Rozmowy Wspólnoty

Nasi mieszkańcy nigdy nie pogodzili się z utratą praw miejskich

Burmistrz Marcin Gortat opowiada o szansach związanych z odzyskaniem miejskości oraz wielkiej historii Czerwińska i możliwościach wykorzystania jej w promocji turystycznej. Czy Czerwińsk stanie się silnym, lokalnym ośrodkiem rozwoju?

Czy zwrot „panie burmistrzu” brzmi dumniej niż „panie wójcie”?

Dumniej? Może trochę, bo przywrócenie praw miejskich kosztowało nas wiele wysiłku. Ale z punktu widzenia formalnego brzmi raczej normalnie. Od pewnego czasu przygotowywaliśmy się do tej zmiany, zmieniliśmy statut, nazwę rady i urzędu, więc zarówno pracownicy, jak i mieszkańcy mieli możliwość przyzwyczaić się do tego zwrotu. Prawdziwą dumę odczuwamy z tego, że jesteśmy w gronie zaledwie trzech miast na terenie powiatu płońskiego, bo to, jak sądzimy, podnosi rangę naszej gminy.

 

Dlaczego Czerwińsk ubiegał się o prawa miejskie?

Problem utraty praw miejskich tkwił w świadomości mieszkańców od pokoleń. Ludzie nigdy się nie pogodzili z carskimi represjami po powstaniu styczniowym i kiedy tylko mogli, podejmowali inicjatywę odzyskania tych praw dla miasta. Tu nigdy nie mówiło się „wychodzę na wieś”, zawsze mówiono „idę na miasto”. Kilka lat temu podobna inicjatywa nie powiodła się, być może z powodu trudnej procedury. Może też Czerwińsk nigdy ponownie nie zostałby miastem, gdyby nie nasza piękna historia, na szczęście ta historia jest ważna nie tylko dla naszych mieszkańców, ale i dla całej Polski.

Sam moment dziejowy, gdy odebrano nam prawa miejskie był dramatyczny – nie tylko dla naszego miasta, za niepodległościowy zryw narodu w ten sposób ukarano setki miast w Polsce. Mieszkańcy naszej gminy wzięli bardzo liczny udział w walkach 1863 roku, lokalny oddział powstańczy został przez wojska carskie rozbity pod Raszewem 28 lipca 1863 r. i był tym samym najdłużej walczącym oddziałem powstańczym na północnym Mazowszu. W konsekwencji Czerwińskowi dodatkowo odebrano nawet siedzibę gminy, którą przeniesiono do majątku w sąsiedniej wsi Sielec. Po latach oparta na historii determinacja licznej grupy mieszkańców oraz radnych stale nas motywowała, aby zlikwidować skutki carskiego ukazu i przywrócić miastu prawa, bo mu się one należą.

Oczywiście, są tacy, którzy patrzą na kwestię odzyskania praw miejskich z punktu widzenia opłacalności finansowej, bo przecież są środki na rozwój obszarów wiejskich czy mikrogranty dla sołectw. Ale my możliwości Czerwińska dotyczące wsparcia dla sołectw wykorzystaliśmy do maksimum, natomiast ze środków na rozwój obszarów wiejskich gmina może przecież nadal korzystać.

 

Co składa się na tradycję i wielką historię Czerwińska?

Czerwińsk pamięta powstanie państwa polskiego, za świętym Janem Pawłem II można rzec, że tu się wszystko zaczęło. Budowa naszej romańskiej kolegiaty to rok 1155 – to zdanie łatwo powiedzieć, ale trudno sobie wyobrazić tę perspektywę czasową. Już wtedy na skarpie wiślanej powstała monumentalna kamienna świątynia, to znaczy, że musiał tu być ważny ośrodek.

Kolegiata jest fundacją biskupa płockiego Aleksandra z Malone, prawdopodobnie wznieśli ją mistrzowie, którzy wcześniej budowli katedrę płocką, a później kolegiatę w Tumie pod Łęczycą. Prawa miejskie Czerwińsk uzyskał w XIII wieku, kiedy funkcjonował już u nas klasztor kanoników regularnych o opactwo czerwińskie było jednym z najbogatszych na Mazowszu.

Kolejne wielkie wydarzenie to przeprawa przez Wisłę wojsk polskich udających się w 1410 roku na wojnę z zakonem krzyżackim. Warto przy okazji podkreślić, że król Władysław Jagiełło bywał w Czerwińsku aż cztery razy. Wszyscy w Polsce pamiętają bitwę grunwaldzką, warto też szerzej rozpropagować tę przeprawę pod Czerwińskiem, bo na ówczesne czasy zbudowanie mostu na łodziach jako przeprawy dla ciężkozbrojnej armii to był cud inżynierii.

Historycy nie są w stanie ustalić, czy most zbudowany był w samym Czerwińsku, czy w okolicach miasta, a Długosz tego szczegółu nie podaje, bo wyprawę pod Grunwald znał tylko z przekazu swego ojca i innych uczestników tych dziejowych wydarzeń. Dzisiaj Jagiełło chyba obyłby się bez mostu, bo w lipcu są tak niskie stany wody w Wiśle, że umożliwiają przeprawę przez rzekę piechotą.

 

W jaki sposób chcecie tę wspaniałą historię miasta dzisiaj wykorzystać?

To już się dzieje. Ja się bardzo cieszę ze spotkań z dziennikarzami i z tej wielkiej promocji wywołanej odzyskaniem praw miejskich, bo dzięki niej spotykamy się z ogromnym zaciekawieniem. Wierzę, że jego efektem będzie wzrost ruchu turystycznego, ludzie na dzień czy na dwa przyjadą zobaczyć, jak Czerwińsk wygląda. Wcześniej o naszym mieście słyszeli tylko ci, którzy interesują się historią, zabytkową architekturą sakralną, a teraz wiedza o nas dociera do szerokiego kręgu ludzi. Na to liczy też proboszcz parafii Zwiastowania Najświętszej Marii Panny ksiądz Łukasz Mastalerz, który, jak wiem, ma dalekosiężne plany co do kolegiaty i klasztoru.

Już w tej chwili trwają rozległe prace konserwatorskie, planowane są następne, a my jako gmina oraz instytucje państwowe i sama parafia przy wykorzystaniu środków europejskich staramy się nasz zabytek jeszcze bardziej uatrakcyjnić. Ksiądz ma plan, aby jedną z ponadtrzydziestometrowych wież kolegiaty przystosować i udostępnić zwiedzającym jako wieżę widokową. To nie lada gratka, bo z południowej kamiennej wieży rozciąga się wspaniały widok na dolinę Wisły, można stąd zobaczyć panoramę Sochaczewa, a nawet Warszawy. To będzie dodatkowy impuls, żeby Czerwińsk odwiedzić, bo to jest miasto, które odwiedzało aż pięciu królów Polski.

 

Co macie w planach zrobić, żeby lepiej wykorzystać to fantastyczne położenie nad Wisłą?

Przez wiele dziesięcioleci Wisła był bardzo zaniedbana. Ja pochodzę stąd, urodziłem się niedaleko Czerwińska w Wychódźcu, równie starej miejscowości i mieszkałem czterysta metrów od rzeki. Od dziecka patrzyłem na Wisłę, widziałem, jak rzekę wykorzystywano do transportu i jak potem w latach transformacji ustrojowej umierała. Przez wiele lat na rzece przestało się dziać cokolwiek. Dopiero od niedawna dzięki małym oddolnym inicjatywom ożywiamy ją.

Zapewne jako jedyna gmina w Polsce organizujemy spotkanie modlitewne na wodzie. Jest to Czerwiński Różaniec Wiślany, który organizujemy wraz z proboszczem naszej parafii. Wypływamy łodziami z przyczółka wiślanego w Wychódźcu i w czasie spływu do Czerwińska modlimy się na różańcu. Jest to bardzo atrakcyjna przygoda, ale i wyjątkowe przeżycie duchowe. Wspólnie z parafią organizujemy też pielgrzymkę rzeczną ze wzgórza czerwińskiego do Wzgórza Tumskiego, do katedry płockiej. Tam dla nas, pielgrzymów wodniaków, odprawiana jest specjalna msza z wystawieniem hermy św. Barbary. To nie lada gratka nie tylko dla pielgrzymów, ale i dla historyków.

Mamy dalsze plany, jak wykorzystywać przyczółki nad rzeką i muszę przyznać, że na to ożywienie wpłynął ogłoszony w 2016 r. przez Sejm RP Rok Rzeki Wisły 2017. Zorganizowano wówczas wiele imprez, spływów, wydarzeń o charakterze kulturalnym i rozrywkowym. Od tamtego czasu widuję na wodzie sporo kajaków, ale muszę przestrzec amatorów tego sportu, bo Wisła to rzeka wymagająca, ma szybki nurt i liczne przeszkody, dlatego trzeba mieć spore umiejętności, by bezpiecznie z niej korzystać.

 

Czy podejmowaliście z Płockiem albo innymi miastami próby zorganizowania żeglugi turystycznej?

Już dawno weszlibyśmy we współpracę z Płockiem czy Wyszogrodem, który zresztą ma mały turystyczny stateczek do organizowania rejsów po najbliższych okolicach. Ale na przeszkodzie stoi potężny problem z rzeką, która na naszym odcinku jest dzika, ma zmienne dno, a w sezonie letnim jest bardzo wypłycona. Dlatego niewiele jednostek turystycznych jest w stanie ten odcinek pokonać.

Współpracujemy z prywatnym właścicielem statku w Płocku, który może wozić turystów na trasie Płock-Czerwińsk, ale tylko przy wyższym stanie wód. Robimy to okazjonalnie w ramach imprez kulturalnych lub rozrywkowych, ale nie zawsze rzeka na to pozwala. Nasze lokalne stowarzyszenie zakupiło płaskodenną szkutę i będziemy próbowali Wisłę bardziej intensywnie wykorzystywać, ale to dłuższy proces, bo trzeba zatrudnić flisaków mających uprawnienia zawodowe itd.

 

Jak miasto chce wyrastać na lokalny ośrodek rozwoju dla sąsiednich miejscowości?

To też będzie proces. Dzisiaj wypełniamy tę funkcję w stosunku do naszej gminy, która liczy 36 sołectw, z czasem będziemy ten wpływ rozszerzać. Od utraty praw miejskich upłynęło 150 lat, trzeba teraz te znaczące funkcje dla najbliższych sołectw gminy odbudowywać. Kiedyś Czerwińsk był większy niż Warszawa, ale to dawne dzieje, nie staniemy się więc natychmiast ważnym ośrodkiem choćby dla powiatu.

Ale z dumą mogę powiedzieć, że gmina otaczająca miasto już spełnia ważną rolę na Mazowszu, bowiem jest bodaj jednym z największych w Polsce obszarów uprawy truskawki deserowej. Na tę uprawę nasi rolnicy przeznaczyli ponad 5 tysięcy z 8 czy 9 tysięcy hektarów użytków rolnych ogółem. W maju w Czerwińsku odbywa się wielki targ truskawkowy, na który zjeżdżają tysiące handlowców. Już sam ten targ jest ważną ponadlokalną funkcją gospodarczą naszego miasta. Warto do nas w tym czasie przyjechać, aby to na własne oczy zobaczyć i spróbować smaku naszych truskawek.

Aby zapewnić prawidłowe działanie i wygląd niniejszego serwisu oraz aby go stale ulepszać, stosujemy takie technologie jak pliki cookie oraz usługi firm Adobe oraz Google. Ponieważ cenimy Twoją prywatność, prosimy o zgodę na wykorzystanie tych technologii.

Zgoda na wszystkie
Zgoda na wybrane