W samorządach

O co chodzi w sporze o Narodowy Program Leśny

Fot. Freepik.com

Aktualna debata o polskich lasach słabo przebija się w szerszej opinii publicznej. Mało kto wie o co konkretnie chodzi w sporze społecznym z Lasami Państwowymi. I chyba nikt już nie jest się w stanie połapać w niuansach obecnego stanu tej debaty. A sprawa jest istotna, skoro idzie o zarządzanie jedną trzecią powierzchni kraju, którą wszyscy mamy mniej lub bardziej pod nosem.

Środowiska zaangażowane w sprawę – w tym kilkaset inicjatyw leśnych takich jak nasza, walcząca o Las Młochowski pod Warszawą – są sfrustrowane i wyeksploatowane przez fasadowy, jak się coraz bardziej okazuje, proces w tej sprawie zainicjowany w zeszłym roku przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska.

Warto więc spojrzeć na sprawę z nieco szerszej perspektywy czasowej i przyjrzeć się tematowi słabo znanemu naszej aktywistycznej „bańce”, a opinii publicznej niemal zupełnie obcemu. Chodzi o Narodowy Program Leśny – brutalnie przerwany dziesięć lat temu z powodu dojścia do władzy Zjednoczonej Prawicy.

Temat jest istotny z kilku powodów. Będę argumentował, że NPL był i wciąż jest programem reformy polskiego leśnictwa adekwatnie identyfikującym patologie, z którymi zmagają się dziś inicjatywy leśne. Dlatego jest faktem dość niefortunnym, że w naszym światku aktywistycznym Narodowy Program Leśny nadal cieszy się niezasłużenie kiepską opinią. Jedni twierdzą, że jego założenia były niekonkretne, a wstępne efekty – sformułowane w „Rekomendacjach” – ogólnikowe. Drudzy, że był to dobry pomysł, ale należałoby go gruntowanie zrewidować (ale nie precyzują jak). A jeszcze inni odsądzają go od czci i wiary w przeciwieństwie do wcześniejszych nieśmiałych prób ekologizacji polskiego leśnictwa. Wszystko to dzieje się w chwili, gdy jest wznawiany przez MKiŚ – równolegle z kolejnym etapem procesu spod znaku Ogólnopolskiej Narady o Lasach 2024, w której uczestniczyliśmy wraz z innymi działaczkami i przedstawicielami NGO.

I na dodatek program ten dotyczy dokładnie tego samego obszaru lasów publicznych, tyle że w perspektywie nieco bardziej długofalowej. Choćby dlatego warto o nim zacząć poważną dyskusję. Nieufność wobec Narodowego Programu Leśnego w dzisiejszym światku inicjatyw leśnych wydaje się wiązać z tym samym powodem, który dziesięć lat temu doprowadził do jego odrzucenia przez prawicę. Chodzi o feralne zestawienie słów: „Trwale Zrównoważona Wielofunkcyjna Gospodarka Leśna” – hasło oznaczane od jakiegoś czasu w naszej „bańce” skrótem TZWGL, z powodu znużenia urzędową nowomową Lasów Państwowych. Związana z tym magia słów sprawia, że nikt nie widzi, iż formuła ta odnosi się do dwóch różnych rzeczy. Co wychodzi na jaw przy nieco bliższym zaznajomieniu się z branżą leśnictwa i jej terminologią osadzoną w świecie międzynarodowych instytucji.

Magia słów, czyli TZWGL

Znana formuła o zrównoważonej i wielofunkcyjnej gospodarce jest po prostu przekładem międzynarodowego standardu leśnictwa (sustainable management). W szczególnym kontekście sporu o lasy w Polsce wyraża jednak coś zupełnie innego. Odnosi się do bardzo konkretnego modelu leśnictwa, niezwykle czczonego przez środowiska konserwatywne związane z Lasami Państwowymi, stworzonego trzysta lat temu w Saksonii, aby zapobiec zjawisku „rabunkowości gospodarki” – ubytkowi podaży drewna „na pniu” (niem. Nachhaltigkeit). Obowiązujący model leśnictwa w Polsce od stu lat opiera się na tym sąsiedzkim wzorcu i w tym sensie jest to gospodarka mniej lub bardziej „zrównoważona”, na wzór działalności rolniczej. Ale na pewno nie jest wielofunkcyjna, bo mimo modyfikacji i udoskonaleń pozostaje sztucznie zredukowana do tej starodawnej postaci, zwanej fachowo „leśnictwem drzewostanowym”. Kieruje nią wizja zorientowana na zapewnienie stałego dostępu do surowca, a cała reszta jest tylko funkcją tego celu (trudno mieć żal do dawnych Sasów, że tak to widzieli, trudniej jednak zrozumieć jak można jej bronić dziś – a gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o…)

Tymczasem według prof. Kazimierza Rykowskiego, autora Narodowego Programu Leśnego (a także aktywnego uczestnika ostatniej Ogólnopolskiej Narady o Lasach), w Polsce potrzebny jest nowy system leśnictwa – zróżnicowanego. Jest to system, który zakłada właśnie całkowitą zmianę rozumienia „sustainable mangement” i modelu gospodarowania lasami – poprzez urealnienie znaczenia tej formuły pod kątem wielofunkcyjności leśnictwa (w kontekście szybkich przemian cywilizacyjnych i zmiany klimatu). Tyle tylko, że ta radykalna reforma miała dokonywać się pod tym hasłem. W efekcie doszło do nieporozumienia: to, co dla prawicy i konserwatystów z Lasów Państwowych był zamachem na świętość istniejącego modelu w jego rzekomej doskonałości, w dzisiejszym ruchu leśnym zostało odebrane jako nieistotny branżowy spór w ramach doktryny Lasów Państwowych. Czemu sprzyjał fakt, że akurat TZWGL jest dla nas najbardziej skompromitowaną formułą z powodu groteskowej żonglerki nim przez tę korporację. Podchodzimy do tego hasła nieufnie, bo z doświadczenia wiemy, że to tylko urzędniczy wytrych, który ma brzmieć mądrze i naukowo, ale faktycznie jest bronią w długiej wojnie pozycyjnej z grupami protestu – które widzą, jak ta dumna formuła rozmija się z siermiężną rzeczywistością w lasach.

Tym trudniej było dostrzec, że w projekcie Narodowego Programu Leśnego ta sama formuła po prostu odnosi się do międzynarodowego standardu wpisanego w roku 1993 we wszystkie europejskie ustawy o lasach, a sam projekt odpowiada na potrzebę rzeczywistego sprostania mu. Wpisanego na tyle ogólnie, aby można było – jak dotąd w Polsce – symulować wielofunkcyjność leśnictwa. Odrzucenie Narodowego Programu Leśnego przez tzw. środowisko NGO wynika z przeoczenia jego faktycznego celu: przywrócenia realnego sensu pustej, obmierzłej formuły TZWGL.

I tu wracamy do sedna sprawy, czyli powodu, dla którego NPL paradoksalnie zdaje się właśnie trafnie odpowiadać na postulaty ruchów leśnych. Bo identyfikuje kluczowy błąd strukturalny systemu zarządzania lasami.

Wielofunkcyjność leśnictwa jako współczesny imperatyw

Narodowy Program Leśny mówił o nowej definicji lasu odchodzącej od drzewostanowych priorytetów na rzecz definicji ekosystemowej, i zakładał zróżnicowanie instrukcji „urządzania lasu” – będących głównymi dokumentami obowiązującymi nadleśniczych (obok dokumentów określających zasady hodowli i użytkowania lasu). Instrukcje te miałyby być odrębnie nakierowane a to na ochronę czynną, a to na ekosystem (wraz formą pośrednią przyrodniczo-ekosystemową), a to na modłę dzisiejszą, drzewostanową. Przypomnijmy, że mowa o jednej trzeciej kraju, którą stanowią publiczne lasy, z których połowa ma oficjalnie status ochronny, a nie „gospodarczy” i powinna podlegać innym priorytetom, a nie „modyfikacjom” priorytetów istniejących dziś, przez co ustawowe lasy ochronne są dziś „ochronne” jedynie na papierze. Odciążeniem dla aktualnego zasobu miałby być program zalesiania kraju, związany z wprowadzeniem odrębnej kategorii leśnictwa plantacyjnego zorientowanego ściśle na produkcję drewna. 

„Model integracyjny”, czyli dogmat unifikacji i demiurgiczne fantazje dzisiejszych leśników

Innymi słowy, projekt Narodowego Programu Leśnego zakładał odejście od tzw. modelu integracyjnego w leśnictwie, nakierowanego na optymalną realizację w ramach danego kawałka lasu wszystkich trzech funkcji, wpisanych do ustawy na mocy konwencji z 1993 roku – tak zwanych funkcji społecznych, przyrodniczych i gospodarczych. Czyli zakładał odejście od systemu dogmatów forsowanych przez Lasy Państwowe pod hasłem TZWGL, a który obowiązuje dziś w ramach sztucznego założenia o unifikacji trzech funkcji w „jednym miejscu i czasie” – przez masowe wycinki przysparzając cierpień samorządom, fundacjom ekologicznym i coraz liczniejszym grupom takim, jak my, c co najistotniejsze, przysparzając cierpień przyrodzie.

NPL uderza w demiurgiczne fantazje, w których polscy leśnicy są mocno pogrążeni uważając się za twórców lasu. Postrzegają oni system ustawowych funkcji lasu – przyrodniczej, ekonomicznej i społecznej – w taki sposób, że warunkiem spełniania funkcji przyrodniczej jest spełnianie funkcji ekonomicznej, przy jednoczesnej „samoczynnej” realizacji trzeciej – społecznej. Wyraża się to w groteskowych próbach dowodzenia przez publiczną instytucję, że gigantyczny system unifikacji ekosystemów leśnych jest jednocześnie systemem ochrony przyrody. A faktycznie po cichu sprowadza leśnictwo do innej uznanej społecznie formy bytu, czyli do rolnictwa (i być może problem w gruncie rzeczy odsyła do systemu edukacji wyższej). Prof. Kazimierz Rykowski podkreśla patologie instytucjonalne związane z modelem integracyjnym leśnictwa w Polsce: konformizm i brak motywacji do zmian, rozmycie odpowiedzialności czy wymuszone przez zunifikowany system generowanie konfliktów z otoczeniem.

Nie dziwi więc, że Narodowy Program Leśny został w 2015 wyrzucony do kosza, skoro był nie na rękę konserwatystom z Lasów Państwowych – i nie bez związku z osobliwym statusem prawno-ekonomicznym tej instytucji jako państwa w państwie opartego na samofinansowaniu.

Synergia

Tymczasem Narodowy Program Leśny po prostu współgra z kilkuletnimi doświadczeniami inicjatyw leśnych w jałowym dialogu z instytucją Lasów Państwowych. Uparte trwanie urzędników przy modelu integracyjnym przybiera wszelkie możliwe formy: od pokątnego „hejtu” wobec rezerwatów (0,6 proc. w skali kraju) jako czegoś sprzecznego z ich obrazem lasu. Poprzez nadmierną kreatywność – leśnicy snują narracje o tym, jak stwarzają las, a nawet doszukują się takich działań w głębokiej starożytności (za rządów Zjednoczonej Prawicy leśnicy odkrywali wykopaliska świadczące jakoby o tym, że dawne puszcze zostały posadzone przez starożytnych leśników). Aż po niespójne zachowania: w negocjacjach mogą być wręcz ustępliwi we wszystkim, co nie dotyczy sposobu zarządzania samym zasobem. Skłonni są tworzyć infrastrukturę lub finansować eventy, byle nie odstąpić od zunifikowanej TZWGL i nie tworzyć precedensów.

Być może należałoby mówić wręcz o „parareligijnym” podejściu instytucji Lasów Państwowych do kluczowej sprawy modelu gospodarki. Jakby las nie był w stanie istnieć bez jego wycinania w momencie, kiedy drewno ma optymalne parametry pod względem wymiarów i właściwości technicznych. Naczelnym dogmatem staje się „wiek rębny”, mający się nijak do żywotności biologicznej gatunków.

Dla nas, społecznych ruchów leśnych, najbardziej zauważalna jest sprzeczność między gwarantowaną przez ustawę funkcją społeczną a funkcją gospodarczą, gdy to sami ludzie orientują się, że znikają cenne starolasy. Ale mniej widzialnym aspektem sprawy jest wpisanie w model integracyjny założenia o uproszczeniu całych ekosystemów przez poddawanie ich zaplanowanym mikrokatastrofom (tzw. cięcia rębne) wymuszonym przez imperatyw „TZWGL na każdym hektarze”, jak skwitował to Antoni Kostka z Centrum Strategii Środowiskowych.

Modele leśnictwa

Ważne, abyśmy zdali sobie sprawę, że w Polsce mamy do czynienia ze sztucznie zunifikowanym modelem leśnictwa. Obecnie mamy też okazję pogłębić dyskusję o lasach, a nawet zyskujemy komfort dostrzeżenia dość prostej formuły rozwiązania problemu lasów publicznych w Polsce dzięki zbieżności naszych doświadczeń z diagnozami specjalistów.

Mamy bowiem co najmniej dwóch niezależnych ekspertów, którzy mówią mniej więcej to samo. Obok prof. Rykowskiego jako spiritus movens Narodowego Programu Leśnego, kolejny autorytet w tej dziedzinie, prof. Jerzy Szwagrzyk wyraził ostatnio opinię, że adekwatnym rozwiązaniem dla polskich lasów publicznych jest formuła pośrednia między modelem integracyjnym (obowiązującym obecnie) a„separacyjnym”. Czyli takim, gdzie separację funkcji (ze standardu w ustawie) przeprowadza się przestrzennie, w jednym obszarze realizując głównie funkcję gospodarczą lasu (jest obecnie wszędzie), a w innym miejscu społeczną, powiązaną w jakiś sposób z przyrodniczą. Ani obecnie obowiązujący model „integracyjny”, ani czysto „separacyjny”, nie jest, zdaniem Szwagrzyka, dobrym rozwiązaniem dla lasów publicznych w Polsce (Rykowski powołuje się tu na zasadę Ashby’ego: układ sterujący winien dorównywać złożonością układowi sterowanemu – operacje leśne muszą być zróżnicowane stosownie do złożoności materii lasów).

Manifest Leśny i model separacyjny

I tu dochodzimy do słabej kompatybilności między wspólnym stanowiskiem dwóch niezależnych ekspertów, a będącym na politycznym stole programem modelu „separacyjnego”. Jest to program zainicjowany przez środowiska NGO i podchwycony przez Koalicję Obywatelską w formie postulatu wyłączenia 20 proc. najcenniejszych obszarów leśnych z wycinek, wyrażony wcześniej w Manifeście Leśnym 2023. Manifest trafnie identyfikuje inne wymiary problemu. Istnieje jednak uzasadniona obawa, że postulat wyłączenia 20 proc. lasów z gospodarki w jego „bezpiecznym” zakorzenieniu w wymogach UE, jest w odniesieniu do lokalnej materii polskich lasów zbyt skromny. Na przykład z uwagi na zaniedbany od dawna fakt, że lasy publiczne pod zarządem Lasów Państwowych mają w większości status ustawowo „ochronny”, a nie „gospodarczy”.

Wracając znów do projektu Narodowego Programu Leśnego – zakładał on przejście do systemu bardziej złożonego niż separacyjny (od 4 do 6 kategorii lasu – leśnictwo rezerwatowe, ekosystemowe, drzewostanowe, plantacyjne i formy pośrednie). Taka koncepcja słabo współgra z obecną fazą dyskusji, gdzie jeden las ma być tradycyjnie „gospodarczy”, a inny „społeczny” lub pozostawiony w spokoju z powodów przyrodniczych. A jak przytomnie zauważyli ludzie z Inicjatywy Dzikie Karpaty, w ustawie nie ma mowy o czymś takim, jak „las gospodarczy” – obecność tej kategorii w dzisiejszej debacie jest tylko efektem dominacji korporacyjnego języka Lasów Państwowych.

Od jakiegoś czasu coraz więcej mówi się w ruchu leśnym o zmianie paradygmatu leśnictwa. Pytanie brzmi: czy aby na pewno miałaby ona polegać ma milczącej akceptacji kategorii lasów gospodarczych, odbierającej, w ramach logiki polaryzacji, „kawałek tego, co nasze”, społeczno-przyrodnicze? Zmiana paradygmatu powinna wiązać się raczej z nową wizją całości, uwzględniającą podejście dawne ze świadomością jego sukcesów i granic. Przypomnijmy, że same lasy ochronne, trwale wpisane w polskie prawo jako pusta kategoria, obejmują prawdopodobnie trzykrotnie większą powierzchnię niż ostrożne unijne 20 proc.

Co robić?

Warto patrzeć urzędnikom na ręce, aby kluczowy postulat zróżnicowania zasad leśnictwa przypadkiem nie rozpłynął się w ramach dalszych prac nad Narodowym Programem Leśnym, np. z powodu nacisków środowisk związanych z Lasami Państwowymi. A w ruchu leśnym pora wyjść z fatalistycznego schematu, który rok temu na Ogólnopolskiej Naradzie o Lasach doprowadził do reaktywnego podziału na „wyłączenia”, „ograniczenia” lub „modyfikacje” gospodarki leśnej i który podchwyciło ministerstwo dla politycznej wygody. Jak wielokrotnie doświadczyliśmy na własnej skórze, hasło „wyłączania z gospodarki” jest w swym radykalnym i defensywnym brzmieniu ciężkostrawne np. dla samorządów i większości ludzi, którzy są zdezorientowani. Zamiast identyfikować precyzyjnie problem, określa naszą wolę negatywnie wobec mgliście pojmowanych wszelkich działań leśników („gospodarka leśna”). A przez to generuje niepotrzebną polaryzację, postulując zaniechanie działań (które oni, jako urzędnicy, uważają za odgórnie im nakazane i słuszne). Niepotrzebnie określa też naszą wolę wokół tego, czego nie chcemy, zamiast wokół czegoś określonego, czego chcemy. Jedno i drugie oddaje inicjatywę urzędnikom Lasów Państwowych i pozwala im umiejętnie rozgrywać wiedzę branżową wraz z jej wciąż silnym społecznym autorytetem (a potrafią i sugestywnie opowiadać o procesach biologicznych, i straszyć zawaleniem się drzewa na głowę, za co odpowiada nadleśniczy).

Last but not least: hasło „wyłączania z gospodarki leśnej” nie identyfikuje i nie adresuje problemu podanego na tacy przez niezależnych ekspertów. „Wyłączanie czegoś z czegoś” nie jest zmianą paradygmatu. Bardziej wygląda na jego pośrednie potwierdzenie przez milczące usankcjonowanie „lasów gospodarczych” na większości obszaru, nawet jeśli dużo się wtedy mówi o funkcjach pozaprodukcyjnych lub usługach ekosystemowych (jak zauważył Rykowski, jest to wyważanie otwartych drzwi).

Pewne jest też jedno, co do czego i eksperci, i ruch leśny, chyba są zgodni. Nie da się przywrócić etosu ważnej instytucji, jaką są Lasy Państwowe, bez zasadniczej zmiany systemu jej finansowania. W obecnej postaci system ten osłabia zdolność tej instytucji do realizacji celów ustawowych (co pokazał m.in. raport NIK).

Prof. Rykowski podkreśla też różnicę między korporacyjnym stylem dialogu Lasów Państwowych, a autentycznym dialogiem społecznym, którego ta instytucja musi się w końcu nauczyć. Brzmi znajomo? Tak, to są te same diagnozy, które znamy z Manifestu Leśnego stworzonego dwa lata temu przez aktywistyczne środowisko.

Dlatego warto, abyśmy na poważnie zmierzyli się z koncepcją Narodowego Programu Leśnego. Skoro potencjalny sojusznik dysponuje branżowym autorytetem, którego my, jako działacze i działaczki leśne, nie mamy.

Reaktywacja prac nad Narodowym Programem Leśnym

Krótko po napisaniu tego artykułu Ministerstwo Klimatu i Środowiska wznowiło prace nad Narodowym Programem Leśnym. W październiku prof. Kazimierz Rykowski przedstawił w ramach nowego zespołu stanowisko, w którym wyraża obawę, że możemy mieć do czynienia z kolejnym fasadowym procesem.

Jak czytamy w stanowisku, „powoływanie w 2025 roku «Zespołu» wraz z «Grupami tematycznymi» do spraw reformowania gospodarki leśnej jest mnożeniem bytów, rozpraszaniem wysiłków, stratą czasu, ruchem wstecz. W ten sposób powiela się urzędnicze schematy tworząc pozory aktywności. Jest to powtórzeniem «paneli ekspertów» z lat 2012–2015 i «stolików» z lat 2024–2025. W tym stylu możemy przygotowywać martwe dokumenty, które każda następna, równie ambitna władza, będzie kontestować i od nowa organizować prace i zaczynać wszystko od zera”.

Do takiej oceny skłania go „brak kontynuacji prac nad NPL realizowanych w latach 2012–2016, nieuzgodnienie stanowisk co do kształtu przyszłej gospodarki leśnej w ramach dotychczasowych spotkań ONoL, jak również niejasne cele i metody pracy powołanego w 2025 r. «Zespołu» do spraw rozwoju leśnictwa”.

Stanowisko zawiera ponadto:

– skondensowaną krytykę obecnego zunifikowanego modelu gospodarki leśnej,

– przekrojowe rozwinięcie koncepcji leśnictwa zróżnicowanego,

– spis siedmiu głównych działań, które należy podjąć na poziomie politycznym (ustanowienie hierarchii dokumentów, kwestie ustawowe, zróżnicowanie instrukcji działania PGLLP, dialog społeczny i inne).

„Reformowanie gospodarki leśnej powinno nadać kierunek i stworzyć podstawę zmian w nauczaniu zawodu i edukacji leśnej społeczeństwa, wskazać kierunek zmian organizacyjnych PGLLP, sformułować nową wizję i określić misję tej instytucji, nadać charakter głównym dokumentom, którymi kierują się operacje leśne” – czytamy.

Stanowisko zostało w ramach zespołu poparte przez prof. Jerzego Szwagrzyka. Jego pełna treść oczekuje obecnie na publikację.

*Marcin Pańków jest działaczem Inicjatywy Las Młochowski i Porozumienia Inicjatyw Lasów Chojnowskich; filozof i tłumacz, adiunkt na Wydziale Filozofii i Kognitywistyki Uniwersytetu w Białymstoku 

 

Aby zapewnić prawidłowe działanie i wygląd niniejszego serwisu oraz aby go stale ulepszać, stosujemy takie technologie jak pliki cookie oraz usługi firm Adobe oraz Google. Ponieważ cenimy Twoją prywatność, prosimy o zgodę na wykorzystanie tych technologii.

Zgoda na wszystkie
Zgoda na wybrane