W Sejmie złożono projekt ustawy, która zmienia opłatę miejscową w turystyczną. Czy jest panu znany?
Projekt zgłoszony przez posła Komarewicza z Krakowa odpowiada moim oczekiwaniom w tej części, która wprowadza uproszczony podatek turystyczny. Mam na myśli zasadę, że pobór opłaty nie jest uzależniony od jakichkolwiek narzucanych z góry kryteriów. W formule, w jakiej projekt został przedstawiony, następuje de facto zastąpienie opłaty miejscowej podatkiem turystycznym, bez określenia, na jakiej podstawie ma być ustalona miejscowość, w której wolno pobierać opłatę, i jakie ma ona spełniać kryteria.
Czy nie widzi pan zagrożenia w tym, że tę opłatę będą mogły pobierać wszystkie gminy, niezależnie od walorów turystycznych, klimatycznych czy środowiskowych? Czy uważa pan to za słuszne?
Tak, bo obecny system opłaty miejscowej opiera się na fikcji. W Polsce 279 gmin ma w swoich wykazach 2002 miejscowości, które mogą pobierać opłatę bezterminowo i bez spełniania jakichkolwiek warunków. Wynika to z faktu, że w 2005 roku zmieniono przepisy, na podstawie których wykazy uprawnionych miejscowości do 2005 r. tworzyli wojewodowie. Od 2006 r. rady gmin po prostu przejęły gotowe listy i miejscowości te mogą pobierać opłaty bez spełniania jakichkolwiek warunków. Największy błąd ustawodawcy polegał na tym, że minimalne warunki, takie jak walory klimatyczne czy środowiskowe, określono dopiero w rozporządzeniu Rady Ministrów w 2007 roku, dwa lata po zmianie ustawy. Te wymogi dotyczą jedynie nowych wpisów, dlatego wszystkie miejscowości figurujące w starych wykazach mogą pobierać opłaty bez względu na stan środowiska. Nie istnieje też żaden prawny mechanizm ich okresowej weryfikacji.
Dlatego wszystkie przypadki, o których donoszą media, że Zakopane czy inna miejscowość podjęła uchwałę o wprowadzeniu opłaty miejscowej i przegrała w sądzie, dotyczą nowych przypadków, a nie tych 2002 miejscowości z 279 gmin, które już są na wykazie.
Projekt ustawy usuwa tę niesprawiedliwość?
Tak, to od dawna wymagało zmiany, bo przepis rozporządzenia Rady Ministrów o walorach klimatycznych czy środowiskowych jest martwy, niczego realnie nie reguluje. Jest jeszcze inny aspekt tej sprawy. Rozporządzenie Rady Ministrów określające minimalne warunki klimatyczne i krajobrazowe odnosi się do „miejscowości”. Tymczasem przepisy rangi ustawowej, konkretnie art. 88 prawa ochrony środowiska, mówią, że oceny jakości powietrza w ramach państwowego monitoringu środowiska dokonuje się dla „stref”. Ani Zakopane nie może sobie zrobić własnego monitoringu, ani Muszyna, choć ma swój monitoring, nie może się na nim opierać. Strefą jest bowiem aglomeracja o liczbie mieszkańców powyżej 250 tysięcy, miasto powyżej 100 tysięcy mieszkańców oraz pozostały obszar województwa niewchodzący w skład tych aglomeracji. To prowadzi do absurdów, bo jeśli w Zakopanem powietrze będzie zanieczyszczone, ale strefa „Małopolska”, czyli ta właściwa do oceny, będzie miała czyste powietrze, to Zakopane, mimo lokalnie zanieczyszczonego powietrza, może pobierać opłatę. I odwrotnie, gdyby w strefie „Małopolska” powietrze było zanieczyszczone, a w samym Zakopanem nie, to Zakopane nie mogłoby wprowadzić takiej opłaty. Dlatego uważam, że ta zmiana będzie sprawiedliwa.
W Europie pobiera się podatek turystyczny. Zazwyczaj są dwie daniny: w uzdrowiskach pobiera się opłatę uzdrowiskową, poza nimi – podatek turystyczny. U nas rozwiązania dotyczące opłaty uzdrowiskowej są bardzo dobre. Ustawa daje uzdrowiskom prawo pobierania tej opłaty i od razu określa cele, na które może być przeznaczona. Ja w Muszynie nie mogę przeznaczyć tych pieniędzy na żłobek, przedszkole, gospodarkę komunalną czy inne zadania niezwiązane z uzdrowiskiem, ale tylko na szeroko rozumiane cele publiczne w uzdrowisku.
Jednak projekt nowej ustawy o opłacie turystycznej do tego nie zobowiązuje.
Dlatego uważam, że planowana ustawa powinna być o tę kwestię uzupełniona. Generalnie wszystkie kraje, w których funkcjonuje podatek turystyczny, idą w tym kierunku. W Niemczech jest Kurtaxe dla uzdrowisk i Ortstaxe jako podatek turystyczny. Podobnie jest we Francji z la taxe de séjour, w Hiszpanii z impuesto de turismo, we Włoszech z tasse di soggiorno. W tych krajach miejscowości uprawnione do pobrania opłaty pokazują, co sfinansowały. Wszędzie w Europie określa się cele, na które mogą być wydawane środki pochodzące z takich danin. Swoboda należy do rzadkości.
W projekcie zaproponowano maksymalną stawkę dziennej opłaty turystycznej w wysokości 5 zł. Czy taka stawka jest adekwatna do potrzeb samorządów i w relacji do opłaty uzdrowiskowej?
Już w 2005 roku przyjęto, że opłata miejscowa ma mieć niższy poziom niż uzdrowiskowa. Wynika to z tego, że w uzdrowiskach infrastruktura lecznicza jest bardziej rozbudowana i wymaga dużo większych nakładów niż w miejscowościach typowo turystycznych. Na przykład w Ciechocinku na utrzymanie tężni potrzeba milionów złotych. Podobnie drogie jest utrzymanie basenów publicznych, rozległych parków, promenad spacerowych, domów zdrojowych i ogólnodostępnych pijalni wód, w których nie pobiera się opłat od korzystających. To zupełnie inna skala wydatków niż w gminie typowo turystycznej, w której inwestuje się bardziej w wieże widokowe, szlaki turystyczne, altany, ścieżki czy mniejsze parki oraz przestrzenie rekreacyjne. Ustalono więc proporcję, że górna stawka opłaty miejscowej ma być o 100 proc. niższa niż górna stawka opłaty uzdrowiskowej. Uważam, że to sprawiedliwe i uczciwe. To oznacza, że przy obecnym poziomie opłaty uzdrowiskowej górny limit opłaty miejscowej (turystycznej) powinien wynosić ok. 3,40 zł.
Ale można też rozważyć upoważnienie rady gminy do ustalania wysokości opłaty. Coraz częściej w Europie opłaty turystyczne są wykorzystywane jako instrument regulowania ruchu turystycznego: jeśli jest on nadmierny, stawki się podnosi, by go ograniczyć. Ale patrząc na przykład Wenecji czy Barcelony, chyba nikomu nie udało się zastopować ruchu wysokością opłaty.
Przejdźmy do konkretu. W samej Muszynie pobierana jest opłata uzdrowiskowa, a w okolicznych miejscowościach należących do gminy funkcjonuje opłata miejscowa. W Muszynie opłata uzdrowiskowa ustalona jest na maksymalnym poziomie 6,50 zł. Jak kształtuje się opłata miejscowa w pozostałych miejscowościach?
Jeżeli chodzi o opłatę miejscową, to jest stosunkowo niska i wynosi od 1 zł do 2,60 zł. Nie jest uchwalana na poziomie maksymalnym. Stawka jest niższa, bo mówimy o terenach, gdzie funkcjonuje głównie agroturystyka i niewielka liczba pensjonatów. Dla nas wpływy z opłaty miejscowej są minimalne i nie forsujemy wyższych stawek, bo te miejscowości nie mają tak rozbudowanej infrastruktury i oferty jak Muszyna czy uzdrowiskowe części gminy. Stawka opłaty uzdrowiskowej jest zróżnicowana. Najwyższa jest w Muszynie, Złockiem i Żegiestowie, a niższa w pozostałych miejscowościach zaliczanych do uzdrowisk.
Jakie znaczenie dla budżetu Muszyny mają te opłaty i w jakim stopniu pozwalają sfinansować koszty związane z utrzymaniem infrastruktury?
Opłata miejscowa jest marginalna, jeśli chodzi o dochody gminy. To kwoty nawet mniejsze niż przeciętny fundusz sołecki. Natomiast opłata uzdrowiskowa jest kluczową pozycją. Sięga już prawie 2 mln zł rocznie. Może to nie jest skala Krynicy-Zdroju, gdzie wpływy z tego źródła sięgają 8 mln zł, czy Kołobrzegu z 24 mln, ale mamy po prostu mniejszą bazę hotelową. Te 2 mln zł plus około 1,7 mln zł dotacji uzdrowiskowej, która jest powiązana z opłatą uzdrowiskową, pozwalają nam utrzymać na dobrym poziomie przestrzeń publiczną. Finansujemy z tego ogrody, parki, promenady spacerowe, altany, ogólnodostępne ujęcia wód mineralnych, których mamy łącznie 19, figury kwiatowe, zieleń miejską. Do tego dochodzi zimowe i letnie utrzymanie oświetlenia, w tym iluminacji i ozdób świątecznych, oraz organizacja nieodpłatnych imprez kulturalnych, rekreacyjnych, sportowych czy wydarzeń edukacyjnych. Szacuję, że wpływy z tych źródeł pokrywają około 70 proc. kosztów utrzymania infrastruktury uzdrowiskowej. Resztę gmina musi dołożyć z innych dochodów.
Od lat pełni pan funkcję prezesa Stowarzyszenia Gmin Uzdrowiskowych. Jak członkowie związku oceniają obecne ustawodawstwo dotyczące funkcjonowania uzdrowisk w Polsce?
Rozwiązania ustawowe przyjęte w 2005 roku generalnie są dobre. Nie wyczerpywały naszych oczekiwań, bo jako gminy uzdrowiskowe chcielibyśmy w wielu dziedzinach lepszych rozwiązań, ale można powiedzieć, że stanowiły rozsądny kompromis. W 2011 roku wprowadzono jednak zmiany, które zachwiały tym systemem. Podam kilka przykładów. Po pierwsze, na potrzeby ustawy wprowadzono definicję „zakładu przemysłowego”, która w takim brzmieniu nie funkcjonuje nigdzie indziej w polskim prawie. W efekcie w uzdrowiskach nie można lokalizować ciastkarni, piekarni, pierogarni czy lodziarni, czyli małych zakładów rzemieślniczych, które według tej definicji traktowane są jako zakłady przemysłowe. Co więcej, zakaz obejmuje nawet rozlewnie wód, mimo że stanowią naturalne zaplecze gospodarcze uzdrowisk. Ta definicja wymaga pilnej zmiany.
W ostatnich 20 latach zmieniły się także realia funkcjonowania stref uzdrowiskowych, a część zakazów określonych w art. 38a jest dziś oderwana od rzeczywistości. Dobrym przykładem jest zakaz budowy zapór piętrzących wodę, zupełnie nieprzystający do potrzeb gmin, choćby na Dolnym Śląsku, które muszą chronić się przed powodziami.
W sumie wskazujemy 14 koniecznych zmian. Na przykład w strefie A nadal nie wolno budować budynków mieszkalnych, choć przewidziano wyjątek dla właścicieli działek sprzed wejścia ustawy. Okazało się jednak, że jeśli właściciel przekaże działkę dziecku, to ono już nie może się tam wybudować. To też absurd wymagający korekty.
Kolejny problem dotyczy parkingów. W strefie A nie wolno budować naziemnych parkingów z liczbą miejsc przekraczającą 15 proc. liczby miejsc noclegowych, podczas gdy przepisy budowlane nakazują zapewnienie odpowiedniej liczby miejsc postojowych przy sanatoriach czy hotelach. W praktyce uniemożliwia to budowę większych obiektów, bo nie da się zmieścić wszystkich miejsc w garażu podziemnym.
Są też luki interpretacyjne, np. przepis, że miejscowość chcąca zostać uzdrowiskiem musi posiadać „klimat leczniczy”. To pojęcie jest dziś anachroniczne. Klimatem nie leczy się żadnej konkretnej choroby od lat 60., a jego wpływ na zdrowie człowieka może być korzystny, neutralny lub negatywny. Nie można uzależniać statusu uzdrowiska wyłącznie od klimatu, skoro część miejscowości nie ma szczególnego klimatu, ale dysponuje znakomitymi wodami leczniczymi i realnym potencjałem terapeutycznym.
Jako Stowarzyszenie Gmin Uzdrowiskowych przygotowaliśmy kompletne propozycje zmian wraz z uzasadnieniem i deklarujemy również opracowanie przepisów wykonawczych, bo obowiązujące rozporządzenia w wielu miejscach nie odpowiadają dzisiejszym realiom.
Na koniec mam pytanie nieco wykraczające poza samo meritum naszej rozmowy. Prezydent Karol Nawrocki zapowiedział, że nie podpisze żadnej ustawy zwiększającej podatki dla ludności. Zmiany w ustawie o opłacie miejscowej i wprowadzenie opłaty turystycznej można zinterpretować jako podwyższanie podatków dla obywateli. Nie obawia się pan prezydenckiego weta?
Szczerze mówiąc, mocno bym się zdziwił, gdyby doszło do zawetowania samej idei wprowadzenia podatku turystycznego w miejsce opłaty miejscowej. Tu w istocie chodzi o zmianę nazwy i uporządkowanie fikcji, z którą mamy do czynienia.









