Rozmowy Wspólnoty

Państwo nie może skazywać mieszkańców wyłącznie na turystykę

Status obiektu światowego dziedzictwa nie zawsze przynosi korzyści mieszkańcom. Ochrona może zdominować inne potrzeby. Z jednej strony ogranicza się lokalną gospodarkę, z drugiej promuje miejsce i przyciąga tłumy turystów, którzy mogą niszczyć to, co miało być chronione – mówi Albert Litwinowicz, wójt gminy Białowieża.

Niedawno minister klimatu i środowiska podpisała „Plan zarządzania obiektem światowego dziedzictwa Białowieża Forest. Dokument wzbudził liczne kontrowersje. Które jego zapisy niosą największe ryzyko gospodarcze dla gminy, przedsiębiorców i mieszkańców?

W zasadzie wszystkie. Plan wprowadza ograniczenia dotyczące dostępu do drewna, inwestycji, transportu, komunikacji i turystyki. Trudno wskazać najpoważniejsze zagrożenie, ponieważ dokument obejmuje praktycznie każdą dziedzinę życia. Wprawdzie plan zarządzania nie jest aktem prawnym, ale inne dokumenty, decyzje i przepisy mają być mu podporządkowane. Dlatego jego skutki będą widoczne dopiero przy konkretnych przedsięwzięciach. Dotychczasowe doświadczenia nie napawają optymizmem. W przypadku obszarów Natura 2000, planów zadań ochronnych dotyczących orlika krzykliwego czy chronionych siedlisk inwestycja nie musi być realizowana bezpośrednio na terenie objętym ochroną, ale wystarczy protest organizacji ekologicznej i argument, że przedsięwzięcie znajduje się obok parku lub chronionego siedliska, aby spowodowało to zablokowanie przedsięwzięcia przez RDOŚ. 
 

Które branże są najbardziej zależne od sposobu zarządzania puszczą?

Przemysłu drzewnego jako takiego w Białowieży już nie ma. Został zlikwidowany wiele lat temu. Kiedyś działały zakłady tartaczne i drobne warsztaty rzemieślnicze. Przerabiały drewno z puszczy na galanterię drewnianą, listwy, boazerię oraz materiały użytkowe i budowlane. Obecnie pozostała chyba jedna firma prowadząca taką działalność. Brak pozyskiwania drewna w Puszczy Białowieskiej doprowadził do absurdalnej sytuacji, w której drewno trzeba przywozić z zewnątrz. W takich warunkach lokalne zakłady nie mają możliwości rozwoju.

Poza turystyką Białowieża się zwija. Szczególnie wyraźnie widać to w leśnictwie. Pamiętam czasy, gdy w nadleśnictwie pracowało 260 osób. Dzisiaj zatrudnionych jest trzydzieści kilka. Ograniczenie obszaru ochrony czynnej może być kolejnym krokiem prowadzącym do likwidacji nadleśnictw. Wygląda to jak stopniowe wypieranie Lasów Państwowych i leśników z Puszczy Białowieskiej. Ich zadania ma przejmować Białowieski Park Narodowy. Gospodarka leśna w puszczy praktycznie już nie istnieje, a to poważny błąd. Była prowadzona pod nadzorem naukowców i profesorów z Instytutu Badawczego Leśnictwa. Od dawna nie była nastawiona na zysk, lecz na ochronę czynną, zabiegi pielęgnacyjne i przywracanie właściwej struktury gatunkowej drzewostanów. W ostatnich latach leśnicy zajmowali się odtwarzaniem drzewostanów odpowiednich dla poszczególnych siedlisk. Tymczasem od lat prowadzi się przeciwko nim kampanię pomówień. Przedstawia się ich jak ludzi, którzy biegają z piłami po puszczy i dla zysku wycinają wszystko, co się da. To bardzo krzywdzący i nieprawdziwy obraz.
 

Czy plan zarządzania wpłynie bezpośrednio na mieszkańców?

Przede wszystkim ograniczy możliwość rozwoju działalności innej niż turystyka. Obecnie nie powstają nowe zakłady pracy, nie wskazuje się alternatywnych kierunków rozwoju, a młodzi ludzie wyjeżdżają. Bardzo poważnym problemem jest również brak dostępu do drewna. Przez wiele dziesięcioleci mieszkańcy korzystali z drewna opałowego i konstrukcyjnego pochodzącego z Puszczy Białowieskiej. W 1996 roku, kiedy powiększono Białowieski Park Narodowy, samorządy zawarły z rządem porozumienie gwarantujące mieszkańcom możliwość pozyskiwania drewna. Jak się później okazało, były to puste zapisy. Dziś drewno trzeba przywozić z innych części kraju, co podnosi jego cenę. Stwarza to też zagrożenie dla samej puszczy, ponieważ wraz z transportowanym drewnem mogą zostać przywiezione obce gatunki roślin, nasiona lub szkodliwe owady. Kiedy drewno stało się trudno dostępne i droższe, część mieszkańców zaczęła ogrzewać domy węglem. Trudno uwierzyć, że właśnie taki efekt chcieli osiągnąć autorzy ograniczeń.
 

Przedstawiciele Ministerstwa Klimatu i Środowiska twierdzą, że plan był konsultowany z mieszkańcami. Skąd więc tak wiele kontrowersji?

Konsultacje zorganizowano przede wszystkim po to, aby można było później powiedzieć, że się odbyły. Uczestniczyliśmy w warsztatach i spotkaniach, ale żaden z naszych postulatów nie został uwzględniony. Prosiliśmy o protokoły z posiedzeń i warsztatów. Okazało się, że takich protokołów nie ma. Jeden z wójtów sfotografował tablice, na których zapisywano zgłaszane uwagi. Później tych postulatów nie było już w żadnych dokumentach. Najwyraźniej konsultacje sprowadzały się do tego, by uczestnicy podpisali listę obecności.

Trzeba również przypomnieć, że wcześniejsza wersja planu zarządzania została zaakceptowana przez stronę rządową, leśników, Białowieski Park Narodowy, samorządowców, a nawet organizacje pozarządowe. Zakładano w niej, że ochrona czynna będzie możliwa na 18,6 proc. obszaru. Później już bez konsultacji wskaźnik ten zmniejszono do 3 proc. Pokazuje to, że wspólne ustalenia nie miały większego znaczenia. Dokument został zmieniony, prawdopodobnie pod wpływem najbardziej radykalnych środowisk ekologicznych. Zdarzało się również, że przedstawicieli samorządów i radnych nie wpuszczano na warsztaty lub konsultacje. Nasz głos nie był brany pod uwagę, mimo że strona rządowa nadal przekonuje opinię publiczną i UNESCO, że wszystko zostało z nami uzgodnione. Informowaliśmy UNESCO, że to nieprawda, ale gmina nie jest w tych procedurach traktowana jako strona.
 

Rząd zapowiadał rekompensaty, programy osłonowe i środki na rozwój turystyki. Czy pojawiły się konkretne propozycje?

Nie ma żadnych konkretnych programów. Obawiam się, że skończy się tak samo jak z obietnicami dotyczącymi drewna opałowego oraz programów osłonowych przy powiększeniu Parku Narodowego. Wtedy również zapowiadano pomoc, a ostatecznie nic z tego nie wynikło.

Podobnie wygląda sprawa tak zwanej subwencji ekologicznej, ale taka kategoria dochodów samorządowych w ogóle nie istnieje. Po zmianie ustawy o dochodach jednostek samorządu terytorialnego wprowadzono kategorię potrzeb ekologicznych. Ich wysokość jest obliczana między innymi na podstawie powierzchni terenów objętych ochroną. Dla gminy Białowieża wyliczono około 6 mln 300 tys. zł. Spodziewaliśmy się, że otrzymamy tę kwotę dodatkowo, ponad środki należne gminom z innych źródeł. Okazało się jednak, że wyliczone potrzeby podlegają korekcie. W efekcie z tych 6,3 mln nie zostało nic. Dla porównania mogę wskazać gminę Czyże, podobną pod względem powierzchni i liczby mieszkańców, ale niemającą nawet metra kwadratowego parku, rezerwatu ani obszaru Natura 2000. Jej dochody wzrosły o około milion złotych, a nasze o milion trzysta tysięcy. Realna różnica wyniosła więc około 300 tysięcy złotych, a nie kilka milionów. Ale ministerstwo przedstawiało wzrost naszych dochodów o milion trzysta tysięcy złotych jako rekompensatę ekologiczną. To pokazuje, jak nieprzejrzysty jest cały system. Gdyby rzeczywiście istniała subwencja ekologiczna, na konto gminy powinien wpłynąć przelew z jasno określoną kwotą i tytułem.
 

Wójtowie gmin puszczańskich mają wejść do rady zarządzającej obiektem światowego dziedzictwa. Czy daje to samorządom realny wpływ na decyzje?

Nie. Będzie to jedynie ciało opiniodawcze. Decyzje zapadają gdzie indziej. Gdyby ta rada rzeczywiście miała istotne kompetencje, prawdopodobnie samorządowców by w niej nie było. Od lat mamy swoich przedstawicieli w Radzie Naukowej Białowieskiego Parku Narodowego i również tam naszego zdania praktycznie się nie słucha.
 

Czy przynajmniej turystyka może skorzystać na nowych regulacjach?

Nie sądzę. Mamy dwa tereny przeznaczone w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego pod usługi turystyczne, na których inwestycje zostały zablokowane z powodu wymogów środowiskowych. Ludzie kupili grunty, będąc przekonani, że mogą na nich inwestować, ale na etapie uzyskiwania pozwoleń na budowę okazało się, że nie jest to możliwe. „Plan zarządzania” UNESCO jeszcze bardziej zaostrzy wymagania i utrudni rozwój infrastruktury turystycznej oraz pobytowej.

Problem dotyczy także dróg. Modernizacja trasy Hajnówka – Białowieża może się okazać niemożliwa z powodu ograniczeń środowiskowych i zapisów związanych z UNESCO. Droga nie spełnia obecnie parametrów wojewódzkiej, ale nie można jej odpowiednio poszerzyć i przebudować, mimo że chodzi przede wszystkim o bezpieczeństwo. Pojawiają się też naciski na ograniczenie ruchu na drodze łączącej Narewkę z Białowieżą. Tymczasem współpraca między sąsiednimi gminami i możliwość swobodnego przemieszczania się turystów mają kluczowe znaczenie. Narewka posiada atrakcyjną ofertę turystyczną, między innymi zalew. Ograniczenia dotyczą także dróg leśnych. Nie można ich poszerzać, odpowiednio utrzymywać ani poprawiać poboczy. W niektórych przypadkach pojawiają się propozycje całkowitego zamknięcia tras. Jak turysta ma korzystać z Puszczy Białowieskiej, skoro nie będzie mógł do niej dojechać?

Turystyka jest obecnie praktycznie jedyną branżą, która może się tutaj rozwijać. To bardzo niebezpieczne uzależnienie. Podczas pandemii, a następnie stanu wyjątkowego, cała Białowieża stanęła. Od lat powtarzamy, że nie chcemy zadeptać puszczy i że liczba odwiedzających powinna być w pewien sposób kontrolowana. Jednocześnie oczekujemy od rządu propozycji rozwoju innych dziedzin gospodarki. Nie można normalnie żyć w miejscu uzależnionym wyłącznie od jednej branży.
 

Czy samorządy rozważają zaskarżenie planu zarządzania lub doprowadzenie do jego rewizji?

Rozważamy zaskarżenie decyzji rządu do sądu administracyjnego. Nie wiemy jednak, jak dokładnie miałaby wyglądać procedura. Trudno będzie znaleźć prawników gotowych podjąć się tej sprawy, a koszty mogą być ogromne. Być może postępowanie musiałoby dojść aż do któregoś z trybunałów unijnych. Problem polega na tym, że UNESCO nie przewiduje procedur, w których gmina byłaby pełnoprawną stroną. O tym, jakie informacje i dokumenty trafiają do UNESCO, decyduje rząd. Nikt nie jest przeciwny samemu UNESCO, ale uważam jednak, że objęcie całej Puszczy Białowieskiej statusem obiektu światowego dziedzictwa było poważnym błędem. Początkowo samorządy nie protestowały, szczególnie że wcześniejszy plan był z nami uzgodniony. Później status ten zaczął być wykorzystywany jako narzędzie do ograniczania możliwości korzystania z puszczy przez mieszkańców i turystów oraz hamowania rozwoju miejscowości.
 

Być może potrzebna jest aż zmiana rządu na bardziej przychylny rozwojowi gospodarczemu.

Teoretycznie kolejny rząd mógłby próbować zmienić plan, ale wymagałoby to politycznej woli oraz zmian w krajowych przepisach. Ustalenia UNESCO nie są ustawą ani rozporządzeniem, ale w praktyce wpływają na treść polskiego prawa i decyzji administracyjnych. Status obiektu światowego dziedzictwa nie zawsze przynosi korzyści mieszkańcom chronionych terenów. Ochrona może z czasem zdominować wszystkie inne potrzeby. Z jednej strony ogranicza się lokalną gospodarkę, z drugiej promuje miejsce i przyciąga tłumy turystów, którzy mogą niszczyć to, co miało być chronione. Jeżeli państwo chce utrzymać tak restrykcyjny model ochrony, powinno zapewnić mieszkańcom realne i przejrzyste finansowanie. Gmina nie może być zmuszana do sprowadzania coraz większej liczby turystów tylko po to, aby lokalna społeczność miała z czego żyć.

Ta strona korzysta z plików cookie, aby zapewnić najlepszą jakość korzystania z naszej witryny.

Zgoda na wszystkie
Zgoda na wybrane