Rozmowy Wspólnoty

Gmina nie powinna stać z boku

Rozmawia: Janusz Król

25.01.2020

Nie ma obowiązku przynależności do organizacji samorządowych. Od kilku lat widać jednak tendencję do centralizacji, ustawodawca wie lepiej, jak my, na dole, powinniśmy prowadzić sprawy lokalne. W tej sytuacji stanie z boku, nieinteresowanie się tym, co dzieje się w innych jednostkach, szkodzi nie tylko idei samorządowej, ale też własnej gminie – mówi Jacek Brygman, wójt gminy Cekcyn, przewodniczący Konwentu Wójtów Gmin Wiejskich Województwa Kujawsko-Pomorskiego oraz wiceprzewodniczący Związku Gmin Wiejskich RP.

Cekcyn to niewielka gmina, a małe jednostki są najbardziej zagrożone finansowo. Ile wasz budżet stracił na zmianach w podatku dochodowym i w jaki sposób wpłynęło to na zdolność realizacji zadań publicznych?

Cekcyn to jedna z większych gmin pod względem powierzchni, w województwie kujawsko-pomorskim bodaj piąta, a w powiecie tucholskim największa. Ma 253 km kwadratowe, podczas gdy średnia dla gmin w Polsce to 150–180 km kw. Także pod względem liczby mieszkańców, których mamy 6800, należymy do średnich w kategorii gmin wiejskich. Cieszy nas, że liczba mieszkańców stale nam rośnie. Ten przyrost nie jest duży, rzędu kilkudziesięciu osób rocznie, ale jest. I to mimo sporej odległości, która dzieli nas od większych aglomeracji miejskich oraz głównych szlaków komunikacyjnych.

Jeśli chodzi o ubytek dochodów z tytułu zmiany stawek i zwolnień w podatku od osób fizycznych, wynosi on około pół miliona złotych. W ostatnich latach dochody z PIT rosły nam o kilkanaście procent rocznie, w tej chwili wynoszą nieco ponad 4 mln zł. Oczywiście, szacunek naszego dochodu z PIT w 2020 r., dokonany przez Ministerstwo Finansów, nadal pokazuje wzrost o 5 do 6 proc., ale gdyby utrzymana została tendencja z poprzednich lat, wyniósłby co najmniej 15 proc.

To będzie miało wpływ na realizację naszych zadań, szczególnie inwestycji, które planowaliśmy  w dłuższej perspektywie w oparciu o WPF. Dotknie nas także wzrost kosztów. Sam wzrost płacy minimalnej oraz obowiązek naliczania dodatku stażowego ponad wysokość płacy minimalnej to w naszym przypadku wzrost wydatków o około 300 tys. zł. O 200 tys. zł więcej zapłacimy za energię – to skutek podwyżki cen aż o 65 proc. w porównaniu z czerwcem 2018 roku. Łącznie od 700 tysięcy do miliona złotych wyparowało nam z planowanych wydatków inwestycyjnych.

 

Podjął pan liczne obowiązki poza gminą. Jest pan przewodniczącym Konwentu Wójtów Gmin Wiejskich Województwa Kujawsko-Pomorskiego, wiceprzewodniczącym Związku Gmin Wiejskich RP – jak udaje się pogodzić obowiązki w gminie z aktywnością ogólnosamorządową?

Przede wszystkim muszę podziękować radnym, którzy rozumieją to zaangażowanie i pozwalają mi na pracę na rzecz ogólnych interesów samorządu. To buduje nasz pozytywny wizerunek jako gminy w województwie i całej Polsce. A możliwe jest dzięki temu, że mamy bardzo sprawny zespół pracowników w urzędzie. Jeśli chodzi o konwent wójtów, to bardzo pomaga mi moja zastępczyni, Monika Szczęsna. Spotkania konwentu organizujemy trzy lub cztery razy w roku w różnych gminach, aby mogły się promować w skali województwa, pracują też inni członkowie prezydium konwentu oraz tematyczne zespoły robocze, a więc jako przewodniczący nie muszę wszystkim zajmować się sam.

 

Wydaje się, że konwent jest ważnym obszarem współpracy międzygminnej, ale w rozległym województwie są pewne pola konkurencji między gminami. Na ile da się to odczuć w waszej działalności?

Pomysł powołania konwentu zgłosił już 13 lat temu Tadeusz Wiewiórski, wójt gminy Wielgie, który był przez dwie pierwsze kadencje jego przewodniczącym. Pięć lat temu zrezygnował, ale nadal udziela się jako zastępca przewodniczącego. Konwent nie jest sformalizowaną organizacją i nie mamy problemów administracyjnych czy ze składkami. Jego zadaniem jest przede wszystkim zabieganie o możliwości rozwojowe gmin wiejskich i miejsko-wiejskich w województwie. Nasza działalność polega na systematycznych spotkaniach z wojewodą i jego przedstawicielami, marszałkiem, instytucjami działającymi w regionie. Zainteresowanie tymi spotkaniami jest spore.

Na ponad sto gmin wiejskich i miejsko-wiejskich na spotkania przyjeżdża od 60 do 80 wójtów i burmistrzów. W poprzednich latach udawało się nam osiągnąć kompromis w sprawie równomiernego podziału środków z dofinansowania unijnego. Polegało to na nieformalnym dogadaniu się, o jaką maksymalną kwotę dofinansowania mogą ubiegać się samorządy na projekty konkretnego typu. Na przykład w projektach wodociągowych, w których PROW przewidywał dotację w wysokości 2 mln zł na gminę, realnie pieniędzy nie było tak dużo, żeby każdy tyle dostał, dlatego porozumieliśmy się, że kwota wnioskowana przez gminy nie będzie przekraczać, dajmy na to, 700 tysięcy złotych.

Oczywiście interesy gmin typowo podmiejskich, gdzie jest bardzo szybki i duży rozwój, są rozbieżne od interesów gmin typowo rolniczych. Potrzeby różnicuje też wielkość jednostek administracyjnych. Dlatego w ostatnich naborach nie udawało się nam zawrzeć porozumienia i pojawiała się rywalizacja. Ale w sprawach finansowych to naturalna rzecz, nie zrażamy się, bo nie możemy poszczególnym samorządom narzucać, na jakie projekty i o jakie dofinansowanie mają występować.

 

W pierwszym tegorocznym numerze „Wspólnoty” opublikowaliśmy raport o dotacjach z Funduszu Dróg Samorządowych. Analiza nie obejmowała waszego województwa, ale w dziesięciu innych doszło do faworyzowania przez wojewodów bliskich im politycznie wójtów i starostów. Jak układa się wam współpraca ze wojewodą?

W naszym województwie bardzo dobrze, a przynajmniej tak oceniamy to z punktu widzenia działań konwentu. Wojewoda przyjeżdża na nasze spotkania, a jeśli nie może – deleguje wicewojewodę. Zawsze są też obecni przedstawiciele jego służb. Dotyczy to kuratora oświaty, dyrektora wydziału inwestycji i rolnictwa i innych. Ich udział zależy od problemów, którymi na danym spotkaniu się zajmujemy. Najczęściej są to oświata, ochrona środowiska, gospodarka odpadami, drogownictwo.

W przypadku dróg samorządowych udało się wynegocjować z wojewodą, aby uwzględniane były wnioski, dla których pozwolenie na budowę uzyskane zostanie także do 30 dni po ich złożeniu, to jest do czasu pierwszej weryfikacji. To było ważne dla wielu gmin i wojewoda przystał na naszą propozycję. Ustawa o Funduszu Dróg Samorządowych daje premierowi możliwość ingerencji w listy beneficjentów oraz wprowadzenia do realizacji całkiem nowych wniosków, które nie przeszły przez procedurę kwalifikacyjną na poziomie województwa.

Premier może też zmienić wskaźnik wysokości dofinansowania. Związek Gmin Wiejskich RP podnosił ten problem na posiedzeniu Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego i uzyskaliśmy odpowiedź, że chodzi o 5 proc. środków, które są w dyspozycji premiera i że wnioski o zmianę wskaźnika finansowania należy składać bezpośrednio do Kancelarii Premiera wraz z uzasadnieniem. Brak w tym zakresie jasnych procedur zawsze będzie rodził podejrzenia o faworyzowanie niektórych samorządów.

 

Jak układa się współpraca z kuratorem oświaty, szczególnie w kwestii zmiany sieci szkół? Czy kurator pozwala na likwidację nieefektywnych placówek?

Rzecz jasna chodzi panu o poziom nauczania, a nie efektywność ekonomiczną? Kurator zadeklarował, że jeśli wnioski gmin będą należycie uzasadnione troską o jakość kształcenia, uzgodnione z rodzicami i środowiskiem nauczycieli, to nie będzie stawiał przeszkód. Wszyscy uważamy, że określanie sieci szkół powinno być suwerenną decyzją gmin, a kurator co najwyżej powinien mieć możliwość jej opiniowania, jednak prawo przewiduje inaczej i dlatego deklaracja kuratora jest istotna.

W naszej gminie mamy pewien problem. Nie chodzi jednak o likwidację szkół, a o zmianę zakresu – z ośmiu do czterech klas w dwóch mniejszych miejscowościach. To skutek likwidacji gimnazjum, bo specjalnie wybudowaliśmy nowy obiekt, w pełni wyposażony, za który do dziś spłacamy kredyt. Aby w pełni go wykorzystać, chcemy umieścić w nim dzieci ze starszych klas. Zależy nam też, aby niepotrzebnie nie wydawać pieniędzy na rozbudowę budynków.

Jednak na razie nie mamy na to zgody rodziców i nauczycieli. Między innymi z takich powodów jako Związek Gmin Wiejskich RP wnioskujemy o przywrócenie gminom kompetencji w sprawie ustalania sieci szkolnej.

 

Dla wojewódzkiego konwentu wójtów współpraca z administracją wojewódzką ogólną i specjalną jest naturalna, ale czy podejmujecie interwencje także na poziomie krajowym?

W przypadku spraw należących do administracji centralnej konwent przyjmuje stanowiska, które następnie przesyłamy do Kancelarii Premiera i poszczególnych ministerstw, ale głównie przekazujemy Związkowi Gmin Wiejskich, aby podjął te kwestie na Komisji Wspólnej. W rezultacie niemal na każdym posiedzeniu poruszane są tematy dotyczące gospodarki odpadami, ochrony środowiska, drogownictwa, oświaty.

W oświacie występuje problem finansowania podwyżek płac, na które rząd oficjalnie i świadomie daje mniej pieniędzy, niż wymaga to ich skala. Tak było w ubiegłym roku, to samo zapowiedziano na ten. Podwyżka płac w roku 2020 ma kosztować łącznie ponad 800 mln zł, a MEN zapowiada, że da na ten cel jedynie 100 mln. Reszta pieniędzy rzekomo ma być efektem zmniejszenia ogólnej liczby etatów w placówkach oświatowych, ale na to samo źródło uzupełnienia brakującej kwoty wskazywano przy okazji ubiegłorocznej podwyżki.

Nie może być na to zgody strony samorządowej. Ale nie my zgłaszamy jedynie roszczeń finansowych. Bardzo często podpowiadamy, jak można realizować zadania inaczej i bardziej efektywnie. Pokazujemy to choćby na przykładzie gospodarki odpadami, gdzie wyższe koszty generowane są przez niedobre rozwiązania narzucone przepisami albo poprzez wyroki sądów. Zresztą orzeczenia sądów bywają niekonsekwentne i rozbieżne.

 

Wiele gmin i wielu wójtów nie bierze udziału w pracach ogólnosamorządowych, nie należy do organizacji i nie musi płacić składek oraz tracić czasu na podróże po Polsce. Co pan sądzi o takich postawach?

Mają takie prawo, nie ma obowiązku udzielania się społecznie. Ale jest to strata dla ogólnie pojętej samorządności. Widać, że dzięki niej Polska dobrze się rozwinęła i nadal się rozwija. Od kilku lat widać tendencję do ograniczania samorządności, do centralizacji, prowadzi to do sytuacji, że ustawodawca wie lepiej, jak my, na dole, powinniśmy prowadzić sprawy lokalne.

W tej sytuacji stanie z boku i jedynie administrowanie gminą nieinteresowanie się tym, co dzieje się w innych samorządach, szkodzi nie tylko idei samorządowej, ale też własnej gminie. Przynależność do Związku Gmin Wiejskich RP to koszt zaledwie trzydziestu paru groszy od mieszkańca rocznie. W przypadku małych gmin to zaledwie tysiąc złotych, w większych może trzy tysiące.

Taka składka nie jest duża, ale dzięki niej możemy bardziej skutecznie zabiegać o nasze interesy. Wspólne spotkania na ogólnopolskich kongresach samorządowych są doskonałą okazją do wymiany doświadczeń i podpatrywania lepszych, ciekawszych i efektywniejszych rozwiązań problemów.

 

Co pana zdaniem jest dziś główną przyczyną niezbyt dobrej współpracy strony rządowej i samorządowej?

Nie powinno być w Polsce podziału na stronę rządową i samorządową, bo bez względu na to, jak rozkładają się kompetencje, jakie mamy przekonania polityczne, to i my, i rząd pełnimy rolę służebną w stosunku do mieszkańców. Czego nam w Polsce brakuje najbardziej, bez względu na to, kto jest w rządzie, a kto w samorządzie? Wzajemnego słuchania się.

Być może my, samorządowcy, nie słyszymy tego, co strona rządowa chce zrealizować i zbytnio się nastroszamy, ale z drugiej strony obserwujemy naprawdę małe zainteresowanie tym, co mamy do powiedzenia. Dotyczy to nie tylko naszych roszczeń, ale i podpowiedzi, co można zrobić lepiej i efektywniej w zakresie rozwiązywania lokalnych problemów.