnoty

Polityka krajowa zbyt mocno oddziałuje na samorząd lokalny

Rozmawia: Janusz Król

21.03.2020

Nasze projekty poprawy infrastruktury drogowej zyskały znakomitą opinię, dały nam wysoką pozycję w rankingu i nagle z niewiadomych przyczyn spadamy z listy rankingowej i tracimy fundusze, bo premier zdecydował inaczej. Uznaniowość i klucz partyjny idą w Polsce za daleko – mówi Jacek Wiśniewski, prezydent Mielca.

Wszedł pan do mieleckiej polityki w bardzo trudnej sytuacji. Czy udało się panu przezwyciężyć traumę mieszkańców po śmierci prezydenta Daniela Kozdęby?

To dla mnie trudna sprawa, bo niedawno, 28 lutego, minęła druga rocznica śmierci Daniela. Znaliśmy się bardzo dobrze, wielokrotnie rozmawialiśmy o sprawach Mielca, ale i prywatnych. Daniel opowiadał, co chciał zrobić w Mielcu, jakie miał plany, pomysły. Każdy jego krok był przemyślany, był wizjonerem. Mieszkańcy również pamiętają. Wspominają Daniela dobrze, bo miał ogromną wiedzę na temat miasta i potrafił z niej korzystać. Pomagało mu w tym duże doświadczenie w polityce samorządowej, bo przed objęciem funkcji prezydenta działał w radzie powiatu, pracował w administracji samorządowej w Rzeszowie. Miał wiele planów, których nie było mu dane zrealizować. 

 

Wygrał pan wybory jesienią 2018 z Fryderykiem Kapinosem, zastępcą prezydenta Kozdęby, komisarzem namaszczonym przez premiera Morawieckiego i członkiem PiS-u na Podkarpaciu. To duży sukces. Czemu go pan zawdzięcza?

Porównując dwie kampanie wyborcze, tę Daniela, kiedy startował mając za przeciwnika doświadczonego polityka, wieloletniego prezydenta miasta Janusza Chodorowskiego, i tę moją, kiedy niedługo po jego śmierci również jako młody człowiek, bo byliśmy prawie w jednym wieku, stawiłem czoła doświadczonemu Fryderykowi Kapinosowi, muszę powiedzieć, że mieszkańcy Mielca chcieli mieć w ratuszu kogoś młodego, kto kontynuowałby program zmarłego prezydenta. Choć oczywiście Daniel i ja to dwie różne osobowości. Moja kampania była bardzo krótka, ale intensywna. Udało mi się zgromadzić oddaną i bardzo kompetentną grupę ludzi, którzy mi pomagali, pracowali bardzo ciężko i wierzyli w sukces. To było bardzo ważne, bo wielu ludzi na starcie kampanii patrzyło na mój start z niedowierzaniem. Odbyliśmy mnóstwo spotkań, dotarliśmy z naszym programem do bardzo wielu ludzi i tym udało się nam ich przekonać.

 

Obejmując stanowisko nie miał pan doświadczenia samorządowego, a natychmiast stanął pan przed poważnym zadaniem: stworzeniem nowej strategii rozwoju (obecna była do roku 2020) oraz organizacją tegorocznych obchodów jubileuszu 550-lecia miasta. Jak przebiegają prace nad nową strategią?

Począwszy od 19 listopada 2018 roku stale się uczę i poznaję samorząd, szczególnie pod względem prawa, przepisów regulujących funkcjonowanie miasta i jego organów samorządowych. To dla mnie nowe rzeczy. Natomiast, gdy idzie o kwestie organizacyjne i kierowanie ludźmi, mam spore doświadczenie. Życie zawodowe zaczynałem jako nauczyciel, trener, potem byłem wicedyrektorem i dyrektorem, a więc stale pracowałem z ludźmi i w kolejnych etapach musiałem kierować coraz większymi zespołami. Miałem też szczęście, bo zawsze pracowałem z dobrymi ludźmi. W przypadku jubileuszu 550-lecia miasta pomogło mi to, że jestem mielczaninem, znam miasto, jego historię, a także wiem, kto jakie funkcje w mieście pełnił, jakie ma osiągnięcia. Toteż szybko powołałem zespół, w którym znaleźli się zasłużeni mieszkańcy Mielca działający w różnych dziedzinach – kulturze, sporcie, samorządzie i wspólnie opracowaliśmy program obchodów. Jeśli chodzi o strategię, pracujemy nad nią i spróbujemy wykorzystać w niej możliwości, jakie dają fundusze norweskie. To strategia cząstkowa, bo chodzi o to, jak najlepiej wykorzystać to, co zostawili moi poprzednicy. Nie zaniedbujemy też prac nad strategią ogólną. Najważniejsze w niej będą sprawy rozwoju gospodarczego i tworzenie atrakcyjnych miejsc pracy. Ważną rolę odgrywa i nadal będzie odgrywać strefa ekonomiczna, która działa bardzo dobrze. Stale się rozwija, powstają nowe firmy, w zasadzie zagospodarowane są wszystkie tereny. Dlatego naszą rolą jest pozyskać i wyposażyć w infrastrukturę nowe grunty. Bardzo dobrze działa też Mielecka Agencja Rozwoju Regionalnego MARR, która dba o mikro- i małe przedsiębiorstwa. Będziemy z nią tworzyć cztery nowe inkubatory przedsiębiorczości. A ponieważ bezrobocie w Mielcu jest bardzo niskie, niezwykle ważne są atrakcyjne miejsca pracy.

 

Mielec to dla większości Polaków przemysł lotniczy oraz Grzegorz Lato. Jaki wizerunek miasta chce pan kreować?

Tę formę promocji miasta, jaką daje sport, będziemy rozwijać. Mieszkańcy nie wybaczyliby mi zmiany, bo sport bardzo kochają i bardzo dobrze się na nim znają. Mocno wspieramy kluby sportowe i cieszymy się ich sukcesami. Obecnie najwyżej sklasyfikowany jest zespół mężczyzn Stali w piłce ręcznej, bo grają w PGNIG Superlidze, nasze siatkarki są w I lidze, a w piłce nożnej panowie pukają do ekstraklasy, bo zespół jest w ścisłej czołówce I ligi. Wszyscy marzymy, aby Stal awansowała i wychowała kolejnego króla strzelców mistrzostw świata. Ostatnio obchodziliśmy piękny jubileusz 80-lecia klubu. W gali udział wzięli Grzegorz Lato, Henryk Kasperczak i Jan Domarski, strzelec słynnej bramki na Wembley. Obaj są ikonami mieleckiej piłki i mobilizują naszych piłkarzy, aby grali jak najlepiej. Oprócz wspierania klubów budujemy też duży kompleks z boiskami i halą sportową, aby tworzyć dobre warunki dla rozwoju sportu wśród młodzieży i dzieci.

 

Jest pan nowym człowiekiem w samorządzie, nowym człowiekiem z zarządzie Związku Miast Polskich z ramienia grupy niezależnych burmistrzów i prezydentów. Jak z perspektywy swego rocznego doświadczenia ocenia pan relacje samorząd – polityka krajowa?

Zawiodłem się na polityce krajowej, bo wcześniej nie zdawałem sobie sprawy, jak silne jest jej oddziaływanie na samorząd lokalny. Na przykład bardzo wiele pracy włożyliśmy w przygotowanie projektów poprawiających infrastrukturę drogową w Mielcu. Zyskały one znakomitą opinię, dały nam wysoką pozycję w rankingu i nagle z niewiadomych przyczyn spadamy z listy rankingowej i tracimy fundusze, bo premier zdecydował inaczej. To brak szacunku dla naszej pracy i pracy wojewody, który projekty weryfikował. Rozumiem, że nie ma tyle pieniędzy, aby wszystkich obdzielić, ale uznaniowość i klucz partyjny idą za daleko.

 

A jaką ma pan sytuację w radzie miasta?

W radzie mamy większość – 12 radnych z 23-osobowej rady jest w naszym klubie, 10 jest w klubie PiS, jest też jeden radny niezależny.

 

A zatem daje się prowadzić sprawy miasta spokojnie, bez wojny między radnymi?

Spór oczywiście jest, bo stale jesteśmy w trakcie kampanii wyborczej. Wszystkie decyzje i propozycje prezydenta traktowane są na zasadzie: skoro jesteśmy opozycją, to musimy być przeciw. Dla mnie to niezrozumiałe, bo podejmujemy wiele spraw ważnych dla dobra mieszkańców.

 

Czym jest dla pana członkostwo w zarządzie Związku Miast Polskich?

Ten czas, który spędzam na posiedzeniach zarządu, rozmowach z prezydentami innych miast, daje mi bardzo dużo. Kiedy na swoim podwórku słucha się nieustannej krytyki ze strony opozycji, tych głosów, że wszystko jest źle, człowiek zaczyna się zastanawiać, że może rzeczywiście w tej krytyce coś jest. Ale z relacji innych prezydentów pochodzących z różnych opcji politycznych wynika, że wszędzie występuje ten sam problem z opozycją, a w wielu miastach jest jeszcze ostrzej niż w Mielcu. Wyjeżdżam pełen energii, przekonany, że idziemy w dobrym kierunku i to, co robimy, w przyszłości przyniesie pozytywny efekt.