Prawo

Petycje do poprawki

Ustawa o petycjach jest młoda, ukończyła 5 lat i jak to bywa z aktami prawnymi o nikłym stażu, jeszcze zbyt mało wiemy o tym, czy jej rozwiązania się sprawdzają. Tymczasem z Senatu wyszedł projekt nowelizacji, mający poprawić niektóre dostrzeżone mankamenty petycyjnego prawa.

Senatorowie główny grzech ustawy widzą w tym, że obywatele składają tę samą petycję do wielu ministerstw, parlamentu, urzędów czy instytucji – co powoduje niepotrzebne ich zaangażowanie i powielanie pracy. Propozycja uzdrowienia tego stanu jest taka, że konkretną petycję będziemy kierować wyłącznie do jednej instytucji. Petent będzie musiał złożyć dodatkowo oświadczenie, że dany adresat jest jej jedynym podmiotem, do którego wnosi petycję o tej samej treści. To pozwoli urzędowi rozpatrującemu sprawę na pozostawienie jej bez dalszego biegu, nawet jeśli byłby on właściwy do jej załatwienia, oczywiście jeśli wcześniej petycja trafiła do innego podmiotu.

Może to dobry pomysł, bo wyeliminuje wiele „złotych piór”, które ślą tę samą petycję do wszelkich możliwych instancji, ale ponieważ ustawa i nowela nie zawiera sankcji za złożenie oświadczenia nieprawdziwego co do wyłącznego adresata – petycje mogą nadal płynąć bez ograniczeń. Zmyślny twórca petycji może tak zmieniać ich treść, mimo że żądania w sumie będą podobne, że nie sposób zweryfikować, czy to ta sama, powielona petycja. Z praktyki samorządowej wiemy, że „czystych” petycji jest niewiele, bo często zawierają wnioski, a nawet zahaczają o skargi. Mamy więc komponent, z którym tak łatwo nie będzie, jeśli przyjdzie do zakwalifikowania złożonego pisma – czy poddać je procedurze petycyjnej, a może skargowo-wnioskowej. Weryfikacji takiej nie sprzyja obowiązujące prawo, bo nie ma wyraźnie określonych różnic między wnioskiem a petycją zarówno w konstytucji, jak i w ustawach. Stąd zakwalifikowanie petycji do kategorii np.  wniosków, a nawet skarg, jest częste. Urzędnicy wolą bowiem postępowanie skargowo-wnioskowe, ponieważ je znają i parają się nim od lat. Jest też niestety mniej transparentne (brak obowiązku publikacji) niż procedura petycyjna.

Ponadto, senatorom umknął uwadze fakt, że art. 63 Konstytucji RP nie ogranicza możliwości składania petycji. Wprowadzenie wyłączności, że petycję rozpatruje tylko jedna instytucja – nawet jeśli zawiera ona postulaty mieszczące się w kompetencjach kilku podmiotów – może być postrzegana jako kolidująca z konstytucyjnymi uprawnieniami obywateli. Ponieważ adresat petycji może dość swobodnie decydować, czy uznać ją za wniosek, a może skargę – to warto zastanowić się raczej nad ujednoliceniem obowiązujących dziś procedur rozpatrywania petycji, skarg i wniosków. Ponadto wielu ekspertów od petycji podpowiada, że co prawda nie możemy zaskarżać załatwienia petycji, czyli treści jej rozstrzygnięcia, można rozważać jednak skargę na opieszałość postępowania, niedotrzymywanie terminów itp.

Jest jeszcze inny mankament przy rozpatrywaniu petycji, mianowicie swoista spychologia, czyli przekazywanie pisma kolejnym adresatom, którzy w ten sposób i bez efektu mogą pracować nad nią w nieskończoność. Dlatego warto rozważyć, czy zapisy prawne dyscyplinujące rozpatrywanie jej żądań – nie powinny być wzmocnione. Dziś nacisk kładzie się jedynie na formalności związane z dalszym przekazywaniem petycji, a to nie usprawnia i nie przyspiesza procedury.

Inną słabością prawa petycji jest brak informacji na stronie internetowej o sposobie jej rozstrzygnięcia, załatwienia. Obecnie urzędy i instytucje mają jedynie obowiązek zamieszczanie tam skanu złożonej petycji, ale nie odpowiedzi na nią. To nieco kłóci się z samą funkcją petycji jako wystąpienia w interesie nie tylko własnym, lecz całych społeczności, grup obywateli. Jeśli chciałbym się dowiedzieć, jak dana petycja została ostatecznie rozpatrzona, ale złożył ją mój sąsiad, to muszę sam się postarać o udostępnienie odpowiedzi. Dlatego godny poparcia jest postulat, aby na stronie internetowej adresata znalazł się również skan odpowiedzi na petycję wniesioną w interesie publicznym.

Nowela ustawy o petycjach zwiera jeszcze kilka kwestii dotyczących składania m.in. e-petycji oraz odnoszących się do obowiązku sprawozdawczego – rocznych zestawień składanych petycji i pism nieuznanych za petycje. Są to jednak kwestie mniej istotne. Chociaż co do e-petycji – zamiast wyliczanek, jak podpisywać i składać – czy nie warto pokusić się o bardziej generalne sformułowanie przepisu, bo nie nadążymy za postępującą szybko cyfryzacją świata administracji publicznej i jej wynalazków.

Petycja to młoda instytucja naszego prawa, jako obywatele oswajamy się z nią, dlatego przy poprawkach należy działać rozsądnie oraz ostrożnie. Senatorowie dość ogólnie uzasadniają potrzebę tych kilku zmian jako konieczność racjonalizacji i usprawnienia procesu jej rozpatrywania. Nie dostrzegają jednak innych postulatów, też istotnych dla procedowania petycji. Lecz dyskurs o tym, jak funkcjonuje prawo po pięciu latach, jest potrzebny – a jeśli zmiany, to może jednak bardziej systemowe niż punktowe.

 

* zastępca redaktora naczelnego „Wspólnoty”