Rozmowy Wspólnoty

Nasza droga edukacja

Rozmawia: Janusz Król

24.02.2020

Przyjęliśmy, że na oświacie nie będziemy oszczędzać. Dbamy, aby szkoły porządnie wyglądały, a poziom nauczania był możliwie najwyższy. Za własne pieniądze prowadzimy na przykład gminny program doradztwa zawodowego dla uczniów – mówi wiceburmistrz Swarzędza Tomasz Zwoliński. Jednak wzrost wydatków na wynagrodzenia w oświacie powoduje, że samorządy coraz częściej muszą dokonywać trudnych wyborów.

Na Wielkopolskim Kongresie Samorządowym przedstawił pan wyniki ankiety przeprowadzonej wśród 180 gmin i powiatów, pokazujące, że samorządowcy przewidują ogromny wzrost wydatków oświatowych z powodu płac. W roku 2019 w ankietowanych samorządach wzrost kosztów oświaty wyniósł 57,5 mln zł, tj. o 10 proc., natomiast na rok 2020 przewidują one skok o ponad 200 mln. Skąd taka skala wydatków?

Tak, miałem zaszczyt przedstawić wyniki ankiety przygotowanej przez Stowarzyszenie Gmin i Powiatów Wielkopolskich, którą rozesłaliśmy do wielkopolskich gmin i powiatów. A wracając do pańskiego pytania: to pochodna kilku czynników. Wzrost w stosunku do 2019 i 2018 roku jest skutkiem podwyżek dla nauczycieli, ale też najniższego wynagrodzenia.

Na przykładzie Swarzędza mogę powiedzieć, że podnosząc najniższe wynagrodzenie pracownikom obsługi, bo to głównie ich dotyczyła podwyżka, musieliśmy doliczyć wyższy dodatek stażowy i inne pochodne. Nie mogliśmy spłaszczyć tabeli płac, bo różne stanowiska wymagają różnego zaangażowania, kwalifikacji, mają inny zakres obowiązków i wiążą się z różną odpowiedzialnością. Dlatego musieliśmy podnieść pensje całej grupie pracowników.

 

W swojej prezentacji pokazał pan, że na 200 mln zł wzrostu kosztów oświaty na płace administracji i obsługi przypada 27 mln zł. Reszta to nauczyciele.  Średnie wynagrodzenie nauczyciela w kraju kształtuje się następująco: w 2018 roku – 4668,28 zł; w 2019 roku – 5125,59 zł; na rok 2020 przewiduje się 5552,32 zł już z uwzględnieniem podwyżek od września 2020 r. W tych płacach nie ma aż tak dużego skoku.

Trzeba pamiętać, że wynagrodzenie zasadnicze nauczyciela wynika z rozporządzenia ministra edukacji określającego minimalną kwotę w danej grupie zaszeregowania. Natomiast wynagrodzenie realne składa się z zasadniczego, dodatków wynikających z regulaminu wynagradzania (stażowego, za wychowawstwo, dodatku wiejskiego) oraz godzin dodatkowych.

Nadgodziny zaś wynikają z arkusza organizacyjnego i o nich samorząd wie, bo o arkuszu decyduje burmistrz. Natomiast nie są znane godziny doraźne, które przyznaje nauczycielowi dyrektor, czyli zastępstwa, są też godziny wynikające z nauczania indywidualnego, zajęć rewalidacyjnych i zindywidualizowanych ścieżek kształcenia. A na to samorząd nie ma żadnego wpływu.

 

Panie burmistrzu, przewidywany trzykrotny wzrost kosztów nie może być skutkiem zdarzeń incydentalnych.

Kiedy do szkoły przychodzi rodzic z orzeczeniem i wynikającą z niego liczbą godzin w zależności od schorzenia, wówczas burmistrz jako organ prowadzący nie ma innego wyjścia i musi te godziny przyznać, bo to wynika z przepisów.

 

Pokazał pan również, że w 2018 roku 140 ankietowanych gmin musiało dołożyć do oświaty łącznie 900 mln zł, ale równocześnie 40 gmin stwierdziło, że subwencja i inne dochody oświatowe wystarczają na pokrycie kosztów tych zadań. To bardzo zagadkowe, jak sobie poradzili. Może po prostu jest tak, że bogatsze samorządy stać na wydatki ponad standard?

Na pewno tak jest, widać to na przykładzie polityki inwestycyjnej: te samorządy, które na to stać, robią więcej, inne robią mniej. Swarzędz postawił na edukację i staramy się na niej nie oszczędzać.

 

Weźmy więc przykład Swarzędza. Na 2020 rok na oświatę przeznaczyliście 111 mln zł, z tego 68 mln na szkoły podstawowe, 33 mln na przedszkola. Mający 48 tysięcy – a więc podobną liczbę – mieszkańców Wodzisław Śląski dysponuje o połowę mniejszym budżetem, a także ma o połowę niższe wydatki oświatowe (47 mln zł). Puławy liczące 50 tys. mieszkańców mają dochody nieco niższe i mniejszą subwencję oświatową (o 2 mln zł) – wydają na oświatę 94 mln zł, z tego na szkoły podstawowe 44 mln zł, na przedszkola 21 mln zł, reszta to licea, stołówki, dokształcanie nauczycieli etc. Wydajecie dużo, bo was stać?

Wysokość nakładów na edukację zależy od lokalnych uwarunkowań, od sieci szkół, tradycji itp. Bez dokładnej analizy trudno stwierdzić, czy dany samorząd właściwie finansuje te zadania. My przyjęliśmy, że na edukacji nie będziemy oszczędzać. Dbamy, aby szkoły porządnie wyglądały, aby poziom nauczania był możliwie najwyższy, wchodzimy w różne programy.

Staramy się pozyskiwać finansowanie zewnętrzne. Obecnie pracujemy nad projektem angażującym wszystkie nasze szkoły i mamy nadzieję, że otrzymamy dofinansowanie w wysokości 1,3 mln zł. Za własne pieniądze prowadzimy gminny program doradztwa zawodowego dla uczniów, w ramach którego oprócz prelekcji organizujemy wycieczki pokazujące, jak wygląda praca w różnych branżach i zawodach. Realizujemy go wspólnie ze Starostwem Powiatowym w Poznaniu oraz z Uniwersytetem Adama Mickiewicza. Dzięki temu uczniowie mogą uczestniczyć w wykładach na uniwersytecie, spotykać się z doradcami i ze studentami.

Dużym wyzwaniem dla samorządów jest zapewnienie miejsc w przedszkolach dla każdego dziecka. To obowiązek ustawowy. W związku z tym, że to zadanie własne gminy, nie jest subwencjonowane (z wyjątkiem sześciolatków), gminy otrzymują jedynie wsparcie w formie dotacji na dzieci w wieku od 3 do 5 lat w wysokości 1437 zł rocznie na dziecko.

Dla przykładu, koszt funkcjonowania gminnych przedszkoli w Swarzędzu wynosi ponad 9 mln zł, natomiast dotacja to ponad 2,5 mln zł. Obok sześciu gminnych przedszkoli funkcjonuje 10 publicznych placówek prowadzonych przez operatorów oraz 12 niepublicznych, którym musimy wypłacać dotacje – w 2020 roku będzie to blisko 25 mln zł. Łącznie we wszystkich swarzędzkich przedszkolach jest blisko 3000 miejsc dla dzieci.

 

W pańskiej prezentacji znalazła się informacja, która mnie zaskoczyła: w latach 2015–2019 liczba uczniów w waszych szkołach była niemal stała, z jednorazowym wzrostem w 2018 r. z wiadomych przyczyn, ale w tym samym czasie liczba etatów nauczycielskich zwiększyła się aż o 20 proc. – z 457 do 553. Dlaczego?

Ten wzrost jest skutkiem liczby godzin dodatkowych wynikających ze wspomnianych orzeczeń, do tego dochodzą zajęcia specjalistyczne. Ktoś musiał te zadania wykonać.

 

Przejdźmy do wniosków z ankiety. Połowa z nich dotyczy kwestii płacowych i zatrudnieniowych. Jest też postulat przejęcia przez państwo wynagrodzeń nauczycieli. Jak się pan zapatruje na tę kwestię?

To trudne zagadnienie, wiąże się z kwestią podległości służbowej nauczyciela. Dzisiaj zatrudnia go dyrektor w imieniu organu prowadzącego szkołę, a więc gminy. Jako organ prowadzący nie zawsze jednak mamy wpływ na to, jak dany nauczyciel będzie zatrudniony, bo arkusz organizacyjny wraz ze zmianami zatwierdza kurator oświaty. I może on narzucić pewne zadania oraz obowiązki wymagające dodatkowego finansowania. Skoro więc kurator ma wpływ na kreowanie stosunku pracy, powinien też ponosić z tego tytułu odpowiedzialność.

 

Nie obawia się pan, że w przypadku waszej gminy może to skutkować radykalnym obniżeniem standardu oświaty? Bo jeśli rząd będzie płacił, to zapewne według stawek, za które nauczyciele pracują w biedniejszych samorządach, czyli będzie równał w dół.

Zgadza się. Dlatego warto mówić, że dzisiejszy system wyliczania subwencji na podstawie liczby uczniów już się nie sprawdza.

 

Inny postulat dotyczy zwiększenia możliwości swobodnego kreowania polityki oświatowej przez samorządy. Co należy przez to rozumieć?

Akurat nasza współpraca z kuratorium jest bardzo dobra i nie przypominam sobie, byśmy w ostatnich latach mieli jakieś zatargi czy sytuacje konfliktowe. Bardzo sprawnie przeszliśmy przez reformę gimnazjalną, nasza koncepcja wypracowana przez wydział edukacji we współpracy z dyrektorami szkół została w kuratorium przyjęta ze zrozumieniem.

Niestety, w innych, zwłaszcza mniejszych gminach, gdzie funkcjonują szkoły z niewielką liczbą uczniów, takie konflikty mają miejsce. Gmina chce szkołę zlikwidować, kuratorium nie wyraża zgody, ale skutki finansowe tej decyzji ponosi tylko gmina. A prowadzenie takiej placówki – nie chcę tu używać określeń ekonomicznych, że jest to nieopłacalne czy deficytowe, bo szkoły ocenia się według innych kryteriów – wiąże się z wyższymi kosztami, niż placówek z większą liczbą uczniów.

Kiedyś mówiło się, że gmina ma stworzyć warunki, a za efekty dydaktyczne odpowiada kuratorium. Dzisiaj to się zmieniło i gminy wdrażają najróżniejsze programy edukacyjne. My nie mamy z tym problemu, ale biedniejszych gmin na to nie stać i państwo powinno im pomóc.

We wnioskach z ankiety powtarza się postulat uelastycznienia stosunku pracy nauczycieli. To trudna kwestia, bo wykonywanie tego zawodu wymaga poświęcenia, pasji. To prawda, że Karta Nauczyciela zanadto wiąże ręce i dyrektorom, i nauczycielom, uelastycznienie by się przydało. Ale trzeba pamiętać, że dobrym nauczycielom, takim z pasją, wystarczy stworzyć warunki do pracy i nie przeszkadzać. Wtedy aspekt prawny ich stosunku pracy ma mniejsze znaczenie.


TAGI: wiceburmistrz Swarzędza, Edukacja, Swarzędz,