Jak poinformował Krzysztof Kwiatkowski, prezes Najwyższej Izby Kontroli, kierowana przez niego instytucja, jako jedyna wśród państwowych instytucji kontrolnych zyskała uznanie w oczach Europejskiego Trybunału Obrachunkowego. Dzięki temu w kontrolach programów realizowanych ze środków unijnych, kontrolerom ETO, będą towarzyszyli w Polsce pracownicy NIK. – Europejski Trybunał Obrachunkowy uznał, że tylko standardy NIK są na tyle wysokie by prowadzić wspólne działania. Myślę, że dla polskich instytucji, które będą kontrolowane to spory atut. Oczywiście kontrole będą prowadzono bezstronnie, ale zawsze łatwiej będzie coś wyjaśnić, opisać specyfikę projektu kontrolerowi NIK niż ETO. Mniej też będzie negatywnych opinii w wyniku nieporozumień – mówił Kwiatkowski.
A samorządy polskie muszą się niestety zbliżających kontroli poważnie obawiać. Sukces, jaki osiąga Polska na polu procentowego wykorzystania środków przyciąga uwagę. Jak informował Kwiatkowski ETO będzie się dokładnie przyglądać projektom nie tylko ze strony zgodności z prawem, ale i założonych wskaźników np. liczby pasażerów, nowych miejsc pracy itd. I w razie niespełnienia kwot założonych w projekcie będzie nakładała tzw. „korekty”, czyli odbierała środki. – Mało się u nas o tym mówi, ale Unia ma swoje problemy budżetowe i jest to doskonały czas dla ETO, żeby się wykazać skutecznością – mówił Kwiatkowski.
Kwiatkowski uznał też, że wyniki wyborów samorządowych, w których – jego zdaniem – okazało się, że dobre zarządzanie już nie wystarczy, że mieszkańcy wymagają czegoś więcej, to dobry moment by głośno powiedzieć o nowej filozofii, która będzie przyświecała Najwyższej Izbie Kontroli. NIK zamierza bowiem kontrolować coś więcej niż tylko zgodność z prawem.
Przede wszystkim będzie badać sposób przygotowania jednostek do wdrożenia nowych rozwiązań i sposób przygotowania do realizacji dokumentów planistycznych. Ale planowane są także kontrole, które angielski odpowiednik NIK nazywa kontrolą „wartości za pieniądze”. Będzie więc nie tylko kontrolowana zgodności wykonywania jakichś zadań z prawem, ale ekonomiczne uzasadnienie danych działań i programów.
Na koniec Kwiatkowski zwrócił uwagę, żeby Najwyższej Izby Kontroli nie uznawać za instytucję odpowiedzialną za ściganie przestępstw. – Naszą rolą jest przedstawianie dobrych praktyk i nieprawidłowości, ale w celu ciągłego polepszenia pracy administracji publicznej. Nie mamy zadań i prerogatyw podobnych do tych jakie ma CBA, policja i prokuratura – mówił prezes NIK.
Jak zapewnił, kierowana przez niego instytucja nie widzi się w takiej roli. – Czasem spotykamy się z presją opinii publicznej, by za naszymi działaniami szła prokuratura, głośne sprawy sądowe. Są to jednak dążenia do budowania instytucji kontrolnej pochodzącej z innych realiów politycznych – mówił, przytaczając anegdotę o spotkaniu z szefem chińskiego odpowiednika NIK. W Chinach oprócz instytucji zrzeszonej w światowych strukturach, funkcjonuje druga instytucja kontrolna: kontrola partyjna. I to instytucja ma poszerzeone prerogatywy. Ma ona prawo do kierowania bardzo precyzyjnych wniosków o ukaranie konkretnych osób, w tym do żądania kary śmierci za podejrzenia o korupcję. – Nieco zaskoczony zapytałem, jaką skuteczność mają takie wnioski. 100 procentową odpowiedział chiński rozmówca – kończył anegdotę Kwiatkowski.
Konferencja „Nowoczesny Samorząd – zarządzanie i finanse”, www.doradcasamorzadowy.pl
Zdjęcie Krzysztofa Kwiatkowskiego: Marzena Stokłosa








