Rozmowy Wspólnoty

Ministerstwa Finansów nie obchodzą problemy samorządów

Rozmawia: Andrzej Gniadkowski

25.06.2020

Jestem przeciwnikiem wyłączania ulicznych latarni, co jest praktykowane w całym kraju, bo brak oświetlenia miejsc publicznych to symbol upadku, zgodnie z powiedzeniem: ostatni gasi światło – mówi Eugeniusz Gołembiewski, burmistrz Kowala.

Jaka była sytuacja wyjściowa finansów miasta na 2020 rok?

Budżet liczącego 3,5 tys. mieszkańców miasteczka Kowal na Kujawach na 2020 rok to około 17 mln zł. Od tego trzeba odjąć ok. 2 mln zł – przychody za odpady oraz wodę i ścieki. Gospodarkę wodno-ściekową, żeby było taniej, prowadzimy bezpośrednio przez referat urzędu. Z pozostałych 15 mln zł dochodów 4,5 mln zł stanowią dotacje na 500+ i inne rządowe programy socjalne. Subwencja oświatowa – 3,4 mln zł. Nasze własne dochody podatkowe to nieco ponad 1,8 mln zł, a prognozowane na 2020 r. przez Ministerstwo Finansów dochody z PIT to 3,2 mln zł. Podobnie jak około 2100 wszystkich gmin w Polsce otrzymamy subwencję wyrównawczą, która dla Kowala wyniesie 1,5 mln zł. Z porównania rok do roku wynika, że dostaniemy o 211 tys. zł mniejszą subwencję oświatową (spadek o 6 proc.), mniejszą o 85 tys. zł subwencję wyrównawczą (spadek o ponad 5 proc.), zaś prognoza udziału w podatku PIT mówi o wpływach większych o 408 tys. zł.

 

Zaciskanie pasa zapewne nie jest wam obce.

Pracując przez ponad dwadzieścia kilka lat ze skromnym budżetem mojego miasteczka nauczyłem się, że dla działalności stricte samorządowej najważniejsze są: własne dochody podatkowe, udziały w PIT oraz subwencja wyrównawcza. W budżecie Kowala na 2020 r. jest to łącznie tylko 6,5 mln zł. Z tej najważniejszej części budżetu finansowane są: wynagrodzenia dla 31 pracowników samorządowych, w tym 14 urzędników urzędu, ze mną włącznie, 4 pracownic Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, 10 pracowników referatu gospodarki komunalnej, dwóch bibliotekarek i jednej osoby sprzątającej, w dalszej kolejności podstawowe wydatki komunalne, w tym drogi, ich oświetlenie oraz remonty i zimowe utrzymanie, zieleń miejska, spłata zobowiązań kredytowo-pożyczkowych z tytułu inwestycji oraz dotacje na kulturę, sport i ochronę przeciwpożarową. Od 2016 r. coraz większą część dochodów własnych zmuszeni jesteśmy dokładać do prowadzenia oświaty, czyli szkoły podstawowej i przedszkola. Obecnie to ok. 1 mln zł.  

 

Czy z takim budżetem można w ogóle inwestować i realizować podstawowe usługi na oczekiwanym poziomie?

Chciałbym uniknąć wygłaszania uwag, że tak małych samorządów jak Kowal nie powinno w Polsce być, bo są ekonomicznie nieefektywne. Mimo że z powodów strukturalnych Kowal od zawsze znajduje się w grupie 50 najuboższych polskich gmin pod względem dochodów własnych i subwencji wyrównawczej per capita, posiada oczyszczalnię ścieków i sieć kanalizacji sanitarnej, do której podłączonych jest 99,9 proc. gospodarstw domowych. To samo mogę powiedzieć o rozbudowanej i zmodernizowanej sieci wodociągowej wraz ze stacją uzdatniania wody. 99 proc. gospodarstw domowych w miasteczku ma przy domu utwardzoną drogę: asfaltem, kostką betonową, a w centrum brukiem klinkierowym. Wszystkie obiekty użyteczności publicznej zostały poddane remontom, rozbudowie i termomodernizacji. Mamy dwa piękne parki i wzorcową zieleń w przestrzeni publicznej, która była dwukrotnie pokazywana jako przykład do naśladowania w programie TVN „Maja w ogrodzie”. Dorobiliśmy się też, dzięki staraniom samorządu, domu pomocy społecznej, obwodnicy drogi krajowej nr 1, a w najbliższym czasie będziemy mieli sieć światłowodową i gazową. W ostatnich miesiącach w całym mieście przebudowaliśmy oświetlenie uliczne z sodowego na ledowe, co pozwoliło nam uzyskać duże oszczędności. Szczycimy się też granitowymi pomnikami – króla Kazimierza Wielkiego i Pomnikiem Niepodległości, a także trzema fontannami.

 

W Kowalu jeszcze przed wybuchem epidemii musieliście ciąć koszty?

Tak. Z powodów od samorządu niezależnych przy planowaniu budżetu na rok 2020 musieliśmy się zmierzyć z problemem dziury budżetowej wynoszącej ok. 700 tys. zł. Powstała ona nie tylko z powodu zmniejszenia subwencji oświatowej i wyrównawczej, ale także ze względu na bardzo wysoką podwyżkę cen energii elektrycznej (wzrost wydatków o co najmniej 150 tys. zł rocznie) oraz podniesienie przez rząd płacy minimalnej do 2600 zł, co skutkowało wzrostem kosztów na jeden etat w wysokości 13 tys. zł rocznie. Trzeba pamiętać, że w przypadku najniżej wynagradzanych pracowników, a takich w małych, niebogatych samorządach jest wielu – do płacy minimalnej dochodzi dodatek stażowy, który może wynieść nawet 520 zł miesięcznie. Nie można też zapomnieć o dużym wzroście cen towarów i usług nabywanych przez samorząd.

 

Co zrobiliście, aby tę dziurę budżetową załatać?

Zaczęliśmy od redukcji zatrudnienia o pięć etatów, głównie w urzędzie miasta, osiągając stan podany wyżej. Aby zmniejszyć koszty oświetlenia podjęliśmy decyzję o wymianie wszystkich opraw z sodowych na ledowe, co pozwoliło zmniejszyć ilość zużywanej energii energetycznej o ponad 60 proc. Aby ratować się przed utratą płynności finansowej zmuszeni byliśmy podnieść do maksimum stawkę podatku od nieruchomości, z wyjątkiem działek przydomowych. Dzięki podwyżce o 100 proc. czynszu za mieszkania komunalne, który był u nas bardzo niski, mogliśmy zmniejszyć dotacje do ich utrzymania. Ponadto zrezygnowaliśmy z organizacji wielu imprez, w tym najważniejszej i najdroższej – Pikniku Strażackiego. Dzięki temu aż do początku maja wydawało mi się, że uda się nam związać koniec z końcem.

 

Domyślam się, że was również dotknęło radykalne zmniejszenie wpływów z podatku PIT?

Istotnie, otrzymaliśmy o blisko 33 proc. mniej niż w maju ubiegłego roku. W praktyce ubytek jest większy, bo z prognozy Ministerstwa Finansów wynika, że mimo wprowadzonych w ubiegłym roku korzystnych dla podatników zmian w PIT nasze udziały miały się zwiększyć rok do roku o blisko 15 proc. Jeśli spadek dochodów z PIT będzie się utrzymywał, to będziemy musieli walczyć, by nie stracić płynności finansowej. Na wzrost dochodów nie mamy żadnego wpływu, jedyne co możemy robić to ciąć wydatki, głównie płacowe. Mówię to z wielkim bólem, bo moi pracownicy nie zarabiają wiele i jest ich bardzo mało w stosunku do rosnących potrzeb i wymagań mieszkańców. Trudno sobie wyobrazić dalsze zmniejszanie zatrudnienia. Może to jednak, niestety, okazać się konieczne. Nie jestem jednak zwolennikiem odkładania na kolejne lata spłaty już istniejących zobowiązań finansowych z tytułu wcześniej zrealizowanych inwestycji, a tym bardziej zaciągania kredytów na pokrywanie wydatków bieżących, bo to musi się źle skończyć. Jestem też przeciwnikiem wyłączania oświetlenia ulicznego, co jest praktykowane w całym kraju, bo brak oświetlenia miejsc publicznych to przecież symbol upadku, zgodnie z powiedzeniem: ostatni gasi światło. Ma to także negatywny wpływ na bezpieczeństwo publiczne.

 

Jakich realistycznych zmian oczekuje pan od rządu w celu ułatwienia JST działania w tym roku i kolejnych latach?

Na początek generalna uwaga. Jako samorządowiec i wieloletni członek Zespołu Finansów Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu odnoszę wrażenie, że od czasu uchwalenia nowej ustawy o dochodach JST w 2003 r. nikt nie interesuje się kondycją materialną samorządów, z wyjątkiem wpływu zadłużenia JST na zadłużenie całego sektora finansów publicznych. To fakt, że w kraju w ostatnich latach poprawiła się sytuacja rodzin, zwłaszcza tych otrzymujących świadczenia z Programu 500+. Faktem jest również wzrost dochodów z pracy i działalności gospodarczej. Z przesłanych mi przez Ministerstwo Finansów danych do budżetu na 2020 r. wynika, że opodatkowane dochody mieszkańców Kowala wzrosły o 27 proc., z czego bardzo się cieszę – tak było oczywiście do czasu epidemii, nie wiem, ile z tego wzrostu pozostanie. Szkoda tylko, że to nie przekłada się w wystarczającym stopniu na wzrost dochodów samorządu. Żałuję też, że w majestacie prawa można otrzymywać z gminnej kasy nawet kilka tysięcy złotych świadczeń socjalnych i śmiejąc się w twarz bezkarnie nie płacić za odpady, wodę, ścieki, nie wspominając o podatku od nieruchomości.

Obecnie oczekiwałbym od rządu przede wszystkim nowej, urealnionej prognozy dochodów z tytułu podatków PIT i CIT na rok 2020. W przypadku podatku PIT, który jest najważniejszym źródłem dochodów nie tylko gmin, ale i powiatów, za konieczny uważam podział dochodów z tego podatku na część samorządową i rządową. Wszelkie wprowadzane przez rząd ulgi podatkowe w PIT, a tych jest coraz więcej, winny być finansowane tylko z części rządowej. Rząd ma przecież możliwość rekompensowania przyznanych ulg, z których większość ma charakter inwestycyjny, choćby poprzez zwiększone wpływy z podatku VAT. Gdyby to ode mnie zależało, pilnie zmieniłbym ustawę o podatku od nieruchomości, głównie urealniając wysokość stawek i ich zróżnicowanie, choćby ze względu na położenie nieruchomości (inne stawki powinny obowiązywać w bogatej Warszawie, a inne w Kowalu). Dziś w całej Polsce tyle samo trzeba płacić za willę o powierzchni 300 mkw., co za 30-metrowy budynek gospodarczy, w którym ubodzy ludzie na prowincji trzymają opał. Irytuje mnie, że mamy w Polsce trzy stawki podatku za garaże. Za blaszane nie płaci się nawet grosza, za te umiejscowione w obrębie budynku 0,81 zł za 1 mkw., a za pozostałe, jeśli są murowane, aż 8,05 zł za każdy 1 mkw.! Mam już trochę lat i pamiętam, że ta ostatnia – ponad wszelką miarę wysoka stawka podatkowa – wywodzi się jeszcze z PRL-u. Wtedy samochód był synonimem luksusu i każdy, kto miał garaż, był „karany” wysokim podatkiem. Z punktu widzenia polskiej prowincji zdecydowanie za wysokie są stawki podatku za 1 mkw. ogródka przydomowego, a stanowczo za niskie za 1 mkw. mieszkania. Dla przykładu, właściciel domku jednorodzinnego o powierzchni 100 mkw. i 1000-metrowej działki płaci podatek w wysokości 81 zł za dom i aż 500 zł za samą działkę. Inny przykład: za mieszkanie o powierzchni 50 mkw.maksymalna stawka podatku to tylko 40,50 zł. Jeśli mieszkanie stanowi współwłasność małżonków, to koszty wytworzenia decyzji podatkowej i jej przesłania podatnikom wynoszą ok. 50 proc. tego podatku. To moim zdaniem absurdalne, ale nikogo to w Ministerstwie Finansów nie obchodzi, choć mówię o tym i piszę od wielu lat.