W tegorocznym „Bilansie Otwarcia 2026” – „Koniec ery łatwego rozwoju – potrzeba nowego modelu” jego autor dr hab. Krzysztof Piech stwierdza, że nasz wzrost oparty na konsumpcji i wydatkach publicznych wyczerpuje się. Niestety, stopa oszczędności gospodarstw domowych należy do najniższych w Unii Europejskiej, a zapaść inwestycji prywatnych to dziś główna bariera naszego rozwoju (spadek z 23–24 proc. do 17 proc.). To skutek kumulacji kryzysów – od pandemii po wojnę za naszą wschodnią granicą. Mają w tym swój udział także wstrząsy związane z wymiarem sprawiedliwości, niestabilnością prawa. Fakt, że inwestujemy miliardy w sektor obronny, tylko maskuje nasze niedostatki w modernizacji sektora prywatnego i cywilnej infrastruktury.
Dzięki zaufaniu inwestorów zagranicznych wciąż jesteśmy jako rynek atrakcyjni, pytanie – jak długo to zaufanie uda się utrzymać? Mamy, niestety, bardzo niską stopę oszczędności gospodarstw domowych, bo tylko 7,4 proc. dochodu rozporządzalnego, co sytuuje nas bliżej Bułgarii niż sąsiadów z zachodniej Europy. Ogromnym obciążeniem są koszty obsługi naszego długu, właśnie osiągnęliśmy poziom 2,2 proc. PKB, a jeszcze przed trzema laty było to tylko 1,1 proc.
Nasza demografia będzie kulą u nogi gospodarki, bo liczba osób w wieku poprodukcyjnym wzrośnie do ponad 55 proc. – z dzisiejszych ok. 29 proc. To jedno z największych wyzwań społecznych w Polsce, ponieważ jesteśmy najszybciej starzejącym się społeczeństwem w UE i spada liczba urodzeń.
Kończy się boom przemysłowy w strefie euro, z którego latami korzystaliśmy, zwłaszcza we współpracy z Niemcami. Dziś ta zależność tworzy wielkie ryzyka gospodarcze, bo Niemcy odpowiadają za 27 proc. naszego eksportu i 23 proc. importu. Jeśli dołożymy do tego koszty energii dla przemysłu – należące do najwyższych w Europie, bo mamy miks z udziałem 60 proc. węgla, a tempo przejścia na zieloną energię jest zbyt powolne, to oznacza to kolejne wyzwanie. Silna rola państwa w sektorze energii zniechęca prywatny biznes do inwestycji.
Nasz model rozwoju kuleje także ze względu na za niskie nakłady na innowacje. Wynoszą one ponad dwukrotnie mniej niż w Niemczech. Autor raportu dobitnie stwierdza, że dotychczasowe źródła prosperity zostały w Polsce wyczerpane – więc aby nie popaść w stagnację i kłopoty gospodarcze, musimy zmienić model rozwoju gospodarczego. Jak wybrnąć z pułapki średniego dochodu? Jak powinniśmy potraktować ostrzeżenia przedstawione w raporcie?
Dzisiaj polska gospodarka znajduje się w bardzo newralgicznej fazie. Musimy przejść z rozwoju opartego na imitacji – do fazy innowacji, a to oznacza oparcie naszej transformacji na wiedzy, technologii i przedsiębiorczości. Mamy ambicję wejścia do 20 największych gospodarek świata, lecz bez przełomu technologicznego, innowacji, wzrostu eksportu usług i zwiększenia produktywności kapitału, jest to mało prawdopodobne. W rankingu G20 w latach 2030–2035 naszymi konkurentami są Wietnam i Bangladesz. Aby przekroczyć próg 1 proc. światowego PKB i utrzymać tę prestiżową pozycję powinniśmy zachować tempo wzrostu PKB o 1,5 proc. wyższe niż średnia krajowa przez kolejne lata.
Doganianie rozwiniętych, bogatych gospodarek powiedzie się, jeśli przeprowadzimy reformy, które poprawią wzrost naszej produktywności. Konieczne do tego są innowacje, efektywne wykorzystanie kapitału, integracja z jednolitym rynkiem europejskim, doskonalenie regulacji prawnych w zakresie planowania przestrzennego i infrastruktury, ale także większa stabilność prawa, poprawa jakości instytucji gospodarczych. Tylko realizując te priorytety jesteśmy w stanie utrzymać nasze tempo doganiania najbardziej rozwiniętych gospodarek europejskich i światowych.
Symboliczne staje się przekroczenie w 2024 r. poziomu dochodu Japonii w ujęciu PPP per capita, a do 2030 r. mamy uzyskać wartość nawet o 5–6 tys. dolarów wyższą. Tym optymistycznym akcentem, zachęcając do przestudiowania raportu, życzę Państwu sukcesów nie tylko ekonomicznych w nowym 2026 roku.
*zastępca redaktora naczelnego „Wspólnoty”









