Rozmowy Wspólnoty

Liczba mieszkańców rośnie, chciałbym, żeby szedł za tym PIT

Nawet jeśli zmiany prawne doprowadziłyby do obniżenia wpływów z PIT, nadal będzie to dla nas – z racji dużej dynamiki rozwoju – jedna z najważniejszych pozycji w budżecie. Jeśli mieszkańcy chcą utrzymać „prestiżowy” warszawski meldunek, wówczas mówię im: nie musicie się u nas meldować, ale rozliczcie chociaż swój PIT. To z tego źródła dochodów realizujemy inwestycje – podkreśla Paweł Kownacki, wójt gminy Wieliszew.

Jak wyglądał Wieliszew w 2010 roku, kiedy obejmował pan urząd?
Jedna z lokalnych gazet przygotowała wtedy przewodnik po okolicy i pisała o Wieliszewie jako o „najdalszych rubieżach naszego powiatu”. Przed 1989 rokiem Wieliszew uważano za rezerwuar dobrego terenu. Gdybyśmy nie zostali na początku lat 90 „ograbieni” z ziemi zajmowanej przez zakłady przemysłowe, gmina byłaby dziś naprawdę bogata. Pozostały nam tylko fragmenty stref przemysłowych i dlatego gmina charakteryzuje się głównie zabudową jedno- i wielorodzinną. Stąd tak istotny dla nas jest udział podatku PIT w budżecie. Pamiętam też liczbę mieszkańców: 10601. Od tego czasu niemal się podwoiła – oficjalnie to 16,4 tys., ale według deklaracji śmieciowych prawie 19 tysięcy. I wciąż mamy ludzi, którzy wymykają się rejestracji.

Skąd taki wzrost?
W latach 90. patrzyliśmy, trochę z zazdrością, na popularność gminy Jabłonna. Obecnie to u nas obserwujemy lawinowy przyrost liczby mieszkańców – zdarzają się lata, gdy w gminie przybywa zdecydowanie ponad tysiąc osób. Szczęśliwie, działania moich poprzedników i moje w sprawie miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego sprawiły, że ten przyrost jest w miarę stabilny. Teraz próbujemy zweryfikować niektóre plany zagospodarowania – poprawić układy komunikacyjne, zmniejszyć intensywność zabudowy, a nade wszystko ograniczyć naciski inwestorskie deweloperów, które nierzadko stoją w sprzeczności ze strategią zrównoważonego rozwoju gminy.

Deweloperzy nie ułatwiają sprawy?
Gdy przepisy o warunkach zabudowy zostały zliberalizowane, gminy stanęły przed wyzwaniem zahamowania wydawania wuzetek na życzenie deweloperów. Zatrzymanie tej lawiny stało się trudniejsze, firmy szukają miejsc i możliwości, aby postawić kolejny blok. My staramy się uświadamiać im współodpowiedzialność za rozwój tego miejsca. Na poparcie słów o nieograniczonej wyobraźni deweloperów przytoczę przykład zabudowy dwulokalowej – zdarzyła się próba pomieszczenia ośmiu rodzin na 1200-metrowej działce w czterech domach dwulokalowych. Na szczęście, niektóre zapisy planów miejscowych uniemożliwiają takie działania. Ale ta gra deweloperów z gminą trwa, a moi pracownicy stają przeciw wyspecjalizowanym kancelariom prawnym reprezentujących deweloperów „miłujących” Wieliszew.

Jak mieszkańcy postrzegają presję deweloperów?
Dla wielu osób nowa zabudowa to znak równości z decyzją wójta. Nie zdają sobie jednak sprawy z faktu, jak wiele niekorzystnych dla gminy inwestycji nie powstało. Z drugiej strony, według niektórych rdzennych mieszkańców każda działka powinna zostać zabudowana. W wielu miejscach udaje się nam ratować tereny cenne przyrodniczo, których w gminie nie brakuje. Stanąłem przeciwko wspomnianym już rdzennym mieszkańcom, którzy chcieli zabudować należące do nich działki leśne. Podobnie było z ogromnymi łąkami, sąsiadującymi z Jeziorem Wieliszewskim. Każdy właściciel działki rolnej chciałby mieć działkę budowlaną. Presja jest silna, więc kilka osób się na mnie obraziło za stawianie przeszkód na drodze do ich dobrobytu.

Udaje się nakłonić deweloperów do inwestycji w infrastrukturę?
Uświadamiamy im, że infrastruktura społeczna i drogowa są częścią ich przedsięwzięcia. Nie może być tak, że w polu, albo na zarośniętych terenach rolnych pozbawionych drzew za sprawą liberalnych przepisów o wycince, powstają „wioski smurfów” bez żadnego zaplecza. Staramy się narzucać deweloperom budowę infrastruktury technicznej i społecznej, chociaż wiadomo, że nowe domy powstają szybciej niż taka infrastruktura. Dlatego w ramach realizowanej inwestycji deweloper jest zobligowany do współudziału w budowie wodociągu czy kanalizacji.

Co z 8-piętrowym blokiem „covidowym”, który miał stanąć w Wieliszewie?
Wiem, że z miejskiej perspektywy to nie jest wieżowiec, ale pomysł budowy takiego budynku na wsi, jeszcze z narzuconą narracją o pomocy chorym na COVID-19, skłonił mnie do zdecydowanego oporu. Trzeba było zaangażować „wszystkich świętych” – od inspektora nadzoru budowlanego, przez policję i prokuraturę, po ABW. Deweloper chyba zorientował się, że przelicytował, nie pomógł mu nawet lex-covid. W najczarniejszych snach nie przewidywałem, że można wpaść na taki pomysł. W miejscu, gdzie krzyżuje się ruchliwa droga wojewódzka i najbardziej uczęszczana droga powiatowa, miałby pojawić się wyjazd z budynku z grubo ponad stu mieszkaniami. Nie każdy układ komunikacyjny pozwala na takie rozwiązanie.  

Czy wieliszewski samorząd też buduje mieszkania?
Przymierzamy się do wejścia w samorządowe inwestycje mieszkaniowe, żeby stworzyć konkurencję dla deweloperów i dać gorzej sytuowanym mieszkańcom, których jednak stać na wynajem, możliwość wynajmowania mieszkania od spółki gminnej i dochodzenia przy tym do jego własności.

Jaki jest pomysł?
Jesteśmy po wstępnych rozmowach z przedstawicielami Krajowego Zasobu Nieruchomości. Albo połączymy się ze Społeczną Inicjatywą Mieszkaniową Mazowsze Północ (jej liderem jest Ciechanów – przyp. red.) – jesteśmy tam mile widziani – albo utworzymy odrębny SIM we współpracy m.in. z Serockiem, Wyszkowem i Nasielskiem. Mamy bardzo dobrze przygotowany teren, który mógłby zostać wykorzystany na taką inwestycję.

Chyba są też plusy wynikające z rosnącej populacji?
Te wszystkie domy powstają dla kogoś. Przybyło bardzo wielu ciekawych ludzi – to duży kapitał. Widać to choćby po popularności wydarzeń kulturalnych, w tym przedstawień teatralnych, które tu goszczą. Staramy się, żeby gminne imprezy były realizowane przez mieszkańców i właśnie nowi mieszkańcy bardzo się w nie angażują. To ludzie z inicjatywą, liderzy, co widzę też jako pracodawca, który nie ma łatwo, bo Warszawa chłonie wszystkich pracowników. Jednak coraz więcej osób jest zmęczonych korporacyjnym pędem, chcą pracować na rzecz lokalnej społeczności. Mamy w gminie międzynarodowe towarzystwo – wielu sąsiadów ze Wschodu, grupę repatriantów z Kazachstanu – wsparcie od państwa pozwala im na zakup mieszkania. A mówiąc prozaicznie, nowi mieszkańcy przynosząc do nas swoje podatki wzbogacają gminny budżet.

Wieliszew jest trzecią gminą w Polsce pod względem salda migracji.
W 2020 roku było to +49 osób na 1000, przy czym lider (gmina Czernica w woj. dolnośląskim) ma +50,6, zaś druga w klasyfikacji gmina Stawiguda (woj. warmińsko-mazurskie) +49,1. Rok wcześniej byliśmy na czwartym miejscu, teraz na trzecim. Podejrzewam jednak, że nieoficjalne dane byłyby jeszcze lepsze i nawiązując do argumentu o wyższym wpływie z PIT od nowych mieszkańców chciałbym, żeby ci wszyscy nowi fajni ludzie się ujawnili i związali się z nami nie tylko oczekiwaniami, ale i swoimi podatkami.

Nie wszyscy nowi mieszkańcy płacą tu podatki?
Nie wszyscy i to jest kłopot. Organizowaliśmy loterie PIT-owe z samochodem jako nagrodą główną, co spotkało się z dużym odzewem. Zresztą, nie tylko u nas, wzbudziło też zainteresowanie w innych gminach. Dochody wzrosły skokowo, chociaż wciąż są mieszkańcy, którzy mówią: zapłacę, gdy zrobicie to, czego się domagam. Ba, zdarza się, że słyszę argument, że meldunek warszawski jest bardziej prestiżowy. Wtedy odpowiadam: nie musisz się meldować, chociaż powinieneś, ale proszę, rozlicz tu przynajmniej PIT.

Można oszacować liczbę osób żyjących na koszt gminy?
Jeżeli w jednej z wsi mam kilkusetosobową różnicę pomiędzy liczbą meldunków a liczbą deklaracji śmieciowych – od których trudniej uciec – to obawiam się, że znaczna część osób nie podzieliła się z nami swoim PIT-em. A nie są to ludzie, którzy płacą małe podatki. PIT jest dla nas najważniejszym wskaźnikiem w budżecie, bo to stały dochód, inaczej niż w przypadku dotacji unijnych czy od samorządu województwa lub pieniędzy rządowych. Gdybym miał ten milion, dwa, więcej, przy 24 mln zł z PIT, jakie mam teraz, to byłoby nam zdecydowanie łatwiej realizować zadania. Nie mogę finalizować marzeń mieszkańców bez ich udziału. A w takich gminach jak Wieliszew, Nieporęt czy Serock ludzie nie oczekują już chodnika za kilkaset tysięcy złotych, ale szkoły, przedszkola czy hali sportowej za kilkanaście milionów.

Wspomniał pan o warszawskim meldunku. To znaczy, że nowi mieszkańcy ciągną tu ze stolicy?
Niektórzy tak, ale nasze przyciąganie obejmuje też północne Mazowsze, Podlasie, Lubelszczyznę, Łódzkie. Z drugiej strony, rdzenni mieszkańcy, po sprzedaży ziemi w Wieliszewie, często przeprowadzają się do Warszawy. Zwłaszcza młodzi.

Co by się stało, gdyby Wieliszew został objęty granicami metropolii warszawskiej?
Gdyby to była metropolia warszawska w wydaniu proponowanym przed kilkoma laty, to zmieniłoby się niewiele, poza tym, że wybieralibyśmy prezydenta stolicy. Zakładam, że stworzenie metropolii zharmonizowałoby wiele spraw. Na przykład działanie transportu miejskiego, który – nawet w ramach współpracy ze stołecznym ZTM – w jednej podwarszawskiej gminie funkcjonuje lepiej, w innej gorzej. Pomysł metropolii zaczyna kiełkować, jest nadzieja, że powstanie ona w znacznie lepszej formie niż planowana wcześniej, choćby podobnej do Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Montujemy coś podobnego sposobem oddolnym i tutaj należy się wielki ukłon w stronę samorządu Warszawy, który bierze na siebie koordynowanie szerszej współpracy, choćby w ramach stowarzyszenia Metropolia Warszawska. Część tej współpracy miałaby oparcie w finansowaniu unijnym w ramach naszego ZIT-u.

Czy Wieliszew chciałby być miastem?
Pojawiły się takie pomysły jako sposób na pohamowanie zakusów terytorialnych ze strony większych sąsiadów. Trudniej anektuje się tereny z gminy miejsko-wiejskiej niż wiejskiej. Zresztą, w praktyce jesteśmy już bardziej miasteczkiem niż wsią. Ale są też argumenty przeciw. Mocno stracilibyśmy na subwencji oświatowej z racji dodatku wiejskiego dla naszych nauczycieli, bo populacja Wieliszewa przekroczyła 5 tys. mieszkańców. Teraz, jako jedna z nielicznych gmin, mamy wyraźny wzrost subwencji oświatowej – z 21 do 23 mln zł. Słyszę od pewnego czasu mgliste zapowiedzi rządowe, że małe miasteczka będą mogły liczyć na wsparcie w ramach specjalnego programu unijnego. Kiedy ten instrument się realnie pojawi, będziemy rozważać starania o prawa miejskie. Nie chciałbym, aby ten proces związany był tylko ze zmianą nazewnictwa wójta na burmistrza. Niektórzy mówią, że prawa miejskie to więcej bloków, wyższe podatki, ale to akurat nie ma znaczenia, bloki w Wieliszewie stoją od lat 80., a podatki nie są związane z charakterem gminy.

Jak liczny będzie Wieliszew w 2023 roku, podczas kolejnych wyborów?
Przed nami wiele planów, nie wiem, które zostaną zrealizowane. Zakładam, że rozbudowa Szybkiej Kolei Miejskiej dobiegnie końca i sprawi, że do nowej stacji, którą sobie wymarzyłem, będzie bliżej. Skończy się modernizacja drogi krajowej 61 na odcinku biegnącym przez gminę. Teraz kończy się budowa osiedla, w którym zamieszka kolejne tysiąc osób, więc populacja samej miejscowości Wieliszew przekroczy 8 tys. mieszkańców. Zakładam, że za kilka lat w gminie będzie mieszkać ponad 20 tys. osób, zatem wybory samorządowe w 2028 roku odbędą się już w proporcjonalnym systemie wielomandatowym.