W samorządach

Opublikował zarobki i stał się ofiarą ataków. Burmistrz Wadowic pyta o sens jawności

Organizacje obywatelskie, ruchy miejskie i aktywiści działają od lat na rzecz wprowadzenia jawności postępowania władzy. Staram się modelowo wypełniać te postulaty. Powstaje pytanie, w jaki sposób działania te mają przynieść skutek, skoro jawność i przedstawianie motywów swojego działania są jedynie pożywką dla medialnej nagonki? – pyta Mateusz Klinowski, burmistrz Wadowic, w liście otwartym do Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska.

 

Zaczęło się od opublikowania zarobków i dość rozsądnego komentarza na temat dochodów burmistrzów. – Zarobki w naszym kraju to temat wstydliwy, a zarobki osoby pełniącej funkcje publiczne są już niemalże skandalem. Z nowym rokiem oferuję, więc Wam skandal, czyli pokazuję związane z funkcją burmistrza dochody – napisał proroczo na swoim blogu Mateusz Klinowski, burmistrz Wadowic.

 

Z tekstu wynikało, że „do ręki” otrzymuje ok. 8020 zł, co w zestawieniu ze zwiększonymi kosztami życia (podróże Wadowice – Kraków itp.) oraz znacznie większym zakresem obowiązków, stresem, odpowiedzialnością itd. Klinowskiemu nie wydawało się kwotą zbyt dużą.

 

Przeciwnie.  Jego zdaniem w dzisiejszej Polsce bycie burmistrzem (przy założeniu, że nie zamierza on wykorzystywać swojego urzędu dla prywatnych korzyści) to w gruncie rzeczy robota dla… społeczników lub… szaleńców.  Wnioski? Systemowe zwiększenie pensji wójtów i burmistrzów, o co najmniej o 10 tys. zł, co mogłoby spowodować, że do polityki poszliby ludzie lepiej wykształceni i nastawieni bardziej altruistycznie, którzy dzisiaj często zarabiają bardzo dobrze gdzie indziej. Zatem, oszczędności na tym stanowisku – paradoksalnie – wydają się promować niską jakość samorządowej klasy politycznej – napisał na swoim blogu i wywołał burzę…

 

 

 

Najpierw w lokalnej prasie, potem w TVN itd. – Po publikacji umowy o pracę zarzucono mi pazerność, a gdy na swoim blogu wyjaśniłem, że w polityce nie jestem dla pieniędzy, drobiazgowo pokazując swoje dochody na przestrzeni lat, zmanipulowano moje wypowiedzi – napisał burmistrz Wadowic w liście otwartym do Watchdog Polska.

 

Klinowski zauważa w tym liście, że już pierwsza próba realizacji postulatu jawności spotkała się z bezprecedensowym atakiem mediów lokalnych, później powtórzonych przez dziennikarzy ogólnopolskich. Po publikacji umowy o pracę zarzucono mi pazerność, a gdy na swoim blogu wyjaśniłem, że w polityce nie jestem dla pieniędzy, drobiazgowo pokazując swoje dochody na przestrzeni lat, zmanipulowano moje wypowiedz. Przejrzystości i jawność nie stała się w ogóle przedmiotem zainteresowania mediów, skupiono się na szukaniu sensacji.  Zdarzenie to nasuwa pytanie, czy jesteśmy w Polsce gotowi na wprowadzenie pełnej jawności działania w polityce? Zwłaszcza, że wiąże się z tym, jak widać na moim przykładzie, dalsze obniżanie standardów debaty publicznej.

 

– Z naszego doświadczenia wynika, że wiarygodność można uzyskać tylko dzięki konsekwentnemu realizowaniu wizji przejrzystego rządzenia i postępowaniu spójnym z głoszonym systemem wartości. Tak więc – jeśli uważa Pan, że jawność jest ważną demokratyczną wartością i dźwignią zmian – po prostu proszę robić swoje. Krytyka Pańskich poczynań jako Burmistrza jest niejako wpisana w tę funkcję. Mamy nadzieję, że będzie Pan dalej działał na rzecz jawności i będziemy mogli pokazywać Pańskie działania jako modelowe. Co więcej liczymy na to, że zaczniecie Państwo działać wspólnie z innymi burmistrzami, prezydentami i wójtami, którym przyjmują powierzoną im misję jako służbę. Wszelkie zmiany proponujemy zacząć od zaraz! – odpisali w imieniu Sieci Watchdog Szymon Ossowski i Katarzyna Batko-Tołuć.

 

Kolejnym krokiem burmistrza ma być opublikowanie zarobków zastępców i wszystkich urzędników w mieście.

TAGI: dobre praktyki, dostęp do informacji publicznej,