W samorządach

Nie będzie specjalnej pomocy dla Tychów

Sławomir Bukowski

04.02.2013

Rozczarowani? Tak, to dobre słowo. Decyzja Ministerstwa Pracy mocno w nas uderzyła – mówi Daria Szczepańska, wiceprezydent Tychów.

Godzina 13.30. Za pół godziny we Fiat Auto Poland zacznie się nowa zmiana. Na ogromny parking przed zakładami przy ul. Turyńskiej na peryferiach Tychów zajeżdżają dziesiątki autobusów pełnych ludzi. Fiatowcy, jak ich w okolicy nazywają, idą do bramy fabryki. Wielka rzeka ludzi wygląda jak na starych ujęciach Kroniki Filmowej. Uwijają się strażnicy, podnoszą i opuszczają szlabany, co chwilę na teren zakładu wjeżdża jakieś auto.

 

– Panie, co pan, tu nie wolno robić zdjęć! – krzyczy młody strażnik biegnąc w moim kierunku.

 

– Na terenie zakładu nie wolno, widzi pan, że stoję na zewnątrz – odpowiadam. Uspokaja się słysząc, że jestem dziennikarzem, choć potem i tak nie spuszcza mnie z oka.

 

Pracownicy przed bramą chętnie rozmawiają o zwolnieniach, choć za żadne skarby nie chcą się przedstawiać. „Bo wie pan, ktoś coś chlapnie i wyleci w pierwszej kolejności”. Wszyscy słyszeli, że będzie pomoc rządowa, dopłaty dla nowych pracodawców, którzy przyjmą ich do swoich firm, że władze miasta dogadują się z ministrem pracy. Zresztą sam wicepremier Janusz Piechociński obiecał lobbować za tym, żeby nowy model Fiata był produkowany w Tychach, choć w rzeczywistości koncern o żadnych planach jeszcze nie informował.

 

Gdy mówię, że Ministerstwo Pracy projekt pomocy opracowany w Tychach odrzuciło, kręcą głowami zdziwieni. – My słyszymy, że rozmowy trwają, że szczegóły są dogadywane. Zresztą każdy tak naprawdę zaczyna się martwić, gdy okres wypowiedzenia mu biegnie – opowiada młoda kobieta. – Ja jeszcze nie dostałam wypowiedzenia, ale jestem pewna, że wpisali mnie na listę do zwolnienia. Przy kontroli jakości pracuję, w sumie 6 lat w tej fabryce. Jakby co, będę miała trzy miesiące na poszukanie sobie roboty.

 

Tysiące do zwolnienia

 

 

1450 osób – ta liczba pada we wszystkich rozmowach. Tylu pracowników musi pożegnać się z Fiat Auto Poland. Koncern pod koniec zeszłego roku zatrudniał 4862 osoby, z czego przeważającą większość w tyskiej fabryce. Po restrukturyzacji zostanie ok. 3400. Ale każde zlikwidowane miejsce pracy tutaj oznacza zwolnienie kilku pracowników w spółkach kooperujących. Według śląskiej Solidarności łącznie pracę straci 6-8 tysięcy osób. Nawet jeśli ta ostatnia liczby jest przesadzona, to prawdą jest, że u kooperantów redukcje też już ruszyły. 14 stycznia w dwóch spółkach Delfo i DP Metal Processing zaczęły się zwolnienia grupowe, obejmą ok. 290 osób.

 

Gdy w pierwszych dniach grudnia 2012 r. koncern Fiata oficjalnie poinformował o restrukturyzacji, w Tychach rozdzwoniły się telefony. Także w urzędzie miasta.

 

 

– Dzwonili politycy, różne osoby z Ministerstwa Pracy, z Kancelarii Premiera. Obiecywali wsparcie, mówili że jest możliwość konkretnej pomocy dla zwalnianych. Dlatego zadziałaliśmy szybko. Stworzyliśmy specjalny zespół, który w błyskawicznym tempie przygotował projekt pilotażowego programu pomocy dla zwalnianych z Fiat Auto Poland i jego kooperantów – mówi wiceprezydent Tychów Daria Szczepańska.

 

W skład zespołu, oprócz Szczepańskiej, weszła dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy Katarzyna Ptak, wiceprezes Podstrefy Tyskiej Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej Ewa Stachura-Pordzik i prezes Okręgowej Izby Przemysłowo-Handlowej Zbigniew Gieleciak. – Wszyscy słyszeliśmy, że jest ogromna przychylność rządu i polityków dla Tychów – dodaje Szczepańska.

 

Subsydiowane zatrudnienie

Program rzeczywiście powstał szybko. Nosił tytuł „Pilotażowy Program Outplacement, skierowany do branży motoryzacyjnej – Fiat Auto Poland SA w Tychach i firm kooperujących”. Co zakładał? Przede wszystkim wsparcie finansowe, zachęcające pracodawców do zatrudniania ludzi z Fiata. Zaletą miała być szybka reakcja – subsydia objęłyby zarówno osoby, które nabyły status bezrobotnych, jak i te pozostające w okresie wypowiedzenia. W sumie 820 osób. Nowi pracodawcy otrzymaliby refundację wynagrodzenia wraz ze składkami na ubezpieczenie społeczne przez 6 miesięcy, a przez kolejne pół roku refundację składek na ubezpieczenie społeczne leżących po stronie pracodawcy.

 

A to nie wszystko. W przypadku 200 osób pracodawcy otrzymaliby też refundację kosztów wyposażenia stanowiska pracy, a także wynagrodzenia dla opiekuna odpowiedzialnego za wdrożenie nowo zatrudnionego pracownika (dla 400 osób).

 

Sami pracownicy mieliby zaś zapewnioną indywidualną diagnozę potrzeb u doradców zawodowych, możliwość przekwalifikowania się, do tego wsparcie finansowe na rozwój przedsiębiorczości (200 osób), wsparcie pomostowe w pierwszych 6 miesiącach prowadzenia działalności gospodarczej (200 osób), a także opiekę doradcy biznesowego na etapie planowania i prowadzenia działalności gospodarczej.

 

Wartość całego programu obliczono na niecałe 16,5 mln zł. W tym jego najważniejszej części, czyli subsydiowania nowego zatrudnienia – na ok. 10 mln zł.

 

– To, co zaproponowaliśmy, to bardzo pozytywny program, obliczony na tworzenie nowych miejsc pracy, a nie tylko wspieranie bezrobotnych. Ludzi można szkolić bez końca, ale w obecnej sytuacji gospodarczej nawet wiele szkoleń niewiele daje. Dlatego chcieliśmy subsydiami skłonić pracodawców do przyjęcia byłych pracowników Fiata – mówi wiceprezydent Szczepańska.

 

Zainteresowanie subsydiami było spore, nawet w momencie pisania programu, zwłaszcza ze strony firm ulokowanych w tyskiej części Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Były sygnalne telefony od kilku firm. Sam zarząd Strefy przysłał do urzędu list intencyjny, w którym napisał m.in. „(..) w pełni popieramy inicjatywę realizacji programu pilotażowego outplacement skierowanego do branży motoryzacyjnej. Możliwość szybkiego powrotu na rynek pracy osób, u których doszło do rozwiązania stosunku pracy z przyczyn zakładu pracy, stanowi szansę na przeciwdziałanie wzrostowi bezrobocia, a także problemom społecznym. Jednocześnie deklarujemy pełne wsparcie ze strony Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej w realizacji programu, jak również pomoc w pozyskiwaniu nowych inwestorów i przyszłych pracodawców”.

 

Ministerstwo pół kroku w tył

Program został złożony 18 grudnia na uroczystym spotkaniu w Ministerstwie Pracy w Warszawie. – Już wtedy minister Władysław Kosiniak-Kamysz pytał nas w rozmowach, jak oceniamy zainteresowanie samozatrudnieniem. Odpowiedziałam, że umiarkowanie, że pracownicy z Fiata raczej nie będą się widzieć w biznesie – wspomina Daria Szczepańska. – Dziś wiem, że to sondowanie było wstępem do tego, co nastąpi w styczniu.

 

Po złożeniu programu zaległa cisza. Jak nieoficjalnie opowiadają tyscy urzędnicy, projekt z początku utknął w czyimś biurku tak, że trudno było to biurko zlokalizować. – Gdy już zabrali się za analizę programu, zaczęli sugerować, że pilotaż to nie jest dobra droga, że lepiej byłoby skorzystać z programów specjalnych. Ale programy specjalne adresowane są do grup specjalnych, na przykład trwale bezrobotnych albo samotnych matek bez pracy. Nam trudno byłoby takie sito na pracowników Fiata nałożyć, bo zakwalifikowaliby się nieliczni – opowiada wiceprezydent Szczepańska. – Sugerowano nam też, że ministerstwo się boi, żeby nie było precedensu. Bo potem każda gmina, każdy powiatowy urząd pracy, oczekiwałby podobnego wsparcia. My odpowiadaliśmy, że pilotaż, który napisaliśmy, nie musi być tylko dla Tychów, może objąć cały przemysł motoryzacyjny w Polsce. Albo można zastosować inny klucz, np. objąć nim firmy, które zwalniają powyżej tysiąca osób.

 

Dziękujemy, pilotaż odrzucamy

W końcu do Urzędu Miasta w Tychach dociera pismo od Jacka Męciny, sekretarza stanu w MPiPS. W dyplomatycznych słowach dziękuje Tychom za inicjatywę i stawia sprawę jasno: „Uruchomienie tego typu projektu, który powinien przynieść rozwiązania systemowe dla całego rynku pracy, wiąże się z koniecznością dokonania analiz, doprecyzowania aspektów formalnych i prawnych, tymczasem program pomocy dla pracowników firmy Fiat Auto Poland SA, aby był efektywny, musi być skonstruowany niezwłocznie”. I poleca skorzystanie z klasycznych, ustawowych rozwiązań w zakresie wsparcia dla bezrobotnych.

 

– O jaką analizę panu ministrowi chodzi, nie wiem. Dlaczego pisze, że program pomocy musi być skonstruowany niezwłocznie? Tego też nie wiem, skoro my niezwłocznie to zrobiliśmy – zastanawia się Szczepańska. W Tychach pismo od Męciny odebrano jako: „A radźcie sobie sami”.

 

„Wspólnota”  poprosiła Ministerstwo Pracy o wyjaśnienie przyczyn odrzucenia projektu tyskiego pilotażu, ale w odpowiedzi dostała jedynie skan depeszy Polskiej Agencji Prasowej, w której rzecznik prasowy MPiPS Janusz Sejmej pisze: „Uruchamianie specjalnego, pilotażowego programu byłoby czasochłonne i obwarowane wieloma formalnościami. Tymczasem chodzi o to, by środki – które są dostępne i czekają na wykorzystanie – uruchomić możliwie szybko. Na tym etapie taka forma finansowania niezbędnego wsparcia dla osób tracących pracę w fabryce Fiata wydaje się najbardziej efektywna”. Rzecznik zapewnia oczywiście, że resort cały czas jest w kontakcie z samorządem. I że w pierwszej kolejności trzeba uruchomić dostępne środki z rezerwy Funduszu Pracy. „Trzeba podkreślić, że brak pilotażowego programu absolutnie nie oznacza, że zwalniane osoby zostaną bez pomocy” – podkreśla Sejmej.

 

Rząd wie lepiej, czego ludziom trzeba

Wiceprezydent Daria Szczepańska z trudem hamuje emocje komentując reakcję Ministerstwa Pracy. – Nie odpuścimy, przygotowaliśmy odpowiedź, chodź wiemy, że pewnie niewiele da – mówi. W liście znajdą się argumenty, że to właśnie program specjalny, zamiast pilotażowego, nie daje możliwości szybkiego reagowania w przypadku zwolnień grupowych, gdyż z założenia kierowany jest do osób znajdujących się już w rejestrach urzędu pracy. Że robotnicy Fiata nie będą zainteresowani zakładaniem własnej działalności gospodarczej, choć oczywiście dostaną wsparcie z urzędu pracy. A rozwiązania zapisane w ustawie o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy ograniczają możliwość przyznawania pomocy – refundacja kosztów zatrudnienia bezrobotnego w formie prac interwencyjnych jest bardzo niska (ok. 937 zł miesięcznie) i skierowana do tych, którzy bez pracy pozostają co najmniej 6 miesięcy, do osób po 50. roku życia czy niepełnosprawnych.

 

– Nam chodziło o to, aby pomóc dużej grupie, bez upychania ludzi w ciasne szufladki. Lepiej, żeby jak najwięcej osób od razu znalazło nową pracę, niż trafiło na garnuszek urzędu pracy i z każdym miesiącem traciło motywację i chęć do działania – dodaje pani wiceprezydent.

 

Spotkania są, pracy nie ma

Co w tej sytuacji zrobią Tychy? Na razie w mieście ruszyły spotkania informacyjne dla zwalnianych, organizowane przez Powiatowy Urząd Pracy. PUP złożył też wniosek o uruchomienie rezerw z Funduszu Pracy na standardowe działania pomocowe. Na przełomie marca i kwietnia 2013 roku rozpocznie się nabór do projektu „Firma na Start” współfinansowanego ze środków EFS, w którym 26 osób może dostać 35 tys. zł na podjęcie działalności gospodarczej oraz finansowe wsparcie pomostowe w wysokości 1500 zł przez pierwsze 6 miesięcy. Pracownicy PUP codziennie pełnią dyżury na terenie Fiat Auto Poland i odpowiadają na pytania. Podobne dyżury uruchomił ZUS. A w siedzibie PUP działa 8 stanowisk pracy rejestrujących bezrobotnych (do tej pory były 2), w razie konieczności wydłużone zostaną godziny pracy.

Już za parę tygodni, gdy skończy się wręczanie wypowiedzeń, zakład Fiata zacznie pracować na dwie, zamiast na trzy zmiany. W urzędzie miasta już zastanawiają się, jak bardzo w mieście skoczy bezrobocie. W grudniu wskaźnik wynosił tylko 6,7 proc. Ale przez ostatnie 12 miesięcy wzrósł o 1 proc. Wszyscy pracodawcy w regionie tną zatrudnienie, nowych ofert pracy jest jak na lekarstwo.

 

W Powiatowym Urzędzie pracy przy ul. Budowlanych w Tychach na tablicy ogłoszeniowej ofert zatrudnienia dla osób z wykształceniem średnim jest ledwie 23. Z podstawowym – cztery. Można się zatrudnić jako ochroniarz, kelner, sprzedawca czy fryzjer.

TAGI: dobre praktyki, finanse samorządowe, rząd, sejm, subwencja,