W samorządach

Miał być wielki protest samorządów, wyszła antyrządowa manifestacja Platformy Obywatelskiej

Sławomir Bukowski

06.05.2017

Ani jeden lider organizacji samorządowych nie zabrał głosu podczas Marszu Wolności w Warszawie

Na sobotę 6 maja do Warszawy zapraszały największe korporacje samorządowe: Związek Miast Polskich, Związek Gmin Wiejskich, czy Związek Powiatów Polskich. Na swoich stronach umieściły informację przygotowaną przez Samorządowy Komitet Protestacyjny, skupiający liderów największych korporacji. Zapowiadały wystąpienia liderów samorządowych: „Marsz Wolności rozpocznie się na placu Bankowym o godz. 13:00 od wystąpień na pierwszej scenie przedstawicieli środowisk wspierających Marsz, w szczególności samorządowców”. Zaznaczały także, że „główny ciężar organizacyjny i finansowy związany z Marszem Wolności wzięła na siebie Platforma Obywatelska i jej biuro zajmuje się logistyką Marszu”.

 

Marsz okazał się antyrządową, partyjną demonstracją PO. Przyjechali ludzie z całego kraju z flagami polskimi, unijnymi oraz transparentami z nazwami swoich miejscowości oraz regionów, ale oznaczonymi emblematami Platformy Obywatelskiej. Widoczni byli zwolennicy KOD-u, niektórzy grali na bębnach żeby zwrócić na siebie uwagę. Gdzieniegdzie w oczy rzucały się zielone flagi PSL-u. Próżno było w kilkudziesięciotysięcznym tłumie szukać akcentów samorządowych, choć np. burmistrz podwarszawskiej Podkowy Leśnej Artur Tusiński, który na swoim facebooku też zapraszał na warszawski marsz, wrzucił w sobotę po południu kilka zdjęć, jak maszeruje z tabliczką z napisem „Miasto Ogród Podkowa Leśna” i herbem miasta.

 

– Jesteśmy tu aby wesprzeć samorządowców, którzy walczą o niezależny samorząd, o decentralizację władzy, którzy walczą za nas, aby władza była bliska ludzi, aby była przyjazna, aby była normalna – kokietował ze sceny Grzegorz Schetyna, lider PO, ale był to jeden z nielicznych samorządowych akcentów. Większość wystąpień dotyczyła obrony szeroko rozumianej wolności, demokracji, sprzeciwu wobec reformy oświaty nazywanej tu deformą, oraz dobrej zmiany określanej podłą.

  

Na scenie na placu Bankowym, po czołowych politykach Platformy, głos zabrała czwórka samorządowców. Pierwszym był prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak, zaanonsowany jako „człowiek, który jako pierwszy w rocznicę Poznańskiego Czerwca nie pozwolił na to, aby apel smoleński był wykorzystywany politycznie przez Macierewicza”. Ale Jaśkowiak nie podjął problemów samorządowych i uderzył w wysokie nuty polityczne. – To że nie było apelu smoleńskiego to również zasługa tych, którzy w Czerwcu '56 potrafili się postawić komunistom. I teraz potrafili się postawić Macierewiczowi. Dziękuję za to – mówił. – Obronimy samorząd i obronimy wolność, bo my wolność rozumiemy inaczej niż Kaczyński, Erdogan, Putin czy Łukaszenka. I tej wolności będziemy strzec i jej będziemy bronić. Nie pozwolimy Kaczyńskiemu na Polexit, na wyprowadzenie nas ze struktur zachodnioeuropejskich, bo przynależymy do zachodniej Europy, do tego kręgu cywilizacyjnego.

 

 

Marszałek woj. świętokrzyskiego Adam Jarubas, zapowiedziany jako przedstawiciel Związku Województw RP, zapewniał ze sceny, że nie ma zgody na osłabianie gmin, powiatów i województw i na łamanie konstytucji. – Polska jest dziś z nami. Są z nami samorządowcy, nauczyciele, przedsiębiorcy, rolnicy. Jesteśmy tu by bronić wartości i samorządnej, obywatelskiej Polski. W latach 90., kiedy przeprowadzano reformy ustrojowe, uwolniono olbrzymią energię Polaków, to ona zmieniła Polskę. I dziś widzimy, że tę Polskę, samorządową, chce się nam odebrać, fundując na siłę wdrażany model jednolitej władzy państwowej. To już przerabialiśmy w PRL-u! – mówił Jarubas. – Zamach na samorząd nie jest tylko zamachem na stanowiska wójtów czy prezydentów, to zamach na podstawowe wolności obywatelskie, na prawo do samostanowienia, na zasadę pomocniczości mówiącą, że większość spraw powinno być załatwianych jak najbliżej obywatela. Ręce precz od samorządów!

 

 

Prezydent Łodzi Hanna Zdanowska podkreślała: – My samorządowcy rzadko opuszczamy nasze miasta, bo najlepiej czujemy się będąc blisko mieszkańców, rozwiązując ich problemy. Ale są chwile, kiedy czujemy, że musimy być tu, w Warszawie, bo zabiera się naszą wolność, samorządność. Są chwile, kiedy wszyscy razem musimy powiedzieć: nie! Jesteśmy tutaj razem by pokazać, że dla nas, samorządowców, najważniejsze są sprawy ludzkie. Nie chcemy żeby decyzje zapadały na szczeblu centralnym. Bo problemy w różnych miastach są inne, muszą być rozwiązywane nieco inaczej. Dlatego chcemy decydować, jak to zrobić, na szczeblu lokalnym. Proszę was wszystkich w imieniu wszystkich samorządowców: brońmy samorządów jak niepodległości, samorządów które należą do obywateli – mówiła Zdanowska.

 

 

 

Ostatnim dopuszczonym do głosu samorządowcem był prezydent Legionowa Roman Smogorzewski, „wolnego Legionowa”, jak go zapowiedziano. To właśnie w jego mieście odbyło się słynne referendum w sprawie projektu metropolii warszawskiej, w którym 94 proc. głosujących powiedziało metropolii „nie”, a frekwencja wyniosła 46 proc. – Przyjeżdżam tu do was z wielkim przesłaniem od dumnych i zwycięskich mieszkańców Legionowa. Pokazaliśmy, że można zatrzymać PiS. Że można przekonać dużą część elektoratu PiS-u, że te zmiany dotyczące samorządu, które proponuje Prawo i Sprawiedliwość, to są złe zmiany, nie do przyjęcia – mówił Smogorzewski. – PiS traktuje nasze społeczeństwo jak węgierskie salami, odcina po kawałku nasze wolności. Zniszczyli Trybunał Konstytucyjny, niszczą wolne sądy, mówią o nas samorządowcach, że jesteśmy ranczo, układ, że jesteśmy do przewietrzenia. Nie dajmy sobie wmówić, że źle wybieramy sobie samorządowców, nie dajmy sobie odebrać prawa wolnego wyboru. Ręce precz od najlepszego polskiego samorządu!

 

 

Jeszcze jednym samorządowym akcentem było wystąpienie – już po przemarszu na plac Konstytucji – Rafała Kampy, radnego gminy Dobrzeń Wielki, który razem z grupą lokalnych samorządowców oraz mieszkańców protestuje przeciwko przyłączeniu części jego gminy do Opola. Zmiana administracyjna weszła w życie 1 stycznia 2017 r., decyzją rządu Opole powiększyło się kosztem sąsiednich gmin, mimo zdecydowanego sprzeciwu mieszkańców terenów włączanych do stolicy województwa. I to sprzeciwku wyrażonego w konsultacjach społecznych, które odbyły się w zeszłym roku.

 

– Żywym przykładem odbierania wolności jest sprawa gminy Dobrzeń Wielki, gminy która dzisiaj po przeprowadzeniu procesu powiększenia Opola, zniszczenia jednego samorządu przez drugi, ma wielkie problemy! Są masowe zwolnienia ludzi, nie spinamy budżetu na blisko 10 mln zł. Spotykamy się z przejawami agresji – mówił Kampa. – My dziś mamy odebraną wolność, my jako mieszkańcy nie jesteśmy wpuszczani do Sejmu. Jesteśmy inwigilowani przez policję, mamy wizyty CBŚ w domach, mamy przeszukiwane domy, jesteśmy wypytywani o personalia osób, które sprzeciwiają się obecnej władzy. Dlatego my nie wyrażamy zgody na ten rząd!

 

Kampa tłumaczył, że sprawa powiększenia Opola to niby problem lokalny, ale zaistniał także w gminach podwarszawskich, które miały znaleźć się w wielkiej Warszawie. Skarżył się, że skarga na powiększenie Opola złożona do Trybunału Konstytucyjnego została odrzucona. – Dwa dni przed rozprawą został zmieniony skład sędziowski na dublerów z PiS-u, którzy naszą sprawę umorzyli. Nie zgadzamy się na takie traktowanie. To nie jest dobra zmiana, a tylko dobra ściema! – krzyczał Kampa.

 

Według informacji podawanych przez policję w sobotę, w marszu wzięło udział 12 tys. osób. Według warszawskiego ratusza było ich około 90 tys. I ta druga liczba wydaje się bliższa prawdy, bo gdy czoło marszu na liczącej 2,7 km trasie dotarło do placu Konstytucji, część manifestantów wyruszała dopiero z placu Bankowego, spod siedziby Urzędu m.st. Warszawy.

 

Jak ocenić publiczny przekaz problemów trapiących dziś polski samorząd? Szczerze mówiąc trudno to zrobić, bo takiego przekazu w zasadzie nie było, nie licząc kilku ogólnych odwołań do prób centralizacji władzy państwowej. Sobotni marsz pokazał, że samorząd jest dla Platformy Obywatelskiej narzędziem do zdobycia paru punktów w rankingach politycznych, a inicjowana kilka razy fraza „Ręce precz od samorządu” podziękowaniem za to, że organizacje samorządowe zorganizowały autokary i przywiozły trochę uczestników warszawskiego marszu. Korporacje samorządowe dopraszając się na Marsz Wolności zagrały na bębenku PO i przyczyniły się do budowy wizerunku tej partii. Trudno uznać to za ich sukces.

 

Kolejny egzamin przed korporacjami oraz Samorządowym Komitetem Protestacyjnym 27 maja, w dzień samorządu terytorialnego. Czy będą w stanie samodzielnie, bez podłączania się pod jakąkolwiek partię polityczną, stworzyć silny i spójny przekaz pod adresem rządu, jakim propozycjom zmian się przeciwstawiają, a jakich oczekują? I czy będą w stanie dotrzeć z tym przekazem do opinii publicznej?

Zdjęcia: Sławomir Bukowski

 

TAGI: burmistrz, demonstracje, parlament, polityka miejska, premier, prezydent miasta, prezydent rp, projekt, projekt ustawy, referendum, sejm, marszałek,