Rozmowy Wspólnoty

Podjąłem rozmowy z samorządowcami o barierach hamujących rozwój

Rada Samorządowa przy Prezesie Rady Ministrów będzie pomagać i wskazywać punktowe zmiany, bo nie chcę tworzyć kompleksowego dokumentu, który utknie gdzieś w szufladzie. Rada powinna być podzielona na grupy i wyspecjalizowane zespoły, a wypracowane wnioski, zwłaszcza niemające charakteru legislacyjnego, powinny być kierowane do Komisji Wspólnej. Co dwa lata na kongresie przedstawimy, co udało się zrobić, a co jeszcze przed nami – mówi Michał Cieślak, minister ds. rozwoju samorządu.

Na początku lutego ogłosił Pan start programu Samorząd 3.0. Dlaczego 3.0, a nie 5.0 czy 2.0?

Program to za dużo powiedziane, rozpocząłem z samorządami konsultacje, które nazwałem „Samorząd 3.0 Rozwój bez barier”. Nazwałem je tak, bo mamy za sobą dwa etapy rozwoju samorządu: pierwszy, gdy powstawały samorządy gminne, drugim był etap wprowadzenia województw, powiatów oraz doprowadzenie w 2002 roku do bezpośrednich wyborów wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. W ubiegłym roku minęło 30 lat od odrodzenia samorządu i pora się zastanowić, jak dzisiaj go rozwijać i jak ukierunkować ten rozwój.

 

Na czym polega projekt Samorząd 3.0? Jaki jest jego harmonogram?

Poprosiłem, aby do końca maja związki i organizacje samorządowe, a także pojedynczy samorządowcy przesłali do Departamentu Współpracy z Samorządem, który właśnie powstaje w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, wszelkiego rodzaju uwagi i propozycje związane z legislacją, z procedurami i barierami, które przeszkadzają samorządowi w sprawnym funkcjonowaniu. Zależy mi, żeby te bariery rozpoznać i pomóc je zlikwidować. Właśnie podjąłem inicjatywę dotyczącą odblokowania inwestycji o charakterze publicznym na gruntach rolnych i leśnych położonych w granicach administracyjnych miast. Wraz z samorządowcami stworzyliśmy szczegółowy opis tej sytuacji oraz propozycję zmian przepisów. Teraz wspólnie z Ministerstwem Rolnictwa pracujemy, aby zlikwidować koszty i udrożnić proces udostępniania tych gruntów na potrzeby inwestycyjne. Oczywiście, chodzi też o inwestycje realizowane w formule PPP.

 

Na czym buduje pan wiarę w skuteczność tego projektu? Pamięta pan zapewne o porażkach sejmowej komisji Palikota „Przyjazne Państwo” w 2010 r. i ankiety deregulacyjnej ministra Boniego z 2012 r. Obaj pytali o bariery prawne, chcieli je zwalczać, ale nic z tego nie wyszło.

Jak pan wie, funkcjonowaniem otoczenia prawnego i nadzorem nad samorządem zajmuje się Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, a ja chcę zbudować most komunikacji między samorządem i rządem oraz stworzyć szansę choćby punktowych zmian. Jeżeli się rzucimy na zmiany kompleksowe, wtedy rzeczywiście nie zrobimy nic. Stąd podjąłem próbę zbudowania Rady Samorządowej przy Prezesie Rady Ministrów, która będzie nam pomagać i wskazywać punktowe zmiany, bo nie chcę tworzyć kompleksowego dokumentu, który utknie gdzieś w szufladzie. Dobrym przykładem takiego działania jest inicjatywa dotycząca odrolnienia gruntów w miastach, którą właśnie przedstawiłem: mamy rozpoznany problem, przygotowaną zmianę i zaczynamy ją procedować, to znaczy muszę przekonać do niej ministra rolnictwa i premiera. Zajmuję się też innym problemem do podobnego procedowania: odralnianiem gruntów. Jest tu blokada międzygminnych związków komunalnych próbujących rozszerzyć swoją działalność, związaną np. z organizacją komunikacji publicznej czy odpadami komunalnymi, na kolejne gminy. Wydaje się, że nie ma nic prostszego, ale problem przestaje być banalny, kiedy te związki korzystają z funduszy unijnych i są zmuszone działać w dotychczasowej formule przez kolejne pięć lat. Trzeba więc pilnie rozszerzyć art. 74 ustawy o amorządzie gminnym o art. 74a, aby mogły one podpisywać wiążące porozumienia z kolejnymi gminami. To konkretny przykład załatwienia drobnej, ale bardzo ważnej sprawy, z którą te związki nie mogą się przebić od dłuższego czasu.

 

Wspomniał pan o Radzie Samorządowej przy Prezesie Rady Ministrów, kiedy ona powstanie i kogo możemy się spodziewać w jej składzie?

W tej chwili rozmawiam z samorządami głównie o problemach i barierach, które hamują lokalne inicjatywy, ale mój departament już przygotowuje dokumenty niezbędne do powołania Rady. Chodzi o regulaminy i przepisy wewnętrzne. Oczywiście, w rozmowach z samorządowcami staram się też skorzystać z doświadczeń i wsłuchać w ich oczekiwania. Ja mam wobec Rady sprecyzowane plany, wiem, jak nią pokierować, ale jest dla mnie równie ważne, aby wiedzieć, czego chce strona samorządowa. Moim zdaniem, Rada Samorządowa powinna być podzielona na grupy i wyspecjalizowane zespoły, a wypracowane tam wnioski, zwłaszcza niemające charakteru legislacyjnego, powinny być kierowane do Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego. Rada będzie też organizować co dwa lata kongres samorządowy, na którym przedstawimy, co się udało zrobić, co jeszcze przed nami, a przede wszystkim będziemy pokazywać dobre przykłady działań samorządowych. To niezwykle ważne, bo często spotykam się ze skargami, że czegoś nie da się zrobić, a już dziś widzimy, że są samorządy, które poradziły sobie z takimi problemami, a naprawdę gdzieś się z tym problemem uporano, tylko nikt inny o tym nie wie. Takiej komunikacji między samorządami brakuje.

 

Przyznam, że obawiam się dualizmu reprezentacji samorządowej. Mamy umocowaną ustawowo Komisję Wspólną Rządu i Samorządu Terytorialnego, która jest dla rządu głównym organem konsultacyjnym i nagle powstaje inna rada przy premierze. To mocno osłabi pozycję samorządów i wprost prowadzi do polityki divide et impera.

Nie zgodzę się do końca z pana poglądem, bo samorząd jest tak wielką przestrzenią życia społeczno-gospodarczego, że rozszerzenie współpracy i konsultacji wydaje mi się potrzebne. Nie chcę wchodzić w kompetencje MSWiA, mają tam wystarczającą ilość problemów i spraw, które muszą procedować. Ja chcę zająć się ściśle rozwojem samorządu. Toteż kiedy Rada przy premierze powstanie, będziemy w niej rozmawiać o kwestiach rozwojowych i właśnie dlatego w projekcie „Samorząd 3.0 Rozwój bez barier” jako drugi punkt konsultacji wskazałem kwestię poszukiwania nowych źródeł finansowania samorządu. Chodzi o zupełnie nowe strumienie finansowania, o stworzenie trzeciego filaru poza subwencjami i zadaniami zleconymi z jednej strony, a z drugiej podatkami i daninami lokalnymi. W trzecim filarze może chodzić o źródła analogiczne do dochodów własnych, pada tu wiele ciekawych propozycji, ale trzeba to zrobić mądrze i z dużą rozwagą.

 

Czy ma to być Fundusz Interwencji Samorządowej, do opracowania koncepcji którego został pan zobowiązany w rozporządzeniu powołującym pana do Rady Ministrów? Jaki może jego związek z Funduszem Inwestycji Lokalnych?

W tej sprawie łatwiej jest mi dostrzec dualizm niż w przypadku Rady Samorządowej. Być może należy ten fundusz nazwać inaczej, może nie Fundusz, a Program Interwencji Lokalnej? Tym niemniej chodzi o stworzenie szybkiej ścieżki dofinansowania gmin w związku z konieczną interwencją, na którą nie zostały przewidziane środki w budżecie gminy ani w rezerwie budżetu państwa. Dla przykładu, program interwencji działałby w sytuacjach kryzysowych, jaka miała miejsce w małej gminie Gnojno. W tamtejszej szkole tak niefortunnie pękł dach i woda zalała górne piętro, że ubezpieczenie nie mogło pokryć strat, a gmina nie miała wolnych środków. Chodziło o niedużą kwotę, o 70 tysięcy złotych, ale dla małej gminy to ogromny wydatek, a remont musiał być przeprowadzony błyskawicznie, aby dzieci wróciły do szkoły. Inny przykład to porzucanie na terenach gmin nieoznakowanych naczep samochodowych z ładunkiem odpadów chemicznych. Takie bomby ekologiczne trzeba natychmiast utylizować, a nie można znaleźć winnych porzucenia odpadów. W takim celu chcę ten fundusz powołać. Czy to się uda? Będę się starał, ale nie jest to łatwe zadanie.

 

To cenna inicjatywa, ale będzie miała znaczenie dla niewielkiej liczby samorządów. Znacznie większy ciężar gatunkowy ma Fundusz Inwestycji Lokalnych, bo w minionym roku było to 12 mld zł i jest pytanie o jego kontynuację. Drugie pytanie wiąże się oskarżeniem o polityczne kryterium podziału środków z tego Funduszu. Zapewne znany jest panu raport w tej sprawie przygotowany dla Fundacji Batorego przez profesorów Pawła Swianiewicza i Jarosława Flisa?

Fundusz Inwestycji Lokalnych będzie kontynuowany, ale dzisiaj nie potrafię jeszcze powiedzieć, jaka pula środków w nim się znajdzie. Planowane są przynajmniej dwa terminy naboru wniosków z samorządów, najprawdopodobniej wiosną i na jesieni. Planujemy też udostępnienie ogromnej puli środków z Funduszu Odbudowy, to oznacza, że chcemy do samorządów skierować duży strumień środków na inwestycje infrastrukturalne. Raport, o którym pan mówi, mam przed sobą i przeczytałem go uważnie. Zwróciłem uwagę na kilka zawartych w nim sformułowań, na przykład: „gminy uboższe na ogół otrzymały wyższą dotację od zamożniejszych samorządów” albo „wyraźnie wyższe dotacje trafiają do gmin poniżej 24 tysięcy mieszkańców niż do tych większych”. Zatem gdy chodzi o drugą i trzecią transzę, którą nazywam wyrównawczą, to chyba dobrze? Miałem ostatnio niedawno konferencję z przedstawicielami ogólnopolskich organizacji samorządowych, m.in. z Unią Metropolii Polskich oraz stowarzyszeniem Samorządy RP (nie zrozumiałem, o które stowarzyszenie Panu Ministrowi chodzi) i problem ten podniósł prezydent Truskolaski. Pan prezydent miał pretensjęuwagi, że w drugim i trzecim naborze nic nie otrzymał, ale gdy go spytałem, ile środków otrzymał w pierwszej transzy kalkulowanej na podstawie algorytmu, po chwili milczenia podał wielomilionową kwotę. Gdy go zapytałem, czy kiedykolwiek dostał od rządu tak wielkie środki, musiał przyznać, że nigdy. Gdy zapytałem pozostałych samorządowców uczestniczących w tym spotkaniu, ile dostali w pierwszym rozdaniu, to okazało się, że ci z małych miejscowości dostali skrajnie niedużo, bo algorytm uwzględniał poziom inwestycji i wydatków. Uważam, że wszystkie trzy nabory do Funduszu Inwestycji Lokalnych zostały przeprowadzone w taki sposób, że ogromna większość samorządów powinna być zadowolona, choć wiadomo, że nigdy nie da się zadowolić wszystkich. Jednak także prezydenci wielkich miast, jak Warszawa, Łódź, Gdańsk czy Poznań, powinni być usatysfakcjonowani, bo wszyscy dostali kwoty ponad bliskie 100 mln zł, z którymi – podkreślam to szczególnie mocno – mogli zrobić, co tylko chcieli.

 

Tymczasem wśród prezydentów wielkich miast panuje silne przekonanie, że rząd jest stronniczy politycznie, że pozbawia ich miasta środków, dlatego stowarzyszenie TAK. Samorządy dla Polski złożyło w Senacie RP dość daleko idący projekt nowelizacji ustawy o dochodach JST. Jakie jest w pańskiej ocenie pole porozumienia rządu z samorządowcami?

Trudno mi powiedzieć. Kiedy w grę wchodzi polityka, to musimy pamiętać, że zawsze będą różnice. Jeżeli niektórzy samorządowcy twierdzą, że rząd jest upolityczniony, to rzeczywiście, rząd i przestrzeń parlamentarna są polityczne, tu działają partie, tu się tworzy politykę. Natomiast samorządy nie powinny być upolitycznione, włodarzom samorządowym wypada zachować pewną neutralność w stosunku do polityki. Może więc to tutaj jest problem i pytanie o porozumienie trzeba zadać drugiej stronie?